18.10.2026, 21:30 ✶
Nie potrafiła powstrzymać czułego uśmiechu, który pojawił się na jej ustach, gdy Sabrina wreszcie zgodziła się przyjąć jej pomoc. Nie było w tym niczego, co zasługiwałoby na przeprosiny czy choćby odrobinę wstydu. Mona nie puściła jej ramienia. Kiwnęła głową raz, krótko i bez wahania.
— Nie zatrzymujesz mnie — powtórzyła po prostu, bo skoro Sabrina potrzebowała to usłyszeć dwa razy, to usłyszy to dwa razy. — A zegarek znajdziemy. Jeśli ktoś po niego sięgnął, to też znajdziemy tego kogoś — a na skrócenie jej imienia, rozpromieniła się jak baranek.
Nie rozwlekła tego tematu. Zegarek z roślinami na tarczy, od Marka. Popatrzyła w kierunku zaułka, który wskazała przyjaciółka. Ulica wciąż tętniła życiem, jak co dzień. Parę osób minęło ich z torbami, jakaś czarownica pociągała za sobą córkę, która upierała się, że musiała zajrzeć do witryny sklepu z miotłami. Mona zerknęła na Sabrinę i zastanawiała się, ile z tego normalnego krajobrazu faktycznie widziała, a ile stanowiły ściany labiryntu, które opisała.
— Pokaż mi, gdzie się obudziłaś — powiedziała, nie puszczając jej ramienia. — Pójdziemy powoli. I jeśli cokolwiek zacznie wyglądać nie tak, powiedz mi od razu — ruszyła w stronę zaułka, zrównując krok z Sabriną. Po drodze omiatała wzrokiem bruk, krawędzie kamieni, rynsztoki. Zegarek mógł wpaść gdziekolwiek. Mogła go podnieść konkurencja. Mógł leżeć jeszcze tam, gdzie Sabrina doszła do siebie. Hm…
— Nie zatrzymujesz mnie — powtórzyła po prostu, bo skoro Sabrina potrzebowała to usłyszeć dwa razy, to usłyszy to dwa razy. — A zegarek znajdziemy. Jeśli ktoś po niego sięgnął, to też znajdziemy tego kogoś — a na skrócenie jej imienia, rozpromieniła się jak baranek.
Nie rozwlekła tego tematu. Zegarek z roślinami na tarczy, od Marka. Popatrzyła w kierunku zaułka, który wskazała przyjaciółka. Ulica wciąż tętniła życiem, jak co dzień. Parę osób minęło ich z torbami, jakaś czarownica pociągała za sobą córkę, która upierała się, że musiała zajrzeć do witryny sklepu z miotłami. Mona zerknęła na Sabrinę i zastanawiała się, ile z tego normalnego krajobrazu faktycznie widziała, a ile stanowiły ściany labiryntu, które opisała.
— Pokaż mi, gdzie się obudziłaś — powiedziała, nie puszczając jej ramienia. — Pójdziemy powoli. I jeśli cokolwiek zacznie wyglądać nie tak, powiedz mi od razu — ruszyła w stronę zaułka, zrównując krok z Sabriną. Po drodze omiatała wzrokiem bruk, krawędzie kamieni, rynsztoki. Zegarek mógł wpaść gdziekolwiek. Mogła go podnieść konkurencja. Mógł leżeć jeszcze tam, gdzie Sabrina doszła do siebie. Hm…
Sweet, mourning lamb
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception