02.05.2026, 20:23 ✶
Starożytny Rzym był niegdyś stałym punktem odniesienia. Pannie Rowle ta część ich znajomości natomiast przychodziła z większym trudem, co jednak nie oznaczało, że pozostawała obojętna wobec samej pasji mężczyzny. Najżywsze ich rozmowy rozkwitały właśnie wtedy, gdy Icarus ją prowokował w sprawie opowieści o jaszczurach w Senacie. Sam temat budził w nim wyjątkowe oburzenie, obecnie jawiło się już jedynie jako słodka nostalgia. Był z nią wtedy bardzo cierpliwy.
— Chyba rozumiem, o czym mówisz — zadumała. Każdy szukał jakiegoś sposobu, żeby przetrwać. Jeszcze inni próbowali zagłuszyć to wszystko czymkolwiek, co akurat mieli pod ręką. — Tak bardzo na to nie zasługuję — nie zasługuję na ciebie, pomyślała. Retrogradacja Merkurego rzeczywiście pozostawiła ją rozchwianą i nadwrażliwą, ale słowa, które usłyszała, były jej potrzebne.
Mona dostrzegła w nim znajomy cień napięcia, jakie pojawiało się nieodmiennie ilekroć wspominał o ojcu. Pojmowała mechanizm rozczarowania, które podkopywało fundamenty jego własnej tożsamości oraz rodziło w nim nieustanną potrzebę udowodnienia wartości i wiarę, że jeszcze jeden wysiłek, być może jedno poświęcenie uczyniłoby go wreszcie wystarczającym… Obecnie miała podobnie.
— Na co nie miałeś być gotowy? — spytała żywiej. Zawsze była gotowa stanąć w jego obronie nawet jeśli jedyny przeciwnik był już martwy. — To niedorzeczne, zważywszy, że wiara w ciebie była najprostszą rzeczą, jaka kiedykolwiek mi przyszła do zrobienia.
Jego dalsze słowa ścisnęły ją za serce. Daleko jej było do naiwnej dziewczyny, która wierzyła, że miłość była zdolna naprawić wszystko. Te dziesięć lat pokazało jej wystarczająco dużo, aby powstrzymać przed ponownym oddaniu się jej bez reszty. Jednakże sposób, w jaki Icarus o niej mówił… Jakaś część jej istoty nigdy nie przestała do niego należeć.
Już próbował przekonać ją, że nie był wart miłości, że uczucia, które do niego żywiła, były jedynie pomyłką i należało je odrzucić dla własnego dobra.
Jak fascynującym wydawało się w tamtym momencie, że przez tak długi czas próbowała nadać temu uczuciu nazwę mniej zobowiązującą, pomniejszyć je, zamknąć w ramach rozsądku i przekonać samą siebie, że było jedynie echem młodzieńczej nieroztropności. Serce jednak pozostawało głuche na wszelkie próby ujarzmienia. Nawet żal wymieszany z goryczą, będący jedynie cieniem utraconego czasu, zniknął.
Ileż chwil minęło nim dotarli do tego miejsca, ile razy mogła odejść i wybrać drogę prostszą.
— Ja ciebie też — powiedziała cicho. — Dwi'n dy caru chdi mwy na neb arall.
— Chyba rozumiem, o czym mówisz — zadumała. Każdy szukał jakiegoś sposobu, żeby przetrwać. Jeszcze inni próbowali zagłuszyć to wszystko czymkolwiek, co akurat mieli pod ręką. — Tak bardzo na to nie zasługuję — nie zasługuję na ciebie, pomyślała. Retrogradacja Merkurego rzeczywiście pozostawiła ją rozchwianą i nadwrażliwą, ale słowa, które usłyszała, były jej potrzebne.
Mona dostrzegła w nim znajomy cień napięcia, jakie pojawiało się nieodmiennie ilekroć wspominał o ojcu. Pojmowała mechanizm rozczarowania, które podkopywało fundamenty jego własnej tożsamości oraz rodziło w nim nieustanną potrzebę udowodnienia wartości i wiarę, że jeszcze jeden wysiłek, być może jedno poświęcenie uczyniłoby go wreszcie wystarczającym… Obecnie miała podobnie.
— Na co nie miałeś być gotowy? — spytała żywiej. Zawsze była gotowa stanąć w jego obronie nawet jeśli jedyny przeciwnik był już martwy. — To niedorzeczne, zważywszy, że wiara w ciebie była najprostszą rzeczą, jaka kiedykolwiek mi przyszła do zrobienia.
Jego dalsze słowa ścisnęły ją za serce. Daleko jej było do naiwnej dziewczyny, która wierzyła, że miłość była zdolna naprawić wszystko. Te dziesięć lat pokazało jej wystarczająco dużo, aby powstrzymać przed ponownym oddaniu się jej bez reszty. Jednakże sposób, w jaki Icarus o niej mówił… Jakaś część jej istoty nigdy nie przestała do niego należeć.
Już próbował przekonać ją, że nie był wart miłości, że uczucia, które do niego żywiła, były jedynie pomyłką i należało je odrzucić dla własnego dobra.
Jak fascynującym wydawało się w tamtym momencie, że przez tak długi czas próbowała nadać temu uczuciu nazwę mniej zobowiązującą, pomniejszyć je, zamknąć w ramach rozsądku i przekonać samą siebie, że było jedynie echem młodzieńczej nieroztropności. Serce jednak pozostawało głuche na wszelkie próby ujarzmienia. Nawet żal wymieszany z goryczą, będący jedynie cieniem utraconego czasu, zniknął.
Ileż chwil minęło nim dotarli do tego miejsca, ile razy mogła odejść i wybrać drogę prostszą.
— Ja ciebie też — powiedziała cicho. — Dwi'n dy caru chdi mwy na neb arall.
Sweet, mourning lamb
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception