16.05.2025, 13:46 ✶
Zgodnie z prośba uzdrowiciela, Jolene zatrzymała się. Spodziewała się, że będzie chciał uzgodnić jakieś sprawy organizacyjne, więc ta propozycja bardzo ją zaskoczyła. Czy chciała w tym momencie opuścić szpital, by zadbać o bezpieczeństwo swoich bliskich? Oczywiście, że tak. Pragnęła przeteleportować się do Doliny Godryka albo do Hestii i zabrać całą rodzinę gdzieś daleko. Gdzieś, gdzie wreszcie mieliby spokój od wojen, ataków terrorystycznych oraz czystokrwistych fanatyków.
Bletchley wiedziała jednak, że nie może tak zrobić. Po pierwsze dlatego, że (niestety) jej rodzina składała się z ludzi o dobrych sercach, którzy w obliczu kryzysu zapewne będą chcieli ruszyć potrzebującym z pomocą. A po drugie dlatego, że nawet jeśli Jo uważała się za nader praktyczną osobę, to nie mogła biernie patrzeć na ludzkie cierpienie. Doświadczenia z lat młodości sprawiły, że była wrażliwa na krzywdę innych, zwłaszcza tych położonych najniżej w hierarchii społecznej.
Wpatrywała się przez chwilę w Basiliusa, po czym potrząsnęła głową.
– Dziękuję, to bardzo miłe z pana strony... – odpowiedziała cicho. Mung naprawdę potrzebował więcej osób jak doktor Prewett; takich, którym zależało przede wszystkim na dobru innych. – Ale skoro już jestem w tym cholernym szpitalu, to równie dobrze mogę spróbować pomóc. Wierzę, że moja rodzina sobie poradzi. – naprawdę wierzyła w to całym sercem, choć jednocześnie wciąż się o nich martwiła.
Po zakończeniu tej rozmowy, Jolene wróciła do okienka informacyjnego, by kontynuować swój dyżur. Zapowiadało się na długą i męczącą noc w szpitalu.
Bletchley wiedziała jednak, że nie może tak zrobić. Po pierwsze dlatego, że (niestety) jej rodzina składała się z ludzi o dobrych sercach, którzy w obliczu kryzysu zapewne będą chcieli ruszyć potrzebującym z pomocą. A po drugie dlatego, że nawet jeśli Jo uważała się za nader praktyczną osobę, to nie mogła biernie patrzeć na ludzkie cierpienie. Doświadczenia z lat młodości sprawiły, że była wrażliwa na krzywdę innych, zwłaszcza tych położonych najniżej w hierarchii społecznej.
Wpatrywała się przez chwilę w Basiliusa, po czym potrząsnęła głową.
– Dziękuję, to bardzo miłe z pana strony... – odpowiedziała cicho. Mung naprawdę potrzebował więcej osób jak doktor Prewett; takich, którym zależało przede wszystkim na dobru innych. – Ale skoro już jestem w tym cholernym szpitalu, to równie dobrze mogę spróbować pomóc. Wierzę, że moja rodzina sobie poradzi. – naprawdę wierzyła w to całym sercem, choć jednocześnie wciąż się o nich martwiła.
Po zakończeniu tej rozmowy, Jolene wróciła do okienka informacyjnego, by kontynuować swój dyżur. Zapowiadało się na długą i męczącą noc w szpitalu.
Koniec sesji