• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia Snowdonia [20.06.1972] najciemniej pod latarnią | Ger & Flo

[20.06.1972] najciemniej pod latarnią | Ger & Flo
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#1
14.05.2024, 23:14  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.11.2024, 22:10 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic II

Wczorajsza rozmowa z Florence dała jej do myślenia, to nie tak, że wcześniej nie zastanawiała się nad tym, co właściwie się wokół niej działo, bo przecież zaczęła już w tym grzebać po ostatniej wizycie w rodzinnym domu. Pojawiało się jednak coraz więcej znaków zapytania, kolejnych dziwnych spraw, musiała szybciej szukać odpowiedzi. Inaczej pewnie niedługo całkiem oszaleje. Na całe szczęście Bulstrode zgodziła się z nią udać do Snowdonii, wierzyła w to, że jej umiejętności mogą coś im podpowiedzieć. Wcześniej miała dosyć sceptyczne nastawienie do wróżbitów, czy jasnowidzów, jednak sytuacja, w której się znalazła skłoniła ją do zmiany nastawienia. Musiała próbować wszystkich możliwych środków, nie mogła sobie pozwolić na lekceważenie żadnej z dziedzin magii.

Teleportowały się do rodzinnej rezydencji Yaxleyów rano. Umówiła się z Florence, żeby do niej przyszła, by razem mogły odbyć te podróż. Teleportacja łączona była jednak całkiem użyteczna w podróżowaniu.

Gdy znalazły się w domu poinformowała służbę o tym, aby nie wspominała jeszcze nikomu z członków rodziny, że się tutaj pojawiła. Chciała im zrobić niespodziankę, przynajmniej tak twierdziła, broń Merlinie nie mieli wspominać o gościu, który się z nią tutaj znalazł.

Nie miała pojęcia, czy Thoran się tutaj znajduje. Kto wie, gdzie go właściwie nogi poniosły po tym, co zrobił wczoraj Florence, bo że to był on upewniły się wczoraj, gdy pokazała przyjaciółce zdjęcie. Nie miała pojęcia, co mogło go skłonić do takich czynów, nie był może nieskazitelnie dobry, nie przyszło jej jednak nigdy na myśl, że mógłby zaatakować kogoś bez powodu, chociaż może miał jakiś powód? Tylko jaki, dlaczego postanowił rzucić urok na jej przyjaciółkę? Liczyła na to, że dowiedzą się czegoś więcej dzisiaj, w jej domu rodzinnymi.

Nie pamiętała, czy Florence była tutaj wcześniej, co nieco ją zaniepokoiło, szczególnie przy tych jej aktualnych problemach z pamięcią. - Byłaś już tutaj, prawda? Na którychś moich urodzinach na pewno musiałaś być. - Powiedziała cicho do Bulstrode, przyjaciółka mogła zauważyć zmianę w jej zachowaniu, Yaxley była dziwnie wyciszona jak na siebie, zdecydowanie mocno przejmowała się tym, co się działo.

Zaprowadziła ją do swojej sypialni, nie wiedzieć czemu to miejsce wydawało jej się być najbardziej bezpieczne.

Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#2
15.05.2024, 06:42  ✶  
Florence była poważnie zaniepokojona.
Ostatecznie nie codziennie zostajesz napadnięta i nawet jeśli wychodzisz z sytuacji bez szwanku odkrywasz, że napastnikiem był brat twojej przyjaciółki, o którego istnieniu nie wiedziałaś. Nie wspominając już o tym, że w jego istnienie nie wierzy też ojciec i znajomy, za to najwyraźniej doskonale pamięta go rodzeństwo, matka i kilka innych osób. A jeszcze ten sen Geraldine? Yaxleyóna nie była jasnowidzem, w teorii więc to był tylko koszmar, ale... kiedy brało się pod uwagę całokształt... Florence zaczęła się obawiać, że ten drań, Thoran, chciał kogoś skrzywdzić.
I być może tym kimś była jego własna siostra.
Bulstrode nie miała pojęcia, co się tutaj dzieje dokładnie, ale była niemal pewna, że coś złego. Pozostawało więc spróbować się czegoś dowiedzieć, w najprostszy dostępny jej sposób - próbując przejrzeć intencje Thorana. Skoro świt, jeszcze przed pracą, pojawiła się więc u Geraldine, a potem na dwa skoki teleportacyjne znalazły się w posiadłości Yaxleyów.
– Tak, byłam – potwierdziła, nawet niezbyt się dziwiąc, że przy takich… wybiórczych problemach z pamięcią różnych osób, Geraldine się w tym upewnia. Wprawdzie raptem ze dwa czy trzy razy, przy okazji urodzin i jakiegoś większego przyjęcia Jeniffer, na które sproszono czystokrwistych, ale posiadłość nie była jej obca.
Teraz jednak, idąc za Geraldine, pomyślała, że tym dziwniejsze jest, że nie widziała wtedy Thorana.
– Geraldine… urodziny obchodzicie… razem? – zapytała z wahaniem, bo przecież pamiętała, że był tutaj Astaroth, ale do licha, Thoran Yaxley? Może jednak miała coś z głową?

!GerJasnowidz
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#3
15.05.2024, 09:52  ✶  

Martwiła się strasznie tym, co się wydarzyło. Skąd mogła wiedzieć, że to nie był dopiero początek? Jeśli Thoran poszedł do Florence, mógł trafić również do innych jej przyjaciół, a może to był zwykły zbieg okoliczności, chociaż zastanawiała się ile jej bliźniak miał procent szans na to, że trafił w tym Mungu akurat do kogoś jej bliskiego? Rzadko kiedy zdarzały się takie zbiegi okoliczności, no ale niby czasem faktycznie miały miejsce. Nie dawało jej to spokój, nic nie było dla niej jasne, tylko coraz bardziej się komplikowało.

Uspokoiła ją nieco odpowiedź przyjaciółki, ulżyło jej. Florence już tu była, dobrze się jej wydawało, może jeszcze nie pomieszało jej się w głowie tak do końca? Może jeszcze wcale nie było tak źle.

- No tak, przecież jesteśmy bliźniakami, urodziliśmy się w Ostarę. - To pytanie spowodowało, że czuła się nieswojo, rozumiała jego sens, skoro w ogóle zaczęły kwestionować istnienie jej brata bliźniaka, jednak nie zmieniało to faktu, że sama sytuacja była naprawdę popierdolona. - Oczywiście nie każde urodziny obchodzimy razem, szczególnie jak zrobiliśmy się starsi, ale wcześniej raczej większość. Mamy też taki rytuał, że chodzimy razem szukać jajek w Ostarę. - Rytuał, którego przestrzegali, bo nadal byli dla siebie ważni w życiu, znajdowali chwilę, żeby wspólnie świętować sabat, a przy okazji swoje urodziny.

Wreszcie podeszła do okna, spojrzała przez nie, miała widok na stajnię, która chyba była jednym z ulubionych miejsc Thorana. - Chodź tu Flo. - Dostrzegła brata zza zasłony, był tam, jak gdyby nigdy nic, gawędził ze stajennym, wiedziała, że ma do niego słabość. Nie chciała się z nim jeszcze konfrotnować, szczególnie, że nie miała pojęcia, co właściwie się działo. Nie mógł wiedzieć, że zaczęła węszyć, szczególnie, że mówił jej, że to wszystko to był sen, że koszmary się zdarzają, jakby nie chciał, żeby interesowała się tematem.

Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#4
15.05.2024, 10:49  ✶  
– Chodzi o to, że... Pamiętam, że byłam tutaj na twoich dwudziestych dziewiątych urodzinach – powiedziała Florence powoli. – Twój ojciec uznał, że przysłała mnie jakaś Karen Morhen, ale zapewniłaś go, że nie mam z nią nic wspólnego. Twoja matka przekonywała twojego młodszego brata, że powinien wreszcie przyprowadzić do domu dziewczynę o odpowiedniej krwi. Twój starszy brat podarował ci nową kuszę. Przy stole pilnowałaś, żebym siedziała z dala od Eden Lestrange, by nie polała się krew, a dwóch łowców z waszego koła myśliwskiego się upiło jeszcze zanim rozpakowałaś prezenty. Pamiętam to wszystko. Nie mogę sobie przypomnieć twojego brata.
Czy to były właśnie urodziny spędzane osobno? Podczas sabatów w końcu większość osób raczej świętowała w Dolinie Godryka, ale... czy nie było dziwne, że na przyjęciu gościł tylko jeden z solenizantów? I Florence byłaby gotowa pomyśleć, że Geraldine faktycznie coś się uroiło, ale... Thoran faktycznie był tutaj, przy stajniach domu Yaxleyów, pełnoprawny syn głowy rodu. Kiedy wezwana przez Yaxleyównę podeszła bliżej i spojrzała w dół zza zasłony, dostrzegła go i rozpoznała.
Albo w szpitalu rzucony na nią urok wcale nie był nieszkodliwy, albo to ona, nie Geraldine oszalała.
– Może wymazał mi w klinice pamięć, żebym go nie rozpoznała?
To było to najmniej szalone wyjaśnienie. Może wymazał i pamięć tamtemu wspólnemu znajomemu, kiedy zrobił coś, czym nie chciał się chwalić.
Florence umilkła, podparła się o parapet i spojrzała na Thorana Yaxleya.
A potem zwróciła spojrzenie trzeciego oka ku jego przyszłości.
Milczała bardzo długo. Początkowo patrzyła po prostu, potem zamrugała kilka razy, wreszcie potrząsnęła głową, skonsternowana. Na moment spojrzała na Geraldine, a potem znowu w dół, ku stajni. Nieprzyjemny dreszcz, jaki przeszedł ją w klinice, znów powrócił.
- Nie jestem pewna, ile wiesz o jasnowidzeniu i wróżbach – powiedziała w końcu Florence z wahaniem. Raczej nigdy nie miała okazji tego tłumaczyć. Chociaż jej rodzina była powiązana z Departamentem Tajemnic, zwłaszcza Komnatą Przepowiedni, ona sama obrała zupełnie inną ścieżkę. A mimo tego, że zdawało się jej spoglądać w przyszłość pacjentów, ich rodzin czy bliskich, bo było to naturalne jak oddychanie, rzadko o tym mówiła. Nie przypominała Morpheusa, z nieodłącznymi kartami w dłoniach. Była uzdrowicielką. Córką i siostrą. Dopiero w dalszej kolejności jasnowidzem. - Przyszłość zależy od naszych decyzji. Wróżbici widzą w kartach czy szklanej kuli pewne wskazówki, ale to przede wszystkim... znaki od losu, dokąd podejmowane wybory mogą doprowadzić. Kiedy ja patrzę na człowieka, mogę zobaczyć to, do czego prawdopodobnie dąży. Na przykład jeśli planujesz jutro iść na kolację u Blacków, spojrzę na ciebie i zobaczę cię na tej kolacji. Gdybym była naprawdę silną jasnowidzką... mogłabym być może zobaczyć, że ktoś cię tam skrzywdzi: ale to mój talent wychwyciłby ślad jego intencji. Tego, że jakaś osoba zamierza tam iść, żeby to zrobić. Ale jeśli miałabyś się potknąć i zrobić sobie krzywdę, prawdopodobnie tego nie zobaczę. Nie planujesz się potknąć i nikt nie planuje podstawić ci nogi.
Oderwała wreszcie spojrzenie od Thorana Yaxleya, rozmawiającego ze stajennym. Od prób patrzenia w jego przyszłość bolała ją głowa. I chociaż wiedziała, że nie jest naprawdę wybitną profetką, świetnie rozumiała, że w tym przypadku problem nie jest – a przynajmniej nie jest jedynym problemem - niedostatek jej umiejętności.
– Jego intencji nie mogę odczytać. Nie dlatego, że ich nie widzę, ale dlatego, że widzę ich zbyt wiele. Tam gdzie ludzie mają przed sobą zwykle kilka nici, biegnących w różne strony, on ma cały, splątany kłębek. Jakbym próbowała zobaczyć przyszłość kilkunastu osób na raz. Geraldine, trzecie oko otworzyło się, kiedy miałam jakieś siedem lat. Przez dwadzieścia pięć lat nie spotkałam się z czymś takim.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#5
15.05.2024, 11:43  ✶  

- Ech, ojciec ciągle gada o tej Karen, odkąd spadł z konia. - To tym się miała zająć po ich ostatniej rozmowie na początku czerwca, bo wydawało się jej, że może to być jakieś stworzenie, które nie daje mu spokoju, ale póki co nie miała czasu się tym zająć, bo inne rzeczy się piętrzyły. Zbyt wiele problemów, jak dla niej jednej, czuła, że zupełnie sobie nie radzi, chociaż bardzo zależało jej na tym, aby pomóc rodzinie, jeśli nie ona, to kto się nimi zaopiekuje? Czuła, że to jej obowiązek. - W tym roku mieliśmy huczne drugie urodziny, bo Thoran się na nich zaręczył, nie pamiętasz tego? - Jak mogłaby zapomnieć tę część imprezy, czy może zjawiła się tu później, po tej części zaręczynowej? - Spóźniłaś się na te przyjęcie? - Nie potrafiła sobie przypomnieć tego szczegółu. - Thoran już może nie jest zaręczony, bo ta jego wybranka uciekła, ale te dwie sprawy były połączone. - Może faktycznie umknęło to Bulstrode, z drugiej strony Florence nigdy się nie spóźniała, zawsze była punktualna, więc i samej Gerry coraz mniej się zgadzało w tym wszystkim.

Bulstrode rownież widziała jej bliźniaka przy stajni, chociaż tyle się zgadzało, to nie mogło oznaczać, że sobie uroiła jego egzystencję, bo przecież stał tam, w całej okazałości i zagadywał stajennego.

- Tylko po co, skoro zostawił dokumenty? - Kolejne pytanie, może był nieostrożny i przez to nie posprzątał śladów, jednak skoro rzucił na nią urok i trafił, to nie powinien się spieszyć, aż tak bardzo. Nic nie pasowało Geraldine w tej historii, i chyba to ją najbardziej martwiło, bo prakowało w tym jakiejkolwiek oczywistości.

Przyglądała się Flo, kiedy ta spoglądała na Thorana zza szyby. Nie przeszkadzała jej, milczała, wiedziała, że jej gadanie mogłoby jej nie pozwolić w pełni się skupić. Musiała zaczekać, aż przyjaciółka skończy.

Nie do końca wiedziała, jak działa ta zdolność, Ger była raczej bardzo sceptycznie nastawiona do wróżbiarstwa, chociaż samo jasnowidztwo uznawała za nieco bardziej wiarygodne, bo możliwe było to, że niektóre osoby posiadają dar, zdecydowanie bardziej w to wierzyła niżeli we wróżenie z fusów, czy kart.

- Tak naprawdę tyle, co nic, nigdy jakoś specjalnie nie wchodziłam w te tematy, nie interesowały mnie, wiesz, że jestem człowiekiem czynów, nie rozważań. - Geraldine wolała działać, niżeli gdybać o tym co będzie, nigdy nie wchodziła w takie przemyślenia.

- Czyli ty widzisz tylko to, co ja mam w planach zrobić, chyba rozumiem. - Słuchała uważnie tłumaczenia przyjaciółki, aby nic nie przegapić, bo nie było to dla niej coś oczywistego. Była mocno skupiona na Florence.

Zastanowiła się chwilę nad tym, co jej przekazała po tym, gdy spojrzała na jej brata. - Czy to nie oznacza, że ma wiele planów? - To było pierwsze co przyszło jej na myśl, może rozpisał sobie w głowie swój najbliższy kwartał, czy rok życia, tylko czy myślał o tym wszystkim teraz? Nie miała pojęcia, jak to do końca działało. - Kilkanastu osób? To dużo, chyba dużo, jest to w ogóle możliwe? - Nie wątpiła w to, co widziała Florence, bo wierzyła w jej profesjonalizm, nigdy jej dotąd nie zawiodła.

Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#6
15.05.2024, 15:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.05.2024, 15:25 przez Florence Bulstrode.)  
- Nie pamiętam zaręczyn twojego brata. Nie wiedziałam, że jego narzeczona uciekła. Do wczoraj nie wiedziałam nawet, że on istnieje - wyliczyła Florence. Wciąż ze spokojem, choć był to spokój pozorny. Każda kolejna informacja tylko dokładała następny kamyczek do ogólnej dziwności tej sytuacji.
*

Cofnęła się od okna, znikając za zasłoną. Wiedziała, że nic więcej nie zobaczy, próbując dostrzec, co czeka Thorana i co ten planuje, a jakieś nieprzyjemne przeczucie podpowiadało, że jeszcze chwila a on uniesie głowę i spojrzy prosto na nią.
Wzdragała się przed tym, by mieć z nim znowu do czynienia, a przecież Florence naprawdę nie była tchórzem. Nie było w niej typowej gryfońskiej odwagi, nie istnieli jednak ludzie, którzy wzbudzaliby w jej sercu przestrach. Może – tylko może – Voldemort i jego plany, to było jednak coś zupełnie innego.
- Nie. To oznacza, że ma przed sobą przyszłości, które zdają się nie należeć do jednej osoby - sprostowała Florence. To nie było idealne wyjaśnienie, ale najlepiej oddawało to, co czuła, gdy usiłowała dostrzec splątane losy Thorana. - Jakby miał intencje... nie tylko własne. To nie powinno być możliwe. Chyba że w jakiś przedziwny, nieznany mi sposób zabezpieczył się przed tym, by ktoś przejrzał jego plany.
Florence zawahała się. A potem spojrzała na Geraldine, skupiając na niej uważne spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, tak typowych w ich rodzinie.
Próbując dostrzec nie przyszłość Thorana, a to czekało jego "siostrę".
I ledwo sekundę później nogi się pod nią ugięły i cofnęła się, by usiąść – obojętnie na czym, krześle, łóżku, fotelu, podłodze choćby, bo wiedziała, że nie ustoi o własnych siłach. Dłoń przycisnęła do ust, czując, jak ogarniają ją mdłości. A Florence Bulstrode nie robiło się przecież słabo - i na pewno nigdy nie robiło się jej niedobrze. Była uzdrowicielką. Bez mrugnięcia okiem leczyła gnijące rany, zdejmowała klątwy deformujące ciało, w Kniei Godryka z zaciętym wyrazem twarzy i chłodem w sercu zbierała z ziemi poszarpane szczątki rozerwanego na strzępy człowieka. Widziała różne rzeczy, a charakter miała ze stali, znacznie silniejsze niż ciało.
Trochę chodziło o ten widok, trochę o to, że to była Geraldine, nie ktoś obcy, trochę o to, że wizja była czymś... czego doświadczałeś nawet głębiej niż po prostu na coś patrząc. W głowie wciąż jej wirowało, a dostrzeżony obraz zdawał się na dobre utrwalony pod powiekami.
Florence wyciągnęła rękę, gwałtownym gestem, jej palce zacisnęły się na nadgarstku łowczyni z siłą, jakiej ciężko byłoby się po Florence spodziewać.
– Ta istota z twojego snu, która wyrwała ci serce. Była ciemna? Nie miała konkretnego kształtu? - spytała z naciskiem.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#7
15.05.2024, 19:16  ✶  

Słowa Florence były bolesne, ale powodowały, że zaczynała jeszcze intensywniej o tym myśleć. Komu, jak komu, ale akurat jej wierzyła, wiedziała, że by nie okłamała Ger bez powodu, zawsze przecież mogła na nią liczyć, w każdej sytuacji, mimo ich bardzo różnych charakterów.


- Czy jest to w ogóle możliwe? - Nadal, nie do końca rozumiała, co Bulstrode miała na myśli. Jak w ogóle można mieć przed sobą przyszłość należącą do kilku osób, czy zabierał czyjeś życia, może był mordercą? Może to przez to? Wiedziała, że nie jest dobrym człowiekiem, może sięgnął już aż do takich środków. Zrobiło jej się gorąco, coraz bardziej przerażała ją ta cała sytuacja.

- Myślisz, że tym można manipulować? Nie znam się zupełnie na tym temacie intencji, ale może mógł rzucić jakiś urok, nie wiem, może talizman, cokolwiek? - Nie była to dziedzina, która ją interesowała, jej pytania mogły więc brzmieć bardzo głupio, musiała jednak je zadać, żeby chociaż trochę rozjaśnić sobie całą tę sytuację.

Wtedy Flo na nią spojrzała. Geraldine nie wiedziała, że postanowiła spojrzeć na nią, tak jak patrzyła przed chwilą na Thorana, że korzysta ze swoich umiejętności. Tyle, że bardzo szybko jej przyjaciółka cofnęła się, aby usiąść, jakby coś ją wystraszyło, jakby przeraziła się zupełnie bez powodu, może przeciwnie, może faktycznie miała powód. Gerry stała nieruchomo, przeraziło ją zachowanie Bulstrode, wiedziała, że nie łatwo jest ją wystraszyć, że rzadko kiedy reagowała tak emocjonalnie. Musiała zobaczyć coś naprawdę strasznego.

Co mogło być aż tak przerażające, że zareagowała w ten sposób? Miała świadomość, że jako uzdrowicielka spotykała się na swojej drodze z naprawdę okropnymi przypadkami, była więc mocno uodporniona na wszelkie obrzydliwości.

Poczuła silny uścisk dłoni na swoim nadgarstku, przeniosła wzrok na swoją rękę, nie spodziewała się, że Bulstrode ma taką siłę. Zbliżyła się do niej o krok. Zbledła, bała się tego, co zaraz usłyszy, bo już była pewna, że Florence nie ma dla niej dobrych wieści. Zapytała o sen, skąd wiedziała, co się jej przyśniło, nie opisywała jej w końcu dokładnie tej istoty. - Nie miała kształtu, była ciemna, wyrwała mi serce. Nie mogłam się przed tym obronić. - Głos jej drżał, bo czuła, że to co mówi ma jakieś znaczenie, może to nie był tylko sen? - Później, gdy się obudziłam, czułam dalej na swym ciele takie dziwne uczucie, nie potrafię nawet tego opisać, jakby to pozostawiło na mnie jakiś niewidzialny ślad.

Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#8
16.05.2024, 12:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.05.2024, 12:44 przez Florence Bulstrode.)  
- Nie powinno być. Ale nie pracuję w Departamencie Tajemnic i za mało wiem, aby mieć pewność - skwitowała Florence. Chciałaby powiedzieć jej więcej, ale prawa magii tak naprawdę nawet po tysiącach lat jej studiowania kryły przed czarodziejami wiele tajemnic.
*

Siedziała na fotelu, przypatrując się Yaxleyównie, a świat przed oczami wciąż jej wirował. Coś w środku ścisnęło się boleśnie, gdy kobieta potwierdziła, że istota nie miała kształtu, i w dodatku że po śnie Geraldine czuła dziwne uczucie na całym ciele.
- Nie sypiaj więcej w tym domu - zażądała Florence, nieco ostrym tonem, cofając dłoń. Nie wstała jednak. - To nie był zwykły sen.
Nie wiedziała, czym był, jeśli nie zwykłym snem. Przepowiednią, która nie powinna nadejść, chichotem losu, podświadomością, podsuwającą coś, czego nie dostrzegała Geraldine na jawie? Koszmarem, w który ktoś się w kradł, czy może... czy może coś naprawdę było w sypialni Geraldine, nawet jeżeli nie wyrwało jej serca? Coś, co zaczynało się nią pożywiać?
- Istota, o której śniłaś, istnieje i chce cię pożreć - powiedziała. Kto inny mógłby zastanawiać się, czy powinien tak straszyć przyjaciółkę, ale przecież Florence nie miała prawa pozostawić jej w niewiedzy. I nieważne, jak mocno ją przerazi, ważne, by coś z tym zrobić.
Florence sama to dopiero co wyjaśniała.
Jeżeli zobaczyła tę przyszłość, a ujrzała Geraldine pożeraną przez bezkształtnego potwora, umierającą w powolnej męce, to - przy poziomie jej umiejętności, dalekim od wybitnego, ale całkiem przyzwoitym - ktoś już to planował.
Coś już to planowało.
- A jeśli mówiła głosem twojego brata, to jest jakoś z nim związane.
Oczywiście, mogła próbować ich ze sobą skłócić. Nastawić przeciwko sobie. Sam w sobie ten głos zresztą nic nie znaczył - ale cała reszta, dziwne wydarzenia wokół Thorana, te zaburzenia pamięci, niespójne wspomnienia... Tego wszystkiego było zbyt wiele.
Twoje życie należy do mnie.
- Jeżeli on para się czarną magią, może coś przywołał w Beltane? Geraldine, z... Voldemortem trzech śmierciożerców było w Limbo. Jeśli on był jednym z nich i coś wyszło razem z nim? Geraldine, normalny człowiek nie powinien mieć tak zagmatwanej przyszłości, jak on. Z Thoranem Yaxleyem jest coś nie tak, a ta ciemność bez kształtu się na ciebie czai. Może chce nabrać kształtu dzięki tobie. Dzięki twojemu życiu.
Nie miała jeszcze podstaw zakładać, że ta istota to Thoran. Wyglądał przecież... absolutnie normalnie. A ona na razie za mało wiedziała - przecież był na zdjęciach, które pokazywała jej Yaxleyówna, a chociaż sama nie pamiętała o jego istnieniu, to rodzeństwo i matka go rozpoznawali.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#9
16.05.2024, 14:22  ✶  

Widziała, jak Florence się w nią wpatruje, nie była głupia, zdawała sobie sprawę z tego, że to wszystko dotyczyło jej, jej bezpieczeństwa. Nie miała jednak pojęcia jeszcze, jak powinna postępować, jak się zachowywać, co z tym zrobić, właściwie to przecież niczego się nie dowiedziała, znaczy dość istotna była ta informacja, że coś się jej może stać.

- Nie mogę zostawać u rodziców? - Zawsze wydawało jej się, że jest to najbezpieczniejsze miejsce na świecie, w końcu gdzie mogło być bezpieczniej, niż w domu pełnym łowców potworów?

- Ten dom to twierdza Florence. - Przynajmniej tak się jej wydawało do tej pory, bo przecież ten koszmar nie wziął się zniknąd. - Thoran też mnie w tym zapewniał, że nic nie jest w stanie się tutaj dostać. - Może chciał ją oszukać, może te zapewnienia nie wzięły się znikąd, miały jakiś większy cel.

Zbladła. Słowa wypowiedziane przez Bulstrode nie były łatwe do przyjęcia, jak pogodzić się z tym, że coś chciało cię zabić? Szczególnie, że nie do końca wiedziała, co to jest i dlaczego w ogóle się nią interesuje. - Nie jest to pierwsza istota, która chce mojej śmierci. - Próbowała podejść do tego lekko, chociaż nigdy jeszcze nie musiała mierzyć się z czyms takim. Walczyła z błotoryjami, mantykorami i innymi strasznymi stworzeniami, ale takiego przeciwnika jeszcze nie miała.

- Będę miała to na uwadze. - Powinna sprawdzić Thorana, bo zdecydowanie miał z tym coś wspólnego, tyle, że jeszcze nie wiedziała, co takiego. Zbyt dużo było w tym niejasności.

- Tylko dlaczego ja? Dlaczego to chce mnie zeżreć, nie byłam w limbo, nie mieszam się w ten śmieszny konflikt czarodziejów, dlaczego kurwa mać, to coś chce mnie zjeść na obiad? - Nie sądziła, że przyjaciółka da jej odpowiedź akurat na to pytanie, ale musiała to z siebie wyrzucić, musiała się z kimś podzielić swoimi myślami.

- Pierdolony Voldemort i jego nadużywanie magii. - Uważała, że istniały siły, z których czarodzieje nie powinni korzystać, a ten debil, Czarny Dzban w ogóle tego nie rozumiał, tak bardzo pragnął władzy, nie miała pewności, że to przez niego się to wszystko wydarzyło, ale kto mógł to wiedzieć? Dobrze było znaleźć winnego.

Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#10
16.05.2024, 20:04  ✶  
- Jeśli w tej twierdzy śniłaś o istocie, którą widzę w twojej przyszłości, twój umysł lub ciało nie są tu należycie chronione - odparła Florence. Jej ton znów brzmiał tak jak zwykle, na twarz powrócił spokój, wyprostowała ramiona. Wciąż była wstrząśnięta tym, co zobaczyła, ale nie mogła się temu poddać. Nie teraz, gdy przecież to Geraldine miała znacznie więcej powodów do niepokoju. Jej brat zachowywał się jak szaleniec, ojciec nie rozpoznawał syna, a coś polowało na tę, która dotąd sama polowała na innych. - Ten sam Thoran, którego nie pamiętają twój ojciec, twój znajomy i ja - dodała cicho odnośnie zapewnień Yaxleya. Florence nie wiedziała, co tu się dzieje i kto, co, jest za to odpowiedzialne, ale była pewna jednego: temu człowiekowi, który dał się przywieźć do Munga tylko po to, by ukraść parę specyfików, nie wolno było ufać.
Być może to on wpuścił tę istotę do twierdzy.
Florence podniosła się z miejsca i znów wyjrzała przez okno, częściowo skryta za zasłoną. Thoran znikł już jednak, podobnie jak stajenny.
- To pierwsza, której może się udać.
Okrutne słowa? Być może. Wcale nie chciała straszyć Geraldine, ale lepszy był strach niż beztroska. Yaxleyówna ignorowała często zagrożenie, ale tym razem było realne i kryło się tuż za rogiem. Gdyby nie istniała szansa, że zostanie pożarta, Florence nie zobaczyłaby jej końca.
Odwróciła się do kobiety, a gdy na nią spojrzała, wyraz jej twarzy był poważny, niemalże chmurny.
- Widzę tylko dwie odpowiedzi. Po pierwsze... powodem jest twój brat.
On zdziwaczał po Beltane, on miał dziwną przyszłość i on wreszcie napadł na Florence w Mungo. Wszystko kręciło się wokół niego.
Ale było przecież coś jeszcze.
- Druga możliwość... dlaczego potwór nie miałby chcieć zapolować na łowczynię potworów?
Zemsta lub wyzwanie.
Łowca stawał się zwierzyną.
- Musisz odkryć, co to za stworzenie i co planuje twój brat. Przeszukaj jego pokój. Dowiedz się, czy ktoś jeszcze o nim nie zapomniał. Sprawdź w BUM lub u kogoś, kto może to wiedzieć, czy nie zrobił czegoś jeszcze. I na wszystkie świętości... bądź ostrożna.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Florence Bulstrode (1993), Geraldine Greengrass-Yaxley (2178)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa