Aleja Horyzontalna
Angielska jesień miała to do siebie, że deszczu można było spodziewać się o każdej porze. Coraz mniej było dni słonecznych, a tym bardziej ciepłych. Coraz więcej czarodziei odzianych chodziło w szatach, czy płaszczach przystosowanych na chłodne lub deszczowe pory. Tak też Renigald, dzisiejszego dnia ubrał adekwatnie do pogody. Przynajmniej tak myślał.
Ciemnoniebieska szata przeciw deszczowa, szyta na podobieństwo płaszcza. Nowa, zakupiona u Rosierów, gdyż jego dotychczasowa garderoba nie przetrwała pożaru i musiał nakupować sobie nowych ubrań. Pieniędzy mieli pod dostatkiem, więc ojciec nie zrobił mu kazań za wydawanie ich na odzież. W końcu syn musiał się godnie prezentować na ulicach, wśród ludzi. Ciemne spodnie i błękitna koszula, starannie obszyte z minimalnymi zdobieniami haftu srebrnej nici. Na głowie jego spoczywał czarny kapelusz, którego celem było dodawanie mu elegancji jak i uchronić jego włosy przed nieprzewidzianym deszczem.
Dzisiejszego dnia załatwił ostatnie sprawy związane ze sprzedażą mieszkania i kupnem nowego domu w Little Hangleton. Nie do końca też był przekonany, czy to dobry pomysł, aby tam się ulokować. Sama dzielnica tamtego miasta była dość ponura, podobnie jakby zamieszkał na ulicy Śmiertelnego Nocturnu. Miała jednak plusy – panowała tam cisza. Być może mniej przewijało się tam szlamowców. Gdzie by indziej miał mieszkać? Ostatni atak na Londyn pokazał, że nie jest to odpowiednie miasto do zamieszkania. A tym samym Renigald zaczął myśleć nad tym, czy warto założyć jakiś swój biznes. Dom ten miał być również jego miejscem pracy. Takie, dwa w jednym.
Aleja Horyzontalna była już dawno uprzątnięta z gruzów, a kamienice odbudowywały się stopniowo. Niektórzy pokusili się jeszcze o przemalowania, aby pozbyć zabrudzeń po pożarowych. Nie uniknęło się także malowideł i grafik wulgarnych, nawołujących do zmian w świecie, będące symbolem niszczenia mienia miasta i właścicieli budynków.
Na tej ulicy Renigald znalazł się wychodząc z kamienicy, gdzie mieściło się biuro notariusza, zajmującego się sprzedażą domów. Potrzebne dokumenty miał schowane w skórzanej drogiej męskiej torbie, przewieszanej na ramię. Młody Malfoy rozejrzał się, jakby oceniał stan alei, żeby móc ruszyć dalej. Z tego względu, że gdzieniegdzie mogło stać rusztowanie i prace na wysokościach. Spojrzał także w niebo na ciężkie chmury, które miały być zapowiedzią dużego deszczu. Skorzystałby z teleportacji, to szybciej będzie w domu. Lecz jeszcze chciał odwiedzić jedno miejsce. Ruszył ulicą, zbliżając się powoli do skrzyżowania z ulicą Śmiertelnego Nocturnu.
Akurat na ulicy, zobaczył przejeżdżający interesujący go pojazd. Już się rozmarzył, jak to cudownie było być tak wiezionym wszędzie. Czy może pozostać przy standardowej opcji konia z powozem i prywatnym woźnicom? Tak się rozmarzył, że kiedy przekroczył ulicę przecinającą Aleję, coś przebiegło mu pod nogami, że aż podskoczył. Prawie że zatańczył na chodniku, uderzając plecami o coś metalowego.
- Patrz jak leziesz!Krzyknął w stronę winowajcy, który jak się zorientował, okazał być przebiegającym szczurem. Nie zdążył się przyjrzeć, czy był mu znany, gdyż po chwili usłyszał huk czegoś upadającego na chodnik i plask, jakby się rozlało.
Brew mu drgnęła.
- Panie! W porządku tam na dole?!
Usłyszał nagle krzyk mężczyzny. Nie odpowiedział, tylko spojrzał na dół, widząc jak jego drogie buty, a tym bardziej jeden z nich, oraz nogawka spodni, zostały ubrudzone białą farbą.
Farba...
Brew mu drgała w irytacji, gniewie, nerwach, że spojrzał zaraz do góry, kto śmiał zrzucić na niego puszkę z farbą.
- Nie jest dobrze!
Warknął wściekły. A w tym momencie zerwał się duży wiatr i zdmuchnąwszy mu z głowy kapelusz. Nie zdążyło chwycić ręką ani też złapać.
- Wyśmienicie.
Warknął do siebie przez zaciśnięte zęby. Cofnął się od plamy na chodniku, otrzepawszy nogawkę, ale obawiał się, że to nie pomoże mu w pozbyciu się tego upierdliwego pobudzenia. Jak on teraz wygląda? Jak on śmierdzi farbą?
Zszedł na bok, akurat stanąwszy przy drzwiach sklepu swojej koleżanki Weasleyowej. Chciał wyjąć różdżkę i użyć zaklęć czyszczących, kiedy coś nagle wdrapało się na niego.
- Co jest?!Czy on widział na ramieniu szczura?
- Zejdź ze mnie!
Rozkazał stworzeniu, w obawie, że jeszcze mu szatę pobudzi. Czy nie pomyliła swoich właścicieli? Skądże! Blondyn? Malfoy? Wali od niego farbą? Nie próbował nawet wziąć szczura do ręki. Jeszcze się czymś zarazi!