Niewielka ilość kremowego piwa sprawiła, że nie potrzebował szczelnie zawinąć się szalikiem. Temperatura była na minusie, ale dla młodego, zahartowanego organizmu nie wydawała się problemem, zwłaszcza, gdy towarzystwo było wyborowe, a żarty rozgrzewały policzki, na których szybko pojawiały się wypieki. Fineas przesiadywał ostatnio w rodowej rezydencji niesamowicie często, prawdopodobnie dlatego, że zbliżało się Yule, a przynajmniej tak Charlie sobie wmawiał odganiając wszystkie inne fakty i myśli z tym związane. Teraz liczył się Cameron, jego grudniowa przerwa od nauki i fakt, że mieli wolne mieszkanie w Londynie, w którym mogli kontynuować swoje zaczęte w lokalu libacje. Zazwyczaj chodzili we trójkę - on, Heather i Cameron - ale zdarzały się momenty, że jednego z nich brakowało, jak tego wieczora.
- Nie mam bladego pojęcia, Cam co bym zrobił jakbym wciąż miał zielarstwo na siódmym roku, chyba bym nie zdał albo zaczął hodować coś, co byłoby tak odurzające, że sprawiłoby, iż moja podświadomość wzięłaby kontrolę nad całym mną, podziwiam cię - wyznał, niesamowicie zadowolony o swoim żarcie na temat hodowania roślinek, bo przecież skręty też im się zdarzało palić. Może nie dzisiaj, a przynajmniej jeszcze nie. Co prawda nie życzył Lupinowi, aby ten zjarał się przed jakimś egzaminem, ale jeżeli miało mu to pomóc osiągnąć wyższe wyniki... to czemu nie?
Z szampańskiego nastroju wyrwał go stłumiony krzyk dochodzący z alejki zaraz obok nich. Zatrzymał się, mrużąc oczy, jakby przyzwyczajony do tego, że w swojej 'zwierzęcej' formie posiada wzrok o stokroć lepszą od tego ludzkiego.
- Shh, shh. Ktoś tam jest. - uciszył przyjaciela automatycznie, a serce podskoczyło mu do gardła. W ostatnich czasach włóczenie się o tych porach było bardzo nierozważne, w pracy miał tyle zgłoszeń, że nie wyrabiali, bo nie mieli wystarczającej ilości osób, aby wszystko to na raz ogarnąć. Wyciągnął różdżkę, bo dostrzegł w uliczce szamoczące się postacie, nie był jeszcze pewien kto się szamocze ani po co, mogli to równie dobrze być po prostu jacyś kompletnie nieskodzliwi, pijani typkowie. Byli wciąż w magicznym Londynie, więc zaklęcia mogły pójść w ruch.
Rookwood bez dłuższego zastanowienia podszedł bliżej, korzystając z faktu, że ani jedna z postaci ich nie dostrzegła. Chciał zbadać o co chodziło, czuł, ze musi, zwłaszcza po tych tragediach, które widział w pracy, po tych wszystkich mugolach, którzy mogli zapomnieć - on pamiętał, tak samo jak wszyscy inni, którzy musieli 'sprzątać' po zamieszkach.
Przełknął ślinę, bo w momencie jak zauważył znajoma maskę postaci było już za późno. Co jeżeli to Fineas? Albo Sauriel? przeszło mu przez myśl, ale nie to się teraz liczyło. Śmierciozerca mierzył różdżką w drobną blondynkę, która swoją zgubiła gdzieś w śniegu.
- Ty łap dziewczynę i uciekajcie, ja się zajmę typem. - szepnął do Camerona i nawet jakby chciał się teraz wycofać, to nie mógłby tego zrobić, bo twarz napastnika odwróciła się w ich stronę.
- Flipendo! - krzyknął bez zastanowienia, używając zaklęcia, które zawsze najlepiej mu wychodziło w takich momentach. Być może udawało mu się nim odepchnąć i oszołomić przeciwnika, ale nie na długo, zwłaszcza jeżeli ten miał używać zaklęć czarnomagicznych. Nie chciał też faktycznie krzywdzić zamaskowanej postaci mając w głowie, że może być to ktoś z jego rodziny, ale za plecami miał Camerona, a przed sobą bezbronną dziewczynę bez różdżki, już prawdopodobnie potraktowanej jakimiś zaklęciami, wnioskując z jej stanu.
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you