16.10.2026, 20:29 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.10.2026, 20:32 przez Bard Beedle.)
„Czego chcę? Wielu rzeczy, lecz dziecię takie jak ty z pewnością ich nie pojmie.”
- Toć mówię. Bla bla. - Zmarszczyłem brwi, próbując rozstrzygnąć, czy właśnie mnie obraziła, ostrzegła przed utratą oręża, czy może w tych stronach wszystkie niewiasty miały w zwyczaju przemawiać do mężów z podobną bezczelnością, dopiero kiedy wskazała palcem moją głowę, uniosłem dłoń i odruchowo dotknąłem miejsca, w którym za życia nosiłem hełm, po czym zerknąłem na toporek, który wciąż wisiał przy moim pasie, chociaż od dawna nie miałem już bioder i po śmierci nie znalazłem najmniejszej okazji, by zrobić z niego użytek.
- Usiłujesz mi grozić? Bla bla bla? - Parsknąłem krótko, bo oto po wszystkich tych przeklętych zimach znalazła się wreszcie istota zdolna przemówić do mnie bez nabożnego lęku, za to z irytacją godną starego jarla, któremu ktoś właśnie podprowadzał ulubioną owcę.
- Moją własną bronią? Bla bla bla? - Pociągnąłem za rękojeść, żeby zademonstrować, że mój oręż wciąż trzymał się całkiem nieźle, po czym spojrzałem na nią z kpiną, której nie potrafiłem utrzymać dłużej niż kilka uderzeń serca. - Mów swego, wisiał przy mnie, kiedy miałem jeszcze mięcho na gnacie, więc nie widzę powodu, dla którego miałby mnie opuścić akurat teraz. Bla bla, bla bla bla, bla bla bla bla bla bla, bla bla bla bla, bla bla bla bla bla bla bla. - Oparłem dłonie na biodrach, zastanawiając się, czy żywi zawsze byli tak nieuprzejmi, czy też przez te wszystkie stulecia zdążyli uczynić z tego osobną sztukę. Nie zamierzałem odejść, tylko dlatego, że jakaś ciemnowłosa córka obcej ziemi kazała mi zająć się własnymi sprawami, bo to ona była na moim terenie, nawet jeśli pobiłem go po śmierci, nie za życia.
- Toć mówię. Bla bla. - Zmarszczyłem brwi, próbując rozstrzygnąć, czy właśnie mnie obraziła, ostrzegła przed utratą oręża, czy może w tych stronach wszystkie niewiasty miały w zwyczaju przemawiać do mężów z podobną bezczelnością, dopiero kiedy wskazała palcem moją głowę, uniosłem dłoń i odruchowo dotknąłem miejsca, w którym za życia nosiłem hełm, po czym zerknąłem na toporek, który wciąż wisiał przy moim pasie, chociaż od dawna nie miałem już bioder i po śmierci nie znalazłem najmniejszej okazji, by zrobić z niego użytek.
- Usiłujesz mi grozić? Bla bla bla? - Parsknąłem krótko, bo oto po wszystkich tych przeklętych zimach znalazła się wreszcie istota zdolna przemówić do mnie bez nabożnego lęku, za to z irytacją godną starego jarla, któremu ktoś właśnie podprowadzał ulubioną owcę.
- Moją własną bronią? Bla bla bla? - Pociągnąłem za rękojeść, żeby zademonstrować, że mój oręż wciąż trzymał się całkiem nieźle, po czym spojrzałem na nią z kpiną, której nie potrafiłem utrzymać dłużej niż kilka uderzeń serca. - Mów swego, wisiał przy mnie, kiedy miałem jeszcze mięcho na gnacie, więc nie widzę powodu, dla którego miałby mnie opuścić akurat teraz. Bla bla, bla bla bla, bla bla bla bla bla bla, bla bla bla bla, bla bla bla bla bla bla bla. - Oparłem dłonie na biodrach, zastanawiając się, czy żywi zawsze byli tak nieuprzejmi, czy też przez te wszystkie stulecia zdążyli uczynić z tego osobną sztukę. Nie zamierzałem odejść, tylko dlatego, że jakaś ciemnowłosa córka obcej ziemi kazała mi zająć się własnymi sprawami, bo to ona była na moim terenie, nawet jeśli pobiłem go po śmierci, nie za życia.