• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[05.10.1972] Krótka rozprawa między sędzią, aurorem, wójtem i plebanem

[05.10.1972] Krótka rozprawa między sędzią, aurorem, wójtem i plebanem
pocket size elderich horror
I don't sleep.
I just dream.
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#10
17.10.2026, 22:59  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.10.2026, 23:13 przez Lorien Mulciber.)  

Przez dłuższy czas nie potrafiła otrząsnąć się z ciężaru informacji jaki spadł na jej barki. Informacji zdawałoby się nieistotnej, znanej wszystkim w Dolinie Godryka. Nie raczyła pożegnać się z gospodynią czy kłócącymi braćmi.
Nawet na nich nie spojrzała wychodząc z plebani na zalane słońcem podwórze. Brak pierścionka ciążył jej z każdym krokiem coraz bardziej.
Słuchała Moody’ego w milczeniu, próbując uporządkować myśli.
- Co jest bardziej niedorzeczne? To, że Morpheus Longbottom zbierał wodę akurat przed największym atakiem terrorystycznym na naszą ojczyznę czy to, że Warownia i tak runęła? Suum cuique.- Spytała beznamiętnie, obserwując kamień, który stał się bogu ducha winną ofiarą policyjnej brutalności i w końcu potoczył się do przydrożnego rowu.
Dom rodzinny Longbottomów spłonął tamtej nocy i, ku własnemu zaskoczeniu, Lorien nie potrafiła znaleźć w sobie krzty współczucia. Była w tym niemal dziecięca satysfakcja, której nie próbowała się wypierać. Niech będzie, że to karma, że to jakiś zaciągnięty u Losu dług i przyszedł czas spłaty. Rachunek, którego Bogowie nie pozwolili spłacić paroma beczkami wody dla “Afryki”.
Pieprzeni jasnowidze i ich pieprzone prawa czasu. Zawsze ponad całą resztą ludzkości.
Jeśli wiedział. Jeśli tylko i wyłącznie przeczuwał, że nadejdą pożary, mógł powiedzieć Wizengamotowi. Mógł poinformować Ministerstwo. Komukolwiek kto byłby w stanie pomóc. Wtedy może i Londyn miałby szansę.
Nie dopuszczała do siebie myśli, że Niewymowny mógł się swoją wizją podzielić i niczym mityczna Cassandra, zostać kompletnie zignorowanym. Tym bardziej - że nie powiedział, bo posądzał ich o to o co ona podejrzewała w tym momencie jego - o zdradę.
- Nie wiem czy cię to pocieszy, ale jako, jak to ostatnio stwierdził sędzia Potter… ach, niereformowalna konserwatywna ministerialna biurwa uważam, że jesteś porządniejszy od każdego lewicowego krzykacza. Dlatego dałam ci listę, nie dlatego, że uznałam, że będziesz wyglądać seksownie pokrzykując na Amnezjatorów.

Zatrzymała się na moment przy krzewie dzikiej róży porastającej jeden z okolicznych płotów, gdy gałązka zaczepiła się o materiał jej nowiutkiego kożucha. Odłamała ją i obracała między palcami.
- Byłam przeciwna wpuszczeniu ich do Ministerstwa tamtej nocy. To nie jest żadna tajemnica. Tylko kiedyś czyniłoby to ze mnie kochanicę Szanownego Ministra Magii Malfoy’a. Dzisiaj - Voldemorta, co uważam za szaloną degradację.- Zakpiła, chociaż złośliwy uśmieszek wciąż nie obejmował jej jasnych, zniekształconych przez eliksir wielosokowy oczu.- Dla ludzi nie ma znaczenia Aaronie czy nie chciałeś ich wprowadzić do naszego świata dla ich własnego dobra czy w poczuciu obowiązku wobec zasad Kodeksu Tajności. To zawsze będzie czarno-białe. Kto z nami, kto przeciw nam.

Poczuła na sobie jego spojrzenie, ale uparcie sama go unikała. Może dlatego, że prawda była zbyt bolesna, by myśleć o niej w tak śliczny poranek? Kiedy jednak zacisnął nieco mocniej dłoń na jej dłoni, przesunęła czule kciukiem po jego skórze. Była tu. Wciąż tu przecież była. A jednak nie mogła wyzbyć się cichego poczucia, że może rzeczywiście lepiej było pozwolić im umrzeć.
Śmierć w gruncie rzeczy niosła za sobą pewnego rodzaju godność. Tymczasem w żyjących Spalona Noc pozostawiła rany, których cały czas nie zdołali oczyścić. Zainfekowane niewidoczne blizny.
Pozostali przy życiu i musieli nauczyć się z tym żyć. Każdego ranka wstawali z łóżek, szli do pracy, mijali swoich sąsiadów i współpracowników. Ignorowali puste miejsca. Ignorowali tych, którzy puste miejsca obsadzili. Ministerstwo Magii było złożonym mechanizmem. Aby przetrwać - musiało działać sprawnie.
Nie zamierzała opowiadać bajek o własnej niewinności. Przecież wcale nie była niewinna ani dzielna ani święta. Nie była też szczególnie zainteresowana by za takową uchodzić. Użyła uroku na mugolskim strażaku, żeby ocalić swój dom. Nie zastanawiała się wtedy czy miała prawo do manipulowania jego umysłem. Nie musiała - oczywistym była odpowiedź. Ale strażak był tylko narzędziem. Po prostu popchnęła go w odpowiednią stronę.
Widziała zagrożenie, znalazła rozwiązanie.
Gdyby postawiono jej zarzuty - odpowiedziałaby dokładnie to samo. Wokół było zbyt wielu niemagicznie urodzonych, by bezpiecznie translokować wodę z Regent’s Canal. Magia umysłu pozostawała najbezpieczniejszą i najbardziej dyskretną z możliwych opcji. To albo patrzenie jak zabytkowa kamienica od pokoleń należąca do Prewettów spala się do samych fundamentów.

Zrobiła to bo była samolubna. Zrobiła to, bo w chwili zagrożenia wydało jej się to jedynym rozwiązaniem.
Nie czyniło jej to bogiem.  Nie czyniło jej też potworem, choć nie miała już pewności czy różnica miała dla kogokolwiek poza nią jeszcze jakiekolwiek znaczenie.

- Czasem patrzę na sędziów i zastanawiam się, czy ktokolwiek z nich maszerował ulicami ósmego września w szeregach Śmierciożerców. Lubię myśleć, że żaden, ale statystycznie rzecz biorąc… sam przecież wiesz. Nie było dnia, odkąd wróciłam do pracy, żebym nie czytała wokandy i nie obstawiała sama ze sobą, czy tym razem zobaczę znajome nazwisko wśród oskarżonych. Czy dziś jest ten dzień, w którym będę musiała wybrać między prawem a ludźmi, których miałam za przyjaciół? Czy zdążę wypić kawę, zanim dowiem się, że ktoś, kogo codziennie mijam na korytarzu w Departamencie, tamtej nocy zamordował jakąś mugolską rodzinę albo podpalił moją kamienicę? Czy będę miała siłę wybrać dobrze? Czy zdołam wznieść się ponad prostą moralność? Gdyby nie to, że dzieciak do niczego się nie nadaje, podejrzewałabym nawet takiego jednego stażystę, Harry’ego.
Ani przez moment nie przestała bawić się zerwanym przydrożnym kwiatkiem. Róża zdążyła już zgubić kilka płatków.
- Myślisz, że w tej wojnie kiedykolwiek chodziło o mugoli, Aaronie? - zapytała nagle.
Docisnęła palec mocniej do kolca, pozwalając mu przebić opuszek. Syknęła, ale zdawała się bardziej zaaferowana kroplą krwi, która zebrała się na powierzchni skóry, niż samym bólem.
- Spójrz. Oto owoc setek lat czystokrwistego chowu, małżeństw bez miłości, politycznych rozgrywek i niewyobrażalnych pieniędzy. Gdyby nie to, że jest skażony klątwą, byłby jednym z cenniejszych okazów na rynku matrymonialnym. Konserwatyści powiedzą ci, że bronią prawa i tradycji, że bronią dzieci i przyszłości magicznego świata - i będą mieli rację. Bronią właśnie tych dzieci, zrodzonych z tej krwi. Liberałowie powiedzą, że czasy się zmieniły, że należy otworzyć się na świat, którego nie rozumiemy, i na ludzi, w których rodzinach magia zakwitła po raz pierwszy. Powiedzą, że inaczej wyginiemy - i oni również będą mieli rację. Ale…- Zamilkła na chwilę, zupełnie jakby trudność sprawiało jej samo zebranie tej konkretnej myśli w jedno, proste zdanie.- nikogo nie obchodzą te dzieci. Nie tak naprawdę. Nikogo nie obchodzą nawet mugole. To nie jest wojna między nimi, a nami. Między magią, a technologią. Są tylko pobocznymi ofiarami segregacji, która trwa od dziesięcioleci i trwać będzie na długo po naszej śmierci.
Dopiero teraz odwróciła się do Aarona. Wyrzuciła kwiatka za siebie. Spadł zapomniany na szutrową drogę, którą spacerowali, zanim wiatr porwał go gdzieś dalej. Lorien nawet za różą nie spojrzała.
- Nie zadręczaj się tym. - Poprosiła cicho.
Nie chciała, żeby zabrzmiało to jak polecenie, choć może właśnie tym jej prośba była. Aaron mógłby sprawę roztrząsać aż do grobowej deski, a potem i dłużej; rozkładać ją na czynniki pierwsze, wracać do każdej podjętej decyzji, szukać błędów w sobie i innych. Analizować co i kiedy należało zrobić, by ocalić jeszcze kilka istnień. Był w tym upór aurora. Była w tym zwyczajna ludzka potrzeba niesienia pomocy.
- Nie twoja wina, że paru lewaków nie wie czym jest metro, bo uznali, że mugoloznawstwo jest zajęciami poniżej ich godności. Ale może… może i lepiej, że nie zaprowadzono mugoli do schronów Aaronie?  Wystarczyłby jeden śmierciożerca, który wie co nieco o mugolskiej historii, zwłaszcza tej z ostatnich lat, żeby ofiar było znacznie więcej.

Z wyraźną ulgą przyjęła zmianę tematu.
- Ta gospodyni była po prostu bardzo… no była bardzo. Zmęczyła mnie. I cały czas mówiła o jakimś Jeszui, który dotarł do Jerozolimy na ośle. A potem o misjonarzach i tym biskupie… - Wsparła się wygodniej na ramieniu Aarona, gestykulując lekko wolną ręką, jak to miała w zwyczaju, gdy opowiadała cokolwiek.- I pomyślałam jak miło byłoby znów odwiedzić Jordanię i Al-Karak. Spędziłam tam… spędziłam tam trochę czasu w młodości. Spodobałyby ci się ruiny zamku krzyżowców.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Aaron Andrew Moody (5670), Lorien Mulciber (5562)




Wiadomości w tym wątku
[05.10.1972] Krótka rozprawa między sędzią, aurorem, wójtem i plebanem - przez Aaron Andrew Moody - 26.12.2025, 23:33
RE: [14.10.1972] Krótka rozprawa między sędzią, aurorem, wójtem i plebanem - przez Lorien Mulciber - 28.12.2025, 12:51
RE: [14.10.1972] Krótka rozprawa między sędzią, aurorem, wójtem i plebanem - przez Aaron Andrew Moody - 02.01.2026, 10:50
RE: [14.10.1972] Krótka rozprawa między sędzią, aurorem, wójtem i plebanem - przez Lorien Mulciber - 18.02.2026, 19:17
RE: [05.10.1972] Krótka rozprawa między sędzią, aurorem, wójtem i plebanem - przez Aaron Andrew Moody - 11.04.2026, 16:46
RE: [05.10.1972] Krótka rozprawa między sędzią, aurorem, wójtem i plebanem - przez Lorien Mulciber - 19.04.2026, 16:58
RE: [05.10.1972] Krótka rozprawa między sędzią, aurorem, wójtem i plebanem - przez Aaron Andrew Moody - 10.08.2026, 20:24
RE: [05.10.1972] Krótka rozprawa między sędzią, aurorem, wójtem i plebanem - przez Lorien Mulciber - 02.09.2026, 22:35
RE: [05.10.1972] Krótka rozprawa między sędzią, aurorem, wójtem i plebanem - przez Aaron Andrew Moody - 16.10.2026, 22:43
RE: [05.10.1972] Krótka rozprawa między sędzią, aurorem, wójtem i plebanem - przez Lorien Mulciber - 17.10.2026, 22:59

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa