• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja Horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[19.09.1972] Pechowy dzień młodego Malfoya | Renigald & Baldwin

[19.09.1972] Pechowy dzień młodego Malfoya | Renigald & Baldwin
Arystokratyczny Dupek
Kłamstwo jest najprostszą formą samoobrony.
wiek
27
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Bezrobotny (na razie)
187cm wzrostu. Blondyn. Szczupły. Nosi się w markowych drogich ubraniach. Najczęściej uszytych przez Rosssierów

Renigald Malfoy
#1
03.05.2026, 12:46  ✶  
19 września 1972r.
Aleja Horyzontalna

Angielska jesień miała to do siebie, że deszczu można było spodziewać się o każdej porze. Coraz mniej było dni słonecznych, a tym bardziej ciepłych. Coraz więcej czarodziei odzianych chodziło w szatach, czy płaszczach przystosowanych na chłodne lub deszczowe pory. Tak też Renigald, dzisiejszego dnia ubrał adekwatnie do pogody. Przynajmniej tak myślał.

Ciemnoniebieska szata przeciw deszczowa, szyta na podobieństwo płaszcza. Nowa, zakupiona u Rosierów, gdyż jego dotychczasowa garderoba nie przetrwała pożaru i musiał nakupować sobie nowych ubrań. Pieniędzy mieli pod dostatkiem, więc ojciec nie zrobił mu kazań za wydawanie ich na odzież. W końcu syn musiał się godnie prezentować na ulicach, wśród ludzi. Ciemne spodnie i błękitna koszula, starannie obszyte z minimalnymi zdobieniami haftu srebrnej nici. Na głowie jego spoczywał czarny kapelusz, którego celem było dodawanie mu elegancji jak i uchronić jego włosy przed nieprzewidzianym deszczem.

Dzisiejszego dnia załatwił ostatnie sprawy związane ze sprzedażą mieszkania i kupnem nowego domu w Little Hangleton. Nie do końca też był przekonany, czy to dobry pomysł, aby tam się ulokować. Sama dzielnica tamtego miasta była dość ponura, podobnie jakby zamieszkał na ulicy Śmiertelnego Nocturnu. Miała jednak plusy – panowała tam cisza. Być może mniej przewijało się tam szlamowców. Gdzie by indziej miał mieszkać? Ostatni atak na Londyn pokazał, że nie jest to odpowiednie miasto do zamieszkania. A tym samym Renigald zaczął myśleć nad tym, czy warto założyć jakiś swój biznes. Dom ten miał być również jego miejscem pracy. Takie, dwa w jednym.

Aleja Horyzontalna była już dawno uprzątnięta z gruzów, a kamienice odbudowywały się stopniowo. Niektórzy pokusili się jeszcze o przemalowania, aby pozbyć zabrudzeń po pożarowych. Nie uniknęło się także malowideł i grafik wulgarnych, nawołujących do zmian w świecie, będące symbolem niszczenia mienia miasta i właścicieli budynków.

Na tej ulicy Renigald znalazł się wychodząc z kamienicy, gdzie mieściło się biuro notariusza, zajmującego się sprzedażą domów. Potrzebne dokumenty miał schowane w skórzanej drogiej męskiej torbie, przewieszanej na ramię. Młody Malfoy rozejrzał się, jakby oceniał stan alei, żeby móc ruszyć dalej. Z tego względu, że gdzieniegdzie mogło stać rusztowanie i prace na wysokościach. Spojrzał także w niebo na ciężkie chmury, które miały być zapowiedzią dużego deszczu. Skorzystałby z teleportacji, to szybciej będzie w domu. Lecz jeszcze chciał odwiedzić jedno miejsce. Ruszył ulicą, zbliżając się powoli do skrzyżowania z ulicą Śmiertelnego Nocturnu.

Akurat na ulicy, zobaczył przejeżdżający interesujący go pojazd. Już się rozmarzył, jak to cudownie było być tak wiezionym wszędzie. Czy może pozostać przy standardowej opcji konia z powozem i prywatnym woźnicom? Tak się rozmarzył, że kiedy przekroczył ulicę przecinającą Aleję, coś przebiegło mu pod nogami, że aż podskoczył. Prawie że zatańczył na chodniku, uderzając plecami o coś metalowego.

- Patrz jak leziesz!
Krzyknął w stronę winowajcy, który jak się zorientował, okazał być przebiegającym szczurem. Nie zdążył się przyjrzeć, czy był mu znany, gdyż po chwili usłyszał huk czegoś upadającego na chodnik i plask, jakby się rozlało.
Brew mu drgnęła.
- Panie! W porządku tam na dole?!
Usłyszał nagle krzyk mężczyzny. Nie odpowiedział, tylko spojrzał na dół, widząc jak jego drogie buty, a tym bardziej jeden z nich, oraz nogawka spodni, zostały ubrudzone białą farbą.
Farba...
Brew mu drgała w irytacji, gniewie, nerwach, że spojrzał zaraz do góry, kto śmiał zrzucić na niego puszkę z farbą.
- Nie jest dobrze!
Warknął wściekły. A w tym momencie zerwał się duży wiatr i zdmuchnąwszy mu z głowy kapelusz. Nie zdążyło chwycić ręką ani też złapać.
- Wyśmienicie.
Warknął do siebie przez zaciśnięte zęby. Cofnął się od plamy na chodniku, otrzepawszy nogawkę, ale obawiał się, że to nie pomoże mu w pozbyciu się tego upierdliwego pobudzenia. Jak on teraz wygląda? Jak on śmierdzi farbą?

Zszedł na bok, akurat stanąwszy przy drzwiach sklepu swojej koleżanki Weasleyowej. Chciał wyjąć różdżkę i użyć zaklęć czyszczących, kiedy coś nagle wdrapało się na niego.

- Co jest?!
Czy on widział na ramieniu szczura?
- Zejdź ze mnie!
Rozkazał stworzeniu, w obawie, że jeszcze mu szatę pobudzi. Czy nie pomyliła swoich właścicieli? Skądże! Blondyn? Malfoy? Wali od niego farbą? Nie próbował nawet wziąć szczura do ręki. Jeszcze się czymś zarazi!
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#2
07.05.2026, 09:31  ✶  
Rozalinda była szczurem o bardzo małym rozumku, ale to wcale nie przeszkadzało jej wieść dobrego, szczurzego życia. Nosiła różowe kokardki na ogonie, karmiono ją i mięskiem i serowymi herbatnikami, a spała albo na wygodnej poduszce albo w kieszeni szaty swojego Pana. Uważała się więc za szczurzą arystokrację albo i władczynię tutejszych kanałów. W końcu to ona z Panem tak często po nich wędrowała - i to na powierzchni i pod nią.
Czasem jednak wybierała się na wycieczki zupełnie sama, zostawiając Pana gdzieś tam daleko za sobą. Biegała po ulicach Londynu, węsząc co tam nowego w wielkim świecie się dzieje. Zaczęło trochę padać. Oburzające! Deszcz lał się na jej śliczne, dopiero co wyszczotkowane futerko.
Nie spodobało się to biednej szczurzycy, która natychmiast postanowiła znaleźć Pana. Z reguły nie było to trudne, bo choć wyglądał jak rozmazana matowo-żółta plama, to zawsze pachniał tym samym - ostrym zapachem farby, ale takiej taniej. No i często czarną magią, ale nigdy po kąpieli. Po kąpieli ostatnio pachniał truskawkowo-waniliowym eliksirem do włosów Pani.
Zaciągnęła się, wznosząc szczurzy nosek ku niebu. Bingo. Zapach farby jak kompas przywiódł ją do Pana. Przynajmniej tak sądziła, wdrapując się po nogawce jego spodni. Gdyby mogła czuć się urażoną, zapewne by była, bo Pan nie nadstawił ręki, co by ją wziąć i posadzić sobie na ramieniu. Musiała się wspinać całkiem sama, co nie było proste. W końcu była szczurem bardzo puchatym (spasłym), nieprzywykłym do takiego wysiłku (leniwym). Pisnęła, poszczękując ząbkami, jak zawsze gdy potrzebowała atencji. Ale się uparł!
W końcu zdołała wdrapać się na jego ramię, odrobinę tylko naddzierając pazurkami niebieską szatę Pana. Dziwne, nie miał takiej szaty. Machnęła ogonem uderzając miarowo różową kokardą o jego ramię.
A potem się odezwał i… oho, to jednak nie był Pan. Rozalinda zadarła głowę, zaczynając nagle węszyć znacznie uważniej.
- Zejdz ze mnie.
Pisnęła jakby w odpowiedzi, oburzona, że wcale nie był Panem tylko jakimś bezczelnym nieznajomym, który pachniał podobnie i najwyraźniej porywał bogom ducha winne szczury, pewnie żeby je przerobić na paszteciki! Już nawet otwierała pyszczek, żeby go upierdolić (gdyby za blisko zbliżył palec), ale usłyszała nagle znajome gwizdnięcie.

Baldwin pojawił się przy nich chwilę wcześniej, na tyle cicho by w pierwszym momencie pozostać niezauważonym przez walczącego z Rozalindą Reginalda. Gdy ta jednak ewidentnie postanowiła zejść na ścieżkę zbrodni i pożarcia czarodzieja, postanowił jednak kuzyna uratować.
Wyciągnął bez słowa rękę, a uradowana szczurzyca przeskoczyła na nią, lądując ciężko i rozlewając się niczym zabawka na dłoni Pana. Znajomy zapach farby i truskawki koił zmysły gryzonia, który leniwie machał ogonem.
- Ciężki dzień, Reni?- Zapytał jakby od niechcenia, wpuszczając Rozalindę do kieszeni własnego, czarnego płaszcza. Dopalał właśnie papierosa, którym skinął w stronę poplamionych spodni i butów Malfoy’a. Wszystko to wyglądało jakby się na niego zasadził wyjątkowo dorodny gołąb. Szczęście w nieszczęściu, że capiło to farbą nie jak ptasia biegunka.
Arystokratyczny Dupek
Kłamstwo jest najprostszą formą samoobrony.
wiek
27
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Bezrobotny (na razie)
187cm wzrostu. Blondyn. Szczupły. Nosi się w markowych drogich ubraniach. Najczęściej uszytych przez Rosssierów

Renigald Malfoy
#3
13.05.2026, 21:12  ✶  

Spasła szczurzyca, wdrapała się na jego nogawkę drogich spodni. Renigald czuł, że coś go tam ściąga, ale nie pomyślał logicznie, że to jakieś zwierzę. Co najwyżej, wiatr? Bo przecież nie mógł o coś zahaczyć. A kiedy ciężar poczuł na ramieniu drogiej szaty, wpienił się widząc szczura. Brudne kanałowe stworzenie. Czego od niego chciało? Nie wisiał jej przecież żadnego sera, mięsa, kota czy innego podatku podziemnych kanałów i ścieków.

Walka zaczęłaby się, gdyby nie reakcja wspaniałego kuzyna. Renigald chciał już podjąć decyzję o siłowym pozbyciu się szczurzycy za pomocą nie palca, ale różdżki. Może z zamiarem próby przemienienia jej w motyla, aby sobie odleciała? Albo mrówkę, żeby później zdeptać. A może nawet zwyczajnie siłowym zaklęciem odsunąć ją do siebie na bezpieczny dystans. Bo nawet nie przeszła my myśl, aby zrobić z niej pasztet.

Zamienić w pasztet?

Pojawienie się Baldwina było błogosławieństwem Matki Deszczu i Kanałów, że zabrał od niego szczurzycę, co jak się okazało, była jego żywą maskotką, bo nagle jej zachowanie się dziwnie zmieniło, kiedy spoczęła na dłoni drugiego Malfoya. Renigald uwolniony od walki ze szczurem, zaczął oglądać swoje "rany", którymi było tylko zabrudzenie szaty, nogawki i co gorsze  - DZIURA W RĘKAWIE!

"Ciężki dzień, Reni?" – usłyszał a brew mu drgała. Niczym robot spojrzał na Baldwina. Chyba ciesząc się, że nie powiedział "Renia", ani "Regina".
- Fatalny…
Stwierdził stanowczo.
- Oblano mnie farbą. To drogie spodnie, o butach już nie mówiąc!
Wskazał obiema rękoma na nogawkę z butem, zabrudzoną farbą.
- I jeszcze ta…. Ta…
Zaczął następnie wskazywać na kieszeń kuzyna, gdzie chodziło mu o szczura, ale chyba hamował się od obrażania jego maskotki. Więc szybko przeszedł do pokazania dziury w rękawie szacie, która dla niego wyglądała jak zbrodnia wojenna.
- Zniszczyła mi szatę!
Powiedział w gniewie. Jakby chciał zmierzać do żądania odszkodowania, tylko był jeden problem. Szczur nie da mu tego odszkodowania i nie zreperuje dziury w ubraniu. Bo niby czym zapłaci? Kokardkami na ogonku? 
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#4
20.05.2026, 10:42  ✶  
Baldwin spojrzał na rzekomą katastrofę garderobianą dokładnie tak jak patrzył na większość rzeczy w otaczającym go pięknym, bożym świecie - z solidną dozą wyjebongo.
No nie, zdecydowanie nie wyglądał na przejętego. I nawet się nie starał udawać. Ale słuchał żali kuzyna z niebywałą wręcz cierpliwością, dysocjując tylko i wyłącznie odrobinkę.
- I jeszcze ta…
No tutaj uniósł lekko brwi. Reginald zachował chyba jeszcze resztkę instynktu samozachowawczego, bo jednak powstrzymał się od rzucania łaciną podwórkową w stronę niewinnej szczurzycy. Ta co prawda w puchatej dupie miała co jakiś typ sobie o niej myśli (powinien się cieszyć, że go nie zjadła jak machał paluchem!), ale Baldwin wyjątkowo nie lubił gdy się mu obrażało Rozalindę.
- Nie możesz tego wszystkiego oddać matce do naprawy? - Zapytał po prostu, machając ręką jakby należało doprecyzować, że chodzi mu o obraz nędzy i rozpaczy jaki przedstawiał sobą jego kuzyn. Nie żeby Baldwinowi to przeszkadzało. Zdarzały się dni, gdy on sam wychodził z teatru uwalony obsypującą się charakteryzacją albo chodził przez dłuższy czas w tej samej szacie, której nie było co zmieniać skoro i tak skończy uwalona farbą, krwią i werniksem. Ale kuzyn… och kuzyn zawsze był takim elegancikiem! Przewracał oczami zawsze, gdy Lorraine o tym wspominała.
No, ciekawe co by powiedziała jakby Reginalda teraz zobaczyła.
- Albo zanieść do mojej? - Skinął głową mniej więcej w kierunki pracowni Visenyi, która znajdowała się zaledwie parę bloków od miejsca, gdzie przystanęli, w najlepszym punkcie na Pokątnej. Zdecydowanie zbyt blisko jak na gust Baldwina- Ogarnie ci to w dziesięć minut, ale stracisz przez jej pierdolenie pewnie z pięć lat życia…- Mówił bardziej do siebie niż do Reginalda, przypatrując się plamom z farby. Nie ryzykował zaklęcia czyszczącego, nigdy nie miał wyczucia do takich. Pocierał w zamyśleniu pokryty lekkim zarostem policzek. Nie miał ostatnio ani czasu ani ochoty się golić.

W tym momencie podbiegł do nich chłopaczek. Młodziak. Miał może z osiem, dziewięć lat, ale jak na swój wiek dość wysoki i tyczkowaty. Sądząc po połatanej szacie, krzywo przyciętych splątanych, rudych kołtunach i zdecydowanie przydużych butach po starszym bracie - wychowanek biedniejszych dzielnic. Nokturzątko jak ich wiele. W rękach trzymał… kapelusz Renigalda.
Baldwin oparł się leniwie o ościeżnicę zamkniętych drzwi od sklepu Weasley’ówny. Dzieciak wyszczerzył się radośnie, prezentując brak lewej jedynki i machnął kapeluszem nad głową, niczym wprawiony w trudach handlu obwoźny sprzedawca.
- Paaanowieee - zaczął, sepleniąc niemiłosiernie.- Weźście no odkupsscie, soo? Ja mogę laśkawie pśehandlować. Tanio! Prawie za dałmo. No… za tsi sikIe.
Nałożył sobie na głowę kapelusz, prezentując go jeszcze lepiej.
- Tłochę śmierdzi, ale mosie taki śtyl. Elegancki pan chyba tęśśkni… - Dodał z bezczelnym uśmiechem, cały czas znajdując się poza zasięgiem rąk Malfoya.
Arystokratyczny Dupek
Kłamstwo jest najprostszą formą samoobrony.
wiek
27
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Bezrobotny (na razie)
187cm wzrostu. Blondyn. Szczupły. Nosi się w markowych drogich ubraniach. Najczęściej uszytych przez Rosssierów

Renigald Malfoy
#5
27.05.2026, 22:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.10.2026, 10:48 przez Renigald Malfoy.)  

Dla Renigalda wygląd był boskością. Bo przecież istnieje takie mugolskie powiedzenie, które mogło być świętością w społeczności magicznej "Jak cię widzą, tak cię piszą?” Coś w ten deseń. Malfoy cenił sobie aż do serca wygląd, jak i okazywanie szacunku swojej rodzinie. Urodził się Malfoyem, Powinien dać solidną karę temu idiocie, bo go farbą oblał. Na pewno zrobił to specjalnie!

Kiedy jednak Renigald po swoich żalach, rozejrzał się, mężczyzny już niewidział. Najwyraźniej czarodziej odbudowujący kamienicę, wolał się ulotnić i udawać, że nic nie miało miejsca.

Znał Baldwina i to jego spojrzenie, kiedy mówiło się źle o jego szczurze, szczurzycy, gryzioniu wypchanym, więc zdążył się w porę pohamować ze słownictwem. Nie chciał czasem skończyć jako obiad armii szczurów, a potem spocząć w samych kościach, w trumnie wybranej u kuzynki. Nie byłoby to takie eleganckie i godne śmierci członka rodu Malfoy.

I wtedy kuzyn zapytał "Nie możesz tego wszystkiego oddać matce do naprawy?" Renigald zesztywniał gapiąc się na niego w milczeniu. Jakby głupa udawał, że nie zrozumie. Lecz rozumiał doskonale. Tylko, co jeżeli matka się wkurzy? Opierdoli go i każe mu samemu to czyścić? Albo co gorsza, wyrzuci go tak na ulicę? Bo zabić, to nie zabije, prawda?

Milczał, powolnie spoglądając na swoje spodnie, aż znów podniósł wzrok na Baldwina. "Albo zanieść do mojej?" – usłyszał inne rozwiązanie. Ciotka Visenya nie powinna go tak opierdolić jak matka. Może i będzie dużo mówić, jak zaznaczył kuzyn, ale nie oberwie mu się tak mocno. Bezpieczne rozwiązanie problemu?
Najwyraźniej.

- To… Wiesz kuzynie… Bardzo się cieszę, że cię widzę. To znaczy, że przetrwaliście ten cholerny atak. Odwiedzimy Twoją matkę?
Zachował się grzeczniej, jakby w łeb dostał i nagle ucieszył, że kuzyn żyje. Mógłby tak na początku go przywitać, ale… zabolała duma wyglądu i przejęła jego blond umysł.

Było wszystko wspaniale, gdyby nie to, że jakiś dzieciak do nich podszedł. Zaraza biedy, trzymająca kosztowny kapelusz. Na zawołanie, Renigald spojrzał na biedaka i widząc kapelusz, drgnęła mu brew. Kapelusz… JEGO KAPELUSZ… Zdębiał, zbladł. Zrobiło mu się słabo i dostawał trików nerwowych unoszącej brwi.

Jak ten smarkacz może nosić JEGO KAPELUSZ! – krzyczał jego wzrok.
- Śmierdzi… TOBĄ!
Odezwał się w końcu Renigald.
- TO MÓJ KAPELUSZ! ZŁODZIEJU!
Wydarł się na młodego, nie zwracając na razie uwagi na obecność Baldwina. Chciałby zaraz poprosić kuzyna, aby poszczuł szczurem tego dzieciaka. Sam jednak ruszył w jego stronę, aby zabrać mu ten kapelusz. Nerwowy, blady. Bo przecież zbezczeszczono jego wizerunek! 

Po nawrzeszczeniu na "złodzieja" kapelusza, Renigald nie chciał go z powrotem. Niech zna łaskę Malfoya!

Baldwin w dość zabawny sposób próbował pocieszyć kuzyna i zabrał do ze sobą do swojej matki, gdzie i tam Renigald nie uniknął jej kazań. Może na mniejszą skalę, gdyż nie była jego matką. Z pomocą jej pracownicy, znalazły ubranie zastępcze dla Renigalda a ubrudzone, postarały się jakoś wyczyścić. Kuzyni wymienili między sobą kilka słów i też porozmawiali o wszystkim i o niczym. Nie da się ukryć, że na Rosalindę, Renigald spoglądał z ostrożnością, czy znów na niego nie skoczy. O ile lubił się przebierać i ubrania przymierzać, tak dzisiaj przez fatum losu, miał dość.

W czasie rozmów, Renigald zdradził także, że musiał zmienić miejsce zamieszkania, z powodu zniszczenia jego mieszkania. A przy okazji dopytał się i dowiedział, jak wyglądała sytuacja u ciotki i Baldwina.


Po odbytej wizycie rodzinnej i podziękowaniu ciotce za pomoc, Renigald pożegnał się kulturalnie i opuścił jej pracownię, udając się w swoją stronę.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baldwin Malfoy (900), Renigald Malfoy (1545)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa