• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
[05/06/1972] Port, Niemagiczny Londyn || Erik & Nora

[05/06/1972] Port, Niemagiczny Londyn || Erik & Nora
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#1
17.09.2023, 20:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.10.2024, 13:11 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Rozliczono - Nora Figg - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

—05/06/1972—
Port, Niemagiczny Londyn
Erik Longbottom & Nora Figg



Longbottomów na tle innych rodzin wyróżniało to, że nawet w najtrudniejszych chwilach potrafili znaleźć przysłowiowego promyki nadziei na lepsze jutro. Mieli to we krwi. Tak przynajmniej lubił myśleć Erik, chociaż Brenna ze swym czarnowidztwem zdawała się do bólu skupiona na tym, aby zaprzeczyć tej tezie. Pomimo wielkich chęci, nawet Erikowi ciężko było uwierzyć, że zaledwie miesiąc po wielkiej tragedii świata czarodziejów w formie katastrofy na Beltane, świat mógł tak po prostu ruszyć do przodu i... rozkwitnąć.

Wydawało się to być niemalże nie w porządku. Czyż świat nie powinien być szarobury, pogrążony w niekończących się opadach deszczu, co by uzmysłowić wszystkim, że dobre czasy już przeminęły i może być tylko gorzej? Cóż, przeznaczenie najwidoczniej miało inne plany, gdyż pobłogosławiło Anglię niemalże sielankową pogodą. Na niebie nie było widać ani jednej chmurki, a trawniki i parki kwitły w takim tempie, że trudno było uwierzyć, że nie dzieje się tak z interwencji czarodziejów z sąsiedztwa.

W sumie mógłby być gorszy na odebranie najnowszej „inwestycji”, pomyślał przelotem Erik. A nie był to najtańszy wydatek w jego życiu. Gdyby wprowadził w to wcześniej siostrę i kuzynki, to pewnie dostałby po głowie za to, że trwoni pieniądze w dobie kryzysu. Należało mu się chyba jednak coś od życia, czyż nie? Longbottom zszedł po schodach prowadzących do przystani, rozglądając się czujnie na prawo i lewo.

Przechadzało się tędy wprawdzie parę osób, w tym nawet kilka par z dziećmi, jednak nie było tu tłumów. A to było dosyć istotne. Bądź co bądź, Longbottom sam nie do końca wiedział, czego powinien się spodziewać. Chociaż zakupił jacht już dobre dwa miesiące temu, tak nie widział go jeszcze po renowacji. Jego wzrok zaczął błądzić po burtach zacumowanych w okolicy łódek, licząc, że natrafi na swoją Ersę.

— Może to nie ta przystań? — Zmarszczył brwi, powoli czując, że stres zaczął nad nim brać górę. Wyszarpał z kieszeni spodni zmięty list od mechanika, zerkając na nakreślony w wiadomości adres. To, że zrobiłoby mu się przykro na wieść, że został oszukany na tak wysoką sumę, byłoby ogromnym niedopowiedzeniem. Poruszyłby wszystkie możliwe departamenty, żeby odzyskać łódkę. Do diabła z kasą! Nastawił się na ten jacht i zasługiwał na to, żeby... — O! Już jesteś!

Odetchnął z ulgą, gdy jego spojrzenie padło na Norę Figg. No tak, przecież umówił się z nią w tym konkretnie miejscu. Wolał nie informować jeszcze rodziny o tym, że załatwił sobie prywatną łódź. Widział ją przed remontem i wyglądała... Niezbyt dobrze. Pordzewiała, elementy barierek odpadały, a w środku był istny bajzel, jakby ktoś się tam włamał, a potem pomieszkiwał przez dwa tygodnie.

— Wyglądasz dziś... Zjawiskowo? — Uśmiechnął się pod nosem, czując, jak przyjemne ciepło rozlewa się po jego ciele, im dłużej przygląda się blondynce. Pokręcił głową, odcinając się od tych myśli. — Jak tam moja ulubiona chrześnica? Korzysta z wakacji?

Sam prezentował się dzisiaj niewiele gorzej od panny Figg. Chcąc wykorzystać dobrą pogodę, zarzucił na siebie pastelowo-niebieską koszulę z szerokim kołnierzem i długimi rękawami, beżowe spodnie z rozszerzającymi się ku dołowi nogawkami i letnie buty. Chociaż nie miałby nic przeciwko temu, aby paradować o tej porze roku w służbowych ciuchach, tak przebywali w mugolskiej dzielnicy Londynu, Musiał się nieco powściągnąć.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#2
17.09.2023, 21:30  ✶  

Czas pędził jak szalony. Nie mogła uwierzyć, że ten miesiąc zleciał jej tak szybko. Nie miała nawet szansy jakoś specjalnie skupić się na przeżyciu i przetrawieniu tego, co wydarzyło się podczas Beltane. Musiała skupić się na pracy, na tworzeniu eliksirów dla Zakonu. Brakowało jej doby, jedynie przed snem znajdowała chwilę na to, aby myśleć o tym wszystkim, co miało miejsce. Śmierciożercy ich zaatakowali zupełnie ignorując to, że na sabacie byli również czystokrwiści czarodzieje, na których tak bardzo im zależało. Oznaczało to, że coś się zmieniło, dążyli do celu po trupach, nie zważając na nic. Miała wrażenie, że ludzie zrozumieli, że coś się zmieniło. Ona pogodziła się z tym, że nikt już nie jest bezpieczny, że przyszedł moment, w którym muszą patrzeć sobie przez ramię, aby nie stracić życia. Nie miała szansy odpowiednio przejść przez śmierć Salema, wydawało jej się, że za chwilę znowu pojawi się w cukierni z informacją o tym, na jaki świetny pomysł nie wpadł. Tyle, że Salema już nie było, zastąpiła go Lucy. Rodzice dosyć szybko uraczyli ją nowym członkiem rodziny. Kotka była przeurocza, aczkolwiek Norka nie wiedziała, czy to odpowiedni moment. Cukiernia, Zakon, Mabel, a teraz kocie dziecko na wychowaniu.

Pogoda była wspaniała. Ostatnio ich rozpieszczała. Słońce nie przestawało świecić, lato zbliżało się ogromnymi krokami, jakby natura zupełnie nie przejmowała się tym, co wydarzyło się miesiąc wcześniej. Na to nie mieli wpływu. Zrobiło się kolorowo, te barwy zachęcały do wyjścia i spędzenia trochę czasu na zewnątrz.

Nie miała pojęcia dlaczego Erik zaprosił ją do portu. Wiedziała, że lubi łódki, pokazywał jej nawet miniaturkę jednej, może właśnie dlatego? Ogromnie ucieszyła się z zaproszenia, bo ostatnio na samą myśl o przyjacielu robiło jej się cieplej na sercu. Miała wrażenie, że zupełnie przypadkiem łapie się na tym, że w różnych sytuacjach rozmyśla na jego temat. Nie, żeby wcześniej tego nie robiła, ale teraz zdarzało się to bardzo często. Ubrała się na tę okazję w rozkloszowaną, błękitną sukienkę w drobne motylki, wydawało się, że latają, gdy materiał się poruszał. Była oczywiście odpowiednio krótka, bo panna Figg nie miała wstydu - zbyt wiele, a tak naprawdę to uważała, że w takich krojach wygląda najlepiej. Do tego założyła gustowne sandałki na koturnie.

Zjawiła się w porcie punktualnie. Jak zawsze zresztą. Nora ceniła sobie tę cechę. Nie szukała go zbyt długo, nie ma się co oszukiwać, Erik ze swoim wzrostem nie niknął w tłumie, a tutaj wcale nie było zbyt wielu ludzi. - No jestem! - Posłała mu promienny uśmiech, po czym zbliżyła się do niego, aby uścisnąć go na powitanie. Naprawdę cieszyła się, że go widzi. Poczuła przyjemne mrówienie, które przechodziło jej ciało, kiedy był obok.

- Ty też Eriś, jak zawsze zresztą. Mężczyzna jak malowany. - Odparła mierząc go wzrokiem od stóp do głów. - Tak, Mabel korzysta z wakacji. Znowu podrzuciłam ją do mamy, mam dla niej ostatnio strasznie mało czasu. - W jej głosie mógł zauważyć poczucie winy. Trochę jej było żal córki, ale to był ten moment w jej życiu, że musiała korzystać z pomocy rodziców, bo rozkręcanie swojego własnego biznesu wcale nie było takie łatwe.

- Tak właściwie, to co my tutaj robimy? - Zastanawiała się nad tym od momentu, w którym napisał jej, gdzie chciałby się z nią spotkać.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#3
19.09.2023, 21:37  ✶  

Obowiązki pomagały. Bez względu, jakie by one nie były. Gdyby nie zawodowa rutyna, zapewne dużo ciężej by zniósł ostatni miesiąc. Tuż po Beltane sądził, że to okres oczekiwania na pogrzeb Derwina był najgorszy – każdy dzień zdawał się jedynie odwlekać nieuniknione. W końcu praktycznie na drugi dzień wiedzieli już, jaki los spotkał krewniaka. Potem od pogrzebu minął jeden dzień, dwa, a sytuacja wcale nie ulegała wielkiej poprawie. Wręcz przeciwnie. Może i determinacja w rodzinie wzrosła pod wpływem spotkania Zakonu Feniksa, jednak praktycznie każdego domownika można było przyłapać na tym, jak spogląda przygnębiony w okno lub przegląda serię rodzinnych fotografii, próbując dojść do porządku z tym, co się stało.

Erik miał to szczęście, że tuż po przekroczeniu progu Ministerstwa Magii po prostu nie mógł skupiać się tylko na sobie. Byli inni, którzy potrzebowali pomocy. Były sprawy, które należało dokończyć i takie, które trzeba było, jak najszybciej wdrożyć, co by nie zniknęły pośród trybików bezlitosnej maszyny biurokracji czarodziejów. Chociaż ten jeden raz wszechogarniający chaos instytucji rządowej zdawał się działać na jego korzyść. Nie sądził, że kiedykolwiek będzie mu dane coś podobnego stwierdzić.

— Odwalasz dobrą robotę. Z kawiarnią, to jest. I nie tylko. Idziesz do przodu, a to dobrze dla was obu. Jeszcze trochę i będziesz mogła poszerzyć ekipę. To powinno cię nieco odciążyć. — Wprawdzie nie równało się temu, że Nora będzie mogła spędzić kilka tygodni z dala od własnego biznesu, jednak powinna móc wyjść wcześniej, bez martwienia się o to, że lokal spłonie lub zapadnie się pod ziemię. — Poza tym, jest lato. Lepiej, żeby była na wsi, niż kisiła się na Pokątnej całe dnie.

Uśmiechnął się minimalnie. Cieszył się, że chrześnica była we względnie bezpiecznym miejscu i mogła cieszyć się towarzystwem krewnych, nie musząc przejmować się rozterkami dorosłych w stolicy.

— Zaraz w dzielnicy będzie niezły syf. Dzieciaki wrócą ze szkoły, Pokątną znowu zaleją rodzice — zawiesił głos, zerkając badawczo na blondynkę. — W sumie, co ja właściwie gadam. Dla twojego biznesu to nawet lepiej, prawda?

Zbaraniał, gdy spytała go, czemu właściwie ją tutaj zaprosił. Otworzył usta, jednak po chwili znowu je zamknął, nie wiedząc dokładnie co powiedzieć. Jego plan nieco się zmienił. Oryginalnie liczył, że do czasu przybycia blondynki znajdzie łódkę i ją z miejsca zaskoczy. Teraz jednak ten „ekscytujący” element kompletnie nie wypali.

— Potrzebuję opinii i rady. A ty się znasz na estetyce, jak mało kto. — Zapomnijmy na moment o tym, że tuż przed otwarciem klubokawiarni Longbottom insynuował coś zupełnie innego. — Poza tym... Będziesz pierwszym świadkiem mojej rozrzutności i lekkomyślności! — Wyrzucił sztywno dłonie w powietrze w geście przedramatyzowanej euforii. — Nawet Brenna jeszcze o niczym nie wie. Mamie też nic nie powiedziałem, zanim spytasz. — Zaczerwienił się, gdy zdał sobie sprawę, co właściwie powiedział. Eh, zdecydowanie powinien pomyśleć dwa razy, zanim zacznie mielić jęzorem. — Tylko ten... Musimy się trochę przejść. W tamtą stronę. — Wskazał drugi koniec przystani. — Przynajmniej mam nadzieję, że to tam.

Chrząknął znacząco i ruszył powolnym, acz stanowczym krokiem we wskazanym wcześniej kierunku. Jego wzrok błądził po kolejnych łódkach, aż w końcu zwrócił uwagę na jedną, która wydawała się nieco nowsza od reszty. I mniej pordzewiała, zwrócił uwagę w myślach, zatrzymując się przy niej. Przekrzywił głowę w bok. Kiedy ostatni raz widział łódkę, ledwo był w stanie dostrzec jej oryginalne kolory, bo praktycznie cała była pokryta brudem i rdzą. A teraz... Teraz wyglądała niemalże luksusowo. Jego „Ersa”!

Nie wyjaśniając niczego, Erik wziął rozpęd i wskoczył na jacht, cudem nie upadając na pokład. Odwrócił się ku Norze z uśmiechem i wyciągnął rękę w jej stronę.

— Zapraszam na pokład, panno Figg.


Odkryj wiadomość pozafabularną
Jacht "Ersa"
Ersa to luksusowa i przestronna jednostka, która zapewnia swoim pasażerom komfortowe i relaksujące doznania w ramach rekreacyjnych morskich wypadów. Ma elegancki i smukły kształt, z białym kadłubem i niebieskim pasem ciągnącym się wzdłuż dolnych partii lewej i prawej burty.

Jacht ma dwie kondygnacje z rozległym tarasem słonecznym na górze oraz przytulnymi, acz małymi kajutami na dolnym pokładzie. Chociaż na najlepsze warunki mieszkalne mogą tu liczyć maksymalnie dwie-trzy osoby, tak dzięki mini-kanapie i leżankom zlokalizowanym w środku i na zewnątrz, okręt jest w stanie tymczasowo zakwaterować większą ilość osób, ale przy dużo mniej komfortowych warunkach mieszkalnych.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#4
20.09.2023, 12:13  ✶  

Rzucenie się w wir codziennych zajęć pomagało. To był chyba najprostszy sposób, aby nie myśleć o tym, co się wydarzyło. Skupienie się na tym, co dzieje się tu i teraz. Praca była idealnym rozwiązaniem, skutecznie odciągała myśli od tej tragedii. Tylko, że nikt nie mógł pracować ciągle. Nadal przychodziły te chwile, kiedy pojawiały się przemyślenia. Czy to wszystko jest tego warte? Tylko jeśli nie oni, to kto? Wiedziała, że otacza się takimi osobami, które nie mogłyby przejść obojętnie wobec krzywdy innych i ona sama również była jedną z takich osób. Może było to ryzykowne, ale działali zgodnie ze swoim sumieniem, będą mogli spojrzeć w lustra, kiedy to się skończy, w przeciwieństwie, co do niektórych. Tych, którzy dbali tylko i wyłącznie o własny interes.

Nora w przeciwieństwie do Erika nie miała nad sobą nikogo. To ona sama wyznaczała sobie cele. Zależało jej na tym, aby cukiernia sprawnie prosperowała, poświęcała więc temu bardzo dużo czasu. Zabawiała klientów, wymyślała nowe receptury, wypiekała, wszystko robiła sama. Uważała, że nikt nie odnajdzie się w tym lepiej od niej. Był to też pewien sposób na ucieczkę, miała tyle obowiązków, że faktycznie brakowało jej czasu, aby podrapać się po dupie.

- Niby odciąży, ale mam wrażenie, że nie do końca. - Niby miała już Wendy, ale no właśnie, Wendy nie była Norą, nie przejmowała się wszystkim jak ona, często podchodziła dosyć lekkomyślnie do tego, co trzeba było zrobić. - Ta młoda, Wendy, która u mnie pracuje. Nie robi wszystkiego perfekcyjnie, boję się, że klienci zaczną zauważać różnicę. - Nora przyzwyczaiła ich do pewnych standardów, bardzo wysokich i martwiła się, jak zareagują, kiedy nie będą ciągle takie wysokie. Musiała bardziej przycisnąć Wendy, aby stosowała się do wytycznych, co nie było takie proste, bo Figg miała problem z tym, aby wzbudzać respekt.

- Niby tak, ale Brenna ostatnio straszyła mnie, że w Dolinie nie jest bezpiecznie, nie wybaczyłabym sobie, gdyby Mabel coś się stało. - Może powinna ją faktycznie zamknąć w pokoju na zapleczu cukierni? Szkoda jej jednak było dzieciaka, wolała, aby spędzała lato w towarzystwie jej matki, tyle, że no właśnie, a co jeśli te dziwne stwory, o których mówiła Longbottom pojawią się niedaleko domu Abbottów? Tak źle i tak niedobrze.

Miała świadomość, że zbliżający się czas będzie dla niej bardzo pracowity. Jakby dotychczas nie był... Wakacje sprowadzały do Londynu dzieciaki ze szkół. Na pewno wielu z nich trafi do klubokawiarni. Niby ją to cieszyło, ale też trochę przerażało. Wolała nie myśleć, jak sobie z tym wszystkim poradzi. Powinna powiększyć grono swoich pracowników - zdecydowanie. - Niby lepiej, ale i tak nie narzekam, boję się, że sobie nie poradzimy z takimi tłumami. - Nie miała problemu z tym, aby podzielić się z Erikiem swoimi obawami.

Figg dostrzegła zdziwienie przyjaciela, kiedy zadała mu to istotne pytanie. Wpatrywała się w niego dłuższą chwilę, czekając na odpowiedź. Zupełnie nie spodziewała się, że wybije go nim z rytmu. - Ja się znam na estetyce jak mało kto? - Przeszywała go wzrokiem, bo nie do końca by się to zgadzało z tym, co mówił podczas ich ostatniej kłótni, o której oczywiście nie zapomniała. Wtedy miał inne zdanie na ten temat. No, ale niech mu będzie, to by znaczyło, że dotarło do niego co nieco, czyż nie?

- Mów dalej, rozrzutność i lekkomyślność zupełnie do ciebie nie pasują, czy może dopiero objawiły się cechy prawdziwego, męskiego dziedzica pradawnego rodu czarodziejów? - Longbottom odbiegał od tych czarodziejów, których rodziny znajdowały się w skorowidzu. Nigdy nie wydawał jej się być rozrzutny, wręcz przeciwnie. Figg uważała, że był aż zanadto skromny jak na swój status społeczny. Oczywiście poza tym, że wydawał majątek na Mabel, co nie umknęło jej oczywiście.

- Jestem pierwsza?? - Krzyknęła z entuzjazmem. Cieszyło ją, że Erik wybrał właśnie ją, aby pochwalić się swoim nowym pomysłem. Nie wiedziała, czy to dobrze o niej świadczyło, może potrzebował, aby na pierwszy ogień poszedł ktoś, kto nie będzie go oceniał. Figg raczej reagowała z entuzjazmem na wszystkie jego pomysły w przeciwieństwie do matki, czy Brenny.

- To chodźmy, szkoda czasu! - Dreptała całkiem szybko na tych swoich krótkich nóżkach, bo nie mogła się doczekać, aż Erik jej pokaże, o co chodziło. Trochę się domyślała, przecież wspominał jej o tym, że chce kupić łódkę, nie sądziła jednak, że to zrobi.

Wtedy dotarli do jakiejś łódki, Erik wskoczył na nią jak dzik w maliny. Nora stała oniemiała i na niego patrzyła. Co tu się właściwie działo? Nie czekała długo, juz po chwili przyjaciel wyciągnął rękę w jej stronę, oczywiście, że skorzystała z pomocy. Gdyby nie to, to pewnie potknęłaby się o własne stopy i wylądowała w wodzie. - Pięknie tutaj! - Powiedziała, kiedy znalazła się na pokładzie. - Płyniemy na wycieczkę, wypożyczyłeś ten stateczek? - Nie sądziła, że go kupił.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#5
22.09.2023, 20:34  ✶  

Gdyby Erik sam miał zorganizować sobie pracę, zapewne przyszłoby mu to ze sporym trudem. Nie był zły w organizacji, ale przez te kilka lat zdołał przywyknąć do tego, że robota sama do niego przychodziła. On dostawał tylko listę obowiązków lub bardzo konkretny komunikat co należało zrobić, a wtedy należało tylko wdrożyć nowe polecenia w życie. W okresie „po-Beltane” było to o tyle fortunne, że pozwalało praktycznie wyłączyć myślenie i skupić się na tym, aby po prostu dotrwać do końca zmiany.

— A miałaś do tej pory jakieś skargi na nią? Nawet jeśli popełnia błędy, to może nadrobi dobrą obsługą. — Klubokawiarnia była dla Nory, jak drugie dziecko, jednak niemożliwe było wygranie za każdym razem tych samych idealnych nut podczas każdego otwarcia. Zawsze będą jakieś odstępstwa od normy. — Wstęp do Kniei tylko pod opieką pracowników Ministerstwa — potwierdził doniesienia siostry. — Poza tym, mieszkańcy są wyczuleni. Twoi rodzice pewnie też. Będzie w porządku.

Pokiwał głową. W Ministerstwie okres zwiększonej „produktywności” przypadał na jesień, więc mieli do tego jeszcze kawałek. A wtedy znowu obudzą się urzędnicy odpowiedzialni za rubryki, tabelki, normy i innego tego typu szczególiki. Na samą myśl, miał ochotę wziąć urlop wypoczynkowy.

— Możliwe, że to drugie. Albo to kryzys. W październiku stuknie mi trzydziestka. — Spojrzał na Norę z powagą. — Tylko nikomu nie mów. Może jeszcze zdołam wszystkim wmówić, że tak naprawdę jestem bratem bliźniakiem Brenny. Chyba że widać mi już zmarszczki lub, Merlinie broń, siwiznę.

Dotknął swojego czoła i chwycił kosmyk włosów, jakby po samym dotyku mógł ocenić, czy te przybrały srebrzysty odcień. Na jej okrzyk radości, ponownie pokiwał głową. Oczywiście, że ją. Kogo innego miałby wybrać?

— Trochę to zajęło, żeby doprowadzić ją do tego stanu. — Zaparł się o barierki zabezpieczające pokład, gdy już oboje byli na statku. — Na początku myślałem, że nie warto, ale potem dostałem kontakt do kilku mechaników. Chyba dokonali małego cudu.

Uśmiechnął się z zadowoleniem. Przez chwilę pomyślał, że w sumie wypadało, aby pewnych napraw dokonał samodzielnie. Lub w asyście kogoś obytego z tego typu wynalazkami. Szybko jednak uświadomił sobie, że mijałoby się to z celem. Ostatnie miesiące to był istny szał i nie z rodzaju tych, które wspomina się z łezką w oku. Nie, żeby ostatni kwartał był ubogi w pozytywne wydarzenia, jednak... Te smutne w ogólnym rozrachunku zdawały się wygrywać, pomimo tego, że robili, co mogli, aby ich uniknąć.

— Płyniemy. Nie jakoś daleko, ale wystarczająco, aby ją wypróbować — zapowiedział, ciesząc się na samą myśl, że oddalą się od miasta, chociaż na kilka kilometrów. Zdecydowanie lepiej czuł się w otoczeniu wody niż górskich szlaków. Miał wrażenie, że im wyżej się znajdował, tym bardziej nerwowy był, co przekładało się na pogorszenie nastroju i humorki. Nad wodą było zupełnie inaczej. — Yyy... Wypożyczyć? — Zamrugał parę razy, przekrzywiając głowę w bok. — Nie, nie... Kupiłem. I wyremontowałem. Tego samego dnia, kiedy oblewaliśmy twoje wolne w pracy. Mobilne centrum dowodzenia? Tak to chyba nazwałem, kiedy piliśmy w tym barze. — Oblał się lekkim rumieńcem. — Uznałem, że jest to coś, czego potrzebuję. W tym momencie życia. Albo tak ogólnie. Jako człowiek. Facet w kwiecie wieku.

Podrapał się po karku i wspiął się do steru, co by wyprowadzić statek z przystani. Okręt na szczęście był wyposażony w coś na kształt autopilota,. Niestety Erik nie miał bladego pojęcia, jak miałoby to działać, a po poprzednim właścicielu została dosyć obszerna instrukcja, której nawet po kilkukrotnej lekturze nie zdołał w pełni zrozumieć. Prawdę powiedziawszy, nawet Longbottom nie znał w pełni możliwości Ersy. Kto wie, może z czasem odkryje zupełnie nowe funkcje, które okażą się nie lada zaletą w ramach dalszych podróży?

— Wiem, jak to wygląda. Ale mogło być gorzej, prawda? Mogłem zostać upierdliwym landlordem, a tak mam łódź. Którą można wykorzystać na różne sposoby. Rekreacyjne, zawodowe i związane z naszymi hmm przyjaciółmi o podobnych poglądach? — Uniósł brwi, licząc, że w ten sposób usprawiedliwi swoje wielkie zakupy. Ewidentnie potrzebował afirmacji ze strony Nory, co by nie mieć wyrzutów sumienia. — Poza tym, dla samego t e g o widoku warto. Tak myślę.

Wskazał przed siebie. Nie mknęli wprawdzie po Tamizie, jakby brali udział wyścigu, ale poruszali się w na tyle szybkim tempie, że dawało to uczucie wolności. Być może nawet nieco zbliżone do tego, jakie dało się osiągnąć, mknąc na miotle. Nawet Erik musiał jednak stwierdzić, że podróż statkiem była wygodniejsza, niż na zaczarowanym kijku. Nawet jeśli do większości modeli dodawano obecnie zaczarowaną, niewidzialną poduszkę.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#6
25.09.2023, 14:13  ✶  

Norka przez lata doszła do wprawy. Potrafiła sobie zorganizować każdą minutę w ciągu dnia, tak, żeby była jak najbardziej produktywna. Miała dużo na głowie i każda, nawet krótka chwila była dla niej ważna. Musiała jakoś pogodzić wszystkie obowiązki, które na siebie wzięła. Nie było to lekkie, jednak z czasem wypracowała swoje metody. Może i przez to spała coraz mniej, jednak była w stanie zadowolić wszystkich wokół. To było bardzo istotne. Przynajmniej dla panny Figg. Schudła przez to jeszcze bardziej, jedynie pucułowate policzki jej pozostały. Tych nigdy nie była w stanie się pozbyć.

- Niby nie miała, ale wiesz jak jest. Widziałam, że nie jest specjalnie dokładna. Podrywa połowę klientów, zamiast zająć się parzeniem kawy. - Zdawała sobie sprawę, że kawiarnia była całkiem niezłym miejscem na szukanie bogatego męża, ale w czasie pracy Wendy powinna się skupić na czym innym.

- Ciekawe, kiedy to się skończy. - Odparła jeszcze. Była mocno przerażona tym, jak zrobiło się niebezpiecznie w miejscu, w którym spędziła praktycznie całe dzieciństwo. To tam czuła się najbardziej bezpiecznie, a teraz, teraz czaiły się tam potwory.

- To już? - Dla niej Erik nadal był tym młodzieńcem, którego poznała bardzo dawno temu. Przeżyli razem sporo, zawsze mogli na siebie liczyć, a teraz on dobijał trzydziestki. Jak ten czas szybko płynął. Zresztą Mabel skończyła już osiem lat, a wydawało jej się, że urodziła się ledwie kilka miesięcy temu. - Żadnej siwizny i zmarszczek nie dostrzegam, wyglądasz kwitnąco mój drogi. Nie przejmuj się, to tylko liczba, na którą nikt nie zwraca uwagi. - Będzie musiała zastanowić się nad jakimś prezentem, w końcu trzydziestka to poważny moment w życiu. Longbottom był świetny w podarunki, musiała mu dorównać i zorganizować coś ciekawego. Na szczęście do października mieli jeszcze sporo czasu.

- Wygląda przepięknie. Widać, że się postarałeś. - Zaczęło do niej docierać to, że ta łódka nie była wynajęta, przecież gdyby była, to nie przejmowałby się jej renowacją. Chwilę to potrwało zanim dotarło do niej, że faktycznie musiał sobie ją kupić na własność. On to potrafił siebie uszczęśliwić. Widziała, że patrzy na ten stateczek z ogromną czułością. Cieszyło ją, że znalazł sobie jakieś zajęcie i trochę radości po tym wszystkim, co aktualnie działo się w czarodziejskim świecie.

Kiedy ruszyli w rejs przyjemny wiatr zaczął muskać twarz Nory. Na chwilę przestała myśleć o tym całym źle, które ostatnio im towarzyszyło. Jakby wyrwali się z tej okropnej rzeczywistości. Coraz bardziej rozumiała dlaczego Erik sprawił sobie taki prezent. - Mam nadzieję, że masz doświadczenie w prowadzeniu takich pojazdów. - Wolałaby się nie utopić przypadkiem, dlatego zapytała. Nie, żeby sądziła, że Erik chciałby ją zabić, ale jakoś tak wolała się upewnić.

- Jest piękna i idealnie do ciebie pasuje. - Nie uważała, że był to głupi pomysł. Każdy potrzebował mieć jakąś odskocznię. Cieszyła się, że to właśnie jej, jako pierwszej pokazał łódkę. Widać było, że nadal darzy ją ogromnym zaufaniem, a było to ważne dla panny Figg, traktowała go jako swoje oparcie w najgorszych, kryzysowych sytuacjach i dobrze było wiedzieć, że podchodzi do niej podobnie. Nic się nie zmieniło przez te lata. Ich przyjaźń kwitła.

- Uważam, że to wyśmienity pomysł. Naprawdę nie mogłeś sobie kupić niczego wspanialszego. Te widoki są niesamowite. Zresztą nie sądzę, że jakbyś został landlordem, to byłbyś upierdliwy. To do ciebie nie pasuje. - Mimo wszystko bardziej podobała się jej wizja Erika, jako kapitana tej łajby.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#7
27.09.2023, 20:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.09.2023, 20:43 przez Erik Longbottom.)  

— Może jest wielofunkcyjna? — spytał takim tonem, jakby w ogóle nie wziął pod uwagę, że Wendy kompletnie ignoruje swoje obowiązki na rzecz flirtowania z gośćmi. — Wiesz, tutaj niby rozmawia z facetami, ale jednocześnie przygotowuje zamówienia?

Oby jak najszybciej, odparł w myślach Longbottom. Jemu również niezbyt podobała się sytuacja w Dolinie. Jeszcze, gdyby chodziło tylko o potwory... W końcu jeszcze niedawno w te i we wte biegały całe mugolskie grupy turystyczne. Wzdrygnął się na samą myśl. Jakby nie wystarczało, że każdego dnia w pracy musiał się mierzyć z masą wyzwań, to nawet kiedy wracał już do domu, to za płotem czekały coraz to nowe niespodzianki.

— Naprawdę? — Zerknął na nią zaskoczony. — Przypomnę ci, to gdy Mabel pójdzie do Hogwartu, dobrze? — zapowiedział. — Kiedy na trzecim albo czwartym roku wróci na święta z chłopakiem z ostatniego rocznika albo, Merlinie broń, absolwentem. Wtedy ją uświadomię, że za młodu miałaś podejście „wiek to tylko liczba, na którą nikt nie zwraca uwagi”.

Chociaż wątpię, abym zdążył sobie to przypomnieć, nie mówiąc już o samym wykrztuszeniu tych kilku fraz, pomyślał przelotnie. Gdyby chrześnica faktycznie zdecydowała się na taki ruch, to byłaby na pewno bardzo głośna i długa noc. I w pewną bardzo gorącą dyskusję zaangażowałaby się bardzo duża ilość ludzi. Erik pokręcił głową.

— Ale miejmy nadzieję, że znajdzie sobie przykładnego gryfona w swoim wieku. Ewentualnie puchona — zastrzegł. Ze Ślizgonami były same problemy i trzeba było umieć ich sobie wychować. I zmienić światopogląd na bardziej progresywny. — Ojej, a co będzie, jak trafi na kogoś z wymiany międzynarodowej? — Wciągnął głośno powietrze do płuc. — Kto wie, jaką mają podstawę programową za granica?

Erik odgarnął niesforny kosmyk włosów na bok.

— Pracuję w Ministerstwie Magii, Noro. Prowadzę skomplikowane śledztwa i walczę z niebezpiecznymi ludźmi. Umiem wypełnić raport i postarać się o dofinansowania z Departamentu Skarbu — zaczął wyliczać Erik, zamiast z miejsca rozwiać wątpliwości przyjaciółki. — W porównaniu z tym wszystkim kierowanie łódką nie może być wyjątkowo trudne. — Jakby dla podkreślenia znaczenia swoich słów, przechylił lekko ster, przez co łódź skręciła nieco na prawo. —Nie zalewa nas, kadłub jest cały, nie zderzyliśmy się z żadnym mugolskim okrętem... Nawet żaden tryton z Tamizy nie wskoczył nam przed dziób. — Uśmiechnął się do swojej towarzyszki. — Obiecuję, że dostarczę cię z powrotem na brzeg. W jednym kawałku.

Odetchnął z ulgą. Pochwały Nory zdecydowanie wpływały pozytywnie na jego nastrój. Chociaż przez chwilę nie musiał się zastanawiać nad tym, czy podjął właściwą decyzję, a zamiast tego po prostu cieszył się z tego, że dzięki swoim decyzjom mógł spędzić miło czas. Bądź co bądź, gdyby nie ten zakup, to teraz pewnie spędzaliby popołudnie w parku lub na Pokątnej. W końcu ostatnimi czasy nawet w Dolinie bywało nieco ekhm tłoczno.

— Fakt. Już i tak przyjmujemy pod swój dach, kogo popadnie. Gdyby wpadła mi w ręce jakaś kamienica, ryzyko oddania mieszkań za darmo potrzebującym byłoby bardzo realne — mruknął. Rodzina zapewne na początku nie miałaby nic przeciwko, może nawet pochwaliłaby go za to, że angażuje się społecznie. Za to inni? Elliott pewnie postukałby się w głowę, a Thomas dopytywał, czemu nie zrobili tam jakiegoś punktu przerzutowego lub magazynu. — Chociaż mógłbym kupić coś wspanialszego. — Zamyślił się na moment. — Na przykład te działki naprzeciwko rezydencji i wybudować drugą Warownię Longbottomów.

To by mogło nawet nieco skonfundować potencjalnych złodziei, pomyślał Erik, parskając cichym śmiechem. Oczami wyobraźni już dostrzegał bandę złodziejaszków, którzy drapią się po głowach, nie wiedząc, czemu na jednej ulicy stoją dwa identyczne domy, różniące się tylko i wyłącznie numerkiem przy płocie. Pokręcił głową rozbawiony. Łódź płynęła spokojnie przez Tamizę, jednak wraz z każdą mijająca minutą oddalali się od centrum, przebijając się ku obrzeżom stolicy.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#8
28.09.2023, 12:25  ✶  

Norka przewróciła oczami, kiedy usłyszała komentarz Erika. - I Ty Brutusie przeciwko mnie? - Nie takiej odpowiedzi się spodziewała, przecież powinien stanąć po jej stronie. Jak widać nie zawsze wszystko szło po jej myśli. Będzie musiała znaleźć jakieś rozwiązanie tego problemu, tylko poobserwuje Wendy nieco dłużej podczas pracy.

Zamilkła na chwilę. Wpatrywała się w Longbottoma bez słowa dłuższy moment. O czym on do niej właściwie mówił? Mabel, chłopcu, Hogwart? Dobre sobie. - Nie, nie, nie. Żadnych chłopców, dopóki nie skończy szkoły. Mam nadzieję, że pomożesz mi ich wszystkich od niej odpędzić. - Jej latorośl przecież powinna się zajmować w czasie szkoły, czymś zupełnie innym. Już ona o to zadba. Szczególnie, że sama nie była do końca zadowolona z tego, że jej życie ułożyło się własnie w ten sposób przez chwilowe zaćmienie umysłu spowodowane zakochaniem. Oby Mabel nie spotkało to samo. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby jej marzenia przepadły przez jakiegoś chłopaka. Zamierzała naprawdę tego pilnować. - Wiesz o co mi chodziło, no w tym momencie życia, w którym jesteśmy to tylko liczba, wcześniej nie do końca. - Próbowała się tłumaczyć, bo chyba Erik nie do końca rozumiał jej podejście. Nie, żeby nie przejmowała się tym, że przekroczy magiczną granicę, tyle, że dla niego oznaczało to najwyraźniej coś więcej niż dla Norki.

Ta rozmowa szła w zdecydowanie nieodpowiednią stronę. Figg pewnie dzisiaj nie zaśnie przez te sugestie przyjaciela. - Broń Merlinie, nie żebym miała coś do uczniów z wymiany, ale jeśli zechce wyjechać? Zostanę sama. - Tego lękała się najbardziej, że kiedyś nadejdzie moment, w którym zostanie zupełnie sama. Słowa Longbottoma spowodowały, że ten strach wydawał się być bardzo realny.

- Niby nie. Nie umniejszam twoim umiejętnościom mój drogi, ale wiesz, nie sądziłam, że wśród tylu talentów jest także ten od prowadzenia łódki. - Faktycznie wcale nie najgorzej mu to wychodziło, przynajmniej jak na razie. Jeszcze w nic nie stuknęli, więc nie było tak źle.

- Skoro obiecujesz, to wierzę na słowo. - Wiedziała, że przyjaciel zawsze dotrzymuje obietnic, więc musiał być pewien, że nic im się nie stanie.

Figg była odpowiednią osobą jeśli chodzi o takie sprawy. Nie krytykowała nigdy, reagowała z ogromnym entuzjazmem na wszelkie nowe pomysły swoich najbliższych. Nie gasiła ich zapału, wręcz przeciwnie, zawsze zapewniała, że podjęte decyzje mają sens. Zresztą taka łódka była naprawdę ciekawym pomysłem. Mogła okazać się przydatna w wielu dziedzinach życia. Erik będzie miał wreszcie swój własny kąt, bo w ich domu ostatnio mieszkało całe stado ludzi. Potrafiła zrozumieć dlaczego podjął taką, a nie inną decyzję.

- Ty w ogóle wiesz, kto tak faktycznie tam u Was mieszka? - Była ciekawa. Słyszała o Julku, o Dorze, ale kiedy u nich bywała spotykała też całą masę innych ludzi. Zastanawiała się kto faktycznie jest stałym mieszkańcem, a kto gościem. Zresztą samej Norze i Mabel zdarzało się zostać tam na noc. Powinni odhaczać co wieczór listę obecności, czy coś, żeby mieć pewność, że wszyscy są bezpieczni i w domu.

- Wszystko przed tobą Erik, przecież dopiero będziesz miał trzydzieści lat, może na czterdziestkę sobie wybudujesz warownię? Czy to za późno? - Próbowała sobie zwizualizować ten pomysł i szło jej to całkiem nieźle.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#9
01.10.2023, 16:35  ✶  

— Wiem. Po prostu cię prowokuję — przyznał z rozbrajającą szczerością, jednak po chwili uciekł spłoszonym spojrzeniem w bok. Nie chciał dodawać przyjaciółce zmartwień, a jedynie trochę się z nią poprzekomarzać. — Wybacz, nie o to mi chodziło.

Przygryzł dolną wargę. Chciał ją zapewnić, że nigdy nie będzie sama. W końcu o to też toczyła się gra w konflikcie, w jakim brali udział. Chociaż ich pierwszorzędnym celem było uniemożliwienie Czarnemu Panu dojście do władzy, tak mieli też inne priorytety: upewnić się, że ich bliscy dożyją lepszych, spokojniejszych czasów. Żeby nikt z nich nie musiał zostać sam na pobojowisku. Nawet jeśli niektórym Brenna czasem wyjątkowo się spieszyło do tego, aby wylądować po drugiej stronie.

— Ja bym cię na jej miejscu nie zostawił — odezwał się po chwili ciepłym głosem, patrząc prosto na Norę. — Poza tym, coś czuję, że w tym roku może ci dopisać szczęście, jeśli chodzi o twoje... hmm... życie uczuciowe. — Ostrożnie dobierał słowa, wiedząc, że stąpa po potencjalnie cienkim lodzie. — A fortunie w razie czego zawsze można pomóc...

Nabrał powietrza w usta, gdy usłyszał pytanie Nory. Wzniósł oczy ku niebu, starając się podliczyć, kto właściwie obecnie powinien mieszkać w posiadłości. W sumie, spoza rodziny, gościli przede wszystkim Crawleyów, Julesa-Charlesa i Thomasa. I raczej nie było co liczyć na to, że ktokolwiek będzie mógł się wynieść na swoje, nie narażając się przy tym na niebezpieczeństwo. Okropne czasy, pomyślał z niesmakiem Erik.

— Przez większość czasu...? — zawiesił głos, nieświadomie przekształcając stwierdzenie w pytanie. — Czasami niektórzy wyjeżdżają, potem wracają... Ciężko za wszystkimi nadążyć! Zwłaszcza teraz, gdy mamy jeszcze istny zwierzyniec w domu. Na początku roku mieliśmy tylko sowy, a teraz po posiadłości kręci się ile... Czwórka psów? — Policzył na palcach, mając nadzieję, że o żadnym nie zapomniał. — A, no i dzieciaki wracają na lato. W sensie Frank. I Alice Greengrass, a że jedno nie funkcjonuje bez drugiego, to śmiało można wliczać ją do grona domowników.

Machnął niezobowiązująco ręką. Na upartego mógłby też tutaj doliczyć Jamesa Pottera, chociaż wątpił, aby ten zaszczycił swoją obecnością posiadłość Longbottomów na dłuższy czas podczas tegorocznego lata. Chyba, że matka Erika stwierdzi, że nadszedł czas na wielkie rodzinne przyjęcie, aby rodziny Potter i Longbottom mogły spędzić trochę czasu razem.

— Obawiam się, że czterdziestkę mam już zaplanowaną. — Uśmiechnął się przekornie. — Podejrzewam, że na tym etapie Brenna umieści mnie już na fotelu Ministra Magii i zacznie się domagać, żebym zatwierdził nową aranżację całego Ministerstwa na jej modłę. To pochłonie cały budżet. — Sarknął cichym śmiechem. — Mimo wszystko, masz trochę racji. Dom może poczekać. W końcu obecny jeszcze stoi i jest w... akceptowalnym stanie.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#10
01.10.2023, 22:57  ✶  

Nora Figg oparła sobie ręce na biodrach i przewróciła oczami. Jak on mógł jej to robić? Erik nie miał pojęcia, ile ją to kosztowało. Teraz będzie pewnie się nad tym wszystkim zastanawiać przez najbliższy miesiąc, a on ją tylko prowokował? - NIEŚMIESZNE - Powiedziała już nieco piskliwym głosem. Rozjuszył ją nieco, chociaż nie było, aż tak źle, co mógł wiedzieć, bo akurat Erik był jedną z tych nielicznych osób, które widziały Norkę podczas różnych etapów zdenerwowania. Nie rozpłakała się jeszcze, więc było nawet dobrze.

Znowu zaczęło się przyjemnie, jednak jak zawsze rozmowa zmierzała ku tym ciemniejszym myślom. Akurat Longbottomowi nie bała się powiedzieć o tych wszystkich lękach. Był jedną z nielicznych osób, przed którymi Figg była się w stanie otworzyć, o ile nawet nie jedyną. Od zawsze. Ceniła sobie ogromnie tę znajomość. - Kto wie, co będzie chciała robić w przyszłości, gdzie się znajdzie, nie będę mogła jej zatrzymać przy sobie. - Nie wyobrażała sobie siebie jako osoby, która podcięłaby córce skrzydła. Mimo, że zależało jej na tym, żeby Mabel zawsze była przy niej miała świadomość, że kiedyś to się urwie. Wyfrunie z gniazda, a ona, ona zostanie zupełnie sama. Przybijała ją ta myśl. - Nie wiedziałam, że jesteś jasnowidzem. - Spoglądała na niego uważnie, bo nie wiedziała skąd czerpie taką tajemną wiedzę. Wałkowali ten temat wiele razy i praktycznie nic się nie zmieniło w tej dziedzinie, a minęło już kilka miesięcy. Nie sądziła, że mogłoby być inaczej. - Przyprowadzić ślepego, czy dolać komuś amortencji do herbaty? - Nie wiedziała, w jaki sposób mogłaby inaczej pomóc fortunie.

Miała wrażenie, że albo się jej wydaje, albo Erik zamilkł na chwilę, żeby udzielić odpowiedzi na jej pytanie. Najprawdopodobniej liczył w głowie wszystkich tych ludzi, którzy ostatnio u niego zamieszkali. Ciekawe, czy się doliczy.

- No, przez większość czasu. - Wydawało jej się, że on nie wie, że zgubił rachubę, bo ta liczba ciągle się zmieniała. - Masakra, chyba nie mogłabym spać spokojnie, gdybym miała u siebie tyle osób. - Martwiła by się pewnie o wszystkich, czy na pewno każde wróciło do domu, czy ktoś gdzieś nie zaginął, czy nie spóźnia się właśnie bo dzieje mu się krzywda. Podziwiała ich za to, że byli tacy chętni, aby wszystkim pomagać, bo sama by pewnie nie dźwignęła czegoś takiego, przypłaciłaby to zdrowiem. - Pieski fajna sprawa, chociaż zawsze wolałam koty. - Jakby zdążył zapomnieć.

- Jak mogłam o tym zapomnieć! - Faktycznie, przecież siostra Erika na pewno zaplanowała już wszystko dziesięć lat do przodu. Norka słyszała o tym, że Brenna zamierzała zrobić z niego ministra magii i była skłonna uwierzyć w to, że to prawda. W końcu, kto by się nadawał do piastowania takiej pozycji bardziej od niego? No nikt, był idealnym kandydatem na reprezentowanie całego społeczeństwa czarodziejów. Będzie mogła się pochwalić, że go zna, jak już nie będzie miał dla niej czasu. - Cały budżet, to wy nie macie skarbca bez dna? - Zaśmiała się cicho, zawsze wydawało jej się, że nie muszą martwić się o środki, jak widać i im mogły się skończyć.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Erik Longbottom (3473), Nora Figg (3266)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa