Coś w nim drgnęło, gdy słuchał jej zawodzenia. Wydawała się w tej chwili tak bezradna, jakby naprawdę był jej ostatnią szansę na szczęśliwe życie. To było oddanie graniczące z całkowitą desperacją. I nie wiedział, czy powinien się cieszyć, czy uronić łzę nad tym, jak skończyła jedna z największych celebrytek świata czarodziejów. Z jednej strony ten układ potwierdzał, że rzeczywiście Ruda dalej była ''jego'', ale z drugiej autentycznie jej współczuł i miał ochotę uronić łzę nad jej losem. Kiedy to się zaczęło?
W jakim momencie swego krótkiego życia zaburzyła swoją wewnętrzną równowagę do tego stopnia, że tak bardzo zaczęła potrzebować innych ludzi do przetrwania i była gotowa zrobić wszystko, byle tylko usłyszeć jedno dobre słowo? Czy upadku Wood należało szukać w najwyższym punkcie jej kariery w quidditchu, a może tuż po tym, jak z niej zrezygnowała na poczet pracy dla Brygady Uderzeniowej, kiedy to jakoby zderzyła się z rzeczywistością i poszła do ''normalnej'' pracy? Czy wtedy coś w niej pękło?
— Widzisz? Jednak da się załatwić wszystko łatwo i przyjemnie — Podniósł palcem jej podbródek i uważnie przyjrzał się jej twarzy. — Dalej możemy mieć to, czego tylko sobie zamarzymy. Tak długo, jak będziesz mnie słuchać. Rozumiemy się?
Zaskoczyło go to, że rzuciła się na niego, aby zaraz spleść ręce na jego karku. Dostał gęsiej skórki i spochmurniał nieco, jakby niezadowolony z tego, że to ponownie ona wykonała pierwszy krok, zamiast pozwolić mu prowadzić.