• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja Horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[15.09.1972, Hannibal, Mathilda&Mona] Przecież się nie zabija memortków

[15.09.1972, Hannibal, Mathilda&Mona] Przecież się nie zabija memortków
sacrificial lamb
only there, on a bed of moss and grass would she allow her heart to rest
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
smokolożka
rude loki, ciemne i bystre oczy. Mierzy 168 cm

Mona Rowle
#21
08.03.2026, 17:28  ✶  
Mona zatrzymała się, gdy Hannibal po raz kolejny zaczął narzekać na własny los. W jednej ręce wciąż trzymała dorodnego mugolskiego grzyba. Zmrużyła oczy, przyglądając się kuzynowi z mieszaniną rozbawienia i troski.
— Han… Las cię nie znienawidził. Las po prostu jest lasem.
Las przestał być lasem, gdy Selwyn dostał szyszką w czoło. Mona przez prawie dwie dekady pracowała w rezerwacie, codziennie otoczona dziką naturą i choć przyroda potrafiła być złośliwa, rzadko bywała aż tak konsekwentnie przeciwko jednej osobie. Chuj więc bąbki strzelił, gdy potem ptak się na niego zdefektował.

Czarownica westchnęła cicho. A tak chciała mieć spokojny spacer z czarodziejami, którzy byli jej bliscy. Jak miała ich przekonać, że nie było nic lepszego niż trochę świeżego powietrza? Chłopak miał wyjątkowego pecha albo…
— Kuzyni zedrą ze mnie skórę, jeśli wrócisz jeszcze bardziej poturbowany — mruknęła w końcu. — Może powinniśmy zawrócić zanim w najgorszym wypadku wpadniemy jeszcze na dzika. Nie patrzcie tak na mnie. Mogę wam wymienić każdą roślinę w tym lesie, ale o klątwach wiem niewiele…


Sweet, mourning lamb
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#22
21.07.2026, 22:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.07.2026, 00:05 przez Hannibal Selwyn.)  
Skoro nawet Mona uznawała, że hannibalowego cierpienia jest trochę za dużo, jak na jedno wyjście, to musiało coś oznaczać. Selwyn szedł ostrożnie, patrząc pod nogi, pogrążony we własnych myślach. Czy to możliwe, żeby padł ofiarą klątwy? Czy przeklął go ktoś nieprzychylny? Kendrick, z którym posprzeczali się na próbie? Lauretta furiatka? Podejrzliwie spojrzał nawet na Mathildę, ale dziewczyna nie wydawała się chować urayę za wcześniejszy incydent z drzwiami, zresztą, to było przecież niechcący i przeprosił. Jedyna niezwykła rzecz, jaka mu się dzisiaj przytrafiła, to było spotkanie z ptaszkiem.

Z ptaszkiem, który umarł.

Śpiewał, a potem umarł, a potem Hannibalowi zaczęły przytrafiać się drobne, acz upierdliwe, nieprzyjemności.

Pech.



Gdy memortek lamentuje,
Umieranie przepowiada,
Pech zwiastuje, pech zwiastuje,
Czyś pochować go nierada?

Niebieskie jego piórka,
Jak mej ukochanej oczy,
Uleciała jak memortek
A serce moje broczy

Pochowaj ptaszka w lesie,
I pogrzeb serce moje,
A pieśń niech się poniesie,
Na jedno i na dwoje…



…i był niebieski.

Hannibal zatrzymał się jak wryty. Słowa ludowej piosenki uderzyły w niego z siłą wcześniejszej szyszki w czoło. Czy to możliwe, że trafił akurat na umierającego memortka? Z każdym krokiem,  nieudanym zaklęciem i kamykiem w bucie wydawało się to bardziej prawdopodobne.

Nie chciał się przyznawać do swojego bliskiego spotkania z ptaszkiem - znając Monę, oskarżyłaby go o skrzywdzenie zwierzątka tak, jak wcześniej podejrzewała, że pobił Mathildę (serio, za kogo ona go miała?). Quirrell to już w ogóle nie chciał się tłumaczyć. Pozostawało mu tylko jedno wyjście - musiał pochować memortka samotnie.

Teraz, kiedy wiedział, skąd bierze się jego niefart, czuł narastającą niecierpliwość. Dał się wyprowadzić z lasu. Pożegnał się z Mathildą i odprowadził Monę pod drzwi mieszkania. Zamiast jednak wskoczyć na zaparkowany pod The Globe motocykl i pognać na Hackney, teleportował się spod swojej kamienicy na skraj lasu.

Spojrzał na imponującą ścianę drzew z odrobiną onieśmielenia. W mieście nadchodzący zmierzch nie był jeszcze zauważalny, ale tu było zdecydowanie ciemniej, zwłaszcza, gdy znalazł się pod baldachimem z wolna żółknących liści. Wyciągnął różdżkę i wyczarował garść świecących kamyczków, które zaczął rzucać za sobą lub układać na mijanych pniakach i kamieniach, znacząc drogę. Brakowało tylko tego, żeby się zgubił.

Odnalezienie ptaszka zajęło mu godzinę, podczas której niebo zdążyło znacząco pociemnieć, a on sam - zestresować się. Dwa razy musiał wracać i zbierać swoje znaczniki - raz, bo drogę przeciął mu strumień, którego zdecydowanie nie pamiętał z poprzedniego razu, a drugi raz, bo trafił na bagienko, o czym zorientował się, kiedy pod butem plusnęło niebezpiecznie. W końcu jednak odnalazł miejsce, w którym tarzali się z Mathildą w trawie, a potem, po szlaku połamanych gałęzi - czy naprawdę przedzierał się przez las niczym wkurzony niedźwiedź? Wydawało mu się, że przemyka z gracją! - miejsce, gdzie słuchał śpiewu memortka. W truchełko ptaka niemal wdepnął.

Las o zmierzchu wyglądał niesamowicie. Hannibal przyświecał sobie zaklęciem, noc nie była jeszcze kompletna, ale i tak rozglądał się wokół niepewnie.

Jak urządza się pogrzeb ptakowi?

Trochę brzydził się podnieść ciałko z ziemi. Jeszcze dwie godziny temu było ciepłe i żywe, ale śmierć zmieniała wszystko i teraz to była… rzecz? Kawałek mięsa, przeszło mu przez głowę i nieco go zemdliło. Podejrzewał, że nie będzie mógł w najbliższym czasie patrzeć na drób. 

- Dobra, tylko spokój może nas uratować - mruknął, nie wiadomo, do siebie, czy do martwego memortka. Pogrzeb, to jest albo w ziemi, albo kremacja. W lesie nie wolno palić ognisk, to była jedna z niewielu zasad survivalu i nieotrzymywania mandatów od leśniczych, jakie przyswoił, zresztą, nie trzeba było geniuszu, żeby samemu na to wpaść.
- Czyli co, do ziemi muszę… - westchnął i skierował różdżkę na w miarę pusty kawałek poszycia. Jedno zaklęcie później i równo odcięta kostka darni wraz z ziemią wielkości pudełka po butach uniosła się w powietrze i wylądowała obok. Kolejnym zaklęciem zdeponował ptaszka w dołku.

Już miał machnąć różdżką, przysypać memortka ziemią i mieć to z głowy, ale spojrzał na swoje dzieło i zatrzymał się wpół ruchu.

Niebieskie piórka na tle czarnej ziemi wyglądały nie na miejscu.

Memortek w gróbku wyglądał po prostu smutno.

- No i co narobiłeś? - zapytał Hannibal bardziej z żalem, niż z wyrzutem. Westchnął.

To głupie.

Opuścił różdżkę.

To tylko ptak. Martwy na dodatek.

Odchrząknął.

Mona zabiłaby mnie śmiechem.

- Gdy memortek lamentuje,
Umieranie przepowiada,
Pech zwiastuje, pech zwiastuje,
Czyś pochować go nierada?….


Piosenka funkcjonowała w kulturze ludowej w dwóch wersjach, skoczniejszej, całkiem niepasującej do melancholijnych słów (może specjalnie, może to miało obrazować, jak w ogólnym rozrachunku nie liczy się ani jeden martwy ptaszek, ani jedno złamane serce), oraz spokojniejszej. Hannibal oczywiście wybrał tę drugą.

Nie śpiewał głośno, bo występ był przeznaczony tylko dla jednego słuchacza, który i tak nie żył. Pozwolił sobie brzmieć miękko, czysto, ale nie operowo, trochę niedoskonale, tak, jak powinno się śpiewać tradycyjne przyśpiewki. Tak, jak powinno się śpiewać pożegnanie.

Tak, jak śpiewałby, gdyby nie był produktem.

Nie musiał tego robić, ale jakoś tak głupio było bez ceremonii zakopać memortka, który obdarzył go swoją ostatnią pieśnią. ”Na jedno i na dwoje…” wybrzmiało wśród drzew i ucichło, a Hannibal uśmiechnął się jeszcze smutno do zapadających szybko ciemności i do martwego zwierzątka i w milczeniu, przerwanym tylko szepniętym zaklęciem, umieścił wycięty kawałek poszycia na swoim miejscu, niemal bez śladu zakrywając prowizoryczną mogiłkę. Dopiero wtedy odwrócił się i odszedł.




Piosenka za piosenkę.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Hannibal Selwyn (4636), Mathilda Quirrell (3069), Mona Rowle (1560)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa