Ruda była młoda. Nie potrzebowała odpoczynku, zresztą od zawsze lubiła, kiedy wokół niej dużo się działo. Tak już miała. Gdyby potrzebowała odpoczynku, to pewnie po prostu przestałaby pracować, nie musiała w końcu tego robić, bo była obrzydliwie bogata. Pieniądze, które zarabiała w BUMie… cóż nie należały do szczególnie zauważalnych, bardziej zatrudniła się tam dla swojej własnej rozrywki, a że miała potrzebne umiejętności, no to idealnie się złożyło.
Aktualnie nie miała co narzekać, wiele się działo, co chwilę dostawała jakieś bodźce, dzięki czemu faktycznie czuła, że żyje, a tego dokładnie potrzebowała. Nie żałowała tego, że zatrudniła się właśnie w tym miejscu, zresztą kto wie, być może pomyśli też o tym, aby rozwinąć potrzebne jej umiejętności i sprawdzić się w nieco innym miejscu. Nie miałaby nic przeciwko temu, aby zostać aurorem, to mogłoby być całkiem fajne. Oni w końcu na co dzień łapali potężnych złoli, a przez ostatnie kilka miesięcy całkiem nieźle odnajdywała się w takiej roli, dlaczego by więc nie robić tego zawodowo? Bardziej dla własnej rozrywki, niż pieniędzy, ale no zawsze to jakieś rozwiązanie, czyż nie?
- Jestem słaba w teleportacji, ale mi to nie przeszkadza, bo mam miotły, nie umiem za bardzo w rośliny, zwierzęta i eliksiry, ale od tego mam Kamisia, brzydko rysuję i ogólnie nie ogarniam rzeczy manualnych, ale tu ponoć ważna jest interpretacja, więc ogólnie nie jest najgorzej. - Nie uważała się za świetną we wszystkim, ale jeśli już się za coś zabierała, to starała się to robić z pełnym zaangażowaniem, lubiła zresztą pokazywać, co potrafi, nie widziała w tym nic złego. Być może była młoda, ale nie chciała, aby ktoś zarzucał jej niekompetencję, dlatego ciągle ćwiczyła swoje umiejętności. - Ale cieszy mnie to, że doceniasz mój potencjał. - Dodała jeszcze uśmiechając się przy tym od ucha do ucha, miło było usłyszeć takie słowa od kogoś starszego stażem i wiekiem. Jak każdy przepadała za komplementami, łechtały jej wielkie ego. - Myślę, że z tym mogłabym mieć lekki problem, bo działam raczej spontanicznie, długie przemyślenia i ambitne plany nie są moją domeną. - Liczyło się przecież tu i teraz, czyż nie?
- Może ktoś się zagapił, czy coś. - Jej również zdarzyło się nie zamykać drzwi, więc nawet nieszczególnie zdziwiło Heather takie niedopatrzenie. Całkiem szybko i zwinnie udało im się pokonać klatkę schodową, być może już niedługo zobaczą coś, po co wysłał ich tu profesor Dumbledore.
Zaglądała do środka zza pleców Erika. Nie widziała zbyt wiele. Pomieszczenie było zawalone jakimiś pierdoletami i to by było na tyle. Wydawało się być bardzo spokojne, przynajmniej na początku.
Nie można było chwalić dnia przed zachodem słońca, o czym właśnie mieli się przekonać. Do ich uszu doszło skrzeczenie, zupełnie niespodziewanie, pojawiła się głowa, z wielkim dziobem, która skierowała się w stronę Longbottoma i chyba go użarła. Druga najwyraźniej zmierzała w jej kierunku. Ruda spróbowała odskoczyć, żeby nie dać się dziobnąć.
Sukces!