Tak właściwie to zainteresowało ją nawet całkiem mocno to, o czym mówił. Faktycznie mieszkał tutaj, mógł wiedzieć więcej od ludzi, którzy pojawiali się tutaj, a później znikali. Nie powinna podważać tych argumentów, zamierzała pociągnąć temat dalej, kiedy zerwał się ten wiatr i porwał jej chustę. Jej chustę od babci Ellie. Sprawa była dla niej całkiem prosta, nie mogła pozwolić na to, aby się gdzieś oddaliła, musiała ruszyć w pogoń. Być może powinna ugryźć to nieco inaczej, zwłaszcza, że nie była tutaj sama. Aloysius szedł z nią, poniekąd był jej przewodnikiem, w przeciwieństwie do niej znał drogę, ale jakoś o tym nie pomyślała. Pozwoliła sobie bardzo spontanicznie ruszyć w pogoń nie zastanawiając się nad tym, co mogło na nią czekać w dalszej części cmentarza. Była lekkomyślna, ale wynikała to z tego, że Prue była sentymentalna, nie chciała zgubić prezentu od swojej babci. Słyszała, że krzyczał, żeby odpuściła, że kupi jej nową, ale to właśnie był cały on. Na pewno nie rozumiał, że ten przedmiot był dla niej po prostu wyjątkowy, bo dostała go od osoby, którą kochała.
Z początku swojego szalonego biegu słyszała jeszcze jego głos, później zrobiło się cicho i być może nawet jeszcze ciemniej, albo jej się tak wydawało. Nie bała się jednak, to był tylko cmentarz, nawet jeśli miały na nim mieszkać duchy. To nic takiego. Musiała być odważna, czyż nie? Chciała odzyskać zgubę, więc nie było innej możliwości.
Pojawił się duch, który nie chciał dać jej spokoju, ale jakoś sobie z nim poradziła. Trwało to dłużej niż by chciała, ale w końcu jej się udało wrócić na ścieżkę, która powinna prowadzić do miejsca, w którym rozpoczęła swoją wędrówkę. Nie widziała jednak nigdzie swojego kompana, to nieco ją zastanowiło, ale z drugiej strony wcale nie musiał na nią czekać. Jakoś stąd wyjdzie, zawsze jakoś sama sobie ze wszystkim radziła. Pewnie potrwa to dłużej niż miało, ale trudno.
W końcu gdy się odezwała usłyszała odpowiedź. Był to jego głos, musiał być gdzieś obok. Tak jak zasugerował stała w miejscu, gdyby zaczęła znowu się poruszać, to mogliby się szukać na tym ciemnym cmentarzu w nieskończoność, nie zamierzała po raz kolejny komplikować sprawy. - Jasne, nie będę się ruszać. - Postanowiła się znowu odezwać, dać znać, że dotarły do niej jego słowa.
- Tak, to ja, nikogo innego, żywego raczej tu nie znajdziesz. - Bo jak się okazało martwi jednak faktycznie kręcili się po tym miejscu. Widziała po nim, że był wzburzony. Być może zachowała się odrobinę lekkomyślnie, ale naprawdę zależało jej na przedmiocie, który porwał wiatr. Nie sądziła, że to zrozumie, ale starała się zrozumieć jego.
Już miała odpowiedzieć na zadane przez niego pytanie, gdy powiedział, żeby tego nie robiła. Mrugnęła. Tyle chyba było z ich tymczasowego sojuszu. - Nie postradałam rozumu. - Oczywiście, że odpowiedziała skoro mówił, żeby tego nie robiła, nie znosiła być zmuszana do spełniania czyichkolwiek oczekiwań.
- Wiesz, że by mnie to nie zdziwiło, w sensie nie miałabym nic przeciwko temu, żebyś poszedł do domu. Nie jestem Twoim problemem, jakoś sobie poradziłam. - Starała się nie irytować, ale nie było to takie łatwe. Widziała, że był na nią wkurzony. Nie pobiegła w ciemność z powodu swojego widzimisię, przecież widział, że wiatr zwiał jej chustę, chciała złapać przedmiot. To nie było nic takiego, zresztą przecież już znalazła się tutaj ponownie. Nic takiego się nie stało. Nie spodziewała się tego, że mógłby się przejąć jej zniknięciem, najwyraźniej jednak ruszyło go to bardziej, niż zakładała. Ciekawe.
- Nie wiem jakie to uczucie, może mi wyjaśnisz? Nie zrobiłam tego specjalnie, znaczy specjalnie pobiegłam za moją własnością, ale to nie moja wina, że wiatr postanowił mi ją odebrać. - Wyjaśniła jeszcze swój punkt rozumowania. Jasne, powinna była na niego poczekać, mogli to zrobić razem, mogli to olać - w sumie nie mogli, bo był to dla niej całkiem sentymentalny przedmiot. Jasne, mogła zachować się inaczej, ale tego nie zrobiła.
- Wiem, że nie jestem tutaj sama, przecież dlatego do Ciebie wróciłam. - Odetchnęła głęboko, bo zdecydowanie nie była to lekka rozmowa. Wiedziała, że nie zachowała się odpowiednio, powinna była mu wyjaśnić dokąd się wybiera, ale przecież pojawiła się presja czasu, wiatr by się nie zatrzymał w przeciwieństwie do niej.
- Przecież wrócę do domu cała, nic takiego się nie stało, to tylko cmentarz, przecież nie czają się tutaj żadne potwory! - Najwyraźniej odrobinę lekceważyła całą sytuację, ale Aloysius zachowywał się tak, jakby co najmniej postanowiła wejść w paszczę lwa, a ona po prostu pobiegła parę nagrobków dalej.
Zamilkła na chwilę, gdy wspomniał o tym, że on wolałby, aby dotarła cało do domu. Najwyraźniej faktycznie się o nią martwił, to, że w ogóle powiedział to na głos świadczyło o tym, że był wkurzony. Faktycznie odrobinę przegięła, zdawała sobie z tego sprawę. - Przepraszam, nie chciałam Cię zdenerwować, po prostu to była chwila. W tamtym momencie wydawało mi się, że to jedyne rozwiązanie, więc pobiegłam. Powinnam była Ci to wyjaśnić, a nie robić to bez słowa, po prostu zależało mi na tej chuście. - Był to głupi argument, bo przecież to tylko kawałek materiału, mimo wszystko nie odpuściła, pobiegła za nim. - Nie chciałam Cię kłopotać. - Szukał jej między tymi nagrobkami, martwił się o nią, cóż nie cofnie teraz czasu. Na szczęście nikomu nic się nie stało, prawda, mogli opuścić cmentarz i pójść każde w swoją stronę.
- Przepraszam, dobra? Myślę, że możemy już się stąd zbierać. - Ich nastroje zdecydowanie nie służyły poszukiwaniom grabarza, lepiej jak stąd wyjdą i w końcu ruszą w kierunku swoich domów. Tyle, że okolica właściwie przestała się wydawać jej znajoma, chyba znaleźli się w innej części cmentarza niż byli wcześniej. Musieli znaleźć drogę, którą się poruszali. - Znasz drogę, czy przeze mnie się zgubiliśmy? - Wolała zadać to pytanie, chociaż przeczuwała, że mogli się znaleźć w dość trudnej sytuacji. Było ciemno, jakoś pewnie uda im się stąd w końcu wydostać, ale pewnie będzie to trwało dłużej niż by chcieli. Wolałaby nie spędzić tutaj całej nocy, pewnie Aloysius także, czuła się winna temu, że przez nią znaleźli się w takiej sytuacji. Postąpiła nieodpowiednio i teraz we dwójkę musieli ponieść przez to konsekwencje.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control