5 godzin(y) temu ✶
Z dwóch powodów miał ochotę zakląć. Pierwszym był intruz, który ośmielił się zakłócić ich spokój. Drugim — Robert znajdował się tak blisko, a Gustaw po raz kolejny musiał przypomnieć sobie, czym właściwie był.
Gdyby.
Co więcej, pragnienie było rzeczą zdradliwą. Natura, która odebrała mu bicie serca, ciepło skóry, nie pozostawiła mu żadnych cielesnych przywilejów, o których żywi nie myśleli dopóki nie zostali ich pozbawieni. Delacour mógł odgrywać mężczyznę, być kochankiem w spojrzeniu, słowie, dotyku. Mógł nawet sprawić, aby Robert Crouch zapragnął go tak mocno, jak on sam pragnął jego. Nie mógł tylko odzyskać tego jednego, przeklętego przywileju, tj. być mężczyzną, którego ciało odpowiadało na… miłość?
Gdyby.
Robert był nieznośnie żywy. Mógł wyobrażać sobie, jak wyglądałaby twarz jego, gdyby ten przestał się uśmiechać i pozwolił sobie na zupełną szczerość. Gustaw mógł fantazjować o jego dłoniach, ustach. Ale nie mógł go posiąść tak, jak pragnęło tego jego ciało, bo jego ciało nie pragnęło już niczego. Nie mogło odpowiedzieć na bliskość Roberta własnym ciepłem, nie mogło zdradzić podniecenia, nie mogło dać mu tego prostego, pierwotnego dowodu, że pod skórą wciąż tliło się życie.
Gdyby.
Mógłby go dotknąć. Mógłby przyciągnąć go do siebie, pocałować, pozwolić sobie na wszystko, na co pozwalała im wzajemna zgoda. Gustaw nie był przecież całkowicie pozbawiony zdolności odczuwania przyjemności ani czułości, ale pomiędzy tym, co potrafił dać, a tym, czego sam pragnął, rozciągała się przepaść, której nie sposób było zasypać samą wprawą ani najpiękniejszymi słowami.
Ale co miał zrobić, gdyby Robert naprawdę zechciał go mieć? Gdyby przestał kokietować, przestał żartować i zażądał od niego tej samej szczerości, którą sam przed chwilą ofiarował? Gustaw nie miałby odwagę przyznać, że choć potrafi rozbudzić w nim pożądanie, nie mógł odpowiedzieć mu w sposób, którego być może obaj by pragnęli. Był stworzeniem naznaczonym brakiem.
— Robercie — wymówił prawie z wyrzutem. — Kiedy już dotrzemy do Lozanny, mam zamiar poświęcić panu znacznie więcej uwagi niż pozwalają na to warunki panujące w tym przeklętym pociągu.
Przez ułamek sekundy zapragnął jeszcze raz zbliżyć się do Roberta. Pocałować go, choćby na przekór własnej goryczy, choćby po to, aby przez chwilę móc udawać, że niczego mu nie brakowało. Ostatecznie odsunął się i poprawił mankiet koszuli, kiedy pukanie rozległo się ponownie.
— Oczywiście — powiedział łagodnie, ruszając ku drzwiom i pozostawiając za sobą gorzką myśl, że gdyby tylko wciąż był żywy, mógłby odpowiedzieć sędziemu na wiele sposobów, na które teraz pozwalała mu jedynie wyobraźnia. Przybyła dziewczyna okazała się służącą, toteż Gustaw skłonił się jej uprzejmie, po czym skinął głową obu na pożegnanie. Nie przedłużając trwania we własnej nienawiści do siebie, opuścił przedział, zabierając ze sobą wszystko to, czego nie potrafił wypowiedzieć na głos.
Gdyby.
Co więcej, pragnienie było rzeczą zdradliwą. Natura, która odebrała mu bicie serca, ciepło skóry, nie pozostawiła mu żadnych cielesnych przywilejów, o których żywi nie myśleli dopóki nie zostali ich pozbawieni. Delacour mógł odgrywać mężczyznę, być kochankiem w spojrzeniu, słowie, dotyku. Mógł nawet sprawić, aby Robert Crouch zapragnął go tak mocno, jak on sam pragnął jego. Nie mógł tylko odzyskać tego jednego, przeklętego przywileju, tj. być mężczyzną, którego ciało odpowiadało na… miłość?
Gdyby.
Robert był nieznośnie żywy. Mógł wyobrażać sobie, jak wyglądałaby twarz jego, gdyby ten przestał się uśmiechać i pozwolił sobie na zupełną szczerość. Gustaw mógł fantazjować o jego dłoniach, ustach. Ale nie mógł go posiąść tak, jak pragnęło tego jego ciało, bo jego ciało nie pragnęło już niczego. Nie mogło odpowiedzieć na bliskość Roberta własnym ciepłem, nie mogło zdradzić podniecenia, nie mogło dać mu tego prostego, pierwotnego dowodu, że pod skórą wciąż tliło się życie.
Gdyby.
Mógłby go dotknąć. Mógłby przyciągnąć go do siebie, pocałować, pozwolić sobie na wszystko, na co pozwalała im wzajemna zgoda. Gustaw nie był przecież całkowicie pozbawiony zdolności odczuwania przyjemności ani czułości, ale pomiędzy tym, co potrafił dać, a tym, czego sam pragnął, rozciągała się przepaść, której nie sposób było zasypać samą wprawą ani najpiękniejszymi słowami.
Ale co miał zrobić, gdyby Robert naprawdę zechciał go mieć? Gdyby przestał kokietować, przestał żartować i zażądał od niego tej samej szczerości, którą sam przed chwilą ofiarował? Gustaw nie miałby odwagę przyznać, że choć potrafi rozbudzić w nim pożądanie, nie mógł odpowiedzieć mu w sposób, którego być może obaj by pragnęli. Był stworzeniem naznaczonym brakiem.
— Robercie — wymówił prawie z wyrzutem. — Kiedy już dotrzemy do Lozanny, mam zamiar poświęcić panu znacznie więcej uwagi niż pozwalają na to warunki panujące w tym przeklętym pociągu.
Przez ułamek sekundy zapragnął jeszcze raz zbliżyć się do Roberta. Pocałować go, choćby na przekór własnej goryczy, choćby po to, aby przez chwilę móc udawać, że niczego mu nie brakowało. Ostatecznie odsunął się i poprawił mankiet koszuli, kiedy pukanie rozległo się ponownie.
— Oczywiście — powiedział łagodnie, ruszając ku drzwiom i pozostawiając za sobą gorzką myśl, że gdyby tylko wciąż był żywy, mógłby odpowiedzieć sędziemu na wiele sposobów, na które teraz pozwalała mu jedynie wyobraźnia. Przybyła dziewczyna okazała się służącą, toteż Gustaw skłonił się jej uprzejmie, po czym skinął głową obu na pożegnanie. Nie przedłużając trwania we własnej nienawiści do siebie, opuścił przedział, zabierając ze sobą wszystko to, czego nie potrafił wypowiedzieć na głos.
Koniec sesji
Wiatr kołysze w locie ćmy
Wilki śpią mocno, że aż strach
I tylko ty nie śpisz Duszko ma
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw
Wilki śpią mocno, że aż strach
I tylko ty nie śpisz Duszko ma
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw