21.03.2023, 21:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.06.2023, 12:20 przez Alanna Carrow.)
Kto wie, w jakim punkcie znajdowaliby się teraz Theon z Alanną – prawdziwą Alanną – gdyby ta nie postanowiła wyeliminować członkinię rodu Averych spośród grona tych, co kroczyli po tym świecie. Tę samą, która powróciła niedługo potem, dokładnie rok temu – ot, chichot losu. A nawet i najprawdziwszy rechot, w końcu jakie były szanse na to, że ścieżki całej tej trójki tak przedziwnie się splotą?
Yaxley z Carrow. Avery pod płaszczem Carrow. I w końcu – Yaxley z Avery, siostrą tej, która dość niespodziewanie (bo i jak mógł się spodziewać?) ucięła trwającą wtedy relację.
I teraz zetknęli się wszyscy, równo rok po tym, gdy przerwana opowieść zaczęła zyskiwać nowe stronice, splątani niewidzialnymi nićmi.
Nićmi, które najchętniej Clare by spopieliła, oczywiście w imię chronienia własnej siostry. Tyle że nie mogła potrząsnąć blondynką, powiedzieć „hej, ja żyję, zostaw go w cholerę, bo brniesz w bagno!”. Nie mogła dorwać Yaxleya i wściekle mu wysyczeć na ucho, żeby raz na zawsze zostawił młodą Avery w spokoju.
Nie mogła – nie bez pewności, że nie wzbudzi tym podejrzeń. A podejrzenia w sytuacji, w jakiej się obecnie znajdowała, mogły się zakończyć bardzo, bardzo źle, krzyżując wszelkie plany, jakie snuła.
I choć najchętniej teraz zacisnęłaby zęby i nawet nimi zazgrzytała, choć z wielką ochotą złapałaby Stellę za rękę i odciągnęła od Theona, jak najdalej się tylko dało, to…
… pozostało jedynie nadal się uśmiechać.
I wyciągnąć dłoń w stronę siostry – och, jak to bolało, nie móc jej po prostu do siebie przytulić, wyszeptać, że już wszystko dobrze, że nie musi jej opłakiwać! - w uniwersalnym geście przywitania. Choć też jednocześnie nie omieszkała pociągnąć kolejnego łyku herbaty.
- Bardzo mi miło, Stello, mam nadzieję, że znakomicie się będziesz bawić – przysłodziła, skupiając spojrzenie głównie na dziewczynie. Głównie, lecz nie wyłącznie – nie potrafiłaby zapomnieć o obecności Yaxleya i nie mieć baczenia na jego działania – Musisz być wyjątkową kobietą, zawsze mi się wydawało, że typ Theona jest zupełnie inny! – dodała jeszcze, bez mrugnięcia okiem, ciągle utrzymując lekki ton – Chętnie bym porozmawiała z wami dłużej – nieprawda, weź spadaj Theon – ale niestety obiecałam komuś, że zaraz się z nim spotkam, więc... – i kolejny uśmiech, wręcz przepraszający. Nie mogła tego tak zostawić ot tak, Yaxleya kręcącego się wokół Stelli, ale i też nie było to odpowiednie ku temu miejsce. Stąd też pożegnała się krótko i zniknęła gdzieś w tłumie. A Theon i Stella? Cóż, miała zamiar mieć na nich oko...
Yaxley z Carrow. Avery pod płaszczem Carrow. I w końcu – Yaxley z Avery, siostrą tej, która dość niespodziewanie (bo i jak mógł się spodziewać?) ucięła trwającą wtedy relację.
I teraz zetknęli się wszyscy, równo rok po tym, gdy przerwana opowieść zaczęła zyskiwać nowe stronice, splątani niewidzialnymi nićmi.
Nićmi, które najchętniej Clare by spopieliła, oczywiście w imię chronienia własnej siostry. Tyle że nie mogła potrząsnąć blondynką, powiedzieć „hej, ja żyję, zostaw go w cholerę, bo brniesz w bagno!”. Nie mogła dorwać Yaxleya i wściekle mu wysyczeć na ucho, żeby raz na zawsze zostawił młodą Avery w spokoju.
Nie mogła – nie bez pewności, że nie wzbudzi tym podejrzeń. A podejrzenia w sytuacji, w jakiej się obecnie znajdowała, mogły się zakończyć bardzo, bardzo źle, krzyżując wszelkie plany, jakie snuła.
I choć najchętniej teraz zacisnęłaby zęby i nawet nimi zazgrzytała, choć z wielką ochotą złapałaby Stellę za rękę i odciągnęła od Theona, jak najdalej się tylko dało, to…
… pozostało jedynie nadal się uśmiechać.
I wyciągnąć dłoń w stronę siostry – och, jak to bolało, nie móc jej po prostu do siebie przytulić, wyszeptać, że już wszystko dobrze, że nie musi jej opłakiwać! - w uniwersalnym geście przywitania. Choć też jednocześnie nie omieszkała pociągnąć kolejnego łyku herbaty.
- Bardzo mi miło, Stello, mam nadzieję, że znakomicie się będziesz bawić – przysłodziła, skupiając spojrzenie głównie na dziewczynie. Głównie, lecz nie wyłącznie – nie potrafiłaby zapomnieć o obecności Yaxleya i nie mieć baczenia na jego działania – Musisz być wyjątkową kobietą, zawsze mi się wydawało, że typ Theona jest zupełnie inny! – dodała jeszcze, bez mrugnięcia okiem, ciągle utrzymując lekki ton – Chętnie bym porozmawiała z wami dłużej – nieprawda, weź spadaj Theon – ale niestety obiecałam komuś, że zaraz się z nim spotkam, więc... – i kolejny uśmiech, wręcz przepraszający. Nie mogła tego tak zostawić ot tak, Yaxleya kręcącego się wokół Stelli, ale i też nie było to odpowiednie ku temu miejsce. Stąd też pożegnała się krótko i zniknęła gdzieś w tłumie. A Theon i Stella? Cóż, miała zamiar mieć na nich oko...
Koniec sesji
391