- Jeśli zasugerowałybym się sugestią, to drugi raz w przeciągu kilku miesięcy. - Odparła z uśmiechem do Mavelle. - Póki co jednak, tutaj mi się podoba. - Dodała jeszcze.
Longbottom i Bones zaczęły rzucać zaklęcie, aby wydobyć to, co znajdowało się na dnie sadzawki. Wood nie wchodziła im w drogę, obserwowała uważnie towarzyszki, które były wprawione w boju. Była zafascynowana tym, jak świetnie współpracowały i się dogadywały.
Jak widać ich sposób przyniósł efekty. Na powierzchnię wypłynęła czaszka w towarzystwie obłoków. Heath podeszła o krok bliżej, aby móc obserwować to, co się działo, te obłoki zaczęły przyjmować kształt różnych twarzy - pierwszy raz widziała w swoim życiu coś takiego.
Po chwili dotarł do jej nozdrzy smród, ten zapach był obrzydliwy. Starała się wstrzymać oddech, ale nie mogła za długo, więc musiała go do siebie dopuścić. Na sam koniec pojawiły się ciała, osiem ciał. Heather Wood jeszcze nigdy nie widziała trupa. Przez chwilę spoglądała na jezioro, później na Brennę, znowu na jezioro... Dotarło do niej co znajduje się w tej sadzawce. Zbladła, jej twarz przybrała kolor kartki papieru.
- Mhm... - Wymruczała jeszcze do Brenny, jednak nie dała rady się powstrzymać. Ten zapach, widok, to było zbyt wiele. Heather Wood zwymiotowała właśnie sobie na buty, co nie było zbyt przyjemne, jednak odór, jaki znajdował się w powietrzu i tak z tym wygrywał.
- Jakoś sobie poradzę bez tego. - Zeszło z niej trochę w momencie, w którym zwymiotowała. Nie zamierzała odpuścić, nie mogła przegapić tego, co będzie się działo teraz.
Brenna poprosiła kuzynkę o świecę, chyba chciała odpalić te swoje czary - mary, o których słyszała. Nie widziała jednak jeszcze, jak to działa, wreszcie będzie mogła to zobaczyć.
Po chwili dotarło do niej, że Brenna poprosiła Patricka, żeby przyniósł jej najnowszy kawałek. Mina jej zrzedła, jednak nie uciekła jeszcze z lasu, tylko bardzo dokładnie przyglądała się temu, co zamierzali tutaj robić.