W obecności Louvaina pozostawała jej tylko marność. Melancholia, w która ubierała się niemal bezwiednie i jakieś takie przekonanie, że to spotkanie nie mogło skończyć się dobrze. Ani to, ani też żadne kolejne. Powiedzieć jednak, że tak samo jak mógł krzesać z niej ból, był i w stanie wydobyć z niej prawdziwą radość... oh, cóż że to był za przejaw ego, albo i zwyczajnej ślepoty. Jeśli Lestrange chciałby zobaczyć faktycznie promienie światła, przebłyskujące przez stworzone przez niego pęknięcia, powinien kiedyś poobserwować ją z dala i w towarzystwie osób na których jej całkowicie zależało. Takich, których kochała całym swoim sercem i umysłem. Oh tak, wtedy błyszczała faktycznie szczerze.
Nie potrzebowała patrzeć w karty, żeby znać odpowiedź na jej pytanie, bo to podpowiadało jej serce. A to czasem widziało jej zdaniem więcej niż symbole czy trzecie oka. Skrzywiła się więc wyraźnie, kiedy ten zanegował jej odpowiedź. Jak to, nieprawda? Ale mimo to ręce sięgnęły wreszcie po talię tarota, dokładnie tak jak Lou jej nakazał.
- Jak sobie chcesz - mruknęła i może na moment faktycznie w ruchach pojawiło się pewne zawahanie. - Jak dla ciebie skończy się sprawa z Alexandrem? - zapytała, przetasowując sprawnie karty i obracając w umyśle parę razy to zdanie, wkładając w nią całą intencję, a potem wyłożyła tarota. Trzy karty, prosty rozkład, który miał odpowiedzieć na równie proste pytanie. To co było, co jest teraz i co miało być w przyszłości. As pucharów, głupiec, oba w prostej pozycji, a na końcu król denarów. Odwrócony. Rosie przyglądała się wszystkiemu przez moment z jakimś pustym wyrazem twarzy, a w końcu parsknęła. Podobno karty miały być jedyną szczerą rzeczą w tym pokoju. No to były. Próbowała stłumić rozbawienie, ale wreszcie zaśmiała się w głos. - Oh, są szczere, Lou. Są szczere. Cokolwiek sobie tam na temat Alexandra umyśliłeś i jakkolwiek chcesz ten konflikt zakończyć, aktualnie jesteście na etapie obierania nowej drogi w tej relacji. Głupiec rozpoczyna swoją wędrówkę, ale doprowadzi ona do niepewności i ruiny. Lepiej uważaj na swoją skrytkę w Gringottcie bo tylko ucierpi.
sort of horror