Do rozmowy na temat smoczogników postanowiła się zbytnio nie wtrącać; wprawdzie spędzała całkiem sporo czasu w rezerwacie, jednak nigdy nie przysposobiła żadnego na tyle, aby ten stał się jej osobistym towarzyszem. Inni krewni byli dużo bardziej obyci w kwestii tego, czego te stworzenia potrzebowała w warunkach miejskich, toteż Helena uznała, że w tej sytuacji dużo lepiej będzie słuchać niż na siłę próbować dorzucić swoje trzy grosze.
Chociaż przez różnego rodzaju zobowiązania Helena nie miała zbytnio czasu na to, aby zintegrować się mocniej z innymi czarownicami i czarodziejami podczas obchodów letnich sabatów w tym roku, tak nawet do niej dotarły informacje o tym, że od wiosny w kraju działy się rzeczy absolutnie przedziwnie. Najbardziej niepokoiły ją doniesienia o dziwnych mrocznych zjawach, które urządziły sobie leże tuż obok Doliny Godryka.
Gdyby była teraz w szkole, to może teoretyzowałaby na temat tego, co też może się tam kryć. Jakiś nowy gatunek? Stado zagubionych dementorów, których nie udało się zagonić z powrotem do Azkabanu? A może jakieś znane światu stworzenie, którego ktoś nie rozpoznawał? Każde pytanie mogło rozwinąć się w nową teorię i zapewne bez trudu znalazłaby co najmniej kilka osób zainteresowanych ich rozwinięciem w Hogwarcie, jednak teraz... Teraz cieszyła się przede wszystkim, że rodzinna posiadłość znajdowała się tak daleko od Doliny. I że nie miała tam w sumie wiele do roboty, nie licząc odwiedzin u ciotki.
— Liczę, że teraz będzie już łatwiej z kontaktem ze mną. — Uśmiechnęła się lekko. Lata spędzone w Hogwarcie skutecznie utrudniały stały kontakt, a ostatnie tygodnie spędziła próbując jakoś zorganizować sobie względnie ''dorosłe'' życie poza szkołą. — Kto wie, może wrócimy do Kniei, szybciej niż nam się wydaje. Przy tych wszystkich nowych kwiatach wiosna będzie wyglądała absolutnie niesamowicie!
Niedługo później dziewczyna wróciła do stołu, rozglądając się z ciekawością po wnoszonych po kolei do jadalni potraw. Musiała się naprawdę skupić na tym, żeby słuchać słów Lazarusa, zamiast zająć się pałaszowaniem świątecznych potraw. Na szczęście Pan Rowle był równie głodny, jak część innych uczestników uroczystości, bo przemowa okazała się wyjątkowo krótka i zwięzła.
— Nam też cię miło tutaj gościć — odpowiedziała kuzynce Cynthii. — Ja uwielbiam widzieć wszystkich razem w jednym miejscu. Od razu czuć, że nasze więzi stają się... mocniejsze.