• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu Stadion Quidditcha [6.10.72] Hope they bury us in good shoes

[6.10.72] Hope they bury us in good shoes
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#1
22.03.2026, 00:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.09.2026, 23:11 przez Bran Krwiopijca.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono — Atreus Bulstrode — osiągnięcie Badacz Tajemnic II

Jesienna mgła wciskała się między rzędy ławek i osiadała na wszystkim cienką, wilgotną warstwą. Louvain siedział na jednej z nich, lekko pochylony, z jedną nogą opartą wyżej, kiedy zapinał skórzane ochraniacze. Ruchy miał pewne, niemal mechaniczne. Wyćwiczone, powtarzane tyle razy, że nie wymagały już uwagi. To dobrze. Bo uwaga była dziś zasobem, którym nie zamierzał szastać. Palce przesunęły się po sprzączce, zacisnęły ją mocniej, niż było to konieczne. Skóra skrzypnęła cicho. Louvain na moment zatrzymał dłoń, jakby sprawdzał, czy napięcie w materiale odpowiada temu, które czuł pod nim. Nie odpowiadało. Oparł łokcie o uda i przez chwilę patrzył przed siebie, w mleczną pustkę stadionu. Trybuny ginęły w mgle, rozmyte, odległe, jak coś, co już dawno przestało mieć znaczenie. Kiedyś ta przestrzeń żyła, pulsowała hałasem dla niego, napięciem i oczekiwaniem. Teraz była tylko tłem. Może to i lepiej. Cisza była łatwiejsza do zniesienia niż słowa. Ich spotkania już od jakiegoś czasu nie należały do lekkich. Szczególnie dla niego. Zbyt wiele rzeczy zdążyło się nagromadzić, zbyt wiele tematów czekało na moment, w którym ktoś w końcu je poruszy. A Louvain wiedział, jak to się skończy. Jedno zdanie za dużo, jeden ton nie taki jak trzeba, i napięcie, które dotąd tylko krążyło pod powierzchnią, nagle znajdowało ujście. Dlatego potrzebowali czegoś pomiędzy. Kart, które zajmowały ręce, alkoholu, który rozwiązywał język, albo wysiłku, który zagłuszał wszystko inne. Dziś wybór padł na to ostatnie.

Louvain sięgnął po drugi ochraniacz, przeciągnął go przez łydkę i zaczął zapinać paski, wolniej niż poprzednio. Świadomie. Jakby każdy ruch miał odsunąć w czasie moment, w którym nie da się już udawać, że chodzi tylko o trening. Louvain, co zdarzało mu się rzadziej, niż sam byłby skłonny przyznać, był spięty jeszcze zanim padło jakiekolwiek słowo. Napięcie nie wynikało z obecności obok, do niej był przyzwyczajony, lecz z powagi tematów które same cisnęły się do głowy. Każdy z nich był zbyt poważny, zbyt naładowany napięciem, by dało się je zbyć półuśmiechem albo rzuconym od niechcenia kwaśnym komentarzem. Tym razem nie było miejsca na jego zwyczajowe zagrania, na lekkość udawaną tak długo, aż stawała się niemal przekonująca. Zwykle potrafił to rozbroić. Sprowadzić rozmowę do poziomu, na którym wszystko brzmiało mniej groźnie, mniej ostatecznie. Nawet Spaloną Noc, temat, który dla wielu był niemal nietykalny, obracał w sarkazm, w coś na granicy niepokojącego rozbawienia i przesadzonego entuzjazmu. Ale to działało tylko w jedną stronę. Atreus widział zbyt wiele. Przeżył zbyt wiele, by pozwolić, żeby takie rzeczy przykryć żartem, nawet jeśli ten żart był wygodny. Przy nim ta maska zawsze pękała szybciej, niż Louvain by chciał. A nie chciał sprawiać mu przykrości. Dlatego tym razem nie próbował nawet po nią sięgać. Zamiast tego sięgnął po coś bezpieczniejszego, coś właściwie dość regularnego. Coś, co pozwalało mówić, nie rozbierając się od razu do kości. - Jak po Mabon?

hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#2
04.04.2026, 15:06  ✶  

Mgła była gęsta i lepka, swoim pryzmatem okrywając całość stadionu, na którego trybunach przysiedli. Spoglądał na nią w pewnym zastanowieniu, śledząc zarysowaną w oddali sylwetkę budowli, która wydawała się odrobinę nierealna. Kiedy ostatni raz był na stadionie, żeby zrobić cokolwiek więcej niż oddać się rozrywce kibicowania zawodnikom śmigającym gdzieś nad głowami? Ciężko mu nawet było to wyliczyć; czas dzielił na obowiązki związane z pracą, resztę natomiast najczęściej przeznaczając na kasyna. Ciasne, znajome schematy, które pozwalały mu skupić się na tym co dobrze znał, a jednocześnie posiadało w sobie wystarczająco dużo losowości, by nie kwalifikować tego jako rutyny.

Rozparł się na swoim miejscu, jedną nogę opierając o rzędy siedzisk, które znajdowały się stopień niżej. Podczas gdy Louvain powoli i metodycznie zapinał swoje ochraniacze, jakby czerpał z tego jakąś otuchę i dodatkowo rozpraszał myśli, on zrobił to szybko. Zacisnął sprzączki bez namysłu i nie poddając gestów pod wątpliwość. Nie upewnił się po tym, jak dobrze leżą na skórze, przyjmując ogólne wrażenie jako to właściwe. Zamiast pochylać się nad szpejem, palił nieśpiesznie papierosa, czekając aż Lestrange upora się ze swoim.

Wszystko co było między nimi niewypowiedziane do tej pory, zdawało się wisieć dokładnie tak samo jak ta mgła. Lepiło się do skóry i myśli, zawsze gdzieś obecne i nie dało się tego tak zwyczajnie od siebie odsunąć. A pomimo tego, Atreus na przestrzeni lat usilnie zamykał oczy na wszelkie sytuacje, które mogłyby wzbudzić wątpliwości. Na wszelkie oczywistości, z którymi czasem obchodziły się przecież czystokrwiste rody, w niemal naturalny sposób. Ale ostatnie miesiące tylko zagęszczały sytuację; atak podczas Beltane, a potem i powolna, ale coraz wyraźniejsza obecność Brenny w jego życiu. Następnie przyszedł wrzesień i w końcu rozkwitła Spalona Noc, ciemnym dymem podkreślając wszystko na co nie chciało się zwracać uwagi. Może gdyby nie Florence, to wcale nie zadręczałby się momentami aż tak bardzo.

- Nic przesadnie ekscytującego - powiedział, podłapując temat obiadu z niezwykłą łatwością, mimo że pewnie jeszcze z pół roku temu zwyczajnie zbyłby go jakąś uwagą i pomknął w innym kierunku. - Obiad zjedzony, rodzina zobaczona, stragany pozwiedzane. Nawet zamówiłem jakiś wianek z chwastów, żeby złożyć w Whitecroft. A u ciebie? Jakieś ekscytujące dyskusje?

evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#3
07.04.2026, 00:00  ✶  

Nie od razu odpowiedział. Zamiast tego pozwolił ciszy osiąść między nimi, trudnej, ale nie jeszcze niewygodnej, i tylko kątem oka przyglądał się sylwetce obok. Uważnie, choć pozornie bez zainteresowania, jakby spojrzenie było przypadkowe, jakby niczego w nim nie szukał. A jednak szukał. Zastanawiało go to za każdym razem, choć nigdy nie formułował tej myśli wprost, jak to możliwe, że Atreus potrafił wyglądać tak… spokojnie. Tak zwyczajnie. Jakby świat wokół nich nie próbował co chwilę się rozpaść, jakby nic nie zaciskało się na gardle z uporem, który nie dawał wytchnienia. Jakby nikt nie próbował go zabić, rozszarpać albo odebrać mu czegoś, czego nie da się odzyskać. A mimo to stał obok i palił, z tą swoją niedbałą pewnością, jakby wszystko było dokładnie takie, jakie powinno być, jakby cofnięto ich o kilka lat, do czasów, w których największym problemem było to, czy zdążą na trening albo czy ktoś znowu nie zacznie niepotrzebnej sprzeczki przy stole. Jakby nic się nie zmieniło. Louvain odwrócił wzrok, zanim myśl zdążyła się w nim rozwinąć głębiej. Nie był pewien, czy to kwestia siły, czy raczej… prostoty. Tego, że Atreus nie musiał niczego ukrywać, niczego maskować, niczego rozgrywać na kilku poziomach jednocześnie. Nie musiał udawać. W przeciwieństwie do niego.

Palce Louvaina na moment zatrzymały się na pasku ochraniacza, choć wszystko było już dopięte. Napięcie, które wcześniej rozpraszał mechaniczny ruch, wróciło nagle, cięższe i bardziej konkretne. Ruszył się więc. Najpierw lekko, przeciągając ramiona, potem rozciągając kark, barki, nadgarstki, z krótkimi, kontrolowanymi ruchami, które stopniowo rozbijały resztki napięcia. Wszedł w rytm bez zastanowienia, pozwalając, by ciało przejęło inicjatywę. Bo jeśli zatrzyma się na dłużej, jeśli pozwoli sobie zostać w tej ciszy jeszcze chwilę, wszystko, co właśnie odsunął, wróci szybciej, niż był gotów to przyjąć. Westchnął cicho, bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego. - Loretta wyjechała - powiedział w końcu, tonem pozbawionym ozdobników, jakby chciał mieć to już za sobą, zanim zdąży się rozmyślić. - Do Francji. Na stałe. Słowa opadły między nimi prosto, bez dramatyzmu, bez podkreślania ich znaczenia. Ale coś w nim się zmieniło w tej samej chwili. Napięcie w barkach odpuściło, ledwie zauważalnie, a oddech pogłębił się, jakby dopiero teraz pozwolił sobie naprawdę zaczerpnąć powietrza. Louvain opuścił wzrok na swoje dłonie, przez moment nieruchome, spokojniejsze niż jeszcze chwilę temu. Ulga nie była czymś, co łatwo przychodziło. A jednak była. Cicha, ciężka, niemal niepokojąco wyraźna. - Na szczęście - dodał po chwili, już ciszej, ale szczerzej niż wszystko, co powiedział wcześniej. I tym razem nie próbował tego ukryć.

hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#4
13.04.2026, 00:08  ✶  

Nie zwykł zastanawiać się nad tym, dlaczego był jaki był. Pewnie gdyby Louvain teraz zapytałby go o te rzeczy, tylko wzruszyłby ramionami, a potem zapytał co dokładnie miał na myśli, bo najtrudniej było dopatrzeć się swoich własnych zachowań i schematów. Teraz, siedząc obok przyjaciela, nie miał się czym w gruncie rzeczy przejmować. Stadion sam w sobie uspokajał, mgła oblepiała ciało i myśli, a papieros dodatkowo uspokajał wszystko to, co mogło dziać się w środku i próbować kiełkować na zewnątrz. Może w tym wszystkim miał udział fakt, z jakiej rodziny pochodził. Potomkowie Roweny Rawenclaw, strażnicy tajemnic i obdarzeni od pokoleń trzecim okiem. Widzieli więcej. Wiedzieli więcej. I nawet jeśli sam Atreus nie widział dokładnie ani przyszłości, ani przeszłości, to meandry wielościeżek zawsze go otaczały. Wiedział jak funkcjonuje ten świat, który znajdował się niedostępny dla większości czarodziejów i nauczył się akceptować niektóre rzeczy. Głęboko w nim istniała też zakorzeniona potrzeba, by istnieć tu i teraz. Aurowidzowie podobno mieli to do siebie, odsuwając wszelkie gdyby, co jeśli i trzeźwe spojrzenie na konsekwencje przeszłych działań. Siła czy prostota - czemu nie oba, kiedy wszystko było takie jak być musiało?

- Ah - mruknął, jakby nagle zrozumiał wszystko. Jakby w tym momencie połączył wszystkie, do tej pory rozrzucone niedbale kropki i stworzył z nich pełen obraz. Napięcie w ruchach Lou stało się bardziej uzasadnione, tak samo jak i ulga, która zdawała się przyjść z głębszym oddechem. Wyciągnął w jego stronę papierosa. - Może to i lepiej - podsumował w ślad za nim, bo prawda niestety była taka, że ostatnie wydarzenia z Lorettą w roli głównej były zwyczajnie katastrofalne. W gruncie rzeczy lubił ją, bo czemu miałby nie. Ożywiała towarzystwo, wzbudzała emocje i sprawiało że było ciekawiej. Rozumiał jednak jak męcząca być mogła, kiedy było się jej bratem. Jak nużące mogły być wszystkie próby zachowania twarzy. - A co z pieprzeniem Mulcibera? Ma to jakieś znaczenie, czy wystarczy poczekać aż wszyscy o tym zapomną? - zerknął kątem oka na niego, obserwując go w podobny sposób jak on robił to jeszcze przed chwilą. W nazwisku Alexandra mimowolnie zatańczyła jakaś gorycz i obrzydzenie, bo jakby nie patrzeć reprezentował sobą wszystko to, czego osoba o jego statusie nie powinna. Gdyby mógł, wyciąłby go jak raka i byłaby to przysługa dla całej socjety.

evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#5
29.04.2026, 22:57  ✶  

Jego spokój, ten który nosił na sobie jak dobrze skrojony płaszcz, nie miał w sobie nic naturalnego. Był wyuczony, wypracowany latami, dopracowany do tego stopnia, że dla większości stawał się nie do odróżnienia od prawdziwego. Chłód i opanowanie, oraz ta pozorna niewzruszoność. Wszystko to było tylko powierzchnią, pod którą nieustannie coś drgało. W środku czuł się jak rozedrgana linjka zostawiona na krawędzi ławki. Napięta, gotowa w każdej chwili spaść albo wystrzelić w niekontrolowany sposób. Każda kolejna warstwa, którą na siebie nakładał, każda maska dopasowana do sytuacji, zamiast porządkować chaos, tylko go pogłębiała. Fałsz miał swoją cenę, a im dłużej go podtrzymywał, tym trudniej było odróżnić, co jeszcze było świadomą grą, a co już odruchem. Momentami zaczynało mu to przypominać już paranoję. Cichy, bierny strach, który nie potrzebował konkretnych powodów, żeby istnieć. Wystarczyła świadomość, że jedno potknięcie, jedno nieostrożne słowo, jeden moment nieuwagi mogą zostawić rysę, a rysy w jego świecie szybko zamieniały się w pęknięcia. Podejrzenia były czymś, na co nie mógł sobie pozwolić. Nie teraz. Może nigdy. Dlatego trzymał się tego, co działało. Permanentnego cynika. To była rola, którą znał najlepiej. Bezpieczna, przewidywalna, skuteczna. Sarkazm pozwalał rozbroić napięcie, zanim zdążyło przybrać realny kształt, ironia nadawała dystans rzeczom, które z bliska były zbyt ostre, by na nie patrzeć, a ego, wyniesione wysoko ponad wszystko inne, ze szczytu, którego widział, jak zaokrągla się ziemia. Działała jak tarcza, z której wszystko się odbijało. Z tej wysokości łatwiej było udawać, że ma się nad czymś kontrolę, że świat układa się w logiczne wzory i że nic nie jest w stanie naprawdę go dosięgnąć, nawet jeśli gdzieś pod spodem wiedział, jak bardzo było to kruche.

Louvain nawet nie próbował się zastanawiać nad odpowiedzią. Reakcja przyszła natychmiast, krótka i twarda, jakby temat sam w sobie nie zasługiwał na więcej niż ułamek uwagi. W jego odczuciu samo roztrząsanie nazwiska Mulcibera było stratą czasu, czymś poniżej godności, czymś, co tylko niepotrzebnie brudziło rozmowę. Zajmowanie się nim dłużej przypominało grzebanie ręką w czymś, czego lepiej było w ogóle nie dotykać. - Lubisz obchodzić się z gównem?- zapytał ironicznie, ale bardzo stanowczo i ostro. Jeśli coś zdążył zrozumieć przez ten czas, to że operowanie na tym poziomie plotek i półsłówek mijało się z jakąkolwiek słusznością. Nie zamierzał poświęcać temu żadnych poważnych słów ani gestów, jakiekolwiek poważne traktowanie tego tematu stwarzało tylko niepotrzebny precedens. Nie widział w tym żadnej wartości. Mulciber już raz został sprowadzony do poziomu, który najlepiej do niego pasował. Bez godności, bez czegokolwiek, co mogłoby uzasadniać dalsze zainteresowanie. Spłuczka w toalecie stawiała większy opór, niż cygan na afterze. Wspomnienie tego było aż nazbyt wymowne; nawet wtedy nie było w tym wyzwania, raczej coś żałośnie prostego, niemal rozczarowującego. Louvain nie miał zamiaru wracać do czegoś, co nie zostawiło po sobie nic poza niesmakiem.

- A wpieprz dostaniesz zaraz ty gnojku. Louvain prychnął cicho, bardziej pod nosem niż wprost, ale w spojrzeniu pojawiło się coś znajomego, zaczepnego, niemal rozbawionego.  Nie czekał na odpowiedź, reszta miała rozegrać się tam, gdzie czuł się pewniej. Dopięcie ostatnich elementów szpeju przyszło szybko i bez zawahania, jeszcze raz przesunął dłonią po ochraniaczach, sprawdzając ich ułożenie, po czym rozruszał barki i kark krótkimi, zdecydowanymi ruchami. Sięgnął po kafel i przez ułamek sekundy obarcał go w dłoniach, jakby sprawdzał czy dopbrze pracuje w dłoniach, a potem, bez ostrzeżenia, zrobił krok do przodu i wcisnął go Atreusowi w tors mocnym, prowokującym pchnięciem. Na tyle silnym, by zachwiać równowagą, na tyle kontrolowanym, by było jasne, że to dopiero początek. Kącik jego ust drgnął w cieniu uśmiechu. Nie potrzebował więcej sygnałów. W następnej chwili był już w ruchu. Odbicie od ziemi przyszło naturalnie, płynnie, a miotła natychmiast odpowiedziała na każdy nacisk. Louvain wzbił się w powietrze szybkim, pewnym lotem, przecinając resztki mgły, która jeszcze chwilę wcześniej osiadała na stadionie. Zajął pozycję niemal instynktownie. Zawisł przed swoją obręczą, ustawiając się pod odpowiednim kątem, ciało lekko napięte, gotowe do reakcji, jedna ręka pewnie na trzonie miotły, druga swobodniejsza, gotowa do przechwytu.

hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#6
11.05.2026, 06:35  ✶  

Atreus zaśmiał się. Krótko i niemalże szczekliwie, bo jakby nie patrzeć - lepiej tego Louvain ująć nie mógł. Nie ważne co Mulciber by zrobił, nie ważne jak bardzo by gadał, jak mocno stara Philomena próbowałaby naprawić wszystko i poskładać, pod koniec dnia gówno zawsze będzie gównem. Zignorowanie tematu i tego, co Alexander dookoła siebie siał, było chyba najlepszym możliwym rozwiązaniem w tym momencie. A przynajmniej eleganckim, bo zbywanie tego wszystkiego jasno sugerowało, że nie było się czym przejmować. Jak wyglądała prawda? To już nie miał znaczenia. Loretta wyjechała, jak przed chwilą zakomunikował Lestrange.

Powiódł spojrzeniem za przyjacielem, wciąż rozjebany na siedzisku i jakby z pewnym ociąganiem zabierając się do całego tego sparingu. Dogasił papierosa o najbliższe oparcie i rzucił go gdzieś przed siebie, nie przejmując się śmieceniem. Ktoś przyjdzie i posprząta, w ramach swojej pracy, a oni mieli teraz ważniejsze rzeczy do roboty. Szpej został dopięty na ostatnią klamerkę, oboje znaleźli się na nogach, a kafel poszedł z rąk do rąk. Jeszcze trochę i można by zapomnieć, że nie mieli już po dwadzieścia parę lat, a byli o dekadę młodsi i właśnie szli na trening na stadionie, który stał nieopodal szkolnego zamku.

Bulstrode wcisnął kafla pod pachę, odbijając się od ziemi lekko, ale i z naturalną pewnością siebie. Może i nie latał teraz regularnie na miotle, bo i nie miał ku temu powodów, ale pewnych rzeczy się nie zapominało. Dla mugoli była to jazda na rowerze, a dla czarodziejów latanie na miotle. W powietrzu czuł się, jakby wszystkie zmartwienia i troski zostawały na dole, wśród wilgotnych od mgły traw i trybun. Jakby na moment nic nie miał znaczenia oprócz tego ich małego sparingu.

Nie śpieszył się, jakby w przewrotnym kontraście do Lestrange'a, unosząc się na niewielką wysokość i tam, zawisnąwszy w powietrzu, pozwalając mu zająć stanowisko obrońcy przy obręczach. Brakowało mu w dłoni pałki i śmigającego gdzieś nad głową tłuczka, ale cóż, nie można było mieć w życiu wszystkiego.

Wreszcie poruszył się; pochylając nad trzonkiem miotły, kiedy ta wystrzeliła do przodu szybko i gwałtownie. Leciał po łuku, by w pewnym momencie skręcić gwałtownie, próbując zmylić wiszącego przy obręczach przyjaciela, a kafel poleciał, wyrzucony by zdobyć punkt.


// af ◉◉◉◉○ na rzucanie kaflem
Rzut PO 1d100 - 54
Sukces!
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#7
11.05.2026, 20:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.05.2026, 21:44 przez Louvain Lestrange.)  

W jego mniemaniu istniały rzeczy, którym zwyczajnie nie należało poświęcać przesądnej uwagi, jeśli nie się chciało się samemu ubrudzić przy okazji. Frak dobrze leżał dopiero w trzecim pokoleniu. Często słyszał to od ojca, kiedy chciał mu przekazać, że nie warto pochylać się nad słowami gorszych od nich. Dlatego minie jeszcze sporo dekad, zanim lowarska prymitywność będzie w stanie choć otrzeć się o ludzką godność, a co dopiero o godność prawdziwej czystej krwi. Nie był dla niego przeciwnikiem. Nie był nawet problemem. Był niczym więcej niż ludzkim odchodem, który przez chwilę przykleił się do podeszwy buta, czymś nieprzyjemnym, ale zdecydowanie niewartym zatrzymywania się w pół kroku. Wystarczyło otrzeć podeszwę o krawężnik i iść dalej. I dokładnie to zamierzał zrobić.

Kilka krótkich chwil w powietrzu wystarczyło, by atmosfera oczyściła się niemal całkowicie. Louvain poczuł wyraźne odprężenie dokładnie w chwili, gdy mięśnie spięły się do prowadzenia miotły, a ciało wróciło do dobrze znanego rytmu. Do czasów kiedy życie było jakby prostsze. Serce przyspieszyło, pompując krew coraz mocniej, aż świat dookoła zaczął stopniowo tracić na znaczeniu. Tutaj wszystko było prostsze. Czasami chłopakom naprawdę niewiele było potrzeba do dobrego samopoczucia, trochę się spocić i polatać za piłeczką. Louvain zawisł przed obręczami tylko na krótką chwilę. Instynkt szybko podpowiedział mu, że pozostawienie Atreusowi przestrzeni do rozpędzenia się byłoby głupotą, dlatego niemal od razu skrócił dystans, wychodząc mu naprzeciw agresywniej, niż początkowo planował. Decyzja przyszła spontanicznie, szybciej niż rozsądek. I równie szybko okazało się, że była pochopna. Wystarczyła jedna gwałtowna zmyłka. Jeden ostry skręt wykonany dokładnie w odpowiednim momencie, a Louvain już wiedział, że dał się wyciągnąć z pozycji. Zaklął pod nosem, nawet nie obracając się za siebie. Wiedział, że takich okazji blondasek nie zamierzał przepuszczać ot tak. Kafel przemknął obok i wpadł czysto przez obręcz. Stęknął niezadowolony. - Przestań się popisywać. I tak nikt nie patrzy. - krzyknął zawadiacko w stronę Atreusa, na wpół ironicznie. Nie zatrzymał się jednak dłużej niż na moment. Miotła natychmiast zanurkowała ostro w dół za opadającym kaflem, zanim ten zdążył jeszcze dotknąć ziemi. Louvain przechwycił go niemal tuż nad ziemią, wyprowadzając maszynę gwałtownym łukiem z powrotem ku górze. Kącik ust drgnął mu lekko. To była dopiero pierwsza próba. Następnym razem nie da się już tak łatwo oszukać. Przerzucił piłkę łukiem nad nimi, celując w ręce przyjaciela, a potem skupił się już tylko na jego ruchach.


af obrona jerzy dudek liverpool 2005
Rzut Z 1d100 - 34
Akcja nieudana
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#8
12.05.2026, 07:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.05.2026, 07:03 przez Atreus Bulstrode.)  

Zawsze podobała mu się prędkość, jaką ofiarował lot na miotle. Jakaś swoista wolność, którą czuło sie kiedy wiatr przeczesywał włosy, a większość krajobrazu zmieniało się w rozmazaną plamę barwną, jeśli znajdowało się wystarczająco blisko. Potrzeba było odpowiedniego refleksu, by nadążyć za tym co działo się na boisku, a Atreus, cóż, kiedy chciał to potrafił się nim popisać. Zawsze też wydawał się gustować w taktyce bardzo szybkich i skocznych zagrań, które wytrącały przeciwnika z równowagi bo niewielu o zdrowych zmysłach pozwoliłoby sobie na takie szarpanie się na miotle.

Ale zagranie zadziałało. Kafel pomknął przez powietrze, a Atreus widząc że dla Louvaina było za późno, by zawrócić pod obręcze, zatrzymał się gwałtownie i uśmiechnął się do niego cwaniacko. - Popisywać? Za brzydki jesteś, żeby się dla ciebie popisywać - prychnął, odprowadzając go spojrzeniem, kiedy wreszcie zanurkował za piłką i przejął ją zanim dotknęła murawy.
Wcześniej leżąca na stadionie mgła, przerzedziła się już niemal całkowicie i pewnie gdyby mieli tu faktycznie jakąś widownie, to teraz można by podziwiać ich trening w pełnej okazałości. Ale nawet jeśli Bulstrode chętnie popisałby się przed kimś, to ten spokój całkiem mu w tym momencie odpowiadał.

Przejął zręcznie kafla, niemal natychmiast robiąc dokładnie to samo co wcześniej, czyli rozpędzając się jakby jutra miało nie być. Tym razem jednak leciał niżej, przyjmując tym razem inny kąt, ale dość szybko się to zmieniło. Wykręcił, szybko tym razem samemu zmniejszając dystans do Lou i nie dać mu możliwości na powtórzenie zagrania, a potem rzucił kafla zza pleców i do bocznej obręczy.


// pls kostko daj mi się popisać znowu
Rzut PO 1d100 - 22
Akcja nieudana
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#9
17.05.2026, 12:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.05.2026, 16:29 przez Louvain Lestrange.)  

Oczywiście, że oboje uwielbiali się popisywać. Bulstrode nawet nie miał co się tego wypierać, bo Louvain znał go zbyt długo, żeby uwierzyć w jakiekolwiek pozory skromności. Poklask był jedną z jego głównych motywacji, nieważne czy chodziło o trybuny, towarzystwo przy stole czy ciekawskich oczu obserwujących go z drugiego końca boiska. Atreus zawsze lubił moment, w którym coś wychodziło mu efektownie. Może nawet bardziej niż skutecznie. Dlatego Louvain od samego początku skupił się całkowicie na jego ruchach. Nie było takiej możliwości, żeby ograł go dwa razy dokładnie tym samym zagraniem. Bądź co bądź, ale to on był - może i byłym, ale jednak - profesjonalnym graczem. Zbyt długo żył boiskiem, zbyt długo żył w rytmie szybkich decyzji, liczonych w ułamkach sekund, by się dać się drugi raz nabrać na identyczną sztuczkę. Nie jakiemuś tam trampkarzowi z ambicjami. Dlatego zauważył zmianę niemal natychmiast. Obnirzony lot. Inny kąt wejścia. Większa agresja w skracaniu dystansu. Atreus próbował go przeczytać tak samo, jak chwilę wcześniej Louvain próbował przeczytać jego. Problem polegał na tym, że tym razem Lestrange już wiedział, czego szukać. Nie ruszył za nim od razu. Rwało go do przodu, mięśnie aż napinały się do gwałtownego manewru, ale zmusił się do pozostania bliżej obręczy. Czekał. Obserwował. Śledził barki, ustawienie dłoni, sposób w jaki Atreus przenosił ciężar ciała podczas lotu.

I wtedy to zobaczył. Moment przed wyrzutem. Kafel poleciał zza pleców dokładnie tak, jak planował Bulstrode, ale Louvain już był w ruchu. Miotła szarpnęła gwałtownie w bok, przecinając powietrze ostrym łukiem. Obręcz przemknęła tuż obok jego ramienia, kiedy wyciągnął rękę idealnie w tor lotu piłki. Palce zacisnęły się na kaflu pewnie i mocno. Przechwyt był czysty. Louvain wyhamował gwałtownie, zawracając szerokim łukiem, a satysfakcja przyszła niemal natychmiast szybka, gorąca i wyjątkowo przyjemna. Spojrzał w stronę Atreusa z cieniem triumfu wymalowanym na twarzy i uniósł lekko piłkę. - Za wcześnie otwierasz bark przy wypuszczaniu piłki. I robisz tę minę idioty, zanim rzucisz. Kącik ust drgnął mu wyżej. Bo właśnie o to chodziło. Nie tylko o punkty, ale o ten moment, w którym dwóch ludzi próbowało przewidzieć swoje ruchy szybciej, niż zdążą je wykonać. A skoro miał okazję pozgrywać tego, który miał prawo pouczać tego drugie, oczywiście że zamierzał to wykorzystać.

Remis był akceptowalny wyłącznie między przyjaciółmi. A nawet wtedy i tak tylko czasami. Kafel obrócił się lekko w jego dłoni, kiedy Louvain wyhamował jeszcze na moment w powietrzu i spojrzał w stronę przyjaciela z cieniem zaczepnego rozbawienia. - Zmiana. Zawołał, już odlatując i ustawiając się na pozycji atakującego.  Gwałtowne przyśpieszenie. Powietrze rozstąpiło się przed nim ostrym świstem, gdy ciął przez środek boiska szybkim, agresywnym lotem. Louvain nie zamierzał bawić się w ostrożne budowanie akcji, chciał wejść w tempo dokładnie takie, jakie chwilę wcześniej narzucił mu Atreus. A potem zrobić to lepiej. Obniżył lot niemal identycznie. Ten sam kąt podejścia, podobna dynamika skrócenia dystansu, nawet sposób prowadzenia miotły był celowo zbliżony do wcześniejszego zagrania Bulstrode’a. Było w tym coś z czystej złośliwości, niemal demonstracyjne pokazanie, że skoro Atreus uważał tę sztuczkę za dobrą, Louvain bez problemu wyciśnie z niej jeszcze więcej.


af obrona artur boruc celtic 2005
Rzut Z 1d100 - 98
Sukces!


af atak na dziure
Rzut Z 1d100 - 64
Sukces!
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#10
01.06.2026, 03:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.07.2026, 04:03 przez Atreus Bulstrode.)  

Może faktycznie robienie drugi raz niemal tej samej sztuczki było lekkim przegięciem. Ciężko chyba jednak było zaskoczyć kogoś, kto znał cię aż tak cholernie dobrze i tak długi czas. Louvain zareagował, zanim jeszcze Atreus zdążył się zastanowić nad tym, czy nie powinien zmienić taktyki, a kafel opuścił jego ręce gładko, tylko po to by Lestrange z łatwością przechwycił go w locie, jakby to on był obdarzony trzecim okiem i wszystko przewidział. Bulstrode uśmiechnął się krzywo, tak samo na swoje nieudane zagranie, jak i jego zaczepkę. Za wcześnie otwierał bark – dobre sobie. — Nauczyłem się jej od ciebie — uśmiechnął się do niego z politowaniem, na moment pochylając się z rozluźnieniem na miotle, zanim nie została ogłoszona zmiana.

Prawda była taka, że nigdy nie był dobry w roli obrońcy. Ślęczenie przed obręczami nigdy do niego nie przemawiało i wydawało się okropnie nudne. Już wolałby latać za złotym zniczem, jak się w to bawić. Zagrywka Louvaina przypominała mu nieco jego własną. Szybkie tempo, które próbował mu narzucić i gwałtowne skrócenie dystansu, a potem rzucenie piłki.
Był blisko, ale wciąż niewystarczająco, by przejąć kafla. Musnął go niemal palcami, ale ten i tak przeleciał przez obręcz, zaliczając Louvainowi punkt. — Życzę ci szczerze, żebyś się z tej miotły spierdolił — zawołał w jego stronę, zanim zanurkował gwałtownie za piłką, łapiąc ją w locie dokładnie tak samo jak wcześniej zrobił to przy jego pierwszym rzucie. Kafel wrócił do Lou zgrabnym rzutem i Atreus na nowo zajął swoje miejsce przy obręczach, ale tym razem kiedy przyglądał się przyjacielowi, robił to o wiele uważniej, próbując dostrzec jego aurę. Głównie po to by zagrać na jego oklumencji i nieco go rozproszyć.


// obrona af ◉◉◉◉○
Rzut PO 1d100 - 32
Słaby sukces...


// aurowidzenie percepcja ◉◉◉◉○
Rzut PO 1d100 - 71
Sukces!
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (1944), Louvain Lestrange (3337)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa