Wdrapanie się na sam szczyt majowego pala miało być wyzwaniem. Na to wskazywały zrezygnowane twarze mężczyzn, którzy nie raz nie dwa, poddawali się w trakcie wyzwania, oddalając się z polany z podkulonym ogonem. Erik nie napotkał jednak dużych trudności, toteż z łatwością przegonił swoich konkurentów, nie poświęcając im większej uwagi.
Po wykonaniu zadania zeskoczył na ziemię. Ruszył w stronę towarzyszącej mu pary. Musiał przyznać, że był zadowolony z przedstawienia które dał. Było ono godne nie tylko członka rodu Longbottomów, ale też Brygadzisty. A to było ważne. Musieli w końcu świecić przykładem dla reszty społeczeństwa czarodziejów.
— Dziękuję, Elliocie. — Uśmiechnął się beztrosko, ściskając mocno jego rękę, gdy odbierał swoje ubranie. Wsunął ręce w rękawy marynarki, a pelerynę narzucił sobie luźno na plecy. — Gdyby nie wy, nawet bym nie pomyślał, żeby się wspinać. Robota i tak dalej. — Wzruszył ramionami, przenosząc swoją uwagę na Norę. — No chodź tu. Narobiłaś się równie mocno jak i ja. To też twoje zwycięstwo. I Elliotta też.
Skoro Figg wahała się z tym, czy go objąć, czy też nie, Erik chwycił ją w ramiona i uniósł na kilka centymetrów nad ziemią, śmiejąc się jej cicho do ucha. Cieszył się, że mimo wszystko znalazła sobie towarzystwo i nie spędzała tej nocy sama. Chociaż, jakby się tak nad tym zastanowić, to równie dobrze mogła spędzać ten czas z małą Mabel zamiast na festynie.
— To jest bardzo dobry pomysł, Panie Malfoy — Zarzucił nonszalancko rękę na jego ramię, a drugą na ramię Nory. Ruszyli do stanowiska z winami, gdzie Erik od razu upił spory łyk. — Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że oboje tutaj jesteście. Chociaż... Wiecie, jak jest teraz sytuacja. Wszyscy są podenerwowani. Lepiej uważać.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞