• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [08.08.72] Szaleństwo Windermere. Za dużo miłości | Laurent x Perseus

[08.08.72] Szaleństwo Windermere. Za dużo miłości | Laurent x Perseus
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#11
20.04.2024, 13:22  ✶  

Niewidzialne ściany miały to do siebie, że wystarczyło wyciągnięcie ręki, żeby je przełamać.

Nie chciał tego. Nie chciał, żeby Perseus zrobił teraz krok w jego kierunku, kiedy tę ścianę postawił i pokazał mu, że mógł krzyczeć, ile chciał, ale nie był w stanie zatrzymać fizycznie nikogo, kto chciałby przejąć kontrolę nad sytuacją. Bardzo nie chciał, żeby wyciągnięta do niego dłoń go złapała, żeby stracić jakiekolwiek poczucie, że jeszcze coś kontroluje. W tym strachu, który go objął, niepewności wydarzeń, nawet zapomniał się, że jednak nie powinien robić scen parę kroków za restauracją. Nie pomyślał, że Perseus mógł chcieć po prostu porozmawiać, tak jak prosił (choć Laurent to widział jako żądanie). Czarodzieje nie mogli rozmawiać swobodnie między mugolami, to tworzyło zbyt duże ryzyko przypadkowego nawet wychwycenia przez niepowołane uszy fragmentów rozmowy. Laurent był w stanie teraz myśleć tylko o tym, że całokształt zachowania Perseusa go przerażał, ale zarazem nie mógł powiedzieć, że się o niego nie troszczył, że było mu go szkoda, że... całym sobą czuł i widział smutek tego człowieka wypływający z niego bardziej wartkim nurtem niż krew z nosa. Wydawał się teraz jeszcze bardziej blady, o ile to w ogóle było możliwe.

Nie chciał tego. Nie chciał, żeby Perseus prezentował się przed nim w ten sposób. To odwracanie spojrzenia, ta nagła zmiana postawy, jakby go roztrzaskał na kawałki. To dobre uczucie. Nie! Może jednak? To, co mogło być drżeniem, stawało się wygładzonym kaszmirem w obliczu złapania za lejce. Król był nikim bez korony, ale już był kimś, kiedy zasiadł na tronie. Perseus stracił pewność siebie na rzecz Laurenta - obrzydliwa transakcja wiązana, szczególnie że Laurentowi wcale nie zrobiło się wielce lepiej. Zakwitła tylko czerwona róża w jego wnętrzu, która żywiła się tym jednym, brzydkim odczuciem. Wszystko było dobrze, jeśli tylko ktoś cię słuchał. Nic nie było dobrze, kiedy doprowadzasz drugiego człowieka do takiego stanu, w jakim znalazł się Perseus. Przecież jeszcze nie tak dawno sam sobie mówił, że to zbyt dumny człowiek, żeby ściskać go kleszczami i zmuszać do... czegoś.

Czuł się w tym kalejdoskopie coraz bardziej zagubiony. Aż brakowało mu słów. Chciał gonić swoje myśli i wymuszać na swoim mózgu stworzenie idealnej odpowiedzi do słów Perseusa, albo chociaż wymyślenia jakiegoś racjonalnego sposobu na poradzenie sobie z tą sytuacją. Nie potrafił. Wszystko się rozjeżdżało.

- Jaką... czerń. - Powinien zacząć od tego, żeby nie przepraszał? Ale przecież miał za co, tak? Mógł zachować się spokojniej? Mógł... Powinienem go przeprosić. Nie, nie przepraszaj go, przecież nie masz za co. Czyja to wina? Niczyja, rzecz ułożyła się po obu stronach. Obie strony powinny przeprosić. Laurent wyciągnął rękę do przodu w taki sposób, w jaki robił gest do niektórych istot magicznych, żeby je uspokoić i jednocześnie zatrzymać w miejscu. Przymknął powieki, starając siebie samego zebrać do kupy, chociaż wymagał tego jeszcze przed chwilą na Blacku. Za łatwo było przenieść na niego odpowiedzialność. Przecież jeszcze na to niczym nie zasłużył. Jeszcze. - Dobrze... spokojnie, nic się nie stało. Zareagowałem zbyt gwałtownie, nie mam zbyt miłych doświadczeń z takimi nagłymi zachowaniami. - Postanowił trochę wyjaśnić siebie samego, żeby Perseus nie pomyślał, że to jest stricte personalny atak. Obejrzał się teraz za siebie, na tę knajpkę i potem na uliczkę wokół nich. - Pozwól, że cię odprowadzę do twojego domku i wyjaśnisz mi na spokojnie po drodze, dobrze? - Zaproponował ostrożnie. Perseus nie był pierwszą osobą, która go ostrzegała przed fatum. Przed omenami szarpiącymi go ze wszystkich stron. Ale jeszcze nigdy nie słyszał o tym, żeby coś mu groziło przez jakąś czerń dookoła.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#12
20.04.2024, 16:13  ✶  
Jakże bolesna była świadomość odtrącenia przez ukochaną osobę; ta róża, która zakwitła we wnętrzu Laurenta, wbijała się teraz cierniami w serce Perseusa, aż zaparło mu dech w piersiach. Kochał go – zdawało mu się, że ta miłość wzbiera w nim gorącą falą, która obija się o jego wnętrze i wyniszcza od środka. Jak linia lądu, która ustępuje morzu. Jak skała, która odrywa się od klifu i tonie w spienionym błękicie, tak Perseus tonął w oczach Laurenta.
Z miłości i szacunku nie próbował przekroczyć więc granicy. Nie forsował ściany, którą tak mozolnie stawiał. Powiedział przecież, że nie chodzi mu o seks. Może też zrezygnować z dotyku, jeśli tylko Prewett sobie tego życzy. Musiał jednak z nim porozmawiać, omówić to, co nie dawało mu spokoju. Nie miał w tym żadnej osobistej korzyści, poza ulgą, jaka spłynie na niego, gdy upewni się, że Laurent jest bezpieczny. Tylko tyle.
— Tego właśnie próbuję się dowiedzieć — odpowiedział spokojnie, obdarzając go przy tym łagodnym, choć smutnym uśmiechem. — Mam pewną teorię... co do tego miejsca, ale najpierw chciałbym... chciałbym się upewnić, czy to nie moja wyobraźnia.
Należy tutaj wyjaśnić, że Perseus miewał skłonności do bujania w obłokach i rozpaloną wyobraźnię, ukierunkowaną na doszukiwanie się ukrytych szczegółów; widywał oczy w korze brzóz, szpony w nagich konarach, twarze zaglądające do okien jego sypialni na Grimmauld Place, choć znajdowała się na drugim piętrze. Widział aureolę otaczającą głowę Laurenta. Kroczył pomiędzy jawą snem, zawsze jedną nogą w którymś z tych światów, nigdy stąpając obiema w jednym. Szalony? Tak, być może był odrobinę szalony. Kto normalny żyłby w taki sposób, jak on?
— Przepraszam, po prostu... przestraszyłem się tego i chciałem jak najszybciej cię stamtąd zabrać, to nie... to nie miało być — na samą myśl o tym, że Perseus w swoim rozgorączkowaniu przypominać Laurentowi o tych, którzy go skrzywdzili, robiło mu się niedobrze. Czy to dlatego zwiększał między nimi dystans? — Laurent, widzę, że się mnie boisz. Czy to dlatego, że kojarzę ci sie z czymś... nieprzyjemnym? Przepraszam, naprawdę nie potrafię zrozumieć dlaczego... Bo przecież najgorsze czego możesz się po mnie spodziewać, to to, że podstawię ci laskę pod nogi, jednak zapewniam, że nie miałbym w tym żadnej korzyści.
Uśmiechnął się, a grymas ten był tak samo niezgrabny, co jego żart. Nie zamierzał prosić Laurenta, aby mu zaufał. Zaufanie to coś, co budowało się powoli swoimi czynami, a nie przychodziło na prośbę. Skinął głową i powoli ruszył przed siebie.
— Widziałeś kiedyś widmo Breckenu? Kiedy światło pada za plecami wędrowca i rzuca jego cień, wokół którego lśni tęczowa poświata. W podobny sposób widzę ludzkie aury. Twoja na przykład jest pełna miłości — uśmiechnął się do niego, szczerze i serdecznie — Ale dziś było inaczej. Jak wspomniałem, widzę aury ludzi, nie miejsc. Przed chwilą wydawało mi się, jakbym patrzył na świat przez kolorowe szkło. To był kolor miłości, czystej, agape. Ale falował wokół ciebie, a czarne smugi, jakby... jakby jakieś macki oplatały twoje ciało. Dlatego chciałem wiedzieć... Laurent, czy wydarzyło się coś, co na ciebie wpłynęło? Nie musisz mi mówić o szczegółach, chciałem tylko... Martwię się o ciebie.
Zatrzymał się przed jednym z domków, zaledwie kilkaset metrów od restauracji.
— Wejdziesz? Możemy zamówić śniadanie przez ten mugolski... no... jak mu tam... telefon, tak. Rewelacyjne urządzenie.
Być może świadomość, że ktoś lada moment może wejść do środka, nawet jeśli był - z pozoru bezbronnym w starciu z czarodziejem - mugolem, sprawi, że Laurent poczuje się swobodniej.


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#13
20.04.2024, 17:45  ✶  

Ze strachu w strach wpadając Laurent dodał sobie jeden grosz tych obaw. Ten grosz miał twarz Perseusa, a na drugiej stronie pokazywał leżącą na ziemi sylwetkę - z życiem, ale niemal bezwładnie. To, jak przyśpieszył mu oddech i jak zaczęła mu drżeć dłoń na lasce, jak wyglądał słabo, jakby brakowało mu oddechu, chociaż powietrze tutaj było bardzo rześkie. Mignął mu obraz w wyobraźni, że Perseus upada. Choroba, o której mówił, oznaki bólu na jego twarzy, to krzywienie się, miał wtedy taką specyficzną mimikę, ta laska, którą przy sobie trzymał. Wiedział przecież, że to nie są żadne żarty, ale kiedy się wczoraj dowiedział o tym, że to też nie są po prostu problemy z nogą, tylko coś, co go zniszczy, co go całkowicie poskromi i zamknie jego umysł zmuszając go do spoglądania ciągle w jedne sufit czy ścianę... łatwo po usłyszeniu czegoś takiego uwrażliwić się na każdy gest. Dodajmy do tego tą krew z nosa i oto był gotowy ten jeden grosik na szczycie monet o różnych barwach i strukturach. Każda odpowiadała za co innego, ale każda rodziła się z tej jednej emocji. Ze strachu.

- W porządku... - Perseus przeszedł z badania pacjenta, który mu wyjechał, do badania całego tego miejsca? Czarodzieje dysponowali różnymi dziwnymi możliwościami i sposobami na poznawanie otoczenia, różnymi zaklęciami, o których Laurent pewnie nie miał pojęcia. Tylko czy to był interes Blacka? Nie każdy musi mieć interes, żeby chcieć coś naprawić czy zrobić dobrze, jeśli tylko miało się serce po dobrej stronie. To Perseusa musiało być czarne, skoro płynęła przez nie czarna krew, ale przecież wierzył wcześniej, że było ono dobre. Widział to w nim, lub tylko mu się wydawało i dał się nabrać. Grosz. Dwie strony kręcące się przed jego oczami wobec tego, jak Perseusa widział, a jaki teraz zdawał się przerażającym i zdolnym do wszystkiego osobnikiem.

Może i żart był nieudolny, ale skoro Laurent się nawet mimo tych obaw i zapieczętowanego stresu uśmiechnął to nie mógł być aż taki nieudany, prawda? Brzmiało to niewinnie, mógł myśleć, że rzeczywiście co zrobiłby mi kaleka, ale dopóki Perseus tego nie ujął w tym żartobliwym tonie to nie, nie pomyślał tak o tym. Istniało bardzo wiele sposobów na zrobienie komuś krzywdy, które nawet nie wymagały ruszenia się z miejsca, a on nie miał ze sobą Dumy, który by go obronił. Czy oskarżanie go o jakieś podłości nie było nad wyrost? Nie było w ogóle... nie w twoim stylu? Obawy to jedno, wątpliwości kolejna rzecz - zawsze je miałeś. Ale aż taka ewolucja podejrzeń?

- Nie powinniśmy rozmawiać wśród mugoli, to prawda. - Zacznijmy od tego, że teraz dotarło do niego, co sam powiedział - że nie chciał rozmawiać wśród osób, które niekoniecznie miały cokolwiek z magią wspólnego. Sytuacja zyskała minimum oddechu. - Ludzie są przerażający, Perseusie. - Dodał cicho. Co miał mu powiedzieć? Prawdę? Mógł mu zaufać, żeby mówić mu prawdę? Przez moment milczał. - A kiedy w grę wchodzą intensywne uczucia to nie mogę przewidzieć, co się wydarzy. - Bo właśnie wtedy ludzie stawali się najbardziej nieprzewidywalni. A skoro nie byli przewidywalni, to byli poza jego jakąkolwiek kontrolą. Perseus zaś swoim zachowaniem pokazał dokładnie to - całkowity chaos czynów i słów, których nie rozumiał i nie potrafił sobie tego wyjaśnić.

Pytanie o widmo Breckenu na szczęście było retoryczne, chociaż Laurent i tak zaprzeczył. Nie widział i nie słyszał o tym zjawisku. Brzmiało zaś... bardzo ciekawie. Ach, to było właśnie takie poruszające odpowiednie wątki serca - inteligencja. Mądrość. Perseus był mądrym człowiekiem o takim głosie, że chciało się go słuchać godzinami. Kupował zainteresowanie Laurenta samym uśmiechem, jednym spojrzeniem, a kiedy się odzywał to świat mógłby zatonąć w podwojach Atlantyku. Anglia stałaby się drugą Atlantydą, żadna strata. Przecież przy nim Perseus by nie utonął. Rozumiał, czym było odczytywanie aur - w końcu Atreus z jego rodziny korzystał z tej niezwykłej zdolności.

- Kiedy tak o tym mówisz... - Zamyślił się na moment intensywnie, skupił spojrzenie, chociaż teraz nie widział nawet czerni ubioru Perseusa, na którym zawiesił wzrok. - ... nie... nic się właściwie nie stało... - Odpowiedział powoli. Nie było żadnych zmian, które mogłyby sprawić, żeby zwątpił w Perseusa. - Ja... właściwie nie wiem, co się dzieje. Intensywność twoich emocji mnie przytłoczyła i pomyślałem, że będziesz chciał więcej i więcej... - Że mnie zdradzisz. Jakoś nie bardzo potrafił to teraz wypluć z gardła. Spojrzał na ten domek. Wejść do środka. Teraz. Przeszedł go zimny dreszcz. Serce trochę przyśpieszyło. Nic złego się nie stanie. Ktoś tu przyjdzie, co może ci grozić? Mało już spotkało cię tragedii? Może z tą czernią to tylko jakaś ściema, żeby uśpić czujność? - Z chęcią usiądę z tobą na zewnątrz. - Przy ogrodowym stole, ale nie mógł się zmusić na razie przy tych rewelacjach do wejścia wewnątrz. Jednocześnie wcale nie chciał stąd iść. - Czym jest... telefon?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#14
20.04.2024, 20:30  ✶  
Od chwili, w której Laurent stanął w progach jego londyńskiego mieszkania, Perseus odniósł wrażenie, że jego dusza jest bardziej roztrzaskana, niż pokazuje to światu. Nie do końca wiedział, jak powinien obchodzić się z tak kruchą istotą; stąpał więc ostrożnie, zlękniony, że jeden niewłaściwy ruch sprawi, że ten filigranowy chłopiec rozbije się w drobny mak pod wpływem zachłannego uścisku jego ramion. Nie mógł na to pozwolić, na boga, jakże mógłby próbować tłamsić go w ten sposób, zdusić jego światło, skoro...
Tui lucent oculi sicut solis radii, sicut splendor fulguris lucem donat tenebris. Twoje oczy błyszczą niby promienie słońca, tak jak jasność błyskawicy rozjaśnia ciemność.
A jednak pozwolił na to, by emocje przejęły nad nim, kontrolę. Przyszpiliły go swoją namiętnością do ściany, zmuszały do wysłuchiwania  deklaracji, na które nie był gotów. Których nigdy nie powinien był usłyszeć. To było deprymujące, gdy zdał sobie sprawę z tego, że budzi przerażenie w osobie, którą osłoniłby własną piersią, gdyby tylko zaszła taka potrzeba. Och, Wenus, okrutna Gwiazdo Poranna zrodzona z morskich fal, dlaczego zwróciłaś moje serce właśnie ku temu, którego mieć nie mogę?, rozpaczał Perseus. Ale odpowiedziała mu jedynie cisza. Bogini najwyraźniej odnalazła w przyjemność w dręczeniu tego mężczyzny.
On również milczał. Poważny, skupiony na drodze, na żwirowej ścieżce pod ich stopami. Analizował wszystko, co mówił mu Laurent, a serce krwawiło mu z rozpaczy. Ale to były jego emocje - tylko jego - i musiał poradzić sobie z nimi samodzielnie. Zbyt łatwo byłoby przypisać bezduszność Prewettowi. Zbyt okrutnie byłoby obarczyć go winą za swoje cierpienie.
— Sądzę, że tak będzie najlepiej — oświadczył wreszcie, starając się przy tym brzmieć jak najbardziej neutralnie. — Sam nie rozumiem co się ze mną dzieje. Odkąd cię tutaj zobaczyłem, czuję się jakbym był w jakiejś gorączce, jakimś... jakimś dziwnym amoku. Jedyne, o czym jestem w stanie myśleć, to ty. Śnię na jawie, wyobrażając sobie, jak pozwalasz mi się pocałować, a potem czuję się jak świętokradca. Balansuję na granicy pożądania i religijnej czci i nie wiem już, które z tych uczuć jest bardziej wyniszczające.
Oba stanowiły równie niszczycielską siłę. Chciwość i fanatyzm - czy istniały na świecie mocniejsze faktory, prowadzące do nieszczęścia? To nie Laurenta powinien pożądać. To nie przed nim powinien padać na kolana - a jednak to robił. Mało tego, odczuwał z tego powodu osobliwą przyjemność. Chciał ulegać temu wszystkiego, co nim miotało. Zawsze przecież był spolegliwy.
— Nie dotknę cię, jeśli sobie tego nie życzysz. Nie uczynię niczego wbrew twojej woli. Zduszę w sobie wszystkie uczucia, jeśli sprawiają, że czujesz się niekomfortowo — zapewnił go z łagodnym, uspokajającym uśmiechem — Nie jestem jednym z tych ludzi, którzy cię skrzywdzili Laurent. Ale ty nie jesteś mi winien zaufania.
Domyślał się, jakie obawy nim targały. Skinął więc głową - mogą zostać na zewnątrz, cieszyć się letnią pogodą i rozmawiać, choć nie tak swobodnie jak by sobie tego życzył. Tak będzie lepiej, powtarzał sobie w myślach. Dla Laurenta, dla mnie i mojego małżeństwa. Wskazał mu więc miejsce przy drewnianym stole z dwiema ławkami.
A potem ucieszył się, że może zmienić temat na coś neutralnego.
— Nie masz go w pokoju? — zdziwił się, a potem wzruszył ramionami — No, to taka skrzynka z takim kółeczkiem z cyframi i na nią jest założona jest takie coś co wygląda jak prysznic, ale dwustronne i to jest połączone ze skrzynką sznurkiem. I wkładasz palec w oczko z cyfrą i obracasz to kółko i musisz tak zrobić ze wszystkimi cyframi, aż wybierzesz pełny numer. Przykładasz prysznic dwustronny do ucha i po drugiej stronie słyszysz głos! Niesamowite, prawda? Tylko trzeba uważać z cyframi, bo jeśli się pomylisz, trafisz do kogoś... No, ja raz trafiłem do rozwrzeszczanej kobiety, która wzięła mnie za męża kochanki jej męża... Ale poza tym, to bardzo przyjemne urządzenie. Jak lusterka dwustronne, tylko nie widzisz drugiej strony. No i są przymocowane sznurkami do ściany, więc nie weźmiesz ich ze sobą... Poza tym, to świetna zabawa. Można wybierać przypadkowe cyfry i rozmawiać z przypadkowymi ludźmi. Koniecznie musisz spróbować...
Cóż za zmiana zaszła w Perseusie! Opowiadał z przejęciem i żywo przy tym gestykulował, uśmiechał się i żartował, zupełnie tak, jakby z jego barków spadł ogromny ciężar.
— Wolisz śniadanie na słodko, czy coś bardziej wytrawnego?


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#15
20.04.2024, 21:10  ✶  

Chwila, w której stanął w progu Perseusa była chwilą, w której uderzył go piorun. Nigdy nie myślał o swojej duszy jako roztrzaskanej, ale w tamtym momencie nie miało to znaczenia. Mógł nie dotykać tego człowieka, ale czuł, że jest przy nim całym, z nim całym, w nim całym. Kolana mu się uginały. Uginały się też podczas tego ślubu, kiedy patrzył na człowieka, który związał swoje życie z Vesperą, o którą tak się starał dbać. I tylko... tutaj nagle było inaczej. Nagle ten strach - ale aż takiego spojrzenia jeszcze nie widział. Sądził, że to było związane z tym. A może nie? Ta czerń, o której mówił, nie mogła być niczym dobrym. Czy znowu jakieś zagrożenie próbowało się na niego czaić, czy znowu zrobił coś, czego nie powinien? Albo czy rozwiązanie nie było proste - zwyczajnie stąd wyjechać, wrócić do siebie? Granica własnej myśli i niepewności mieszała się z tym wtłoczonym do jego głowy podejrzeniem Perseusa, że było tu coś nienaturalnego.

- Przestań, Perseusie... - Wcale nie brzmiało to tak, jakby chciał, żeby mężczyzna przestawał. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że mężczyzna nie przepada za swoim imieniem - dla niego brzmiało jak poezja. Nie imię samo w sobie, oj nie. To było właśnie jego imię. Lubił jego smak na języku i to, jak te literki prześlizgiwały się po ustach. Prawie tak, jakby składał mu pocałunek. Przesunął palcami po swoich włosach, dźwigając na moment głowę do góry. Pogoda wcale tutaj nie dopisywała. Nie oczekiwał tego od niej. Doskonale wpisywała się w nastrój zmęczenia, była podstawową linią nutową dla melancholijnej ballady o codzienności. Coś ją przecinało. Wenus ze swoją lirą i oblubieniem do zabawiania się swoją zabawką o czarnych oczach. Nie mogłeś się jej dziwić, oj nie... gdyby tylko pokazała chwilę słabości to zabrałbyś jej tę zabawkę, żeby samemu się nią bawić. Owijać wokół swoich paluszków, pozwalać je całować, klękać, szeptać do skóry gdy obejmowałby twoje nogi. Potem wiązać, brać i dawać drugie tyle. Niech błogosławieństwo spłynie na jego czarną krew. - Zupełnie mi nie przeszkadza to, że masz żonę, ale przeszkadza mi to, że mógłbym cię zranić, gdybym przekroczył naszą granicę. Ale takie słowa za mocno testują moją samokontrolę. - Jego bardzo czuły punkt. Syndrom Boga. Bardzo wiele rzeczy traciło dla niego znaczenie i zdrowy rozsądek zupełnie znikał, kiedy ktoś spoglądał na niego z tą nabożną czcią, tym oddaniem wszystkiego, a kiedy jeszcze pojawiały się takie szepty to niemal kręciło mu się w głowie. Ta czerń, o której mówił Perseus, zrobiła chociaż coś dobrego - sprawiała, że Laurent był o wiele mniej podatny na swoje słabości. - Nie pomyślałem o tym wcześniej, że może być coś na rzeczy, bo... ktoś kiedyś patrzył na mnie tak, jak ty i nie skończyło się to dobrze. - Skończyło się fatalnie. Laurent zrozumiał, że boskość miała za dużą cenę, jeśli spadałeś za nisko i za mocno ufałeś ludziom. Lecz tak, właśnie o tym niebezpieczeństwie mówił - chciwość i fantazym. Albo miłość i fantazym. Łatwo pomylić miłość z obsesją, jeśli jesteś poddany tak czystemu fioletowi, o którym też Perseus wspominał. - Gubię się w tym. Przepraszam, Perseusie, sam nie wiem, dlaczego się tak zachowuję, nigdy nie traktowałem ludzi w ten sposób. - Przesunął jedną dłonią po czole czując się prawie jak w gorączce przez ciężkość tej sytuacji. To, jak sprzeczne były jego odczucia z tym, co mówiło mu wnętrze. A wszystko mówiło: UWAŻAJ NA NIEGO. I nie potrafił uczynić inaczej. Walka z tym była zbyt wyczerpująca, nie chciał jej przeprowadzać. - Dziękuję za wyrozumiałość. - Na pewno Perseus go kłamał. Na pewno...

Na szczęście dramaturgia została przecięta czymś oczekiwanym, ale jednocześnie... niekoniecznie przewidzianym w takim wydaniu. Bo tego, w jaki sposób Perseus będzie mu to opisywał się nie spodziewał.

- Ach, tak, jest coś takiego na szafce... - Rozjaśniły się jego oczy w rozbawieniu, a on sam się uśmiechał, kiedy tego słuchał z niedowierzaniem. Początkowo był zresztą w szoku i nie był pewien, czy to, co słyszy to nie jest jakieś przesłyszenie. Proszę, jak ciekawe strony ludzie mają... Zupełnie się nie spodziewał tego. - Wybierasz przypadkowe numery i dzwonisz do przypadkowych ludzi? - Aż nakrył palcami usta, chciał jakoś automatycznie zasłonić to jeszcze większe rozbawienie rozlane na wargach. Nie chciał, żeby Perseus teraz pomyślał, że go wyśmiewa. Ale ta zmiana atmosfery była mu wręcz niezbędna. - Nie przepadam za słodkościami. - Dlatego pijał nawet kawę czarną, bez mleka. Chociaż ostatnio patrzył na tę kawę, którą tak lubił pić i widział przed oczami machającego palcem Perseusa...



○ • ○
his voice could calm the oceans.
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#16
21.04.2024, 09:49  ✶  
Przy Laurencie zaczynał nawet odczuwać swoistą sympatię względem swojego imienia. Sposób, w jaki chłopak je wypowiadał, wyraźnie akcentując każdą sylabę, zamiast prześlizgiwać się po nim, byle jak najszybciej wypluć je z ust, sprawiał, że uginały się pod nim nogi. Jakaś część Perseusa - ta pozbawiona pruderii, skrywana przed światem - zapragnęła usłyszeć je w innej scenerii; w miękkiej pościeli, podczas gdy ciało Laurenta będzie się wić pod nim w ogarniającej go ekstazie i... Och, nie. Znów wpływał na niebezpieczne wody. Przydałaby mu się szklanka szkockiej na oczyszczenie umysłu, a najlepiej cała butelka, by znieczulić się, zasnąć i nie myśleć już o wszystkim, co wydarzyło się w ciągu minionej doby.
Zaraz potem serce zatrzepotało mu w piersi. Czy to oznaczało, że nie był wcale Laurentowi obojętny? Że nie uważał go za odpychającego, lecz... Dość. Nie może zaprzątać sobie tym głowy, bo już całkiem pogrąży się w delirium. Bezpieczniej było założyć, że Prewett nie odwzajemniał jego uczuć - bowiem nawet jeśli jemu nie przeszkadzało, że Perseus miał żonę, tak przeszkadzało to samemu zainteresowanemu. On przecież nie wiedział tyle, co Black. Nie słuchał zwierzeń Vespery, nie trzymał jej w ramionach i nie składał jej obietnic. Zasługiwała na męża, który nie przelęknie się jej okrucieństwa, mrocznego znaku wypalonego na jej przedramieniu, który nie ucieknie dwa dni po ślubie na drugi koniec Anglii. Przede wszystkim zasługiwała na męża wiernego - i tego będzie starał się dotrzymać. Tylko na to miał wpływ. Tę jedną rzecz pod kontrolą - zamierzał się jej więc kurczowo trzymać.
— Przepraszam, że przywołuję bolesne dla ciebie wspomnienia. Nie miałem takich intencji — wyjaśnił, czując z tego powodu przygnębienie, ale też i swego rodzaju ulgę - być może intuicja Laurenta miała rację. Twierdził, że nie chciał skrzywdzić Perseusa, ale obawiał się, że na dłuższą metę to on byłby tym, który go skrzywdzi. Jego, Vesperę, to dziecko.
— Co działo się w Paryżu, niech zostanie w Paryżu — odparł dyplomatycznie, ale kąciki jego ust drżały, gdy próbował powstrzymać się od śmiechu. Nie udało mu się to i zaraz potem roześmiał się perliście. Właśnie tego potrzebował; skierowania rozmowy na swobodne tory. Nawet Laurent sprawiał wrażenie rozbawionego, co uznał za swoje małe zwycięstwo. Lubił, kiedy Prewett się uśmiechał. Oddałby całą swoją dumę w zamian za szczerą radość malującą się na jego licu.
— Zatem wytrawnie — uśmiechnął się zadowolony — Daj mi, proszę, kilka minut.
Po tych słowach zniknął w drewnianym domku. Przez chwilę do uszu Laurenta mogła dochodzić przytłumiona rozmowa, a raczej monolog, który Perseus wygłaszał do urządzenia zwanego telefonem. A potem zapanowała cisza, którą od czasu do czasu przerywały odgłosy krzątaniny, jakby Black czegoś szukał. Wyszedł wreszcie na werandę odziany w niepodobną do całej jego mrocznej otoczki białą koszulę (czarną wszak zaplamił krwią i choć nie była ona widoczna na ciemnym materiale, tak nie czuł się dobrze, mając, bez laski, którą musiał zostawić w środku.
— Wybacz, że tyle to zajęło — uśmiechnął się przepraszająco, kuśtykając w stronę Laurenta, a potem zajął miejsce naprzeciwko niego — Wczoraj wspomniałeś, że stworzenia dziwnie się tutaj zachowują. Co miałeś na myśli?


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#17
21.04.2024, 12:19  ✶  

Nie wiedział, a ta niewiedza była błogosławieństwem. Nie chciał poznawać Vespery, bo co gdyby wtedy to odsunięcie stało się o wiele łatwiejsze? Wyszłoby lepiej, każdy głupi potrafił tak stwierdzić. Jednocześnie istniało małe prawdopodobieństwo, że zawędrowałby w stronę, w której zerwanie swojej wstrzemięźliwość byłoby za proste. Prostota. Musieli być masochistami - ciągle ocierali się o siebie w myślach, by na zewnątrz mówić sobie ciągłe nie, nie, nie! Chcę, lecz nie mogę. Dać i brać, ale co z ceną? Za ich przyjemność cenę musiałaby zapłacić kobieta, której Laurent nie znał. Osoba, która bardzo wiele chciała dać samemu Perseusowi, a on jej. Och, jak bardzo chciałby się znaleźć na tej pościeli i pozwolić tym czułym dłoniom zbadać własne ciało... Chyba pierwszy raz w swoim życiu spotkał się z taką ścianą. Przeszkodą nie do przejścia, bo tak - uważał, że to on zraniłby Perseusa, gdyby przeszedł przez te otworzone drzwi, przez które się poznawali. Przymierzali swoje dłonie, przyglądali się sobie, delikatnie splatali palce. Na nic więcej sobie nie pozwolicie. Ta rana nie wynikałaby z tego, że chciał źle, albo że Perseus był przymuszony. Ona zrodziła by się właśnie z ceny, którą zapłaciłaby Vespera. Jej cena przeszłaby ciężarem na Perseusa. Tak właśnie pisano dramaty. Laurent chciał stworzyć jakiś obyczaj, który był miły. Może niekoniecznie był komedią, ale miał szczęśliwe zakończenie.

- Hmm, jak to było... - Po prostu musiał się uspokoić. Wziąć większy dystans na ten brak zaufania. Pomyślał o tym niemal jak o teście charakteru. Nie mógł się w pełni uspokoić, nie mógł w pełni odsunąć od siebie tego strachu przed zdradą. Mógł za to pozostać ostrożnym i próbować normalnie funkcjonować. W miarę. - Nie możesz brać odpowiedzialność za moje własne odczucia. - Chyba nie powtórzył tego dokładnie tak, jak ujął to Perseus, ale się starał. Ważne, że sens został zachowany.

- Och... - To było piękne. Ten śmiech, ten wyraz twarzy. Czuł się, jakby zobaczył malowany na żywo obraz dziejący się tuż przed jego oczami. Aż zapatrzył się na śmiejącego się Perseusa nie potrafiąc dodać żadnego komentarza. Myśli mu wyblakły i był tylko ten głęboki, słodki dźwięk spływający po jego skórze miodem i mlekiem. Jak śliczne były jego policzki w tym momencie, jak lśnił ten jadeit - najdroższy z kamieni świata. - Tak... Niech zostanie w Paryżu. - Lubił Francję? Pasowałby do błękitnych wybrzeży tego kraju. Wyglądałby tam jak egzotyczny kwiat. - Lubisz Francję? - Zapytał o to dopiero jak Perseus wrócił. W białej koszuli, w której nabierał wyglądu istoty zesłanej przez samo niebo. Ktoś tak miły musiał pochodzić z chmur... Ktoś taki, kto łatwo zdradzi..?

- Nie powinny się tutaj błąkać magiczne istoty, a ponoć migrowały przez ten teren. Wczoraj dopiero przyjechałem, więc nie zabawię cię niestety szczegółami. Woda wydaje mi się natomiast dziwna. Inna...



○ • ○
his voice could calm the oceans.
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#18
21.04.2024, 23:57  ✶  
Kiedyś usłyszał, że tylko niemożliwa miłość może trwać wiecznie. Obruszył się na te słowa - bo przecież żadne inne miejsce, nawet ołtarze w kowenach, nie są pełne miłości prawdziwej i długowieczniej, jak szpitale, w których pracował - lecz one wracały do niego podczas bezsennych nocy, gdy wpatrywał się w sufit ze złamanym sercem. Dochodził wówczas do wniosku, że nie tylko miłość niemożliwa jest wieczna, lecz z pewnością podtrzymywana jest dłużej przez tęsknotę rozpalającą zmysły. Zakazane uczucie nie pozwala wpaść w rutynę, poznać od tej nudnej, codziennej strony, a przez to stanowi swego rodzaju pułapkę idealizowania. Romantyzowania tego, czego nie ma, a być mogło, gdyby nie zaistniały pewne czynniki. Miłość niemożliwa była trucizną.
Czy od teraz tak będzie wyglądać jego życie? Czy już do końca swych dni, będzie rozdarty pomiędzy miłością do idealnego obrazu Laurenta i rozgoryczenia wobec monotonii u boku Vespery? Nie tak to sobie wyobrażał.
— Muszę ci się przyznać do bardzo brzydkiej cechy, Laurent — pochylił się nad nim z szelmowskim uśmiechem; tym, który zwiastował coś przyjemnego, choć niekoniecznie dobrego. Jak gorycz groźby pośród słodyczy obietnicy — Czasami jestem hipokrytą.
Chciał być tym, który roztacza nad innymi ochronny parasol; nie tym, który wymaga ratunku. Jego ciało kruszyło się i go zdradzało, dlatego każda chwila, w której mógł zapomnieć o swych ułomnościach i poczuć się potrzebny, była dla Perseusa na wagę złota. Duma, upartość, kompleks bohatera - niechaj nazywają to jak chcą, byle tylko pozwolili mu czuć się wartościowo. Nie jak ciężar.
— Mieszkałem tam przez pięć lat — oświadczył z nostalgią błyszczącą w oczach. Ukochana Francja, przeklęta Francja. Odżył tam, gdy dowiedział się o chorobie. Spłonął tam, gdy na moście spotkał Raphaela. — Paryż trochę mi się przejadł, ale południe... Lawendowe pola Prowansji i lato w Marsylii... Wiele bym dał, żeby móc tam znów pojechać.
Rozmarzony przymknął powieki i przez moment wydawało mu się, że jest nad Morzem Śródziemnym, białe mewy zataczają kręgi nad jego głową, a słona bryza rozwiewa jego ciemne włosy. Żal zalśnił jadeitem w jego oczach, kiedy ponownie je otworzył. Nie było morza; była za to tafla jeziora lśniąca w porannym słońcu. Porannym? Omiótł wzrokiem krótkie cienie pod ich stopami; dochodziło południe.
— Co masz na myśli? — zmarszczył brwi i oparł łokcie na blacie stołu, wsłuchując się uważnie w jego słowa. Och, przydałby się notes... Nie, cała ściana, na której mógłby zrobić mapę myśli. Może zaaranżować taką w swoim pokoju? Gdyby nie to, że Laurent reaguje na niego w ten sposób, mógłby poprosić go o pomoc... Nie, nie, lepiej dla niego będzie, jeśli nie zostanie z Perseusem sam na sam; nawet jeśli ten nie uczyni względem niego żadnego ruchu.


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#19
22.04.2024, 10:23  ✶  

Niemożliwa miłość była trucizną i uskrzydlała poetów. Romantyków takich jak Perseus. Laurent miał skłonności do romantyzowania. Chciał robić wszystkie te słodkie rzeczy z osobą, która będzie go traktować jak tę księżniczkę, którą delikatnie prowadzi się za dłoń. Chciał dostawać kwiaty, te bukiety słoneczników, siadać w kawiarence nad morzem z kawą, oglądać zachód słońca całując się na rozgrzanym piasku i słuchać słodkich i uroczych słówek szeptanych do swojego uszka. Spoglądał na ludzi i myślał jednocześnie, że te fantazje są słodko-głupie. Jedyna osoba, która je urzeczywistniła na końcu go zostawiła i bez pożegnania zerwała kontakt. Ten silny plaskacz przypomniał mu, że nie powinien sobie pozwalać na to, żeby ta słodycz przysłoniła mu rzeczywistość. Mógł przelewać słodycz przez kilka chwil, ale nie zamierzał dać się nią opętać. Gdyby na to pozwolił... czy miałby ciągle tak smutne spojrzenie jak Black? Nie miałby wtedy kontroli nad niczym, a przecież przez lata starał się kontrolować nad swoje własne serce, żeby nie zabiło za mocno. Pozwolił sobie ten raz na puszczenie go, pożałował. Czy Perseus kiedyś żałował i ile razy jego serce grzmiało w piersi tak intensywnie napędzając to chorowite ciało? Jak wiele musiał znieść przez chorobę i jak wiele wyrzeczeń sobie robił kiedyś, a ile robi teraz?

Oparł się przedramieniem na blacie i pochylił w kierunku Perseusa, kiedy zrobił ten gest sugerujący, że ma potrzebę zdradzenia jakiejś tajemnicy. Może powinien to przyjąć z większą powagą, a i tak rozbłysły mu rozbawieniem oczy. Hipokryzja nie była chorobą i nawet nie była czymś złym, jeśli tylko nie obracałeś jej przeciwko sobie samemu. Lub przynajmniej kiedy miałeś świadomość tego, że niektóre rzeczy niby sobie zaprzeczały, ale tworzył jednocześnie całego ciebie. Powinien pomyśleć o tym wcześniej - że świadoma hipokryzja bardzo dobrze pasowała do Perseusa Blacka.

- Pasuje to do ciebie. - Brzmiało jak obraza, prawda? Dlatego pozwolił sobie na małą pauzę dla efektu i kontynuował. - Pomogę komuś, żeby go uszczęśliwić, ale sam nie pozwolę sobie pomóc, bo nie zasługuję na bycie szczęśliwym? - Strzelał. Może zbyt odważnie nawet. To, że ktoś ma skłonności do poświęcania się dla innych nie znaczyło jeszcze, że nie uważał, że nie zasługiwał na szczęście. Ten strzał zawdzięczał słowom Perseusa o tym, że przecież Vespera zasługiwała na coś lepszego niż męża, który będzie przykuty do łóżka. Nie ujął tego w takie słowa, ale takie odebrał wrażenie z tamtej rozmowy. Przymrużył na moment oczy lustrując uważnym, bardzo zaciekawionym spojrzeniem czarnowłosego mężczyznę po drugiej stronie stołu. W białej koszuli. To był dysonans poznawczy, ale jednocześnie... - Bardzo ładnie ci w bieli. - Ładnemu we wszystkim ładnie, prawda? Bardziej powinien przy nim uważać na komplementy... ale chyba taki niewinny nie zaszkodzi?

Marsylia... drobny grymas przeszedł przez twarz Laurenta związany z... przecież bardzo dobrym wspomnieniem, a jednocześnie tak absolutnie nierealnym i niemożliwym, kiedy teraz do niego wracał. Bo właśnie do Marsylii udał się z Kaydenem.

- Piękne miejsce. - Pięć lat zamieszkiwania Francji to bardzo długo. - Nie znam francuskiego, ale nauczyłem się jednej opery po francusku. - Wolał chyba odbić od samej Marsylii i jej brzegów i zamienić ją na coś lżejszego i nawet trochę zabawnego jego zdaniem. - Żaden Francuz nie miał okazji jeszcze skrytykować mojego wątpliwego akcentu. - Zaśmiał się trochę, ale i delikatnie speszył. Wszystko, co mogło mu wyjść nieidealnie, omijał. A ten utwór naprawdę wytrwale ćwiczył. - Odważyłbym się zaufać i poddać mój akcent próbie. - Zaufać jemu. To była zupełna pierdoła, ale Laurent po prostu lubił śpiewać. Mogło zadziwić, jaką moc miał jego głos. Tak jak na pewno on sam by się zadziwił, jak ten spokojny jedwab głosu Perseusa potrafił być lodowaty, gdy tego człowieka ogarniał prawdziwy gniew.

- Wsłuchuję się w brzmienie wody. Rozumiem jej szmer. Niektórzy ludzie też to mają, tak samo jak czują przyciąganie Matki Wody do siebie. - Marynarze, którzy tak zakochali się w wodach, że nie potrafili usiedzieć na lądzie. Ciągle czuli powołanie, żeby wrócić. Nie wiedział, czy doświadczał tego na większym pułapie, czy każda selkie tak miała. - To jezioro milczy. Jest zbyt ciche. - Czy dało się to normalnie wyjaśnić, żeby nie zostać uznanym za szaleńca? Uznał, że skoro Perseus mu powiedział o aurowidzeniu, to on może podzielić się tą małą ciekawostką. - Może to trochę jak aurowidzenie tylko dotyczące wody? Z sygnałów dźwiękowych, nie wizualnych? - Uśmiechnął się trochę, bo to było porównanie dość abstrakcyjne, ale miał wrażenie, że kto jak nie Perseus miałby to zrozumieć.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#20
24.04.2024, 20:36  ✶  
Nieszczęśliwe miłości równie skutecznie nadawały życiu sens, co je zatruwały; za dnia uskrzydlały, by nocami zrzucać na dno zimnego morza łez, podobnie jak nieszczęsnego syna Dedala. Jednak pewnej rzeczy nie mówi się głośno o godnym pożałowania Ikarze; uśmiecha się za każdym razem kiedy upada, bowiem udało mu się zbliżyć do ukochanego słońca. Czy właśnie taki los czekał również Perseusa? Miał za dnia parzyć się blaskiem swojego ukochanego słońca - Laurenta - i każdej nocy ubolewać nad sobą? Nie. Bo Perseus nie był Ikarem; był chaosem, bezkresną ciemnością kosmosu pomiędzy gwiazdami, która stawała się coraz zachłanniejsza w swojej ekspansywności, by zdusić w sobie światło tego słońca.
Być może nie bez powodu się go obawiał.
Nieszczęśliwe miłości bywały uzależniające. Były jak opium dla spragnionego bodźców umysłu. Perseus bowiem już dawno osiągnął ten stan, gdy nie wiedział jak dalej żyć, jednocześnie bojąc się śmierci, więc trwał w zawieszaniu, popadając w coraz większe odrętwienie, aż w końcu zdał sobie sprawę z tego, że jedynym, co jest w stanie odczuwać był ból. Ile mógł mieć wtedy lat? Dwadzieścia sześć. Może dwadzieścia siedem. Chyba tyle, ile miał teraz Laurent? To niesprawiedliwe, żeby ktoś tak młody niósł na swoich barkach tak wielki ciężar. Mógłby go wziąć na siebie, mógłby przyjąć całą okalającą go czerń, gdyby tylko mu zaufał, gdyby tylko chwycił dłoń, którą do niego wyciągał...
Ani jeden mięsień jego twarzy nie zadrżał, kiedy Prewett stwierdził, że pasuje do niego hipokryzja. Wpatrywał się w niego - równie uparcie milczący. Dopiero jego kolejne słowa sprawiły, że Perseus odwrócił wzrok zmieszany. Laurent zdawał się czytać z niego jak z otwartej księgi.
— Bo nie zasługuję — odpowiedział, mrużąc oczy — Nie masz pojęcia... Ty nawet sobie nie zdajesz sprawy z tego, co zrobiłem. Ludzie jak ja nie mogą być szcześliwi.
A może wiedział, jakiś obmierzłości dopuścił się Perseus i stąd jego rosnący dystans? Przypomniał sobie sędziowską togę, jaką zobaczył w ogniu podczas Lithy i poczuł, jak oblewa go zimny pot. Chciał coś powiedzieć, ale ogromna gula urosła w jego gardle, skutecznie mu to uniemożliwiając. Rozpiął więc dodatkowy guzik koszuli i podwinął jej rękawy tuż poniżej łokci.
— Dziękuję — uśmiechnął się słabo, choć na usta cisnęło mu się w bieli czuję się jak zdrajca. Biel była kolorem Laurenta. Należała do niego tak samo, jak do Perseusa czerń. Biały był śnieg na górskich szczytach, i morska piana, i obłoki, i anielskie skrzydła. Dla niego był popiół i smoła.
Nie mógł nie zauważyć grymasu, jaki prześlizgnął się przez twarz chłopaka, jednak nie skomentował tego w żaden sposób. Spojrzał tylko na niego z troską malującą się w jego oczach. Chciał chwycić jego dłoń, pogładzić ją i znaleźć jakieś słowa pocieszenia. Jednak zaledwie chwilę wcześniej obiecywał mu, że nie dotknie go nawet, jeśli taka jego wola.
— Och... Tak, tak, z ogromną przyjemnością — odpowiedział zaskoczony i jednocześnie wzruszony jego propozycją. Nigdy nie słyszał, jak Laurent śpiewa, jednak był już pewien, że to właśnie tego głosu mógłby słuchać po kres swych dni. Już sam sposób, w jaki mówił, był rozkoszą dla zmysłów, przynosił ukojenie dla zszarganych myśli — Po śniadaniu? — zaproponował, bo właśnie wtedy zjawiła się rudowłosa dziewczyna, pracująca w restauracji, z której dopiero wyszli. Zmarszczyła piegowaty nosek, widząc Perseusa i Laurenta, ale nie skomentowała tego w żaden sposób. Postawiła przed nimi papierowe torby z jedzeniem, z wdzięcznością przyjęła zapłatę okraszoną srogim napiwkiem (który bardziej niż z dobrej woli Blacka wynikał przede wszystkich z jego problemów z liczeniem w pamięci i przewalutowaniem galeonów na funty), po czym życzyła im smacznego i oddaliła się równie szybko, co się zjawiła.
— To croissainty — powiedział z francuskim akcentem, chyba trochę dla zaczepki, kiwając głową w stronę ciepłych toreb — Z kozim serem, szynką i warzywami. Mam nadzieję, że lubisz?
Sam nie zamierzał jeszcze jeść. Zdecydowanie bardziej zainteresowany był tym, co mówił Laurent oraz... całą jego osobą. W ciągu kilkudziesięciu sekund przez twarz Perseusa przebiegła masa emocji - od zdziwienia, przez zachwyt, zmartwienie i pobłażliwe, ale pozbawione wyższości i złośliwości rozbawienie.
— Wodosłyszenie — rzucił poważnie i pokiwał głową, jakby rzeczywiście istniał taki naukowy termin, ale zaraz potem jego usta wygięły się w uśmiechu. Mówiono o nim przecież, że miał osobliwe poczucie humoru. Zaraz znów chłodna powaga wygładziła jego rysy.
— Możemy zatem założyć, że z tym miejscem dzieje się coś dziwnego — oświadczył ostrożnie, obserwując reakcje swojego rozmówcy — Laurent... Nie masz może ochoty na małe amatorskie śledztwo w tej sprawie? Ze mną.


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (9091), Norvel Twonk (235), Perseus Black (7562)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa