Uśmiechnęła się do niego, ale nie w ten swój niewinny sposób, w który i tak nikt nie wierzył, tylko normalnie, ciepło, w odpowiedzi na to pełne cierpienia westchnienie, które powiedziało jej dokładnie tyle, że wygrała tę rozmowę i Cal zrobi, co należy, a nie będzie uparcie tupał nóżką i robił samemu sobie na złość.
Dla niej też to brzmiało idiotycznie, nazwa tej knajpy i to, że miała o niej sen. Kulfon. Krzywy kulfon. Czy w logo był wielki nos? Nawet nie zwróciła uwagi.
– Szeptucha? A kto to? – zainteresowała się tak czy siak, niezależnie od tego, że opis do niej nie pasował, bo to była wiedza przyszłościowa. Mogła się znać na historii i kulturze, ale to nie znaczyło, że wiedziała o wszystkich dziwacznych osobach, które przewijały się przez sabaty. Właściwie uczestniczyła tylko w Yule i to zawsze ze swoją rodziną, a w tym roku odwiedziła kiermasz z okazji Lammas i później z Cathalem ten skromny na Mabon, nie miała więc szans, by natknąć się ani na żadnych znaczących kapłanów, ani Szeptuchę, ani chyba tym bardziej Szaloną Sally.
– A ja myślę, że tym dniem nie jest ani piątek ani środa, tylko poniedziałek – stwierdziła, całkiem pogodnie, a potem zapatrzyła się na Cathala i ostatecznie kiwnęła głową, bo nie chciała mu sprawiać dyskomfortu. – Wydaje mi się, że te dziwaczne rzeczy ustały wraz z majem, byłam tu kilka razy w sierpniu i nic dziwacznego się nie działo, ale w porządku – inna sprawa, że Ginny nie pozwoliłaby mu umrzeć w swojej obecności, gdyby trzeba było, to by się nawet teleportowała… a tego nie znosiła.
– Tak, tak zrobię. Już się zresztą namyśliłam, co chcę zjeść, więc… – zgrabnie odsunęła krzesło i wstała. – Przynieść ci coś? – zapytała jeszcze, nim po prostu podeszła do baru.
Tam poprosiła o porcję zupy dnia dla siebie i przy okazji wdała się w krótką rozmowę z mężczyzną, który stał za ladą. Nie było sensu kryć, że nie jest stąd, jej aparycja i akcent, którego nie próbowała ukryć, mówiły sama za siebie, swoje pytania wyjaśniła więc zwykłą ciekawością.
– Czy w Dolinie wszystko dobrze? W sierpniu pomagałam mieszkańcom z Wiśniowej szukać zaginionych kotków – paplała. – Mam nadzieję, że już nie było żadnych dziwnych incydentów. Swoją drogą, zauważyłam na jednej ze ścian ślad, jakby coś tam wisiało? – przeszła płynnie na temat, który tak ją interesował.