• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
1 2 3 4 Dalej »
[03/10/72] Kto, w celu wprowadzenia do obrotu, oznacza towary podrobionym znakiem

[03/10/72] Kto, w celu wprowadzenia do obrotu, oznacza towary podrobionym znakiem
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#1
09.02.2026, 17:54  ✶  

Czytaj więcej: Ustawa „prawo własności przemysłowej”


Szedł przez Little Hangleton chłop rosły: chłop wysoki, chłop szeroki. Szedł posępny, szedł zgarbiony. Szedł, i mu wiatr podwiewał prochowiec, szedł, i mu wiatr szarpał fedorę. Szedł, w ręce niósł czarną walizeczkę, szedł, i łypał oczyma na boki, łypał, czy aby kto na nią się nie połasi.
Chciałoby się rzec, dla dopełnienia obrazu, że do walizeczki był przykuty, ale Asena Greyback pożyczyła rejwachowe kajdanki i nie oddała. Zresztą Bogini raczy wiedzieć, czy Woody Tarpaulin by chciał te kajdanki od niej z powrotem.
Nie śmiejmy się. Sprawa, która sprowadza Tarpa do Little Hangleton jest arcypoważna, a zawartość walizeczki cenna. Powróćmy zatem do szarego krajobrazu miasteczka ponuraków, przez które, rozchlapując burą wodę z ulicznej kałuży, kroczy wasz pokorny sługa, uprzejmy oberżysta, skromny przedsiębiorca, itd. itp.
Dokroczył w okolice cmenatrzyska — ino zniczem zaleciało wespół z gnijącym liściem jesiennym. Wziął się chłop rozejrzał, prawo-lewo, lewo-prawo, cimny wieczór, ni żywego ducha, za martwych trudno poświadczyć. Wlazł w cmentarne alejki, kluczył niezgrabnie między ciasno poupychanymi nagrobkami, baczył, czy walizeczką nikomu świeczki nie utrąci — a bo to kto wie, jaki złośliwy duch czyha nad mogiłą? I dotarł dziad pod dom opisany szyldem Nox Aeterna. Zakład pogrzebowy.
A co to? Umarł kto? Gdzie tam! Właściciel Białego Wiwerna wciąż dycha.
Ding-dang-dong — chyba że tu obwieszcza przybycie nie dzwonek, a upiorna kołatka?
W każdym razie: ding-dang-dong. I uchylają się drzwi trupiarni, i pełznie pod nos zapach kadzidła z nutką truposza. Wicher za plecami przybysza wrzeszczy groźby znad cmentarza, ino błyskawicy w tle brakuje, ale tako się składa, że tego wieczora tylko wiatr porywisty, zachmurzenie duże, wilgotność wysoka, opadów brak. Pan Tarpaulin otrzepał grzecznie buty, wszedł do środka, zamknął za sobą drzwi i prosto do gabinetu pana właściciela.
— Panie Fawley, tak jak żeśmy się umawiali, tak jestem — obwieścił się od progu konspiracyjnym, głębokim głosem. — Mam ze sobą interes, o którym panu wspominałem w liście.
Trochę się dobry karczmarz z Nokturnu znać z Othellem Fawleyem musiał. Z tej samej podłej dziury wypełzli, bo na Podziemnych się każdy z każdym po twarzy poznawał, to i pan Woody Tarpaulin z Rejwachu się z panem ex-księgowym z burdelu Kościanego minęli tu czy ówdzie, normalna sprawa. Również dlatego pan Woody Tarpaulin postawił na tego wykonawcę — jak komu raz nie po drodze z prawem, to i potem jakoś się łatwiej wraca.


piw0 to moje paliwo
szekspirowski książę
words, words, words
wiek
29
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Szef zakładu pogrzebowego
Wysoki (192 cm) dżentelmen o aparycji przyjemnej, choć dość ponurej. Wystrojony w szaty czarne, pogrzebowe. Ciemne włosy, które w słońcu mogłyby wyjaśnieć, opadają mu często na czoło. Ma szare, podkrążone oczy, bladą cerę, która rzadko widzi słońce. W jego mowie, choć przesiąkniętej angielskością, co jakiś czas pobrzmiewa szkocki akcent.

Othello Fawley
#2
12.02.2026, 12:13  ✶  
Siedział w zakładzie pogrzebowym mężczyzna dystyngowany, elegancji. Siedział wysoki, blady niczym wampir lub antyczny posąg, któremu czas odebrał dawne kolory. Siedział jak starożytność stworzona przez późniejsze pokolenia, które wszędzie chciały widzieć porządek. Siedział, patrzył w okno i głaskał białą, ludzką czaszkę, pozostałość po jednym ze swoich przodków.

Pomruki cmentarza wpływały przez uchylone okno. Othello wiedział, że zmarli raczej się nie odzywali. Zdecydowanie woleli charczenie, które czasem przechodziło w opętańcze jęki. Jednak ich struny głosowe powoli rozszarpywał bezlitosny czas, a w ciemności trumien nie było z kim rozmawiać, więc zdolności artykulacji także zanikały. Człowiek przyzwyczajał się do tych dźwięków, a nawet stawały się one dość kojące. Cmentarz brzmiał jak dom.

Odgłosy szeleszczących pod czyimiś butami liści zakłócił aurę refleksji, którą rozkoszował się Fawley. A wszak lubił wieczory, lubił się schować na jakiś czas i jakoś tak nienaturalnie, trochę przesadnie lubił pobyć sam. Jednak jeszcze bardziej przepadał za intrygami, a ta wisiała w powietrzu, od kiedy dostał od niejakiego Tarpaulina list o tajemniczej transakcji.

Othello powitał przybyłego zupełnie, jakby go nie zauważył wcześniej na ścieżce do zakładu. Gość trzymał w ręku czarną teczkę, jego głowę przykrywał kapelusz zasłaniający łysinę. W tym Tarp przypominał trochę czaszkę, którą Fawley odłożył po chwili na stolik, by przysłuchiwała się rozmowie. Była to chyba jedyna cecha, która łączyłaby tego mężczyznę z kościotrupem.

– Proszę usiąść, panie Tarpaulin. – Othello wskazał mu krzesło naprzeciwko swojego biurka. Obite było czarnym welwetem i stanowiło mebel, stabilny, choć niekoniecznie rozkosznie wygodny. – Zafascynował mnie pański list, przyznam szczerze. Proszę mówić, co pana do mnie sprowadza.

Nie proponował herbaty ani kawy. To było poważne spotkanie dwóch dżentelmenów, nie zaś trywialne five o'clock.


Książę ciemności
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#3
14.03.2026, 19:51  ✶  
Któż by inny siedział z czaszką na biurku, jak nie Fawley? pomyślał Woody Tarpaulin, wchodząc do biura Othella. Zboczeniec! Zboczeniec było słowem, którym stary uwielbiał opisywać wszystkich McKinnonów, lecz czaiło się w tej obeldze coś serdecznego. Nie miał przecież z nimi wcale złych relacji, a na burdel utyskiwał tak se, dla zasady i żeby Lewisa podpiec.
Może i dobrze, że Woody nosił kapelusz — którego rondo uchylił uprzejmie, wchodząc do środka — bo by jeszcze jego łysa czaszka wpadła w oko pana Fawleya i by ów zapragnął ją sobie w tym makabrycznym biurze oskórowaną postawić. Ostrożności nigdy za wiele.
Pan Tarpaulin z najwyższą powagą zasiadł na wskazanym mu miejscu, kładąc walizeczkę na kolanach.
— Dziadek? — zapytał grzecznie, celując paluchem w czaszkę szekspirowskiego zboczeńca. — Ale tak, tak, już, oczywiście, interesy, właśnie — wymamrotał byle jaki zlepek słów, bo nie podobało mu się, żeby w zakładzie pogrzebowym na zbyt długo zapadła cisza. Woody Tara wcale miłośnikiem cmentarnych chrobotów nie był. Odpiął tymczasem zatrzaski teczki, lecz nie uchylił jeszcze wieka. — Pewno pan słyszał, co to się za ambaras wydarzył na Lammas tego roku. — Spojrzał na Othella, wyczekując od niego przytaknięcia. — Ten świeczkowy — podpowiedział, jeśli potrzebne było dodatkowe wyjaśnienie. — Być może jest też panu wiadome, że twórca tego… ekhekhehehke — Woody w pół zdania zakasłał charcząco, ale słychać było, że dziad tam kurwa tłumi rechot, mimo że minę zachował pokerową — artefaktu opuścił Wyspy i już się tego nie kupi.
Tu Tarpaulin przerwał, uniósł wymownie palec, sugerując, żeby Othello jeszcze chwileczkę wstrzymał się z pytaniami, po czym wyłożył teczkę na biurko. Otworzył. Pierwsze, co z niej wypadło i sfrunęło na blat, to… odręczny rysunek nagiej cycatej czarownicy na miotle.
— No cholera jasna… przepraszam najmocniej. — Czarodziej w te pędy przechwycił bazgroła mającego zostać logo nowej usługi Rejwachu, BroomDash, i wcisnął go do kieszeni swojego prochowca. — Córka znowu teczkę pożyczyła i takie mi tu wrzuca… cholerstwo. A szkoda gadać. Do rzeczy. — Tarp wyciągnął z walizeczki dwa podłużne kartoniki, duży i mały, po czym uniósł ich wieczka, eksponując dwa egzemplarze słynnej kutasoświecy. — Pan wie, co to jest. Kupiłem od razu, pierwszego dnia, jak Charles Mulciber je zaczął sprzedawać. Oryginały z pierwszego lepienia. Ino żeśmy tę tu jedną raz chwilę palili.
Rzeczywiście pełnowymiarowa świeca była nieco przytopiona u góry. Penis stracił zdecydowaną część żołędzia. Był biały, bezzapachowy, pozbawiony niestety afrodyzjaku. W drugim pudełku leżał nienaruszony waniliowy penis. Ten był mniejszy, Tarp otrzymał go jako bezpłatną próbkę od rzemieślnika.
Stary dał Fawleyowi chwilę na swobodne zapoznanie się z artykułami. Nie powstrzymywał go, jeśli Othello chciał obejrzeć z bliska któryś z kutasów.
— Wie pan, jak jest. Jak jakiegoś towaru mało, to od razu się znajdują kupcy. Na takie ciekawostki. O tych świecach w gazetach przecież pisali, nazwisko Mulciber to znane wszystkim. No, każdy jeden w Londynie to pamięta. — Temat może nieco przycichł, prawda, lecz każdy hasło kutasświeca miał wciąż z tyłu głowy. — Widzi pan, przychodzę, bo liczę na pana dyskrecję. Proszę mi powiedzieć, trudno by było stworzyć duplikat takiego czegoś?


piw0 to moje paliwo
szekspirowski książę
words, words, words
wiek
29
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Szef zakładu pogrzebowego
Wysoki (192 cm) dżentelmen o aparycji przyjemnej, choć dość ponurej. Wystrojony w szaty czarne, pogrzebowe. Ciemne włosy, które w słońcu mogłyby wyjaśnieć, opadają mu często na czoło. Ma szare, podkrążone oczy, bladą cerę, która rzadko widzi słońce. W jego mowie, choć przesiąkniętej angielskością, co jakiś czas pobrzmiewa szkocki akcent.

Othello Fawley
#4
16.03.2026, 17:22  ✶  
Spojrzał na trzymaną wcześniej czaszkę.

— Stryjeczny. Dziadek nie miał tak kształtnej głowy — odparł charakterystycznym dla siebie, śmiertelnie poważnym tonem.

Zboczenie Othella mogło być uważane za czysto zawodowe. Kiedy pracowało się z trupami, ciało ludzkie nabierało zupełnie innego znaczenia. Na pogrzebach był to zwykle obiekt estetycznej preparacji. Trupa trzeba było ładnie ubrać, umalować mu twarz, by ukryć początki gnicia. To, co kiedyś było człowiekiem, stawało się czymś na kształt przedmiotu. Oczywiście martwi lubili się budzić, pokazywać swoje niezadowolenie z faktu, że ich serca już nie biły. A jednak w pewnym momencie człowiek najzwyczajniej się dystansował.

Oczywiście Othello był też osobą rozmiłowaną w przyjemnościach cielesnych. To już jednak z osobami jak najbardziej żywymi. Tym samym obiło mu się o uszy, że jakiś Mulciber (kto by ich rozróżnił?), stworzył świeczki o kształcie penisów. Pruderyjne społeczeństwo czarodziejów oczywiście oszalało na tym punkcie. Przekazywali sobie świeczuszki w konspiracji, chichotali. Na Othellu nie robiło to wtedy szczególnego wrażenia. Nie znaczyło to oczywiście, że Taro był w błędzie. Skoro Mulciber opuścił Wyspy, to towar zyskał na wartości. Pod tym względem stał się teraz ciekawy.

Najpierw z walizeczki wypadł rysunek. Naga kobieta lecąca na miotle. Było w tym coś pierwotnego, jak w dawnych, mugolskich przedstawieniach czarownic. Brać się musiało z dość płytkich erotycznych wyobrażeń, choć, gdyby ktoś zapytał Othella, przyznałby, że jak na pornografię, całkiem nieźle uchwyciło to ludzkie proporcje. Oczywiście z wyjątkiem nienaturalnie wielkich piersi.

— Do rzeczy — powtórzył uprzejmie za Woodym. W jego oczach zamajaczyło jednak delikatne rozbawienie.

Wtedy właśnie zobaczył sławetne chujoświeczki. Nie zrobiły na nim szczególnego wrażenia. Pierwsza była podniszczona, częściowo stopiona, a druga nie tylko niewielka, lecz i niespecjalnie wyrzeźbiona. Othello widział w swoim życiu niejednego penisa, więc wiedział, że wykonanie mogłoby być o wiele lepsze. Bardziej realistyczne. Niebędące żartem, a jakimś... komentarzem.

Kiedy Woody zapytał o możliwość stworzenia duplikatu, Othello uniósł brwi.

— To amatorszczyzna, więc podrobienie tego będzie wyzwaniem. Wie pan, trudno jest powstrzymać się przed poprawą jakości. A potem okazać się może, że podróbka jest lepsza od oryginału — mruknął pod nosem i wziął do ręki mniejszą ze świeczek. Obejrzał ją, powąchał, jakby wcale nie miała obecnego kształtu. Skoro miał stworzyć kopię, musiał zbadać wszelkie parametry. — Czuję wanilię. Ta druga, jak rozumiem, miała zawierać afrodyzjak? Lubczyk?


Książę ciemności
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#5
09.05.2026, 11:06  ✶  
Gdy został pouczony o detalach pokrewieństwa pana Fawleya z czaszką, Woody pokiwał głową z powagą dorównującą tej Othella.
— Aha, stryjeczny. Ma sens. Gdy następnym razem będziecie się słyszeć, proszę przekazać, że w rzeczy samej ma piękny kształt. — Bo z tymi spirytystami to nigdy nie wiadomo, kiedy im przyjdzie do głowy stryjecznego dziadka z zaświatów przytargać do stołu.
Woody zachowywał się najzupełniej normalnie i twarz miał pokerową, lecz w duchu ulegał ponurej i melancholijnej atmosferze zakładu. Śmierć budziła w nim ten bardzo ludzki podskórny dyskomfort. Nie bał się patrzeć na trupy — a gdzie tam! Jak to przystało na detektywa z długoletnim stażem, się w swoim życiu Woody Tarpaulin był naoglądał trucheł co nie miara. Trupy młodych, trupy starych. Trupy świeże, trupy… które bardziej przypominały już mokrą papę. Nie robiły na nim wrażenia procesy gnilne, plamy opadowe, stężenia pośmiertne, trupie wonie… ach, może wonie wyłączmy z wyliczenia; do smrodu rozkładającego się ciała nigdy nie szło się przyzwyczaić. Lecz pogrzeby… to była inna sytuacja. Cała ceremonia, moment pożegnania. Ledwo na wiosnę Longbottom żegnał rodzonego brata — młody zdrowy chłop. Rana, która wciąż się na Woodym goiła, rozdrapana niedawnymi odwiedzinami ducha Derwina. Zbyt wiele od rozpoczęcia wojny było tych niespodziewanych pożegnań, zbyt wiele tragedii i lęków, aby w domu pogrzebowym Tarp mógł czuć się zupełnie swobodnie.
Temat, jaki tam czarodzieja sprowadził, był dlań — w kontraście do tejże otoczki — przezabawny. Poczucie humoru stary miał rubaszne i niewybredne. Oczywiście, że bawiły go woskowe penisy podawane po Londynie z rąk do rąk — bawiły, jak polskiego ojca, który po dwóch piwkach trafia na straganie w Zakopcu na wystawkę fallicznych breloków made in ChRL.
— Może — zawyrokował w odpowiedzi na pytanie o lubczyk. — Może. Panie, ja nie wiem. — Tarpaulin wzruszył bezradnie ramionami. — Gdybym wiedział, jak to jest zrobione, to bym se sam na kuchni ukręcił taką świeczuszkę. — Chuja by sobie ukręcił. Łapy miał jak z drewna.
To powiedziawszy, stary pogrzebał chwilę w walizce i wyciągnął z niej list od Charlesa, który był dołączony do zamówienia; przeleciał go wzrokiem za jakimi szczegółami, które mogły być pomocne.
— Fachowy węch, fachowe podejście — pochwalił Othella. — Na wrażeniu autentyczności mi zależy. Ta — pokazał mniejszą świeczuszkę — jest faktycznie waniliowa. Jeśli pan podejmuje wyzwanie, zapłaciłbym za kilka… powiedzmy na początek pięć sztuk… w tym większym rozmiarze, ale o właściwościach waniliowego mikruska.


piw0 to moje paliwo
szekspirowski książę
words, words, words
wiek
29
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Szef zakładu pogrzebowego
Wysoki (192 cm) dżentelmen o aparycji przyjemnej, choć dość ponurej. Wystrojony w szaty czarne, pogrzebowe. Ciemne włosy, które w słońcu mogłyby wyjaśnieć, opadają mu często na czoło. Ma szare, podkrążone oczy, bladą cerę, która rzadko widzi słońce. W jego mowie, choć przesiąkniętej angielskością, co jakiś czas pobrzmiewa szkocki akcent.

Othello Fawley
#6
12.05.2026, 19:48  ✶  
Sam pomysł owego całego Mulcibera wydał się Othellowi nie tyle komiczny, co dość żałosny. Próba przyciągnięcia uwagi pruderyjnej czarodziejskiej społeczności mało zabawnym, jedynie pozornie skandalicznym żarcikiem. Ze słowa "penis" chichotało się mniej więcej w czwartej klasie Hogwartu, potem smak stawał się odrobinę bardziej wysublimowany. A zresztą Fawleya mało co śmieszyło. Nie pamiętał, kiedy ostatnio przyszło mu się prawdziwie śmiać. Może w ogóle nie był do czegoś takiego zdolny? Może byłoby to zbyt ludzkie zachowanie?

— Z tego, co widzę, to naprawdę prosta sprawa. Wystarczy wiedzieć, jak pracuje się z gorącym woskiem. A i ta mieszanka zapachowa to żaden fenomen. Gdybym to ja miał robić takie świeczki, z takim zastosowaniem, ludzie by od nich szaleli. A od tego? Co najwyżej komuś się zrobi odrobinę cieplej, ot co. — Odłożył falliczną świeczuszkę na bok. Z szuflady wyciągnął jeden ze swoich grubaśnych kajetów. Ten był oprawiony w skórę abraksana. W dłoni Othella znalazło się harpie pióro, którym przyszło mu zwykle pisać. — A zatem, pięć takich świeczek w większym rozmiarze. — Z innej szufladki wyjął drewnianą linijkę, którą przyłożył do większej chujoświeczki. A potem zaczęło się skrobanie stalówki o papier, ostre niczym kalkulujący umysł byłego księgowego burdelu. — To będzie sześć i dziewięć dziesiątych cala. Odliczmy cenę wosku, składniki będą dość tanie, ale obawiam się, że dopłaci pan za dyskrecję. Ach i jeszcze oczywiście robocizna. Pomnożymy razy pięć... I proszę.

Wyliczył wszystko dokładnie, po czym napisał ostateczną kwotę na karteluszce wyciętej rzecz jasna w kształt czaszki. Podsunął ją Woody'emu na stole. Dżentelmeni wszak o pieniądzach nie rozmawiali. Kwoty najlepiej wyglądały na papierze.


Książę ciemności
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#7
24.05.2026, 15:15  ✶  
Być może humor odradzał się w cyklach. Pierw żenada bawi, później wyrasta się z niej, staje się poważnym panem marudą z szekspirowską pompatycznością, a na drugą połowę życia kącik ust znów drga na widok chłopa przebranego za babę — powtórzona młodość. Może ten cykl nie dopełni się u pana Fawleya; może już zawsze będzie on poważnym, chmurnym gentlemanem, co pewnie dobre w jego profesji. Profesją pana Tarpaulina było przytrzymywanie w swoim barze klientów pochodzących z marginesu, w wielu przypadkach chamów i prostaków. Musiał mieć Tarp w sobie pierwiastek rubaszności, aby im się chciało w jego lokalu siedzieć i wracać.
— A to widzi pan. Taki pan zdolny, a tak się marnuje. Odezwać się do Kościanego, zna pan tam przecie kogo trzeba, i podpisać umowę na miłosne świece. — Woody Tarpaulin jak zawsze myślał przedsiębiorczo. Komu by tu coś wcisnąć, gdzie się zakręcić ze swoim produktem. Węszył za okazjami dodatkowego zarobku jak pies.
Patrzył uważnie, jak Othello kalkuluje — po księgowym mógł się spodziewać, że wyceni mu usługę do przecinka. Na podsuniętą wreszcie karteczkę spojrzał niespiesznie, z wysoka, nie pochylił się nad nią, zerknął tylko. Cmoknął niezadowolony raz, pokręcił głową, cmoknął drugi raz.
— Tyle to nie — zdecydował się na targi. Wyciągnął ze swojej walizeczki długopis, skreślił propozycję Fawleya i zapisał nową cenę, opuszczoną o dziesięć procent. — Proszę mnie zrozumieć, ja w ten biznes inwestuję w ciemno. Nie wiem jeszcze, czy mi się zwróci. Może pan ten upust potraktować jako inwestycję w przyszłość. Nox Aeterna to będzie miejsce, do którego wrócę z kolejnymi zleceniami, jeśli interes się powiedzie.


piw0 to moje paliwo
szekspirowski książę
words, words, words
wiek
29
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Szef zakładu pogrzebowego
Wysoki (192 cm) dżentelmen o aparycji przyjemnej, choć dość ponurej. Wystrojony w szaty czarne, pogrzebowe. Ciemne włosy, które w słońcu mogłyby wyjaśnieć, opadają mu często na czoło. Ma szare, podkrążone oczy, bladą cerę, która rzadko widzi słońce. W jego mowie, choć przesiąkniętej angielskością, co jakiś czas pobrzmiewa szkocki akcent.

Othello Fawley
#8
30.05.2026, 19:23  ✶  
Jeśli Othello był ponurym dżentelmenem na co dzień, to na wspomnienie o Kościanym Zamtuzie, sprawiło, że stał się naburmuszony niczym ciemne, burzowe chmurzysko. Wąskie usta skrzywiły się w nieprzyjaznym grymasie, brwi zmarszczyły, oczy zmrużyły. Ileż on słyszał wyrzutów, że nie wracał do burdelu, że porzucał swą matkę w potrzebie i stanowił źródło wszelkich jej bolączek. Tylko dlatego, że podjął decyzję, żeby już nie ślęczeć nad tabelkami, w które wpisywał, kto, z kim i za ile się ruchał.

– Proszę sobie ze mnie nie żartować, panie Tarpaulin – ostrzegł, choć groźba z jego strony tak naprawdę nie miała żadnego pokrycia. W gruncie rzeczy interes był wspólny, po prostu Othello, z racji wrażliwości na punkcie własnej osoby, oczekiwał suchego szacunku.

Uśmiechnął się dopiero, gdy dumny właściciel Rejwachu zaczął się targować. Był to uśmiech niemal nienaturalny. Wyglądał, jakby jedna z krążących tu zbłąkanych dusz zrobiła Fawley'owi dowcip i uniosła niewidzialną siłą jego kąciki ust. Niektórzy mawiali, że lepiej wyglądał, gdy był niezadowolony, bo wyraz jego szczęśliwości wręcz niepokoił. Kazał zastanawiać się, co u licha poszło nie tak. Czy Othella wreszcie opętało?

Przyjrzał się karteczce. W szarych oczach tańczyły iskierki rozbawienia. To była oczywiście wykalkulowana dokładnie taktyka, sprawdzona przez lata. Należała pokazać dystans do przeciwnika. Okazać swą wyższość.

– Dogadamy się, panie Tarpaulin. Spokojnie – powiedział jadowicie, po czym cmoknął cicho ustami. – Proszę jednak zrozumieć, że nie pracuję za darmo.

Zamaszystym ruchem wykreślił cenę zaproponowaną przez Woody'ego. Napisał własną, coś pomiędzy propozycją swoją a drugiej strony. Spotkajmy się w połowie drogi – mawiali niektórzy weseli centryści. Teraz to hasło wprowadzane było w życie.

– To moja ostateczna propozycja – zaanonsował stanowczo. Ach, to wyrażenie tak dobrze smakowało. Bezczelni, krwiożerczy kapitaliści nazywali to sztuką dealu. Ktoś by pomyślał, że osoba o kruchej osobowości, taka jak Fawley, szybko by się sfrustrowała negocjacjami. Ale on za tym przepadał. To było jak najlepsza rozgrywka w szachy czarodziejów, a on chciał jak najszybciej dać przeciwnikowi mata. Ostateczna propozycja, jak to brzmiało… Jak gładki ruch królowej przesuwającej się na drugi koniec planszy.


Książę ciemności
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#9
29.06.2026, 23:07  ✶  
Skąd by miał Woody wiedzieć o othellowych rozterkach i problemach rodzinnych? Ano nie wiedział. Wiedział za to, kiedy chłopu nadepnął na odcisk, bo się pan Fawley nachmurzył aż strach. Ino czekać, aż mu rozbrzmi w mrocznych trzewiach upiorny grzmot. Normalnie by się żadnymi gromami pan Tarpaulin nie przejął i brnął w swoje, lecz kiedy rozmawiali o interesach…
— Ja sobie z pana nie żartuję, jak matkę kocham. A bo to jakiś wstyd ten Zamtuz? Przecież ja mam u siebie zatrudnionego chłopca McKinnonów. Bym nie pomyślał, żeby takiej obelgi używać — wytłumaczył niczym oczywistość. Jego propozycja była bowiem niekoniecznie może poważna, lecz w żadnym razie prześmiewcza. Jak najbardziej potrafił on Kościany Zamtuz dostrzec w roli potencjalnego partnera biznesowego. — Gdzie mi do oczerniania przedsiębiorców z Nokturnu?
Woody Tarpaulin sam przecie był nazwiskiem spod ciemnej gwiazdy, mimo że w Rejwachu nie śmierdziało czarną magią. Kręciły się tam za to różne dziwne szwindle, wyszukane deale, proste oszustwa. Na kuchni siedział były więzień, napoje serwował nielegalny wilkołak, przygrywał imigrant bez szkoły, a nad wszystkim czuwał ex-glina wypędzony z urzędu za gwałt na prawach człowieka. Tarp był ostatni do rzucania kamieniem w burdel.
Że lubiał żarty o prostytutkach to inna rzecz, lecz z McKinnonami żył dobrze.
Trafił mu się straszny dziwak w tym Othellu. Taki typ, którego by Woody nie zaprosił do domu na noc, bo nigdy nie wiadomo, co mu w głowie siedzi. Wiedział jednak od początku, na co się pisze. Z dziwniejszymi typami już zresztą w życiu handlował.
Gdy Fawley przybił propozycji łatę ostatecznej, Woody spojrzał na nią, zachowując pokerową twarz. Przyjmie czy odrzuci? Od pierwszego wejrzenia wiedział, że przyjmie — lecz! nie bez ostatniego słowa. Nie bez zmuszenia Fawleya do dołożenia wisienki do tego torciku z lukrem.
Czarodziej chwilę potrzymał kontrahenta w niepewności, rzuciwszy mu sceptyczne spojrzenie, które mówiło: słaba oferta, waham się. Och, jak się wahał.
— Dobra, może się dogdamy — przystał w końcu stary. — Będzie tyle — popukał paluchem w kartkę — ale niech mi pan osłodzi trochę ten deal. Jeśli pan dorzuci gratis woskową pierś niewieścią, uściśniemy sobie ręce. — I swą prawicę Woody Tarp wyciągnął wyczekująco przez stół.


piw0 to moje paliwo
szekspirowski książę
words, words, words
wiek
29
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Szef zakładu pogrzebowego
Wysoki (192 cm) dżentelmen o aparycji przyjemnej, choć dość ponurej. Wystrojony w szaty czarne, pogrzebowe. Ciemne włosy, które w słońcu mogłyby wyjaśnieć, opadają mu często na czoło. Ma szare, podkrążone oczy, bladą cerę, która rzadko widzi słońce. W jego mowie, choć przesiąkniętej angielskością, co jakiś czas pobrzmiewa szkocki akcent.

Othello Fawley
#10
04.07.2026, 15:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.07.2026, 15:46 przez Othello Fawley.)  
Othello nie wstydził się swej przeszłości, bowiem jako księgowy w Zamtuzie radził sobie wyjątkowo dobrze. Nigdy nie pomylił się we wpisywaniu do tabelek odpowiednich kwot czy nazwisk. Liczył w pamięci niczym to mugolskie urządzenie, którego nazwa zawsze wypadała mu z głowy.

Nie, nie, chodziło o matkę. O starą dobrą Baronessę, kobietę o stalowym spojrzeniu, która mogłaby w swej stanowczości mierzyć się z czystokrwistymi surowymi szlachciankami. Każde słowo, każda jadowita nuta w tonie głosu oceniała Othella, zazwyczaj uznając go za słabego, za niewystarczającego. Nigdy nie wystarczał. Skąd jednak Woody Tarpaulin miał to wiedzieć? Nie mógł.

– Proszę mi wybaczyć, panie Tarpaulin – Othello strzepnął z ramienia nieistniejący pyłek kurzu. – Kto widział od wewnątrz działanie Kościanego Zamtuza, ten może mieć zgoła mniej pochlebną opinię na temat tego… przybytku.

Kiedy otrzymał ostateczną ofertę, uniósł brodę i zmrużył lekko oczy. Stworzenie świeczki w kształcie kobiecej piersi nie było szczególnie wymagające. Kształt był raczej prosty, łatwiejszy w wykonaniu niż docelowy. Wymagał trochę pracy z ustawieniem odpowiednich form. I spodziewał się, po zobaczonym wcześniej rysunku, że pierś ta miałaby nie odzwierciedlać doskonale proporcji kobiecego ciała, a je w pewnym stopniu… podkreślić. A co jeśli zgadzając się na stworzenie kolejnego rodzaju świeczki, wpisywał się w trend ogólnego obłędu zapoczątkowanego przez Charlesa Mulcibera? Cóż, szaleństwo nie było takie straszne, byle nie wiązać tego z osobą Othella. Na szczęście natura owego interesu służyła anonimowości.

Fawley podniósł się z miejsca, zmierzył mężczyznę nieodgadnionym, odrobinę groźnym spojrzeniem. Cienie rzucane przez stojącą na biurku świecę (normalnego kształtu) zatańczyły na jego twarzy, nadając jej lekko nieludzki wygląd.

– Wygląda na to, panie Tarpaulin, że mamy, jak to pan mówi, deal – rzekł grzecznie, sucho. Brakowało tylko, by się uśmiechnął. To by jednak było zbyt przerażające. Uścisnął swą zimną, trupią dłonią rękę Woody'ego.

Niniejszym umowa została zawarta.

Koniec sesji


Książę ciemności
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Othello Fawley (1526), Woody Tarpaulin (1881)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa