• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
1 2 3 Dalej »
[03.10.72 | Avery Hall] Umbrescence

[03.10.72 | Avery Hall] Umbrescence
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#11
10.08.2026, 01:33  ✶  
Przekręciła głowę, analizując dostępne możliwości. Była jedną z tych osób, które nie odrzucały pomysłów tylko dlatego, że pochodziły od kogoś spoza ich dziedziny. Przeciwnie - często właśnie świeże spojrzenie pozwalało dostrzec szczelinę tam, gdzie ekspert widział jedynie mur.
- Spróbuję użyć swojej sieci kontaktów. Jeśli natrafię na ścianę, poproszę cię o pomoc - sam pomysł zaangażowania kogoś od Borgina lub Burke'a był warty rozważenia, szczególnie że miała kontakt nie tylko do Caiusa, ale też Ceolsigne. Może będą w stanie jej pomóc.
- Zgadza się, rama może być dobrym tropem, w zależności od tego jak miałoby to dokładniej działać. Jeśli to samo przejście przez ramę, to pewnie dałoby się zrobić - przez chwilę zastanawiała się, marszcząc lekko brwi - ale jeśli ma być nie tyle przejście, co wejście do obrazu, to płótno też musi mieć odpowiednie właściwości.
Już wiedziała, że po powrocie do biblioteki będzie musiała sięgnąć nie tylko po księgi dotyczące magii obrazów, ale również zastosowanie run. Niewiele już pamiętała z Hogwartu.
Kiedy oddał jej pudełko, przyjęła je z taką ostrożnością, jak gdyby w dłoniach niosła nie kilka garści mchu i jedno niewielkie jajo, lecz przyszłość, której kształtu nikt jeszcze nie znał. Przez chwilę patrzyła na spokojną powierzchnię ściółki. Z delikatnością odłożyła pudełko na komodę stojącą z dala od miejsca, po którym zwykł krążyć Vulcor. Poprawiła jeszcze miękką tkaninę pod spodem, jakby samym tym gestem mogła zapewnić przyszłemu mieszkańcowi Avery Hall odrobinę większy spokój. - Będę pilnowała, żeby ciekawość Vulcora nie zwyciężyła nad jego dobrymi manierami - w jej głosie zabrzmiało rozbawienie. - Choć znając go, uzna, że skoro coś pojawiło się w domu, to z pewnością jest jego.
Odwróciła się ku smoczognikowi, który właśnie przysiadł na wysokiej poręczy i z godnością monarchy obserwował wszystko wokół. - A to byłoby pierwsze poważne rozczarowanie w jego życiu - zaśmiała się, obserwując z czułością stworzenie.
- Dobry pomysł - zgodziła się i poprowadziła go na szerokie patio przylegające do tylnej części posiadłości. Ledwie usiedli na jednej z długich, drewnianych ławek, zza uchylonych drzwi wysunął się Deek. Skrzat pojawił się niemal bezszelestnie, niosąc na srebrnej tacy dwie smukłe kieliszki i butelkę schłodzonego wina. Postawił wszystko przed nimi z należytą starannością, po czym zniknął równie szybko, jak się pojawił. Czarownica sięgnęła po kieliszek i uniosła go na wysokość oczu, obserwując przez chwilę, jak światło zachodzącego słońca przełamuje się w czerwonym płynie. Potem upiła niewielki łyk i odstawiła kieliszek obok siebie.
Smoczognik szybował właśnie wysoko nad ogrodem, a po chwili złożył skrzydła i runął w dół, nabierając prędkości. Tuż nad trawnikiem poderwał się gwałtownie, zataczając szeroki łuk, i zniknął pomiędzy koronami drzew.
- Widziałam wczoraj Aristę Black - zaczęła ze wzrokiem wpatrzonym w Vulcora, który przeleciał nad ich głowami i przysiadł na kamiennym murku. - Ta, która rozpisywała się o mnie i Xanderze - przypomniała o bezwględnych artykułach po śmierci jego brata. - Zaczepiła mnie na ulicy i udawała najlepsze przyjaciółki. Przechwalała się swoim obrzydliwie bogatym mężem i dwójką dzieci. Niedawno urodziła i nie omieszkała współczuć mi staropanieństwa - prychnęła. Uważała to za niedorzeczne, ale Arista najwyraźniej uznała, że nikt nie zechce pechowej panny, wokół której notorycznie ktoś umiera, co zresztą obszernie opisywała w swoich artykułach.


learn the rules
then
break some
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#12
17.08.2026, 04:23  ✶  

— Jestem przekonany, że uda ci się jakoś sensownie rozeznać w sytuacji i znaleźć najlepsze rozwiązanie. — Uśmiechnął się do niej lekko, całkiem szczerze i z pełnym przekonaniem, że tak właśnie będzie. Widział już w jej oczach, jak trybiki zaczęły działać, starając się dojść do odpowiedniej kolejności, w jakiej powinna podejść do stawianych przez nią problemów. Była to jedna z tych rzeczy, które w niej bezgranicznie cenił i czuł pewien komfort w tym, że była wystarczająco samodzielna i pewna siebie, by sobie poradzić. Szczególnie, że on przesadnie nie chciał się tym zajmować, chociaż jego niechęć wynikała z prostej obawy, że całość sprawy zaprowadziłaby go na Nokturn. A on Nokturnu nienawidził szczerze i całym swoim sercem, jakby było to miejsce w którym koncentrowała się cała jego niechęć do wszystkiego co najgorsze w ludzkich siedliskach pokroju miast. Był dla niego siedliskiem desperacji i upodlenia. Wszystkich rzeczy, z którymi każdy szanujący się arystokrata nie powinien mieć bezpośrednio nic wspólnego.

Uśmiechnął się jeszcze, kiedy kontynuowała krótko kwestię jaja i stosunku Vulcora do niego – brzmiało to wszystko nader prawdopodobnie i pasująco do posiadanego przez nią stworzenia. Levi mógł nie być jego właścicielem, ale jakby nie patrzeć, wyszedł spod jego ręki, a wprawny hodowca potrafił poznawać charaktery swoich podopiecznych już na najwcześniejszych stadiach rozwoju. Potem obydwoje podnieśli się ze swoich miejsc, a może właściwsze było powiedzenie, że zrobili to we trójkę, bo smoczognik opadł z poręczy i poleciał w ślad za nimi, kiedy udali się na zewnętrze. Z radością rozprostował skrzydła w pełnym locie, nie musząc przejmować się ciasnotą wnętrz.

— Zawsze nieco fascynowało mnie jej podejście do życia. A przez fascynowało mam na myśli to, że wydaje się nie mieć nic pożytecznego do roboty i dlatego aż tak interesuje się innymi — mruknął z przekąsem. Co prawda Blackówna pisywała tylko do Proroka Niedzielnego, co według niego nigdy nie było niczym porywającym, ale zdawało mu się czytywać jej artykuły. Głównie z nudów. Wszystkie traktowały o tym, co interesowało go najmniej, czyli socjecie. Potknięciach ważnych osób, które Arista z lubością piętnowała, jakby mianowała siebie w międzyczasie bojowniczką o poprawną moralność czystokrwistych rodów. Według niego za dużo w tym było ujadania, a za mało treści. — Mam nadzieję, że odpowiedziałaś jej coś, co nie nadawałoby się do jej najbliższego artykułu. Mam też nadzieję, że to twoje… staropanieństwo? Okropne słowo w twoim przypadku, nie zagrało ci przesadnie na nerwach.



We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#13
13.09.2026, 18:34  ✶  
- Postaram się - kiwnęła głową. Było coś kojącego w tym, że Levi nie oczekiwał od niej natychmiastowej odpowiedzi. Nie wymagał, by już teraz wiedziała, jak rozwiązać problem, którego właściwie nikt przed nią nie rozwiązywał. Wystarczało mu, że spróbuje. I może właśnie dlatego jego wiara nie ciążyła tak bardzo, jak mogłaby wiara kogoś innego.
W ogrodzie Vulcor przemknął obok nich. Przez chwilę obserwowała zwierzaka, który zataczał szerokie kręgi nad ogrodem, a światło późnego dnia ślizgało się po jego łuskach. W powietrzu wciąż tkwiło coś z niedawnych wydarzeń - może ledwie uchwytny zapach dymu, może tylko wspomnienie dusznej nocy, która zdawała się odcisnąć ślad nawet na murach Avery Hall. Teraz jednak ogród był spokojny, co sprzyjało rozmowie.
- I tu się mylisz. Wysłuchałam całego wykładu, jakie jej życie jest interesujące. W przeciwieństwie do mojego, bo cóż ja mogę wiedzieć o życiu, skoro całe dnie przesiaduję w zatęchłej galerii - kontynuowała, częściowo cytując Aristę. Ostatnie słowa wymówiła z przesadną starannością, jakby każde z nich ważyła na języku przed wypuszczeniem w świat. "Zatęchła galeria" szczególnie przypadła jej do gustu. Miała w sobie coś tak niedorzecznego, że Astoria przez moment musiała powstrzymać uśmiech. OdNowa nie przypominała przecież zatęchłej piwnicy pełnej pajęczyn i starych skrzyń. Przeciwnie - przestronne sale, wysokie sklepienia, chłód marmurowych posadzek, aura nienachalnego bogactwa tworzyły miejsce, w którym sztuka miała niemal własny oddech. Nie oczekiwała jednak, żeby osoba pokroju Aristy miała o tym jakiekolwiek pojęcie. To i tak była tylko marna próba wbicia szpili, nic czym Astoria mogłaby się przejmować. Nie miała więc poczucia, że jej życie było szczególnie ubogie w doświadczenia. Wręcz przeciwnie. Czasami odnosiła wrażenie, że problem polegał raczej na tym, iż zbyt wiele rzeczy próbowało znaleźć dla siebie miejsce naraz.
- Nie, nie. Nie martw się. Nie śpieszy mi się do ślubu - odparła lekko. Nie uważała się za starą pannę, skoro jeszcze na początku tego roku była zaręczona. Nie rozwijała jednak tematu, żeby nie przywoływać smutnych wspomnień u Leviathana. W końcu stracił brata, a Astoria doskonale znała ten rodzaj bólu. Dlatego też pozostawiła tę część swojej przeszłości nietkniętą, nie chcąc przypadkiem dotknąć miejsca, które w nim wciąż mogło być świeże.
Siedzieli jeszcze jakiś czas, pozwalając rozmowie toczyć się własnym rytmem i od czasu do czasu milknąc bez niezręczności. Vulcor w końcu zniknął gdzieś pomiędzy drzewami, a ogród stał się niemalże zupełnie cichy. Kiedy jednak chłód zrobił się zbyt dotkliwy, czarownica uznała, że dalsze siedzenie na zewnątrz przestaje mieć sens. Wieczór jeszcze się jednak nie kończył, a skoro pierwsza butelka wina zdążyła już prawie zniknąć, druga wydawała się całkiem rozsądnym sposobem, by pozwolić tej spokojnej nocy trwać jeszcze trochę dłużej.

Koniec sesji


learn the rules
then
break some
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (2998), Leviathan Rowle (2701), Pan Losu (212)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa