• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Brighton [20.10.72] Trupy w szafie

[20.10.72] Trupy w szafie
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#1
11.05.2026, 09:21  ✶  
Rosier był człowiekiem, który potrafił z dnia na dzień wymyśleć sobie coś pozornie absurdalnego. Jak „chcę zwiedzić zamek Draculi”, „idziemy na randkę do weneckiej restauracji”, „modelka ma wystąpić w stroju z pajęczyn”, „ciotka na urodziny dostanie ode mnie małpę”, „znajdźcie mi ghula na kolejny pokaz” albo „kupuję dom”. Tyle że… miał pieniądze, a to umożliwiało zrealizowanie większości z tego typu zachcianek.
Kiedy więc uznał, że posiadanie nieruchomości z dala od Londynu może być dobrym planem, realizacja zamierzenia była jedynie kwestią czasu. Zlecił asystentce wykonanie badań rynku, i koniecznie poszukania czegoś poza linią Zadrapania, według udzielonych wskazówek. Na rynku nieruchomości trwał teraz prawdziwy chaos: jedni domów w pośpiechu się pozbywali, inni remontowali zniszczone, jeszcze inni poszukiwali czterech kątów, gdy ich stały się niemożliwe do zamieszkania. Rosier wyszedł jednak z założenia, że odpowiednia ilość pieniędzy i poszukiwanie czegoś z dala od Londynu powinno załatwić sprawę.
Po kilku dniach na jego biurku pojawiła się teczka ze zdjęciami i opisem domów, które mógłby zakupić od ręki.
Jeden z nich odrzucił z powodu zbyt mugolskiego sąsiedztwa, drugi, ze względu na tajemnicze zaginięcie trzech poprzednich właścicieli, a trzeci, bo miał o wiele zbyt małe okna. Czwarty leżał w Little Hangleton, i jak Christopher spojrzał na tę propozycję, spytał asystentkę, czy jej zdaniem kompletnie oszalał. Piąty i szósty jednak zdawały się, przynajmniej na pierwszy rzut oka, spełniać jego wymagania, jeden położony w Lake District i mający zaletę rozmiarów oraz oddalenia od innych zabudowań, drugi w Brighton, może trochę mniej okazały, za to wcześniej należący do rodziny czarodziejów. To był niewątpliwy plus, choćby przez gotowe podłączenie do sieci Fiuu.
Pozostawało jeszcze obejrzeć oba budynki i zastanowić się, czy któryś z nich spełni oczekiwania Rosiera.
– Podobno właściciel postanowił wyprowadzić się z Anglii po Spalonej Nocy, bo miejsce, w którym pracował, został zniszczone – powiedział Christopher, otwierając furtkę. Dom w okolicach Brighton otaczał ogród, duży, choć wyraźnie zaniedbany, ale nie było to nic, czego nie załatwiłby dobry ogrodnik. Sam budynek był jednopiętrowy, niezbyt duży, w całości wzniesiony z drewna, i miał na dole bardzo duże okna, a na piętrze spore balkony. Fantazyjne zdobienia, dziwne kształty okien na piętrze oraz wieżyczka dość jasno sugerowały, że był to czarodziejski budynek.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#2
11.05.2026, 21:58  ✶  

Nie mogła rzucić kamieniem na nagłą potrzebę wyprowadzki z Londynu, bo nie tak dawno temu zrobiła dokładnie to samo. Powodem co prawda nie była Spalona Noc, ani nagabująca ją rodzina, a natężenie dziwnych wydarzeń w kamienicy na Pokątnej, co przelało czarę goryczy i wyczerpało wcale nie anielską cierpliwość Victorii. Więc gdy Christopher oznajmił jej, że myśli o wyprowadzce, to nie poczuła w tym pomyśle niczego absurdalnego. Ba, w obecnym klimacie było to całkowicie na miejscu, a skoro było go stać… to co w tym niby złego czy dziwnego?

Gdy więc Chris spytał ją, czy może nie wybrałaby się z nim obejrzeć tego, co zostało po tej jego ostrej selekcji, upewniła się, by znaleźć na to miejsce w swoim grafiku, bo czemu by nie. Oglądała domy już w sierpniu, nim porzuciła temat aż do końca września, miała więc jakiś wgląd w to, na co być może warto zwrócić uwagę, a poza tym…

Poza tym nie mogła zaprzeczyć przed samą sobą, że miała ochotę na spotkanie z Rosierem. Nawet takie z pozoru całkowicie niewinne.

– Czyli całkiem niedawno – przeszła przez furtkę i rozejrzała się po terenie wokół domu. Ogród… cóż – tego nie mogła nie zauważyć, bo to pierwsze, na co właściwie zwróciła uwagę. – Ale ten ogród wygląda, jakby nikt się nim nie zajmował dużo dłużej – stwierdziła, przyglądając się otoczeniu w spokoju, nim przeniosła spojrzenie na sam budynek. Konstrukcja była ciekawa, to na pewno. Miała w sobie takie artystyczne zacięcie (to pewnie te zdobienia i kształty), które pewnie odpowiadałyby Rosierowi. I w jakiś sposób do niego pasowały. – W teorii, skoro dom został dopiero co wystawiony na sprzedaż, to sam dom powinien być zadbany i niewymagający dużo pracy… Pytanie czy będzie ci się podobać w środku, bo wymiana mebli w tym momencie jest… za mało jest stolarzy – mruknęła i odwróciła się do Chrisa. – Ale ładnie tutaj. Podoba ci się? Tak na pierwszy rzut oka – sama okolica Brighton była całkiem ciekawa, zwłaszcza piękne plaże.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#3
12.05.2026, 08:38  ✶  
– Być może już wcześniej właściciel nie miał do tego serca, czasu albo pieniędzy – stwierdził Christopher, rozglądając się po ogrodzie. Nie miał oka Victorii do takich rzeczy, a jego wiedza o przyrodzie kończyła się na kwiatach i liściach, których kształtów używał do ozdabiana sukien, ale nawet on widział, że część bluszczu pnącego się po murach jest uschnięta, chwasty rozrosły się między rabatami, a żywopłot domagał się gwałtownie przycięcia. To były jednak rzeczy, które dość łatwo mógł ogarnąć, pokazując je po prostu odpowiednim osobom palcem: bardziej interesował go sam dom. – Pewnie powinienem był dopytać o poprzedniego właściciela. Może nie mieszkał tu od jakiegoś czasu albo był starszy? – stwierdził, przystając i przypatrując się bryle budynku.
Podobały mu się okna: Chris lubił mieć dużo światła, nie tylko w pracowni. Wieżyczka stanowiła miłe urozmaicenie konstrukcji, podobnie jak zdobienia, bo Rosier wprawdzie doceniał prostą elegancję prostoty w niektórych projektach, ale zdecydowanie nie traktował jej jako czegoś, co powinno dotyczyć jego domu. Mieszkanie w Londynie… tak, to było coś innego, tu chyba niezbyt go interesowało, jak będzie wyglądać z zewnątrz, póki w środku będzie elegancko i użytkowo, ale odkrył, że teraz, kiedy szuka czegoś poza miastem, ma wygórowane wymagania.
– Jeżeli terroryści w szlafrokach nie postanowią sprawić nam kolejnej niespodzianki, sądzę, że w okolicach grudnia powinno być już łatwiej, a jeśli się uprę, załatwię zamówienie z Francji – skwitował Chris, ruszając w stronę drzwi wejściowych. Pieniądze i znajomości sporo rzeczy potrafiły załatwić, a on… chciał przeprowadzić się w miarę szybko, skoro jego mieszkanie nieważne, kto by na to nie patrzył, dalej było pełne sadzy, zaś życia z rodzicami miał dość, ale też nie musiał mieć od razu wszystkiego ułożonego. – Zrobiłaś złoty interes załatwiając to sobie przed wrześniem, Victorio. Podoba mi się bryła budynku. To ogrodzenie i żywopłoty to też dobry pomysł. Ale tak naprawdę decydujące będzie to, co znajdziemy w środku…
Wyciągnął klucze, otworzył drzwi, a potem kurtuazyjnie przepuścił Victorię przodem.

Co jest nie tak z domem?
1 – jest nawiedzony
2 – siedzi w nim poltergeist
3 – w szafie dosłownie znajdą trupa
4 – w zasłonach siedzą bahanki czy jak to się zwało, a w szufladzie bogin
5 – znajdują oznaki świadczące o tym, że mieszkający tu człowiek był przestępcą

Rzut 1d5 - 4
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#4
12.05.2026, 23:50  ✶  

Może i ogród to nie było coś, na co zwracał uwagę Christopher, ale według Victorii była to swego rodzaju wizytówka: jeśli dom posiadał ogród i był on zaniedbany, to już o czymś świadczyło… Choćby o pewnej niechlujności, która mogła się przełożyć również na pewne zaniedbania wewnątrz budynku.

– Może… – nie chciała być sceptyczna i Chrisa demotywować już od startu więc ugryzła się w język i po prostu się do niego uśmiechnęła, ale prawda była taka, że miała jakieś złe przeczucie do tego: ilość chwastów wlewała w jej serce jakiś trudny do opisania niepokój, bo może i rozrastały się łatwo, to nadal potrzebowały czasu, nie mówiąc jeszcze o innych rzeczach. – Zawsze możesz dopytać później – jak już obejrzą ten dom, a Chris uzna, że przeszedł jakiś tam test, rzecz jasna.

– Fakt… Ale chyba bym się dowiedziała, czy został zabezpieczony przed ogniem, tak na wszelki wypadek… tym bardziej że jest drewniany – Victoria na ten przykład odrobiła zadanie domowe i wykosztowała się dodatkowo, żeby swój dom zabezpieczyć, tak na wszelki wypadek, bo może i ona i jej siostry były na ogień odporne, ale już koty i cała reszta nie… A skoro dom był na takim zadupiu, to nie mogła liczyć na sąsiadów (jak sądziła: to dlatego jej kamienica w Londynie nie spłonęła… nie wiedziała jak bardzo była w błędzie). – Nie do końca wszystko załatwiłam przed wrześniem. Po prostu sporo domów obejrzałam w sierpniu, tylko że miałam inne rzeczy na głowie i jakoś tak… – jakoś tak to się przedłużyło. – Miałam szczęście, że ten, który mi się podobał i odpowiadał, ciągle był na sprzedaż pod koniec września – może dlatego, że ostatnim właścicielem był mugol, ale ten dostał go od czarodzieja, więc jej to nie przeszkadzało.

Kurtuazyjnie czy nie, było to bardzo strategiczne przepuścić aurora przodem, tym bardziej że Victoria miała wyrobione pewne odruchy… ale akurat na wejściu nic ich nie zaskoczyło, więc rozejrzała się po prostu spokojnie po wnętrzu.

– No dobrze, to co jest dla ciebie ważniejsze… kuchnia, salon, sypialnia czy miejsce na pracownie? – zapytała, zastanawiając się, od której części domu zacząć to małe, ale jakże potrzebne zwiedzanie. Potrzebne, bo nigdy nie było wiadomo, co sprzedający chciał ci wcisnąć i czy był uczciwy.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#5
13.05.2026, 11:01  ✶  
Dom, zwłaszcza duży, wymagał sporo pracy. Oczywiście w wypadku czarodziejów było to łatwiejsze, bo mogli użyć zaklęć, wciąż jednak konieczne były starania i motywacja. Rosier, zawsze mieszkający w mieście, pewnie niezbyt zdawał sobie z tego sprawę (i beztrosko przyjmował, że po prostu znajdzie skrzata, zatrudni ogrodnika i jak trzeba to i kogoś jeszcze), ale też ot zaniedbanie wyjaśniał sobie choćby tym, że pewnie właściciel nie rezydował tutaj od jakiegoś czasu.
– Słuszna uwaga, pewnie mam to w dokładnych danych, ale przyznaję, że na razie nie przeczytałem wszystkich szczegółów – stwierdził Chris. Odrzucił z listy kilka budynków, które z różnych względów odpadały w przedbiegach, pozostałe dwa postanowił natomiast obejrzeć i później ewentualnie sprawdzić każdy szczegół. Pociągnięcie dachu lakierem przeciwogniowym nie wydawało mu się jednak nie do wykonania. – Nie sądzę jednak, żeby znowu postanowili sypać ogień z nieba. Zesłali już wicher na Knieję, ogień na połowę Anglii, więc teraz prawdopodobnie powinienem raczej przygotować tutaj wały przeciwpowodziowe i jakiś rów – powiedział, może z odrobiną kpiny, ale tak sobie odnotował, aby sprawdzić, jak wyglądała sprawa czarodziejskich zabezpieczeń przeciwpowodziowych. Miał jednak nadzieję, że Brighton nie będzie jednym z tych miejsc, które śmierciożercy postanowią zatapiać… – Myślę, że salon i gabinet, przynajmniej na początek. Sypialnię w razie potrzeby łatwo przemodelować.
Nic Victorii nie zaskoczyło, a i asystentka Christophera była tu odebrać klucze. Nie rozglądała się dokładnie, ale Rosier zakładał, że jeśli weszła do salonu i nic jej nie zjadło, to i nie zeżre ich (biedny, naiwny człowiek). Lestrange nie zastały więc żadne niebezpieczeństwa. Dębowy parkiet, w całkiem dobrym stanie, spory kominek, wystarczający, aby skorzystać z Fiuu, meble wiekowe, ale z gatunku takich, jakie często widywało się w domach czarodziejów. Ktoś posprzątał tu o tyle, że na sprzętach nie było kurzu, pewnie wymiecionego zaklęciami, acz już dwa fotele przy kominku, choć wyglądające na wygodne, na pewno trzeba by oczyścić, jedwabną tapetę na ścianach najlepiej wymienić, a ciężkie zasłony, przysłaniające okno, uprać.
Rosier ruszył właśnie ku nim, by je odsunąć: i gdy zaczął walczyć z jedną z nich, chcąc wpuścić do środka światło… rozległo się jakieś… bzyczenie.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#6
13.05.2026, 22:47  ✶  

– Pominąłeś jeszcze szalejącą roślinność – podsunęła mu, bo to był kolejny żywioł, z którym się zmagali, ale wątpiła, by Śmierciożercy zrobili to celowo, zresztą tak samo, jak ten wicher… był to raczej skutek uboczny, a nie celowość, w przeciwieństwie do ognia, który spopielił połowę Anglii. – Też bym się nie spodziewała powtórki, ale wydaje mi się, że nie warto oszczędzać na bezpieczeństwie… Na Pokątnej miałam cholerne szczęście, nie wiem, co bym zrobiła, gdyby tamta kamienica spłonęła, tam były moje koty – gdy sobie przypomniała, jak bardzo się tamtej nocy martwiła o wszystko i wszystkich, to naprawdę robiło jej się wręcz niedobrze. – Bo wiesz, myślałam sobie, że po co mi to, skoro żaden ogień nic mi nie zrobi, strasznie to było naiwne – teraz była już mądrzejsza, więc mogła po prostu szturchnąć Chrisa, żeby nie popełniał jej głupawych błędów. – Coś przeciwko wodzie tutaj w Brighton brzmi rozsądnie – dodała przy tym, nie zwracając uwagi na nieco kpiący ton Christophera, gdy weszli już do środka budynku.

– No, od biedy zawsze możesz tymczasowo spać w salonie – stwierdziła, bo co za problem czarami przesunąć kilka mebli, wyczarować łóżko i tak dalej, tym bardziej że nie miał dzielić tego domu ze swoim rodzeństwem, w przeciwieństwie do Victorii, która gdy ostatecznie zdenerwowana na kamienicę na Pokątnej, wiedziała już, że potrzebuje czegoś również pod kątem swojej rodziny. Owszem, mogły zamieszkać w Maida Vale, tak jak ich rodzice, którzy wrócili do rodzinnego domu jej ojca, ale chyba lepiej im było „na swoim”.

Weszli więc do salonu i pierwsze, na co zwróciła uwagę Victoria, to właśnie kominek, który obejrzała sobie uważnie i pokiwała głową. Tak, to była zaleta domu, który już kiedyś należał do czarodzieja: duży kominek, do którego dało się wejść, a nie takie maleństwo jak czasami widywała w domach mugoli.

– Ładny ten parkiet – stwierdziła, rozglądając się dalej. Lubiła porządne parkiety, nadawały wnętrzom stylu, a ten wydawał się całkiem nieźle zadbany. No i w połączeniu z dużymi oknami zwyczajnie pasował; oknami, które odsłonięte, na pewno wpuszczą tutaj sporo światła, a to bardzo dobrze działało na głowę. – Na pewno wymaga to lekkiego odświeżenia i przerobienia pod twoje gusta, ale wygląda to całkiem solidnie. Tylko że hmm… Zastanawiam się, czy poprzedni właściciel faktycznie już jakiś czas tutaj nie mieszkał, wiesz? Pomijając ten ogród, mam wrażenie, że tu zostało wysprzątane tak wiesz… żeby się na pierwszy rzut oka tylko nie rzucało w oczy – a Victoria miała lekkiego pierdolca na punkcie czystości i porządku w swoim otoczeniu, więc niektóre rzeczy rzucały jej się w oczy od razu. Jak choćby te fotele…


// Rzucam czy Tori w ogóle cokolwiek usłyszy zza tej zasłony, skoro jest zajęta oglądaniem drugiej części salonu
Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#7
14.05.2026, 13:37  ✶  
– Zapomniałem o niej – przyznał bez oporów. Christopher w końcu spędzał większość czasu w mieście, kursując między swoim mieszkaniem, domem mody Rosierów, ewentualnie eleganckimi restauracjami czy miejscami takimi jak muzeum. Rośliny raczej nie miały okazji się w nich nadmiernie rozplenić, nie miał trawników do koszenia, a owoce i warzywa dostarczano mu bezpośrednio na stół. – Ale czy to tym bardziej nie świadczy o tym, że teraz możemy spodziewać się… sam nie wiem. Wielkich burz? Morza występującego z granic? Może to Brighton to jednak nie najlepszy pomysł.
Trochę żartował, a trochę… trochę nie. Bo jednak nie spodziewał się Spalonej Nocy. Chyba naiwnie zakładał, że Beltane było kumulacją. A teraz? Teraz to już był gotów spodziewać się właściwie wszystkiego albo prawie wszystkiego.
– Mam nadzieję, że z sypialnią nie jest tak źle – dodał, kontemplując przez chwilę jej pomysł i rozważając, co jest lepsze: chwilowa niewygoda tutaj czy dalej tkwienie u rodziców. I uznał, że jednak to pierwsze. Prawdę mówiąc, był już całkiem blisko tego, by zacząć sypiać na kanapie w swojej pracowni w Domu Mody: ogólnie rzecz biorąc robił ostatnio absolutnie wszystko, żeby nie wracać do domu, i teraz też wpadł na wprost genialny pomysł. – Masz później ochotę obejrzeć plażę albo centrum miasta?
Dom w końcu znajdował się pod miastem. Miasto było mugolskie, ale Rosier po chwili wahania uznał, że lepsze mugolskie miasto z Victorią niż magiczny salon domu Rosierów z kuzynostwem, proszących go o rysowanie księżniczek i rycerzy. Najpierw to mu nawet pochlebiało, ale namalował im już tych księżniczek z pięćdziesiąt i miał naprawdę szczerze dość.
– Stylowy – ocenił parkiet, z pewnym zadowoleniem. Na pierwszy rzut oka nie widział rys, ale do lepszej oceny trzeba było wpuścić tu światło i przesunąć meble. - Możliwe, że tu nie mieszkał… albo był bałaganiarzem lub nie spędzał tu dużo czasu, bo na przykład podróżował. Te zasłony bardzo potrzebują prania.
Szarpnął.
Pomieszczenie zostało zalane światłem.
A złowieszcze bzęczenie nasiliło się i spomiędzy fałd zasłony uniósł się nie tylko kurz, ale też kilkanaście niewielkich, włochatych, skrzydlatych istotek: wyraźnie potwierdzających, że właściciel nie korzystał z tego pomieszczenia. Victoria była dość daleko od nich, ale Chris… och. On miał problem.
– Uwaga! – zawołał Rosier, cofając się gwałtownie i próbując sięgnąć po różdżkę, bo nie wiedział wprawdzie, czym są te istoty, ale jak coś wydawało z siebie takie dźwięki i tak wyglądało, to na pewno nie wróżyło dobrze.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#8
14.05.2026, 20:50  ✶  

Wiedziała, że z roślinami nie miał na co  dzień za dużej styczności, ale gazety przecież czytał (Victoria nie wyobrażała sobie nie czytać Proroka Codziennego na przykład) i zapewne słuchał choć trochę magicznego radia, pewne informacje na pewno więc do niego docierały, nawet jeśli nie widział ich na własne oczy. – Ano tak by wychodziło, nie? Powietrze znaczy wichura, ziemia, ogień… zostaje co – woda i, jeśli iść za badaniami McCuinneagain’a nad żywiołami, to jeszcze lód – wymieniała. – Woda i lód pasowałyby do zimy, prawda? – nie mówiła tego na serio, ale była pesymistką, bliżej jej było do twardo stąpającej po ziemi realistki, ale nawet ona dostrzegała pewien schemat.

– Zobaczymy, mam nadzieje, że ci się spodoba – a jeśli nie, to był do obejrzenia jeszcze ten drugi dom… i wcale nie musiał się decydować na żaden z nich, jeśli coś mu nie będzie odpowiadać. Obejrzała się na Christophera, na moment przerywając swoje powolne oględziny salonu i uśmiechnęła. – Mam – Christopher zdecydowanie należał do facetów, którzy potrafili wykorzystać okazję, ale również ją stworzyć, co już jej kilka razy udowodnił. A Victoria złapała się na tym, że nie ma nic przeciwko. – Znasz jakieś ciekawe miejsca, czy dopiero będziemy ich szukać i poznawać? – bo w sumie nie wiedziała, czy był z Brighton w ogóle zaznajomiony, czy kompletnie nie i po prostu dom pasował mu do profilu.

– Dziwne, że nikt ich nie przygotował, żeby się jakoś prezentowały. Może faktycznie tu nie mieszkał i było mi już wszystko jedno – stwierdziła i nawet kiwnęła głową, gdy już światło dnia wlało się do środka salonu, powodując, że można go było zobaczyć w zupełnie innym świetle, ale nie zdążyła się dłużej poprzyglądać, bo wtedy usłyszała Christophera, który zaczął się bardzo żwawo wycofywać i ewidentnie szukał czegoś po kieszeniach, zaś Victoria… zamarła, wpatrzona najpierw w niego, ale wtedy i ona je dostrzegła: bahanki, które wyleciały zza zasłony. Nie trwało długo, a sama wyciągnęła swoją różdżkę – teraz i ona słyszała to ciche, ale jakże charakterystyczne brzęczenie, nietłumione dłużej przez zasłonę.

– Cholera… Chris. Flipendo. Użyj na nie Flipendo! – rzuciła, bo akurat Victoria nie miała problemu z rozpoznaniem, z czym mają właśnie do czynienia.

Poprzedni właściciel nie był bałaganiarzem. Był cholernym syfiarzem!

Ale sama nie zamierzała czekać, aż wszystkie rzucą się na Chrisa i spróbowała kilka z nich znokautować łamane na powalić silnym uderzeniem ciśnienia, mającym je odrzucić, bo jeszcze by tego brakowało, by ich pogryzły. To były tylko bahanki (i oby nie było tu królowej, ale póki co na to nie wyglądało, bo byłoby ich znacznie, znacznie więcej), dość pospolite szkodniki, ale potrafiły być niebezpieczne, gdy kogoś ugryzły…


// Kształtowanie ◉◉◉◉○ na Flipendo
Rzut PO 1d100 - 50
Sukces!
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#9
16.05.2026, 18:21  ✶  
– Czy w takim wypadku nie powinniśmy też spodziewać się błyskawic? – spytał Christoper. Sam nie był pewny, co byłoby gorsze. W tej chwili zdawało się mu, że błyskawice, ale miał dziwne wrażenie, że w wykonaniu Voldemorta i śmierciożerców każdy z tych żywiołów mógł rozbić pół Anglii.
Może naprawdę powinien kazać asystentce poszukać także domu gdzieś we Francji, w pobliżu kanału, dzielącego kraj od Anglii, i umieścić tam część swoich rzeczy. Przez moment rozważał Francję lub Włochy, ale ostatecznie nie chciał opuszczać kraju: miejsca, gdzie zbudował karierę, gdzie jego nazwisko było rozpoznawalne, gdzie mieszkała jego rodzina i przyjaciela (a i Victoria była jednym z tych argumentów, aby nie wynosić się w diabły). Nie był jednak pewien, czy jeżeli faktycznie czekają ich ataki wody, lodu oraz błyskawic nie zmieni w końcu zdania.
Christopher Rosier nigdy nie był bohaterem. I nawet mimo swego poczucia wyższości nie próbował nawet udawać, że nim jest.
– Nigdy tu nie byłem – przyznał uczciwie. – Mam przy sobie papiery zebrane przez Katty, są tam informacje o okolicy, ale tylko pobieżnie je przejrzałem.
Było tam coś o samym mieście (miało bardzo niewiele czarodziejskich punktów, ale chociaż normalnie Chris by na to narzekał, teraz uznawał za pewnego rodzaju zaletę, bo zmniejszało szansę, że miejsce przyciągnie uwagę śmierciożerców), a także kilka zdjęć okolicznych plaż. Rosier je jedynie przerzucił, aby upewnić się, że najbliższa okolica domu by mu pasowała (i stwierdził ostatecznie, że właściwie to nie wie, czy będzie mu to pasować: całe życie spędził w końcu albo w Hogwarcie, albo w mieście).
Nad propozycją nie namyślał się długo, nie analizował. Nie byłby nawet pewny, czy faktycznie próbuje wykorzystać albo tworzyć okazje, gdyby usłyszał to porównanie, które lubiła Victoria: przywykł po prostu do tego, że jeśli chciał coś zrobić albo zdobyć, to nie siadał czekając, aż samo wpadnie mu w ręce. Był zainteresowany, więc dlaczego miałby się bawić w jakieś zastanawianie albo udawanie, że jest inaczej?
Wyglądało jednak na to, że mieli spore szanse skończyć nie na plaży, a w Mungu, z ugryzieniami bachantek. Skrzydlate stworzona wypadły zza zasłony i rzuciły się ku Rosierowi, a choć czar Victorii zmiótł kilka z nich rzucając je na okno, to trzy wciąż frunęły ku Chrisowi. Machnął różdżką, próbując je odrzucić… i jednocześnie cofając tyłem przed atakiem wpadł na fotel.

flipendo
Rzut O 1d100 - 74
Sukces!

Czy wywalę się o fotel?
Rzut N 1d100 - 17
Akcja nieudana
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#10
17.05.2026, 01:21  ✶  

– Błyskawic? – powtórzyła za nim i lekko zmarszczyła brwi. – Chyba nie? To znaczy, wydaje mi się, że były zaliczane do żywiołu powietrza, ale wiesz, to tylko teoria, nie wiem czy bym to wszystko brała na poważnie. Ogień zdecydowanie był dziełem szaleńca, ale ten wiatr i roślinność… to chyba nie było zamierzone. Tak sądzę przynajmniej – co nie zmieniało faktu, że świat chyba próbował dążyć do równowagi, a to, że z Limbo została zabrana energia, mu w tym nie pomagało… A przynajmniej w ten sposób rozumiała to Victoria, chociaż mogła się w tym bardzo mocno przestrzelić. – Chyba nie ma się co martwić na zapas – stwierdziła w końcu. Lestrange nie chciała uciekać. Nie miała tego w naturze. Poza tym… dokąd? Czy inne kraje były bezpieczne? Czy jeśli Voldemort już się nasyci tutaj, to zostawi innych, czy jednak rozleje się dalej? Czy świat był bezpieczny? Nie znała odpowiedzi na te wszystkie pytania.

– Okej – kiwnęła głową, a potem, w jakimś przypływie swojego drętwego żartu, odwróciła się do Chrisa i rzuciła jeszcze: – Ciekawe czy mają w Brighton budkę z hot-dogami – nawiązując, oczywiście, do ich rozmowy z balu, na temat jej wyjątkowo zdolnego kuzyna, po której umówili się na randkę-niespodziankę. – Ale proponuję się przejść też po najbliższej okolicy, żebyś się upewnił czy widoki ci pasują – dla Victorii, na ten przykład, było to bardzo ważne, gdy wybierała dom dla siebie.

Miała nadzieję, że jednak nie będą ekspresem teleportować się do Munga, albo do niej, by podać komukolwiek antidotum (nie była nawet pewna, czy ma takie specyficzne u siebie w domu, miała bardziej ogólne, które mogłyby ewentualnie pomóc…). Tymczasem jej czar zadziałał, tak samo zresztą jak ten od Chrisa i bahanki odrzuciło prosto w oko, od którego się odbiły i pospadały na podłogę.

Tak samo zresztą jak Chris, który potknął się o fotel, którego nie zauważył. Victoria już była w ruchu, ale w pierwszej kolejności zamierzała się upewnić, czy żadna cholerna bahanka na nich nie leci i zaraz nie skończą pogryzieni i jeśli tak, to spróbowała rzucić jeszcze jedno Flipendo. I wyciągnęła do Christophera rękę, by pomóc mu się podnieść – nawet niczego sobie nie pomyślała o tym, że się wywalił.

– Wszystko okej?


// Kształtowanie ◉◉◉◉○ na ewentualne Flipendo
Rzut PO 1d100 - 30
Akcja nieudana
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Christopher Rosier (5946), Victoria Lestrange (6326)


Strony (4): 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa