W pierwszej chwili spojrzał na nią zaskoczony, a w drugiej zrozumiał, że pije zabawne do tego zaproszenia do budy nie sprzyjającej wymogom sanitarnym. Zastanawiał się nawet wtedy, czy Victoria gustuje właśnie w takich rozrywkach i czy jeżeli tak, to zapraszanie jej gdzieś nie będzie błędem, bo jednak nie była kimś, z kim spotykałeś się niezobowiązująco, a to świadczyłoby o naprawdę ogromnych różnicach w upodobaniach… Na całe szczęście okazało się, że te dziwne upodobania ma jej kuzyn.
Chyba.
Może to było jednak rodzinne…?
Był prawie pewien, że żartowała. Prawie.
– Postanowiłaś, że jednak chcesz spróbować… gorącego psa w bułce? – zapytał, ale chwilę później magiczne szkodniki przeprowadziły na niego atak.
Czar wyszedł, i to mimo tego, że Rosier od dawna raczej nie musiał walczyć, czy z ludźmi, czy magicznymi stworzeniami. Szkoda tylko, że umykając przed nimi wpadł na fotel, i upadł na podłogę – i on, i mebel. Pośród strat znalazł się obity łokieć i poczucie własnej godności, bo chyba by wolał, aby coś go użarło niż upaść w taki sposób! Zły jak sto diabłów podniósł się, przez moment w głowie rozważając, czy bardziej nie chce przyjmować pomocy, bo oczywiście, że nie potrzebuje, czy powinien, bo inaczej wyjdzie na gbura i ostatecznie poprzestał na ujęciu tej chłodnej ręki na moment, ale podniesieniu się bardziej o własnych siłach.
– Nic mi nie jest, ale dom właśnie stracił trochę uroku – powiedział, spoglądając na istoty, które usiłowały się podnieść przy oknie. – Je się… eksterminuje? – zapytał, trochę niepewnie. Miał wrzucić je do jakiegoś wiadra? Podobijać? Wywalić na zewnątrz? Nie chciał mieć ich w ogrodzie! Czy to były „istoty” czy po prostu jakieś dziwne pasożyty i ich ubicie było w porządku? – Trzeba sprawdzić czy coś jeszcze się tu zagnieździło, zanim zacznę oceniać meble i podłogi…