- Te oczy co? Równie dobrze może być taka jej uroda. Klątwa maledictusa nie objawia się zmianą wyglądu. Nie taką - a oczy na zdjęciu patrzyły, jakby nie patrzeć, w ten sam sposób jak Heleny czy jego.
Wysłuchał dalej jednego, a potem drugiego, samemu chyba nie będąc pewnym jak najlepiej było ugryźć tę sytuację. Rozwodzenie się nad tym, co najlepsze było dla maledictusa, według niego miało prawo działać tylko na krótką metę. Los dziewczyny i tak był już dawno przesądzony, bo tak czy inaczej była martwa. Bardziej powinni się zainteresować tym, co było dobre dla nich.
- Jeśli sforsujemy te drzwi, o ile w ogóle je forsować musimy, to istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że tylko zwrócimy tym czyjąś uwagę. Więc nie ważne co z nimi zrobimy - mruknął. W najlepszym wypadku będzie to uwaga pracowników, w najgorszym samego maledictusa który postanowi ten przytulny kąt opuścić i wyrwać się na wolność.
Leviathan podniósł się i wychylił zza barku. Maledictus chyba wciąż był zajęty walczeniem sam ze sobą, dlatego chciał przeskoczyć na schody, unikając przy tym szlamu.
Sukces!
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast