• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
1 2 Dalej »
[08.09.1972, zmierzch] Smoke from a Distant Fire

[08.09.1972, zmierzch] Smoke from a Distant Fire
twoja stara
Ahora sé que la tierra
es el cielo,
Te quiero, te quiero
wiek
50
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
aurowidz
zawód
pracownik administracyjny w szpitalu św. Munga
171 cm wzrostu, truskawkowe blond włosy, niebieskie oczy. Schludnie ubrana. Jej głos jest wysoki, ale przyjemny dla ucha.

Jolene Bletchley
#1
05.04.2025, 19:04  ✶  
Wyczarowanie różdżką ognia nie było trudnym zadaniem; wystarczyła chwila, by pojawił się mały, ale efektywny płomień. Idealny do zapalenia awaryjnego papierosa w pracy. Jolene zaciągnęła się szlugiem i wydmuchnęła dym, ze wzrokiem wbitym w ścianę. Dobrze zdawała sobie, że może to wpłynąć negatywnie na jej zdrowie, lecz nałogu nie dało się tak łatwo rzucić. Zwłaszcza, jeśli przez większość jej życia papierosy były uznawane za coś wręcz nieszkodliwego.
Teraz jednak zaczynało się to zmieniać, a Jo w obawie o stan zdrowia swojej rodziny, przestała palić w domu. Starała się również ograniczyć papierosy w pracy, ale czasami po prostu nie wytrzymywała. Tak jak dzisiaj, kiedy przypadł jej wieczorny dyżur w okienku informacyjnym. Nawet po ponad dwudziestu latach pracy w Mungu (oraz sporym wpływie na własny grafik) późne zmiany wciąż się zdarzały. Co prawda, praca w nocy wiązała się z dodatkową zapłatą, ale dla Bletchley nie stanowiło to żadnej zachęty. Już dawno dała sobie spokój z próbą zarobienia jak najwięcej w jak najkrótszym czasie; o wiele bardziej liczyła się dla niej równowaga między pracą i odpoczynkiem.
Dlatego w pełni korzystała z chwili przerwy i "delektowała" się szlugiem w herbaciarni na najwyższym piętrze szpitala. Minęła już mniej więcej połowa jej czasu pracy, więc wystarczyło tylko jakoś przeżyć do dwunastej. Jolene nie mogła się spodziewać, że tego dnia będzie to o wiele trudniejsze...
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#2
10.04.2025, 15:43  ✶  
Basilius miał dzisiaj wyjątkowo dobry humor  nawet jeśli czekała go nocna zmiana w pracy.  Czuł się jednak dobrze, wystarczająco dobrze, by nie musieć się dzisiaj szczególnie martwić o swoją siłę, zwłaszcza że na razie nic dramatycznego nie działo się na jego oddziale, więc jeśli to tylko się utrzyma, spokojnie wróci  do domu i pewnie nawet nie będzie szczególnie naburmuszony.
Teraz jednak, dobry humor Prewetta był też spowodowany tym, że miał przerwę i usłyszał absolutnie świetne plotki od innych pracowników.

– Pani Bletchley widzę, że pani również została dzisiaj skazana na nocną zmianę – powiedział z uśmiechem, dosiadając się z kubkiem herbaty w ręku do palącej czarownicy. Prewett jeszcze w trakcie pobierania nauk szybko przekonał się, że dobre relacje z recepcjonistami i pracownikami administracji były kluczem do przetrwania w tym miejscu. Bo jednak znacznie groźniej było popaść w konflikt z kimś, kto prowadził wszystkie rejestry, niż innym uzdrowicielem. Dlatego też Basilius, co mogłoby pewnie zaskoczyć, tych którzy znali go od tej bardziej markotnej strony, zawsze witał panią Bletchley uśmiechem, nieszczególnie komentował jej nawyk, gotowy do rozmowy o wszystkim w tym o najnowszych plotkach. – Słyszałem, że ma pani ostatnio dość napiętą  atmosferę wśród swoich współpracowników. To prawda, że Andrea ponownie zerwała z Lucasem? To chyba trzeci raz w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. – Selena była również pracownicą administracyjną, która dołączyła do szpitala dwa lata temu i poza nową energią wprowadziła do niego dużo miłosnych dramatów. Lucas natomiast, pracował jako uzdrowiciel zajmujący się atakami magicznych stworzeń i co chwila to do wzdychał, do Andrei, to mówił, że nie jest gotowy na związek.
twoja stara
Ahora sé que la tierra
es el cielo,
Te quiero, te quiero
wiek
50
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
aurowidz
zawód
pracownik administracyjny w szpitalu św. Munga
171 cm wzrostu, truskawkowe blond włosy, niebieskie oczy. Schludnie ubrana. Jej głos jest wysoki, ale przyjemny dla ucha.

Jolene Bletchley
#3
16.04.2025, 16:10  ✶  
Słysząc głos mężczyzny, Jolene uśmiechnęła się, z papierosem wciąż wetkniętym w kącik ust. W doświadczeniu Bletchley, większość uzdrowicieli "srała wyżej niż dupę miała" i często w ogóle nie szanowała personelu administracyjnego szpitala. Jakby sam fakt ukończenia kursów medycznych czynił z nich czarodziei lepszej kategorii. Jo miała styczność z takimi ludźmi już od czasów Hogwartu i przez te wszystkie lata nauczyła się już sobie z nimi radzić; kiedy grzeczne próby wyjaśnienia sytuacji nie wystarczały, nie miała oporów by zmienić ton na bardziej zdecydowany. Dzięki temu większość pracowników szpitala wiedziała, że Jolene nie daje sobą pomiatać.
Na szczęście było też sporo uzdrowicieli, którzy traktowali administracje o wiele lepiej. Doktor Prewett był jedną z takich osób, dlatego też Jo ceniła sobie jego towarzystwo. Zwłaszcza, że nie stronił od największej rozrywki w pracy, czyli plotkowania o współpracownikach.
– Niestety panie doktorze, ale zostało mi jeszcze tylko kilka godzin. – wydmuchnęła dym tak, by nie poleciał w stronę Basiliusa. – Ech, przynajmniej jest o czym opowiadać. Sama już nie pamiętam, czy oni oficjalnie się zeszli czy nie, ale ewidentnie oboje mają zbyt mocne charaktery, żeby być na stałe w związku. Gorzej, że przez całą tę sytuację żadne z nich nie może się skupić na pracy. – o dramach miłosnych zawsze przyjemnie było posłuchać, o ile nie wpływały one na twoje życie. Bletchley miała szczęście trafić na partnera, z którym świetnie się rozumiała i nigdy nie miała konfliktów (może poza początkiem ich znajomości, kiedy dała Julianowi kosza, ale to były stare dzieje). Niektórym niestety nie układało się tak dobrze, bądź to z różnicy charakterów, bądź dlatego, że ich partner sekretnie trenował w pracy leglimencję…
– A co u pana? Mam nadzieję, że obyło się dzisiaj bez denerwujących pacjentów. – wrzuciła niedopałek papierosa do popielniczki i instynktownie zapaliła kolejnego.

//Zawada: uzależnienie od palenia papierosów
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#4
18.04.2025, 18:21  ✶  
–  Wydaje mi się, że pierwotnie się zeszli, ale nawet nie zdążyli wszystkich o tym poinformować, kiedy już się rozstali. I tak przynajmniej dwa razy – powiedział zastanawiając się nad tym przez chwilę, bo prawdę mówiąc on sam nie do końca orientował się w tym związku. Jeśli chodziło o relacje romantyczne, Prewett był raczej dość praktyczny, albo przynajmniej na tyle normalny, by nie rozumieć sensu kontynuowania czegoś tak chaotycznego, jak relacja tamtej dwójki. – W każdym razie podobno Lucas dzisiaj popłakał się przy pacjentce i ta myślała, że zareagował tak na jej ranę. Biedna założyła, że jest bardzo źle. Nie było. Ale z lepszych wiadomości, słyszałem, że Dorian wreszcie szykuje się, aby oświadczyć się swojej dziewczynie. Po ilu? Dziesięciu latach?

Basilius wziął łyka herbaty. Sam za dramatami miłosnymi szczególnie nie przepadał. Szczególnie tymi, które były związane z jego życiem prywatnym, ale prawdę mówiąc po przeczytaniu kilku pozycji o tej tematyce, też nie uważał się za fana fikcyjnych romansów. Te książki, z którymi się zapoznał były... Nudne. Bohaterowie schematyczni, dramaty nienaturalnie wyolbrzymione, kłótnie głupie, a wiadome sceny do bólu powtarzalne i niemal identyczne w każdej książce. Nawet humoru nie było tam za wiele. A szkoda. Książce romantycznej z humorem, może i dałby szansę. Wołał jednak inne publikacje.
Ale plotkowanie na temat współpracowników było czymś innym. Nie umiał tego wytłumaczyć, ale jednak tego typu spotkania z panią Bletchley, podczas którym wymieniali się szpitalnymi aferami, należały do grupy jego ulubionych przerw w pracy.

– Szczęśliwie dzisiaj jest na razie spokojnie – powiedział, zerkając na kolejnego papierosa w dłoni kobiety, przez chwilę rozważając, czy nie poprosić jej jednak o nie palenie przy nim, ale uznał, że dopóki dym nie będzie mu szalenie przeszkadzać, nie będzie odbierać pani Bletchley możliwości palenia na przerwie. Zwłaszcza, że przecież ewidentnie starała się nie dmuchać w jego stronę. – Mam nadzieję, że u pani podobnie.
twoja stara
Ahora sé que la tierra
es el cielo,
Te quiero, te quiero
wiek
50
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
aurowidz
zawód
pracownik administracyjny w szpitalu św. Munga
171 cm wzrostu, truskawkowe blond włosy, niebieskie oczy. Schludnie ubrana. Jej głos jest wysoki, ale przyjemny dla ucha.

Jolene Bletchley
#5
21.04.2025, 22:22  ✶  
Prychnęła, słuchając reszty opowieści o szpitalnym Romeo i Julii. Jolene również nie rozumiała sensu kontynuowania związku, który ewidentnie nie miał przyszłości. Jednak w porównaniu z Prewettem, miała więcej lat na karku i widziała już tyle różnych relacji, że mało co potrafiło ją zdziwić. Fakt, że niektóre osoby wręcz lgnęły do niestabilnych, toksycznych związków, nie był dla niej nowością.
– Naprawdę? To świetnie. Słyszałam, że jego dziewczyna zaczynała już tracić nadzieję. – Jo czasami zaskakiwała samą siebie tym, ile wiedziała o współpracownikach, dzięki zasłyszanym historiom. Z drugiej strony, ciężko było nie nadstawiać ucha na tak soczyste plotki. Dramy z Munga mogłyby zainspirować jakąś autorkę romansideł do stworzenia nowej serii. Bletchley na pewno nie pogardziłaby takim szpitalnym romansem; zwłaszcza, gdyby został napisany przez Dianę Darlington.
– Oby tak dalej. – znowu wypuściła dym tak, by ominął uzdrowiciela. Dobrze zdawała sobie sprawę z jego choroby (do tego stopnia, że to ona wpisywała ją w akta), więc nie chciała stwarzać dodatkowego ryzyka. Choć pewnie sam stres związany z pracą w Mungu miał o wiele gorszy wpływ na zdrowie Prewetta, niż dym papierosowy. Jolene podziwiała Basiliusa za taki wybór kariery; leczył innych, walcząc jednocześnie z własną chorobą genetyczną. Niesamowity młody człowiek.
– Cóż, nie było najgorzej. – odpowiedziała zgodnie z prawdą. – Ale wie pan, w piątki gorąco robi się dopiero późną nocą. Wtedy imprezowicze zaczynają szaleć trochę za bardzo. – Jo nie mogła przeczuwać, że już niedługo zrobi się w szpitalu gorąco z zupełnie innych powodów.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#6
23.04.2025, 01:17  ✶  
– Tak też tak słyszałem.  Chociaż podobno chciał jej się oświadczyć pierścionkiem w odlewie własnej czaszki i wszyscy musieli przekonywać go, że to nie jest najlepszy pomysł – Uśmiechnął się pod nosem. Niektórzy najwyraźniej mieli dość specyficzne wizje romantycznego momentu nawet jeśli nie były do końca normalne. Z drugiej strony Basilius potrafił wyobrazić sobie swojego brata, który oświadcza się komuś w jakiejś rzymskiej lektyce, albo prosi o rękę hełmem rzymianina i pewnie Basilius nawet mógłby mu w tym pomóc, więc chyba nie powinien aż tak oceniać. Ale jednak... W odlewie własnej czaszki. Prewett pokręcił głową. Będzie musiał pamiętać, aby opowiedzieć o tym Florence, bo był naprawdę ciekawy reakcji kuzynki.

– No tak. Niektórzy zdecydowanie nie potrafią... Szaleć w odpowiedzialny sposób – Jakby się nad tym zastanowić, to rzeczywiście sporo przypadków, którymi się zajmował było właśnie spowodowanych głupim rzuceniem zaklęć pod wpływem alkoholu, innych używek, albo, co jeszcze gorsze, spontanicznej durnoty. Dlatego właśnie czasem martwił się o chodzącą na różne imprezy Electrę. Nie dlatego, że zakładał, że to ona mogłaby zrobić coś szalenie głupiego, a bardziej, że ktoś inny mógłby coś takiego zrobić.  Może jednak dobrze, że tak często zadawała się z mugolami. Tam nikt nie mógł spróbować zmienić jej koloru włosów magią i nie trafić. – A jak pani rodzina?
Zapytał nieco grzecznościowo, ale pani Bletchley zawsze wyglądała mu na osobą, która lubiła rozmawiać o swoim mężu i córkach. Nie szkodziło więc zapytać.

W pewnym momencie rozmowy, Prewett miał wrażenie, że za drzwiami do kafeteri, zaczęło powstawać jakieś zamieszanie, ale umilkło zanim jeszcze Basilius uznał, że warto byłoby sprawdzić co się stało. Pewnie nic takiego. To był Mung. Tu zawsze były jakieś zamieszania.
twoja stara
Ahora sé que la tierra
es el cielo,
Te quiero, te quiero
wiek
50
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
aurowidz
zawód
pracownik administracyjny w szpitalu św. Munga
171 cm wzrostu, truskawkowe blond włosy, niebieskie oczy. Schludnie ubrana. Jej głos jest wysoki, ale przyjemny dla ucha.

Jolene Bletchley
#7
26.04.2025, 00:04  ✶  
– Ha! Niektórzy to mają fantazję. – wyrzuciła niedopałek drugiego papierosa i wzięła głęboki oddech. – Ale może to normalne, kiedy jest się w związku z ortopedą. Mój Julian z kolei cały czas opowiada, jak mógłby uratować mnie oraz dziewczynki z różnych tarapatów. – uśmiechnęła się lekko na wspomnienie o mężu. Zazwyczaj to auror siedział w pracy, kiedy ona była już w domu, ale dzisiaj niestety było na odwrót; Julian cieszył się wolnym wieczorem, podczas gdy Jolene musiała harować w Mungu. Nie było to sprawiedliwe, ale cóż, takie sobie wybrali zawody. Jeszcze tylko kilka godzin i będzie mogła odpocząć w ramionach swojego querido.
Jo sama miała doświadczenia z imprezowaniem w nieodpowiedzialny sposób; w końcu już jako nastolatka zaczęła palić i szwendać się po mieście. Wszystko po to, by zwrócić na siebie uwagę rodziców, którzy byli bardziej zainteresowani pracą niż dzieckiem. Na szczęście z biegiem lat, znalazła lepsze sposoby na radzenie sobie z traumą z dzieciństwa (choć uzależnienie od papierosów pozostało). Czasami widząc w szpitalu młode osoby, które przesadziły z alkoholem i używkami, zastanawiała się, czy podobnie jak ona kiedyś próbowali zwrócić na siebie uwagę albo uciec od problemów.
– A dobrze, dobrze. Alice szykuje się do wystawienia sztuki... – Prewett miał rację w tym, że Bletchley uwielbiała rozmawiać o swojej rodzinie. Niestety jednak, tym razem nie było jej dane skończyć zdania, ponieważ do herbaciarni wparowała zdyszana Andrea. O wilku mowa.
– Pali się, czy co? – spytała żartobliwie Jolene, zaskoczona zachowaniem uzdrowicielki.
– T-tak. – odpowiedziała kobieta, kiedy już udało jej się złapać oddech. – Wyjrzyjcie za okno, Londyn płonie!
Jo błyskawicznie odwróciła głowę w stronę okna, za którym zdawał się padać... popiół. Na ten widok, twarz czarownicy pobladła.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#8
04.05.2025, 16:31  ✶  
– To się chyba chwali – powiedział rozbawiony na wzmiankę o mężu pani Bletchley i jego pomysłach. Prawdę mówiąc historie o rodzinie czarownicy, a zwłaszcza jej małżonku zawsze podnosiły Basiliusa na duchu i podsuwały myśli, że małżeństwo może być udane w przeciwieństwie do tego co widział u siebie w domu. Można było się co prawda kłócić, że czystokrwiste małżeństwa były bardziej skłonne do tworzenia toksycznej atmosfery, skoro znacznie częściej pary były kojarzone przez swoje rodziny, ale... Ale i tak miło było posłuchać kogoś  kto najwyraźniej nie wpisywał się w schemat nienawidzę swojego męża, nienawidzę swojej żony, a pewnie i tak w życiu miał swoje związkowe problemy.

Basilius już chciał się spytać co to była za sztuka, kiedy...

Zazwyczaj pytanie pali się nie kończyło się odpowiedzią tak. Zazwyczaj na pytanie pali się ktoś odpowiadał nie ale i tak też powinno być w tym wypadku, ale... Ale nie.

Basilius spojrzał w stronę okna i... Szybko wstał i całkiem żwawo jak na swoje możliwości podszedł bliżej, jakby łudził się, że to co zobaczył było jedynie dziwną iluzją, która z bliższego dystansu przestanie na nich oddziaływać. Z niebo sypał się popiół i chociaż nic jeszcze nie płonęło blisko budynku Munga, tak w oddali dało się dostrzec łunę ognia.

Nie, nie, nie.

Co to było? Jakiś wypadek w jednej z mugolskich dzielnic? Niefortunna eksplozja w fabryce? Zamachowcy? Byle nie było w tym nic magicznego. Byle to był wypadek. Byle to nie było nic zaplanowanego, a jeśli tak to nie przez czarodziei. Od razu pomyślał o swojej rodzinie. Gdzie był Icarus? Pewnie w barze. Przynajmniej był blisko, aby pomóc Cerberowi. Electra? Nie miał pojęcia, równie dobrze mogła chodzić po klubach gdziekolwiek w Londynie. Miała mieć dzisiaj przecież jakąś randkę. Florence dzisiaj nie pracowała. Była w domu? Dobrze. Może pomoże Icarusowi i Electrze jeśli jego siostra była na Horyzontalnej. A reszta? Matka była bezpieczna? Kuzyni? Przyjaciele? Te wszystkie osoby, o których się martwił, a które na pewno wyjdą na ulicę, aby pomóc?
– Wiesz co się stało? – spytał się Andrei, odwracając się od okna. Kobieta pokręciła głową.
– Tylko tyle, że się pali. I ten popiół...

Basilius pokiwał głową. To było dziwne. Coś w jego środku krzyczało, próbowało zarówno zapewnić go, że to pewnie niewielki pożar i straty nie będą wielkie, jak i że wszyscy umrą, a jednocześnie czuł przy tym dziwną trzeźwość umysłu. Może to było po prostu wyparcie.
twoja stara
Ahora sé que la tierra
es el cielo,
Te quiero, te quiero
wiek
50
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
aurowidz
zawód
pracownik administracyjny w szpitalu św. Munga
171 cm wzrostu, truskawkowe blond włosy, niebieskie oczy. Schludnie ubrana. Jej głos jest wysoki, ale przyjemny dla ucha.

Jolene Bletchley
#9
13.05.2025, 23:03  ✶  
Jolene dobrze pamiętała ostatni raz, kiedy Londyn płonął. Przez te prawie trzydzieści lat od zakończenia wojny starała się zapomnieć o najbardziej drastycznych widokach, jednak niektóre wspomnienia wciąż pozostawały żywe. Ulice pełne zawalonych budynków. Ludzkie szczątki wystające spod gruzów. Śmierć spadająca z nieba.
Czasami zastanawiała się, jakim cudem nie postradała wtedy zmysłów, ale odpowiedź była prosta: Julian. Mężczyzna, który zdołał pokazać jej jak wygląda prawdziwa miłość, nawet pośród wszechobecnej zagłady. Być może to właśnie świadomość, że mogli umrzeć w każdej chwili, zachęciła ich do wzięcia ślubu. Nawet jeśli byli wtedy młodzi i głupi, Jo nie żałowała tamtej decyzji; nie żałowała żadnej sekundy spędzonej z ukochanym.
No właśnie, Julian... Jeśli palił się wyłącznie Londyn, to był bezpieczny razem z Alice w Dolinie Godryka. Choć istniało duże prawdopodobieństwo, że ten głupi, odważny auror poleci na ratunek ofiarom pożaru. Bletchley nie martwiła się jednak aż tak bardzo o męża; miał przecież lata doświadczenia na karku (i może też jakieś szare komórki w mózgu). Znacznie bardziej obawiała się o Hestię. Nie, żeby wątpiła w kompetencje młodszej córki, ale zdawała sobie sprawę, że w takich sytuacjach to brygadziści byli na pierwszej linii frontu. A Hesia niestety odziedziczyła po ojcu chęć do niesienia pomocy innym. Jolene bała się myśleć, co może się stać jej małej dziewczynce.
Słowa Basiliusa wyrwały ją z zamyślenia. No, tak, przecież nie mogła pobiec sprawdzić, co się działo z jej bliskimi. Też była teraz na służbie. Musiała działać.
– Czyli rozumiem, że musimy się przygotować na wiele ofiar pożaru, tak? – przebiegła zdeterminowanym wzrokiem po obojgu uzdrowicielach. Jo ani nie była medykiem ani nie traktowała swojej pracy w szpitalu jak jakieś powołanie. Niemniej, jeśli byli jacyś potrzebujący, to zamierzała im pomóc najlepiej jak potrafiła. To właśnie była jedna z cech, która łączyła ją z Julianem: troska o innych. – Chodźmy doktorze Prewett, wygląda na to, że będziemy mieć ręce pełne roboty. – mówiąc to, skierowała się do wyjścia z herbaciarni. Dobrze, że przynajmniej udało jej się wcześniej zapalić.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#10
16.05.2025, 00:01  ✶  
– Tak. Na to wygląda – wymamrotał pod nosem Prewett, ponownie wpatrując się w ogień za oknem. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy został wciągnięty pod ziemię przez atakujące go korzenie, doznał paniki z powodu iluzji wody, powstrzymywał burzę w Mungu, jak i zleciał z dużej wysokości, gdy wredne miotła wzbijał się wbrew jego woli w powietrze, a jednak, pomimo własnych uprzedzeń, Prewett nie miał złudzeń że to żywioł ognia pozostawiał najgorsze rany. Zwłaszcza gdyby okazał się magiczny.

Tak. Zdecydowanie powinni przygotować się na wielu rannych.

A on będzie musiał tutaj siedzieć i tylko modlić się do Matki, aby jednym z poparzonych ciał nie był nikt mu bliski. I aby to wszystko szybko się skończyło. Zerknął na Jolene, rozmyślając nad czymś, ale na razie nic więcej nie powiedział.

Wreszcie odowrócił się od okna na dobre i skinął głową na uzdrowicielkę i panią Bletchley. Kobieta miała rację. Należało się ruszyć. Stojąc w miejscu nikomu nie pomogą. Ruszył więc wraz z pracownicą korytarzem, a Andrea wyprzedziła ich, mamrocząc coś pod nosem, że musi ostrzec też innych. Prawdę mówiąc nieobecność drugiej uzdrowicielki była mu obecnie trochę na rękę.
– Pani Bletchley. Proszę chwilę poczekać – powiedział, gdy przystanął w korytarzu i zawahał się, jakby nie do końca wiedział co właśnie chciał powiedzieć. – Nie wiemy co to jest za pożar. Może wkrótce będzie po wszystkim, a może nie. Jeśli... Jeśli chciałaby pani teraz wyjść i upewnić się, że pani rodzina jest bezpieczna, zadbam o to, aby nikt nie miał o to do pani o to żadnych pretensji.

Oczywiście, to nie tak, że każda pomoc nie była teraz na wagę złota, przecież w takiej sytuacji przyda się każdy, a Bletchley była zdecydowanie inteligentną czarownicą, która mogła pomóc, ale nie była też częścią personelu medycznego. Jeśli miała szansę być ze swoją rodziną, to powinna z niej skorzystać. I naprawdę nie zamierzał jej tego utrudniać.  Zwłaszcza kiedy pewnie wszyscy jeszcze byli tam, gdzie mieli być dzisiejszej nocy.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Basilius Prewett (1553), Jolene Bletchley (1593)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa