• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[23.06.1972] The Lady is a Tramp

[23.06.1972] The Lady is a Tramp
Pan i Władca Prewettolandu
los chce ze mną grać w pokera
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Elegancki, dumny, nienaganny. Wysoki (ok. 184 cm wzrostu), warzący ok. 85 kg. Dobrze zbudowany, co z reguły ukrywa pod markowymi ubraniami. Nie nosi niczego, co nie pochodziłoby od projektanta. Twarz ma zwykle bez wyrazu, chyba że w jego otoczeniu jest bliska rodzina - wtedy pogodny, dowcipny. Z resztą wedle uznania. Ocieka charyzmą na poziomie półboga. Pies na baby. I nie tylko. Włosy siwe, długie, w artystycznym nieładzie. Broda pedantycznie przycięta.

Edward Prewett
#11
22.10.2023, 14:49  ✶  
Niestety, nie byłem w stanie ukryć zaskoczenia, że Elaine nie potrafiła czytać ani pisać. Nie spodziewałbym się, że na terenie Anglii mogą mieszkać osoby, które nie potrafiły tak prozaicznej czynności, a jednak... Tak szczerze powiedziawszy, to ja teraz kompletnie inaczej spojrzałem na tę Elaine, bo ewidentnie w swojej przeszłości musiała naprawdę wiele przeżyć, że jej rodzice...? czy też bliscy z cyrku?... Nie byłem pewien, kto mógł za to odpowiadać, ale Elaine zakładałem, że nie zaznała złego w swoim życiu, a mogło być kompletnie inaczej. Tak na dobrą sprawę, nie miałem pojęcia o jej przyszłości, wypytując właściwie jedynie o teraźniejszość.
Ale nie zamierzałem być facetem kompletnie zaskoczonym tą sytuacją i, być może, pozostawić ją w jakimś uczuciu może bycia gorszą... Albo co. Uśmiechnąłem się pod nosem, bo ma myśl była całkiem zabawna i właściwie opiewała o niezły żart, ale ja tak zamierzałem robić całkiem na poważnie.
- Dobrze, że wspominasz, moja droga. W takim przypadku będę odpisywał ci również rysunkami... Ale ostrzegam, że malarz ze mnie żaden! - odparłem, znajdując świetnie rozwiązanie z tej sytuacji, a też nawet z ciekawością zastanawiałem się, jakby to wyglądało w praktyce. Niezwykle komicznie. Ciekaw byłem, czy byliśmy się w stanie tak dogadać. Ale jedno już było postanowione, że wysłanie mi obrazka miało oznaczać spotkanie... Obym o tym nie zapomniał. Nie chciałem zranić uczuć dziewczęcia.
- A ta uczennica... Wedle plotek została zamordowana przez jednego z uczniów, dziedzica Slytherina... Ale to już głębsza historia, do której należy wiedzieć o początku Szkoły Magii i Czarodziejstwa. Nie wiem, nie jestem pewny, czy cię zanudzać takimi tematami. Ogólnie na temat pełnej historii tej szkoły wydano kilka tomów książek... Więc to temat rzeka - przyznałem, postanawiając umoczyć ponownie wargi w lemoniadzie i, cóż, niestety będąc skazanym na jej dopicie. Koniec. Skończyło się. Odstawiłem grzecznie szklankę na stolik i westchnąłem lekko.
- Nie wiem, czy pytałem... Masz dziś czasu czy raczej ten czas masz ograniczony? - dopytałem, wskazując na właściwie wszystko. Zapewne miała obowiązki z cyrku. Być może z nich ją wyrywałem.
Kobieta Guma
I won't go down you're blushing bride
Under the water I'll be sharpening my knife
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka widzisz ogrom rudych i niesfornych włosów. Potem dostrzegasz, że dziewczyna ma jasną, bladą cerę i niebieskie oczy. Jest dosyć niska (154 cm) i to pomaga jej w wykonywaniu większości zadań związanych z jej elastycznością. Na co dzień ubiera się w zwiewne, lekkie i dziewczęce sukienki, a podczas występów ubiera obcisły kostium, w którym łatwiej jej pracować.

The Little Fox
#12
05.11.2023, 16:47  ✶  

Na jej twarzy pojawił się jeszcze większy uśmiech, gdy mężczyzna powiedział, że będzie wysyłał jej rysunki. Było to dla niej miłe, bo nie musiała przychodzić z każdym listem do Alexa, aby jej wszystko czytał, a potem jeszcze pisał odpowiedź. Sama też nie była wspaniałą malarka, ale narysować jakieś drobne rzeczy, które w głowie innej osoby mogły ułożyć się w słowa była w stanie jeszcze zrobić. Chętnie by się powymieniała takimi rysunkami z Edwardem. Widok tego eleganckiego mężczyzny rysującego na liście jakieś kwiatki był dla niej zabawny, więc cicho zachichotała.

– Byłoby super, bo musiałabym z listami iść do Alexa, a to nie jest zbyt fajne, bo wtedy wie wszystko, a czasami chcę mieć swoje rzeczy dla siebie – wzruszyła ramieniem i potarła nos, bo ją zaswędział. Spojrzała przed siebie. To nie tak, że nie ufała Alexowi, ale nie chciała mu zawracać głupotami głowy. Miał cały cyrk na swoich barkach, więc po co ma jeszcze zajmować się jej własną głupotą i brakiem edukacji?

– Słyszałam już o założycielach szkoły. Slytherin to ten co nie lubi takich rodzin z jakiej ja pochodzę, nie? – zapytała z ciekawością i nieukrywanym smutkiem. Nie umiała zrozumieć, dlaczego na świecie było aż tyle zła i podłości, aby móc oceniać ludzi po ich rodzaju krwi. Jak oni sprawdzali, kto miał czystą, a kto brudną? – Biedna dziewczyna, pewnie czuje się teraz samotna, że nie może wrócić do swojej rodziny, co?

– Oh! Mam dużo czasu dzisiaj. Możemy się gdzieś przejść lub zrobić cokolwiek na co masz ochotę. Nie mam żadnych planów, więc mogę być dzisiaj cała twoja – uśmiechnęła się do niego. – Chcesz jeszcze lemoniady? – zapytała widząc, że skończył pić.

Pan i Władca Prewettolandu
los chce ze mną grać w pokera
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Elegancki, dumny, nienaganny. Wysoki (ok. 184 cm wzrostu), warzący ok. 85 kg. Dobrze zbudowany, co z reguły ukrywa pod markowymi ubraniami. Nie nosi niczego, co nie pochodziłoby od projektanta. Twarz ma zwykle bez wyrazu, chyba że w jego otoczeniu jest bliska rodzina - wtedy pogodny, dowcipny. Z resztą wedle uznania. Ocieka charyzmą na poziomie półboga. Pies na baby. I nie tylko. Włosy siwe, długie, w artystycznym nieładzie. Broda pedantycznie przycięta.

Edward Prewett
#13
10.11.2023, 21:19  ✶  
Takie drobne uczucie zazdrości pojawiło się we mnie, kiedy usłyszałem o jakimś Alexie, ale równie dobrze mogłem się tego spodziewać. To był cyrk, cyrk był jej rodziną, a wśród niej były zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Plus, że dziewczę nie chciało ze wszystkim biegać do tego Alexa. Zdecydowanie lepiej by jak najmniej osób wiedziało, że się przyjaźnię z Elaine, szczególnie jeśli ten Alex to jakiś osiłek był albo psychopata z całą szafą noży mniej i bardziej ostrych.
- Ten Alex to twój kolega z cyrku...? - podpytałem tak niewinnie, z ciekawością. Warto było wiedzieć, kto to ten Alex. Tak zachowawczo. Na przyszłość. Nie będę przecież do wszystkiego wysyłał ludzi, by mi prześwietlali każdą oddychającą jednostkę w pobliżu Elaine, szczególnie że sam mogłem to zrobić. Elaine bywała nad wyraz otwarta. Wątpiłem by trzymała jakieś rzeczy dla siebie, a tu patrzcie... Drobne sekrety dla siebie. Cóż, nie zamierzałem jej o nie wypytywać, bo to już jakże prywatna sprawa była.
- Tak, Salazar Slytherin był tym założycielem szkoły, który słynął z wyróżniania osób o czystej krwi. Wręcz dążył do tego by w szkole uczyły się jedynie dzieci z tych wyróżnionych, nieskażonych rodzin... Również jestem z takiej rodziny, ale moja rodzina nie ma fioła na punkcie unicestwiania reszty świata - stwierdziłem, nawet nieco się przy tym uśmiechając. Sam osobiście uważałem to za stratę czasu, bo samych mugoli było znacznie więcej od nas, a jeszcze czarodzieje półkrwi... Poza tym persony o szlachetnej krwi nie parałaby się pewnymi sprawami, więc każdy był tu potrzebny. I jeszcze ta strata czasu i energii, którą można było wykorzystać na inne sposoby. Hah. Nieprzemyślana sprawa.
- Ale każdy ma swojego bzika. Moim są konie, pegazy, aeotany, szczególnie abraksany. Widziałaś kiedyś abraksana? Macie jakiegoś w cyrku? - zapytałem Elaine z ciekawością już wręcz maniakalną, bo to serio był mój bzik. Dużo czasu spędzałem w swoim gabinecie oraz sypialni, ale ze spokojną głową za trzecie moje ulubione miejsce mogłem uznać stajnie. Stajnia za stajnią w moim drogim Keswick. - Przyleciałem tu na swoim abraksanie Radoslavie. Abraksany z naszej stajni potrafią mówić, komunikować się - dodałem jako ciekawostkę, bo nie każdy tak potrafił, hah.
Kobieta Guma
I won't go down you're blushing bride
Under the water I'll be sharpening my knife
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka widzisz ogrom rudych i niesfornych włosów. Potem dostrzegasz, że dziewczyna ma jasną, bladą cerę i niebieskie oczy. Jest dosyć niska (154 cm) i to pomaga jej w wykonywaniu większości zadań związanych z jej elastycznością. Na co dzień ubiera się w zwiewne, lekkie i dziewczęce sukienki, a podczas występów ubiera obcisły kostium, w którym łatwiej jej pracować.

The Little Fox
#14
11.11.2023, 21:32  ✶  

Nie sądziła, że ktoś mógłby być o nią zazdrosny i lepiej, żeby nie wiedziała, że coś takiego roiło się w głowie starszego Prewetta. Zazdrość w jej oczach bardzo ograniczała relacje międzyludzkie, bo wtedy zakazywało się wielu rzeczy, a Elaine lubiła sama o sobie decydować. Dlatego zawsze denerwowała się na Alexa, gdy próbował układać jej życie.

– Oh! Alex to mój starszy brat, to dzięki niemu mam tę rodzinę – uśmiechnęła się szeroko. Tak, to właśnie on ściągnął ją z ulicy tutaj, ale Elaine niewiele pamięta z tamtego okresu. Miała tylko cztery latka, więc całe wspomnienie wstąpienia do cyrku zamazało się jej z biegiem lat i nie była w stanie o tym wydarzeniu zbyt wiele powiedzieć.

– Ale mnie nie zaakceptowałbyś jako żonę dla twojego dziecka, prawda? – uśmiechnęła się zadziornie patrząc na niego z delikatnie zmrużonymi oczami. Uśmiechała się wręcz figlarnie, pogrywając sobie z całą ideą czystej krwi. W końcu jego rodzina nie miała fioła na punkcie unicestwienia mugolskich czarodziejów, ale nadal należał do tych, co szczycili się posiadaniem rodowodu bez skazy.

– Oh, widziałam. Ostatnio poznałam Laurenta... – zawiesiła głos i uświadomiła sobie teraz, że miał tak samo nazwisko jak jej rozmówca. – Oh! Ale jestem głupia! On ma twoje nazwisko. Może go znasz? Może to twoja rodzina? – zapytała, ale nie dała mu szansy na odpowiedź. – Byliśmy na pikniku i przyleciał na abraksanie. Cudowne są te konie – rozmarzyła się delikatnie wspominając zwierzę, na którym przyleciał.

Pan i Władca Prewettolandu
los chce ze mną grać w pokera
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Elegancki, dumny, nienaganny. Wysoki (ok. 184 cm wzrostu), warzący ok. 85 kg. Dobrze zbudowany, co z reguły ukrywa pod markowymi ubraniami. Nie nosi niczego, co nie pochodziłoby od projektanta. Twarz ma zwykle bez wyrazu, chyba że w jego otoczeniu jest bliska rodzina - wtedy pogodny, dowcipny. Z resztą wedle uznania. Ocieka charyzmą na poziomie półboga. Pies na baby. I nie tylko. Włosy siwe, długie, w artystycznym nieładzie. Broda pedantycznie przycięta.

Edward Prewett
#15
15.11.2023, 22:59  ✶  
Ulżyło mi, że ten Alex to tylko jej brat był. Ściągnął ją do cyrku, ale pozostawał bratem, rodziną, nikim więcej. To trochę tak, jakby pozbyć się konkurencji, aczkolwiek wciąż był zagrożeniem pod kątem wścibskości. Na szczęście, Elaine nie ze wszystkim chciała się z nim dzielić. I dobrze. Im mniej będzie wiedział, tym dla niego lepiej. Że tak określę, będzie bezpieczniejszy...
Uśmiechnąłem się delikatnie, nieco pobłażliwie, kiedy Elaine zadała dosyć trudne pytanie. Nie chciałem jej robić przykrości, ale też nie miałem co kłamać. Właściwie, musiałem przyznać, że zaskoczyła mnie z tym pytaniem, z tym zadziornym uśmiechem. Mała niewinna Elcia dorastała i robiła się z niej młoda kobieta z pełną świadomością zarówno swoich uroków osobistych, jak i prężnego umysłu.
- Nie ukrywam, że gdybyś miała zostać małżonką mojego syna, byłby dokładnie przestudiowany twój rodowód. Mniemam, że to nie byłoby proste z wiadomych powodów, ale tak, potwierdzam, że jeśli wśród twoich bliskich znalazłaby się chociaż jedna persona półkrwi bądź mugolskiej krwi, to byłabyś zdyskwalifikowana - odparłem zgodnie z prawdą. Mogło jej się to wydawać absurdalne, ale podobnie dla mnie czy mi podobnych osób życie w cyrku mogło się takim wydawać, a przecież ostatecznie to był dom Elaine, najbliższe jej sercu miejsce, gdzie czuła się zapewne bezpieczna i gdzie w każdej chwili mogła prosić o pomoc. Tak zachowywanie idei czystości krwi, pozwalało mi dbać o mój dom i moją rodzinę. Dzięki temu nie dość, że byliśmy bezpieczni przed tym nowym świrem Lordem Voldemortem, to na dodatek skrzętnie omijały nas skandale... Skandale zapewne też bawiłyby panienkę Bell, ale myślę, że to był temat na inne okazje, bo właśnie opowiadała mi ciekawą historię o zapoznaniu pewnego Laurenta.
Uśmiechnąłem się łobuzersko. Kto by pomyślał, że ten mój szczypior zawędrował nawet do cyrku.
- Tak, abraksany są niezwykle majestatycznymi i inteligentnymi stworzeniami... Ale ten Laurent, którego poznałaś. Jeśli faktycznie nazywał się Prewett, a musiał się tak nazywać, skoro przyleciał na abraksanie, to właściwie mój syn. Więcej Laurentów nie uświadczysz w mojej rodzinie, szczególnie takich lubujących pikniki - zaśmiałem się i zaskakująco stwierdziłem, że o Laurenta to ja akurat zazdrosny nie byłem. Ciekawe spostrzeżenie.
- Mam nadzieję, że przyjemnie spędziłaś czas w jego towarzystwie...? - zapytałem, spoglądając na nią z ciekawością. Ciekawe byłem jej reakcji. Ta mogła wiele powiedzieć o przebiegu ich spotkania. - Wiesz, w razie czego zawsze mogę złoić mu skórę - dodałem niewinnie, mrugając do niej okiem. O ile dane mi będzie z nim porozmawiać. Normalnie. Jak ojciec z synem. A nie tak... Że ech.
Kobieta Guma
I won't go down you're blushing bride
Under the water I'll be sharpening my knife
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka widzisz ogrom rudych i niesfornych włosów. Potem dostrzegasz, że dziewczyna ma jasną, bladą cerę i niebieskie oczy. Jest dosyć niska (154 cm) i to pomaga jej w wykonywaniu większości zadań związanych z jej elastycznością. Na co dzień ubiera się w zwiewne, lekkie i dziewczęce sukienki, a podczas występów ubiera obcisły kostium, w którym łatwiej jej pracować.

The Little Fox
#16
18.11.2023, 21:10  ✶  

Elaine rozumiała niektóre zagadnienia ludzi z zewnątrz. Wiedziała, że gonili za pojęciem dziwnej czystości, która w ostatecznym rozrachunku i tak znaczenia nie będzie miała. I tak umrą i staną się tylko nawozem dla gleby – tak samo umierają jak ci, co nie są uznawani za czystych, i tak znikną i każdy o nich zapomni niezależnie od tego jaki ich status był. Zapamiętywane są czyny, a nie metaliczna, czerwona krew w żyłach, która wygląda jak każda inna. Rozumiała to, ale nigdy nie będzie w stanie zaakceptować tej niesprawiedliwości, że jedni uważają się za lepszy od tych drugich, bo sensu w tym nie było. Obserwowała go uważnie, a oczach tliło się delikatne rozczarowanie, ale też zrozumienie dla jego małej głupotki i hipokryzji. Podniosła się z miejsca i skocznym krokiem stanęła przed nim. Oparła dłoń o chybotliwy stoliczek i spojrzała mu w oczy.

– Wiesz, że to jest hipo… hipokry…zja – ostatnie słowo powiedziała z niepewnością. Kiedyś je usłyszała od jednej ze sióstr i starała się je zapamiętać, bo idealnie opisywało ludzi spoza cyrku, a w tym również Edwarda. – Nie umiem zrozumieć dlaczego nie liczy się dla was miłość i szczęście, a takie dziwne i głupie gonienie za czymś, czego nie możesz nawet do końca udowodnić jest tak bardzo istotne. – odpowiedziała patrząc mu intensywnie w oczy jakby chciała odczytać z nich to, czego nie potrafiła zrozumieć. Dlaczego oni się tak bardzo upierali się przy tym, aby zachowywać tę czystość w życiu innych osób. Łatwo było to oszukać. Gdyby została adoptowana przez jakąś rodzinę o statusie czystej, gdyby została wdrożona w ich rodzinę tak, że nikt nawet nie wiedział, że była z ulicy to Edward nigdy nie udowodniłby jej statusu krwi. To było naprawdę głupie pojęcie.

Gdy wspomniał, że Laurent to jego syn odsunęła się od niego czując jak policzki delikatnie się jej zaróżowiły. Niesamowite jak ten świat był mały, od Laurenta jednak nie poczuła nigdy tego, aby jej status był gorszy, a Edward otwarcie jej powiedział, że nie nadawała się do dołączenia do jego rodziny. Nie, nie miała mu tego za złe, ale to było naprawdę fascynujące.

– Tak, było miło. Laurent to naprawdę miły chłopak. – odpowiedziała mu z uśmiechem. Polubiła jego syna, było jej zawsze przyjemnie w jego towarzystwie. Traktował ją tak szczególnie, że Elaine nie czuła się przy nim nawet skrępowana.

Pan i Władca Prewettolandu
los chce ze mną grać w pokera
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Elegancki, dumny, nienaganny. Wysoki (ok. 184 cm wzrostu), warzący ok. 85 kg. Dobrze zbudowany, co z reguły ukrywa pod markowymi ubraniami. Nie nosi niczego, co nie pochodziłoby od projektanta. Twarz ma zwykle bez wyrazu, chyba że w jego otoczeniu jest bliska rodzina - wtedy pogodny, dowcipny. Z resztą wedle uznania. Ocieka charyzmą na poziomie półboga. Pies na baby. I nie tylko. Włosy siwe, długie, w artystycznym nieładzie. Broda pedantycznie przycięta.

Edward Prewett
#17
03.12.2023, 22:11  ✶  
Bywałem typem hazardzisty, pokerzysty i niemałego bezbożnika, jeśli chodziło o relacje międzyludzkie. Czy to damsko-męskie, czy męsko-męskie. Nie robiło mi to różnicy, szczególnie jeśli chodziło o namiętne orgie, ale z kolei w kategoriach aktualnego ułożenia planet oraz naszego spotkania - mojego oraz Elaine - była ważniejsza kategoria tych relacji damsko-męskich.
W odpowiedzi na jej ruch, delikatne, niewinne może, choć trochę tak z pazurem, z lekką odwagą i butnością, pochylenie się w moim kierunku, nie pozostałem dłużny. Również oparłem się swoim łokciem obleczonym w elegancką, pierwszy raz w życiu założoną marynarkę, bo z reguły nie zakładałem dwukrotnie tego samego, bo to przecież byłoby poniżej mojej godności. Przysunąłem się jeszcze nawet bliżej, wysłuchując słów o swojej hipokryzji z niemałą rozkoszą w ustach. Elaine miała w sobie coś tak... niezwykle uroczego, co sprawiało, że nie byłem w stanie o niej zapomnieć. Dlatego została obiektem, jak to określałem, mojej fascynacji.
- Żadna hipokryzja, tylko prawa spisane lata temu przez jakiegoś durnia, ale obowiązują i działają, więc z nich korzystam. Nie uważasz, że to mądre, rozważne posunięcie? - zapytałem ją rzeczowo, skoro chciała grać taką mądrą i wykształconą dziewczynkę, kobietę właściwie, na domiar używającą bardzo trudnych słów. Nie umniejszałem jej z tym, że tej edukacji nie otrzymała, bo to nie jej wina, poza tym potrafiła się dostatecznie dobrze wysławiać. Nie stosowała rynsztokowych frazesów. A poza tym była przy tym słodka i urocza.
- Poza tym to nie jest tak, że idea czystości krwi odrzuca możliwość zakochania się, miłości i szczęścia, jak to określiłaś. Ja, lata temu w dalekie Turcji zakochałem się w pewnej kobiecie... ówcześnie młodej dziewczynie, dopiero wchodzącej w dorosłość. Na początku, cóż, przyjaźniliśmy się, ale zbliżyło nas do siebie uczucie bardzo, cóż, głębokie. Zdecydowanie wzajemny szacunek i chęć osiągnięcia rzeczy wielkich, ale to nieistotne. Kobieta, o której wspominam, została moją małżonką, więc miłość jest dozwolona - zauważyłem, pomijając te wszelkie pretensje moim teściów, ich właściwie niezadowolenie i swoją batalię o to by w końcu ją poślubić. Cóż, nasza wpadka była dosadnym argumentem, ale nie wydzielałem tego jako pierwszą kartę w przetargu. Swoją godność miałem, więc pozostawiłem na tę ostateczną ostateczność, tajną broń, którą niestety musiałem wytoczyć.
- Ale powiedz mi o tym Laurencie, bo miło to tak, jakby niedostatecznie odpowiednio, godnie... Mogę mu dać wskazówki, w jaki sposób powinien postępować z kobietami, jeśli cię zawiódł czy wydarzyło się coś podobnego - zasugerowałem, po czym uśmiechnąłem się nieznacznie, ale w tym uśmiechu była nutka smutku. Ale nie zamierzałem zasmucać dziewczęcia rodzinnymi konfliktami. - Moja droga, czy zasłużyłem na drugą porcję lemoniady? Jest wybitnie dobra - odparłem już zaraz, aby przypadkiem nie zapadła niezręczna cisza.
Kobieta Guma
I won't go down you're blushing bride
Under the water I'll be sharpening my knife
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka widzisz ogrom rudych i niesfornych włosów. Potem dostrzegasz, że dziewczyna ma jasną, bladą cerę i niebieskie oczy. Jest dosyć niska (154 cm) i to pomaga jej w wykonywaniu większości zadań związanych z jej elastycznością. Na co dzień ubiera się w zwiewne, lekkie i dziewczęce sukienki, a podczas występów ubiera obcisły kostium, w którym łatwiej jej pracować.

The Little Fox
#18
06.12.2023, 21:10  ✶  

Jego przysunięcie przyjęła z odwaga, nie cofnęła się nie spróbowała pokazać mu, że ją peszył, bo nie peszył. Elaine Bell, The Little Fox – nie wiedziała, co to wstyd. Dowodem na to były odważne kreacje, które często pokazywały jej ciało, skórę, jej uśmiechy i zalotne spojrzenia również były niestosownie odważne. Jeszcze nie została sparzona, jeszcze nikt jej nie zranił tak, aby nie ufała ludziom. Swoich rodziców nie pamiętała, jej edukacja ją nie obchodziła, bo miała w sobie na tyle dużo pewności siebie, aby wiedzieć, że była najlepsza. Edward miał słabości, a jedną z nich były właśnie kobiety takie jak ona, a także to, że nie chciał przyjąć do świadomości, że był tchórzem, bo to co robił było tchórzostwem.

– Nie – odpowiedziała prosto, krótko z uśmiechem szerokim na ustach. – Sam powiedziałeś, że zostały spisane przez durnia, więc jesteś durniem takim samym jak on jeśli z nich korzystasz – uśmiech miała zadziorny, pewny siebie, bo nie była osobą, która przyjmowała z łatwością zdanie innych. Musiał się naprawdę mocno postarać, aby przyznała mu rację. W tym momencie udowadniał, że stosuje się do zasad, które są durne, które nie mają pokrycia w rzeczywistości, a ją to naprawdę mocno radowało.

– Dobrze, ale nie dajesz dowolności w wyborach swoim dzieciom, tylko dajesz im jedną foremkę na ciasto i każesz z tego upiec sobie życie. Ja używam ogromnie dużo forem do ciast, babeczek, ciasteczek i mam w tym więcej radości niż używanie jednej, smutnej blachy, bo ktoś mi każe – przytoczyła porównanie, które jej bardziej pasowało, które bardziej rozumiała.

– Hej! – pogroziła mu palcem odsuwając się już od niego. – Spotkałam się z nim tylko parę razy, jest dobrym przyjacielem. Byliśmy na pikniku i nic mu nie doradzaj – zaśmiała się wytykając do niego język. Nie chciała, aby Edward psuł jej relację z Laurentem, a zwykle tak było, gdy rodzic pakował się w przyjaźnie swoich dzieci. Elaine dobrze dogadywała się z młodym Prewettem i nie chciała, aby ten coś w tym kierunku robił.

– Jak najbardziej. Chodź. Możesz wejść do środka, jest tam odrobinę chłodniej niż tutaj. Może zjesz coś? Mam jeszcze trochę kurczaka w piekarniku i ziemniaki oraz sernik na zimno – dodała jeszcze otwierając drzwi do swojego domu. Weszła do środka i przygotowała dla nich lemoniadę.

Pan i Władca Prewettolandu
los chce ze mną grać w pokera
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Elegancki, dumny, nienaganny. Wysoki (ok. 184 cm wzrostu), warzący ok. 85 kg. Dobrze zbudowany, co z reguły ukrywa pod markowymi ubraniami. Nie nosi niczego, co nie pochodziłoby od projektanta. Twarz ma zwykle bez wyrazu, chyba że w jego otoczeniu jest bliska rodzina - wtedy pogodny, dowcipny. Z resztą wedle uznania. Ocieka charyzmą na poziomie półboga. Pies na baby. I nie tylko. Włosy siwe, długie, w artystycznym nieładzie. Broda pedantycznie przycięta.

Edward Prewett
#19
11.12.2023, 22:37  ✶  
- Rozważ jeszcze swoje słowa, moja droga. Pragnę zauważyć, że wykorzystuję te prawa dla własnych korzyści, więc nie wiem, czy to z kolei można nazwać durnowatym - odparłem niezrażony. Wszystko zależało od punktu widzenia, a mój punkt widzenia, cóż, był najważniejszy w każdym rozrachunku. Jeśli Elaine zauważy tę drobną różnicę, o której jej wspominałem, to plus dla niej. Kto wie? Może i ona w przyszłości zacznie czerpać korzyści z czyjejś durnoty i wyniesie siebie ponad pracę w cyrku...? - Czy gdyby się okazało, że twoi rodzice byli czystej krwi i że na tej informacji mogłabyś osiągnąć więcej... Powiedzmy, w zależności od tego, o czym marzysz, więcej zarabiać, mieć władzę, więcej kolorowych sukienek czy wielką willę z delfinami w przeogromnej ogrodowej fontannie...? Wstaw tu cokolwiek, o czym tylko marzysz. Czy wtedy, moja droga, nie uważałabyś tego za całkiem w porządku...? Stosowanie się do zapisów, jak to rzekłem, durnia, aby osiągnąć swoje marzenia? - zapytałem ją, chcąc bardziej rozświetlić jej własne stanowisko. Jeśli nie złapie, nie szkodziło. Miałem do czynienia z osobami o różnym poziomie inteligencji, więc nie musiała wszystkiego rozumieć. Właściwie, im mniej pewne osoby w moim towarzystwie myślały, tym lepiej. Rzecz jasna, wszystko zależało od tego, kim była dana osoba, bo chociażby taki Winston czy Kevin, czy chociażby mój pierwszoplanowy skrzat Zgrzebek, to w każdej sekundzie musieli mieć kark i głowę na swoim miejscu.
- Idąc dalej tym porównaniem, wybrałem dla moich dzieci najbardziej odpowiednią formę, a co w niej upieką, to już ich sprawa - stwierdziłem, bo przecież można było upiec dużo różnych fajnych rzeczy w tej samej formie. Nie trzeba było ich kupować całe tuziny, bo ciasto bananowe zawsze będzie smakowało jak ciasto bananowe, niezależnie od tego, czy to będzie forma w kształcie koła czy prostokątu. Było mnóstwo osób czystokwtistych, młodych i ambitnych, zabijających się o fortunę Prewettów i moją protekcję, ale byli też inni. Nie zależało mi na tym by ktoś wchodził mi w tyłek, byleby prawom czarodziejskim stało się zadość.
Wstałem ze swojego miejsca. Skoro Elka dogadywała się z Lorkiem, to w porządku, ich sprawa. Nie zamierzałem im tu mieszać, w żaden sposób mącić. Byleby nie przyszedł mi pewnego razu i nie oświadczył, że chce poślubić jedną taką cyrkówkę. Uważałem, że nie byłby mi w stanie odstawić, upsik, takiego cyrku. Jednak nie był dzieciakiem, co to decyzje podejmował pochopnie. Bywał po prostu zagubiony wśród swoich emocji, a to wcale nie czyniło go złym czy gorszym. Cóż, temat do rozważań na inny raz, bo ruszyłem tuż za Elaine, tę skoczną i lekką dziewczynę.
- Niedawno jadłem posiłek... Ale chętnie skosztuję sernika, o ile sama go robiłaś - odparłem, nie chcąc jej robić przykrości z odmawianiem wszystkiego, poza tym byłem ciekaw. Nie wiem, czy smaków, czy tych jej foremek, w których wypiekała ciasto. Rozejrzałem się również po przyczepie, wozie, jak zwał, tak zwał, zauważając, że wewnątrz był jeszcze większy niż na zewnątrz. Cóż, mój zamek był na tyle ogromny na zewnątrz, że nie trzeba było manipulować jego rozmiarami w środku, choć... niekiedy chętnie bym go wewnątrz skurczył. Ale nikomu o tym nie mówiłem, bo nie chciałem uchodzić za skromnego. Zawsze z polotem, a jak!
- Sama tu mieszkasz czy masz współlokatorów? - zapytałem z ciekawością, przechodząc obok Elaine i zauważając radio. Wieki nie słuchałem radia, więc pokusiłem się o obejrzenie go i, cóż, udało mi się je uruchomić po drobnym zapoznaniu się z przyciskami. Od razu pomknęła z niego ku naszym uszom jakaś ciekawa, rytmiczna piosenka. - Często słuchasz muzyki? - zapytałem ją, biorąc od niej jedną szklankę lemoniady. Pozwoliłem sobie na odrobinę ochłody, skradnięciem jednego łyka. Podreptałem w miejscu w krótkich, początkujących wygibasach. Rzadko tańczyłem na trzeźwo, ale jakiś ruch się miało w tych swoich nieco podstarzałych kościach.
Kobieta Guma
I won't go down you're blushing bride
Under the water I'll be sharpening my knife
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka widzisz ogrom rudych i niesfornych włosów. Potem dostrzegasz, że dziewczyna ma jasną, bladą cerę i niebieskie oczy. Jest dosyć niska (154 cm) i to pomaga jej w wykonywaniu większości zadań związanych z jej elastycznością. Na co dzień ubiera się w zwiewne, lekkie i dziewczęce sukienki, a podczas występów ubiera obcisły kostium, w którym łatwiej jej pracować.

The Little Fox
#20
03.01.2024, 22:06  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.01.2024, 16:46 przez The Little Fox.)  

– Nie – znowu krótka, dosadna odpowiedź. Elaine stąpała twardo ze swoimi poglądami i zasady durniów nie miały racji bytu w jej życiu. – Jestem szczęśliwa z tym co mam. Nie potrzebuje zasad durniów, aby móc ułożyć swoje życie w taki sposób w jaki chcę. Mam swoją przyczepę, swoją rodzinę i nie potrzebuje statusu krwi, aby mieć wszystko co chcę. Kiedyś każdy z nas umrze, kiedyś każdy z nas straci te wille z delfinami i ogrody z sukienkami – pokręciła trochę jego słowa, ale to dla żartów, dla pokazania, że to nie ma znaczenia – Nie będą miały żadnego znaczenia. Jak umrzesz, wiesz, co będzie miało znaczenie, mój drogi? – zapytała – To co ci zostanie, relacje, przyjaźnie, rodzina, sława, którą za sobą zostawiłeś, a nie kolor twojej krwi – wbiła w niego swoje bystre oczy. Przed jej twarzą przeleciał żółty motylek – O, motylek. Jaki śliczny – podążyła za nim wzrokiem dając tym szansę Prewettowi na zmianę tematu, aby się jeszcze bardziej nie pogrążył w jej oczach.

Jego słowa o nadaniu formy zignorowała. Nie chciała o tym rozmawiać, bo dorośli ludzie byli tak durni i uparci, że czasami nie warto było z nimi rozmawiać. Gdy weszli do środka mógł dostrzec jej śliczną kuchnie, która miała w sobie urokliwy rozgardiasz. Patrzyło się na nią i widziało się po prostu Elaine Bell. Dalej była zasłonka, która skrywała za sobą część do spania i w samym rogu rura do tańczenia.

– Wszystko, co daję ludziom do jedzenia jest spod mojej kucharskiej, wspaniałej ręki – odparła jakże skromnie wyciągając serniczek w blaszce, która miała kształt serca. Odkroiła dwa kawałki, przełożyła na kolorowe, kwieciste talerzyki i przeniosła na okrągły stół pod oknem. Widząc jak podryguje zaśmiała się cicho i sama się poruszyła w rytm skocznej muzyki. Elaine zdecydowanie nie robiła tego nieśmiało i nie umiejętnie. Widać było, że wiedziała jak się tańczy i miała ogromne poczucie rytmu.

– Bardzo często. Uwielbiam muzykę, a zwłaszcza tańczyć – odpowiedziała i spojrzała na niego. Jej sukienka zafalowała od jej ruchów. Usiadła do stoliczka i wskazała mu miejsce niedaleko siebie, aby usiadł i skosztował jej wypieku.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Edward Prewett (5486), The Little Fox (3934)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa