- Pewnie tak, jak również w wielu innych rzeczach, jednak mam dość jasno ukierunkowany cel. - Zamierzała zostać uzdrowicielką, tak jak jej ojciec, o czym w sumie wiedziała od zawsze. Nigdy nie myślała nad tym, że mogłaby być kimś innym, nie widziała w tym sensu, skoro od zawsze chciała być medykiem. Robiła wszystko, aby osiągnąć ten cel, zresztą nie wątpiła to, że niedługo, jak tylko zakończy swoją edukację w Hogwarcie to stanie się studentką Akademii Munga. Wszystko wskazywało na to, że jej się to uda. Nie bez powodu zresztą tak bardzo przykładała się do nauki. To było dla niej ważne, a że miała predyspozycje do pochłaniania wiedzy, to nic nie mogło stanąć jej na drodze. - Zresztą pacjentów też trzeba czasem przesłuchiwać. - Niektórzy niekoniecznie chcieli się dzielić tym, co im się przytrafiło. John opowiadał jej o różnych przypadkach, miała świadomość, że powinna znaleźć sposób na to, by ludziom rozwiązać język. Pewnie w praktyce będzie to nieco trudniejsze, ale niespecjalnie obawiała się tej części swojej przyszłej pracy.
Ten wieczór był na swój sposób wyjątkowy. Gdyby ktoś powiedział jej rano, że wyląduje na ślubie obcych osób z Aloysiusem udającym jej narzeczonego, a później będą spacerować po nawiedzonym cmentarzu to kazałaby mu się pewnie puknąć w czoło. Jednak to się wydarzyło, szli teraz razem i nadal całkiem miło sobie gawędzili. Była to odmiana od ich zwyczajnego zachowania, nie zamierzała jednak tego jakoś specjalnie głęboko analizować, bo to nie miało większego sensu. Miała wrażenie, że po nim trudno jest cokolwiek przewidzieć, mimo, że przecież znała go od lat, to nie przeskakiwał jej zaskakiwać, w większości raczej się rozczarowywała, ale dzisiaj całkiem wyjątkowo było zupełnie inaczej.
Podeszła do sprawy w typowy dla siebie sposób. Ludzie mogli sobie opowiadać legendy, plotki, sugerować różne rzeczy, ona jednak oczekiwała dowodu, dziwiło jej wręcz, że w sumie żaden taki się nie pojawił, w sumie czy powinno? To by oznaczało, to co jej się wydawało. To wszystko to była tylko i wyłącznie zmyślona historia. Właśnie dlatego zawsze bardzo dokładnie weryfikowała to, co usłyszała. Lubiła sięgać po prawdę, nie brała do siebie legend, czy miejskich opowieści, które miały wzbudzać strach, bo w większości była to tylko i wyłącznie bujda powtarzana od człowieka do człowieka.
- Nie każde miejsce ma zagubionego grabarza, to prawda. Niektóre z nich mają zaginione panny młode, dzieci, czy spacerujących. Różne krążą opowieści o różnych miejscach. - Miejskich legend było co nie miara. - Tutaj jednak muszę się z Tobą zgodzić, Little Hangleton jest na pewno bardzo wyjątkowe, Las Wisielców ma swoją energię, więc może być w tej całej historii odrobina prawdy. - Akurat jeśli o to chodzi, to nie widziała innej opcji, jak przyznać mu rację. Nie zamierzała przecież na siłę bronić swojego zdania. Okolica była dosyć upiorna - jej się to podobało, ale wiedziała, że u innych mogło to wzbudzać raczej różne emocje. Little Hangleton nie cieszyło się najlepszą opinią, raczej miało wiele tajemnic, być może podejrzanie zaginięcie grabarza było jedną z nich? Kto wie. Póki co nie wydawało jej się, aby większość z tej opowieści było prawdą, zresztą jak na razie na cmentarzu nie działo się nic nadzwyczajnego.
- No jasne, powinnam się domyślić, że macie swoje własne mauzoleum. - Skomentowała jeszcze jego słowa. Szła powoli przed siebie, starając się nie nadepnąć przypadkiem na żaden grób. Lawirowała między nagrobkami całkiem zwinnie, a co najważniejsze jeszcze żadnego z nich nie dotknęła, a więc nie musiała się martwić tym, że usłyszy historię, której by nie chciała. Nie wpadła na to, że mogą mieć swoje własne mauzoleum, a powinna, to było chyba typowe dla takich ludzi. Nie zamierzali mieszać się ze zwykłymi zjadaczami chleba, nawet po śmierci. Oczywista oczywistość, czyż nie? - Wszystko dla dobra nauki, jestem skłonna nawet nalegać, zwłaszcza, że już tutaj jesteśmy, szkoda byłoby nie skorzystać z okazji, nie sądzisz? - Wydawało jej się to naprawdę dobrym pomysłem. Mogliby co nieco zweryfikować. Uważała to za naprawdę świetną ideę, bo czemu by nie? Zresztą nie sądziła, aby musiała do tego zmuszać swojego kompana, sam przecież wpadł na pomysł, aby iść właśnie tędy, nie bez powodu.
Oczywiście pewnie to był tylko początek, jeśli chcieliby ustalić więcej musieliby współpracować w przyszłości, a nie miała wątpliwości, że jeśli o to chodzi mogły pojawić się komplikacje. To, że tego jednego dnia i wieczora dogadywali się całkiem nieźle nie oznaczało, że będzie trwało to wiecznie, wręcz przeciwnie - była niemalże pewna, że kiedy słońce wstanie wrócą do normalności. Ta nagła sytuacja uczyniła z nich chwilowych sojuszników, to tyle. Nie zmieniało to jednak faktu, że mogli chociaż teraz się nieco rozejrzeć.
Przystanęła na chwilę, zawiesiła wzrok, po czym mrugnęła i się odezwała. - Dziwny. W odniesieniu do sytuacji lub pomysłu: taki, którego w danej okoliczności nie można było się spodziewać i który przykuwa uwagę. W odniesieniu do człowieka: taki, który wygląda lub zachowuje się w sposób niezwykły bądź niezrozumiały. - Powiedziała bardzo szybko, później odetchnęła. - Jaka jest moja własna definicja, w sumie to nie wiem, muszę zobaczyć, żeby to skategoryzować. W sumie trudno mnie zaskoczyć, więc myślę, że nie używam słowa dziwny tak często. - Być może przez to, że sama odbiegała od normy, a wcale nie wydawała się sobie jakoś szczególnie dziwna, to ludzie ją jako taką widzieli, ale to przez to, że nie dopuszczała ich do siebie zbyt blisko. Nie uważała, że miało to większy sens, kiedyś sobie na to pozwoliła i do dzisiaj niekoniecznie rozumiała jak ta więź się mogła rozsypać, więc wolała zapobiegawczo unikać podobnych sytuacji.
- Dlaczego uważasz to miejsce za niepokojące? - To, co powiedział ją zainteresowało, bo zdawała sobie sprawę, że nie tak łatwo wzbudzić w nim niepokój, czy lęk. To, że istniało miejsce, czy też grób, który kopał grabarz przed zniknięciem również było ciekawe. Być może w tej legendzie była jakaś prawda. Naprawdę chciałaby ją poznać. Lubiła odkrywać tajemnice, dochodzić do prawdy, której nikt wcześniej nie odnalazł. W końcu na tym polegało bycie naukowczynią, czyż nie?
Później zerwał się podmuch wiatru, zwiało jej chustę, a ona wyrwała się za nią w pościg. Zupełnie nieprzemyślanie. Niby była to tylko chusta, kawałek materiału, ale dostała do od babci i nie chciała go zgubić podczas tej nocnej wędrówki po cmentarzu. Ruszyła więc przed siebie, ile tylko miała siły w nogach - okazało się, że miała jej więcej niż zakładała. Słyszała głos Rookwooda za swoimi plecami, ale go ignorowała. Miała teraz jeden cel, złapać w locie przedmiot fruwający na wietrze, to na tym się skupiła. Miała nadzieję, że jej to wybaczy, ale potrafiła być cholernie zdererminowana, kiedy jej na czymś zależało.
Lawirowała między grobami, nie wbiegła w żaden, wiatr nie przestawał bawić się z nią w kotka i myszkę, co chwila przesuwał chustę przez co i ona oddalała się od swojego towarzysza. Zależało jej na tym, żeby złapać prezent od babci. W końcu jej się to udało, niestety wtedy została zaskoczona przez ducha, który raczył ją jakąś opowieścią w nieznanym dla niej języku. Przez dłuższą chwilę próbowała się od niego oddalić, ale nie dawał jej spokoju. Wiedziała którędy przyszła i tą samą drogą musiała wrócić, więc nieco się przemęczyła w towarzystwie tamtego dziwnego nieżyjącego typa.
W końcu wyłoniła się zza nagrobków. Włosy miała w lekkim nieładzie, bieg, wiatr zrobiły swoje. Znalazła się na znajomej ścieżce. - Aloysius. - Powiedziała cicho, bo nie chciała, żeby przypadkiem duch, którego wcześniej spotkała znowu się tutaj pojawił, miała dość jego gadania. - Wish, jesteś gdzieś tutaj, czy już poszedłeś do domu? - Nie zdziwiłoby jej to, w końcu wbiegła w ciemność, nie zważając na to, że ją wołał. Westchnęła ciężko, zrobiła kolejny krok w przód. Mrok powodował, że każdy grób i każda ścieżka wydawała się wyglądać tak samo. To ją nieco zmartwiło, bo przez to mogłaby tu błądzić godzinami.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control