Wood próbowała się przyzwyczaić do tego, jak aktualnie wygląda jej dzień. Nie do końca jej to odpowiadało. Uważała, że traci czas. Została uziemiona na cały miesiąc. Rozumiała z czego to wynika, jednak miała wrażenie, że mogłaby się przydać gdzieś indziej. Zdawała sobie sprawę, że musi wrócić do pełni sił. Szczególnie, że jej sytuacja zdrowotna faktycznie nie była najlepsza. Została dosyć mocno poturbowana w Beltane, jednak wolałaby się do czegoś przydać. Szczególnie, że każda różdżka była aktualnie potrzebna w ministerstwie. Nie pozostawało jej nic innego, jak bardzo mocno przykładać się do ćwiczeń, żeby wrócić w jak najszybszym tempie do pełni sił.
Wyszła z domu o poranku. Padał deszcz. Pogoda ich nie rozpieszczała. Może to i lepiej, na pewno dużo trudniej byłoby jej usiedzieć na tyłku, gdyby słońce zachęcało do wyjścia na zewnątrz. Ubrana w długi, zielony płaszcz przemierzała kolejne alejki. Postanowiła iść pieszo - co lepszego miała do roboty. Krople deszczu wcale jej nie przeszkadzały.
Znalazła się w Mungu chwilę przed czasem. Udała się do sali, w której miała rehabilitację. Nie pytała Camerona, czy to on się tutaj dzisiaj pojawi. Miała nadzieję, że tak będzie. Bardzo mocno angażował się w jej powrót do zdrowia, za co była mu wdzięczna. Wiedziała jednak, że nie jest jedynym pacjentem, miał na głowie też całą resztę.
Zdjęła płaszcz, który powiesiła na wieszaku. Usiadła na krześle. Dotknęła ręką barku, ból nadal jej towarzyszył. Rekonwalescencja pewnie jeszcze potrwa trochę, nie bez powodu dostała zwolnienie w pracy do końca miesiąca. Zastanawiała się, czy jest to już odpowiedni moment, aby wrócić do latania na miotle. Wydawało jej się, że im szybciej tym lepiej, tyle, że trochę się bała. Bała się, że narobi sobie kolejnych problemów i skomplikuje ten powrót do zdrowia. Sama była zdziwiona swoim podejściem, wcześniej pewnie w ogóle by się nad tym nie zastanawiała. Beltane jednak trochę zmieniło jej tok rozumowania. Zależało jej na tym, żeby zrobić wszystko jak Merlin przykazał, bo od tego zależało jak szybko będzie mogła wrócić do normalności. Siedziała więc na krześle, wpatrzona w okno o parapet uderzały krople deszczu. Czekała, aż pojawi się osoba, która miała mieć z nią dzisiaj rehabilitację.