Podmuch wiatru uderzył w nią zupełnie niespodziewanie. Nie zdążyła zareagować, jej chusta pofrunęła na wietrze, a ona ruszyła za nią w pościg. Zupełnie bezmyślnie, w końcu znajdowali się na cmentarzu, Aloysius opowiedział jej o tym grabarzu, którego to ponoć ktoś albo coś tutaj zamordowało, a ona ruszyła przed siebie za chustą tańczącą na wietrze, jakby to była sprawa życia i śmierci. Biegła, ile tylko miała sił w nogach, ale wiatr był równie szybki, nie miała pojęcia skąd właściwie się wziął, przed chwilą jeszcze nie dało się wyczuć takich silnych podmuchów. Nie oglądała się za siebie - miała całkiem jasny cel, złapać swoją część garderoby. Mijała kolejne nagrobki, bardzo zwinnie między nimi lawirowała, wyciągnęła rękę przed siebie, bo chusta znajdowała się tuż obok, ale nic to nie dało - zerwał się kolejny podmuch wiatru. - To jakiś nieśmieszny żart. - Rzuciła sama do siebie, po czym poprawiła włosy, które zaczęły jej wchodzić do oczy i ruszyła dalej. Nie miała pojęcia, że potrafi tak szybko biegać, bo raczej rzadko kiedy to robiła, jak widać jednak nigdy nie zna się dnia ani godziny, kiedy będzie się zmuszonym nauczyć się czegoś nowego. Nie wiedziała, gdzie jest Aloysius, nie obejrzała się nawet na sekundę, bo nie chciała stracić z oczy prezentu od babci. Później będzie się martwić tym, jak właściwie stąd wyjdzie. Było przecież ciemno, a ona znajdowała się na tym cmentarzu pierwszy raz, nie miała pojęcia jak się po nim poruszać, co jednak nie wydawało się przeszkodą, kiedy goniła wiatr, to znaczy swoją chustę tańczącą na tym wietrze.
W końcu nieco się uspokoiło, chusta opadła na ziemię i przestała się poruszać. Bletchley nachyliła się, aby ją złapać - udało jej się to tym razem. Uśmiechnęła się sama do siebie. - Mam Cię! - Odparła jeszcze, jakby w ogóle ubranie było w stanie zrozumieć, co do niego mówiła. Teraz mogła się wrócić, poszukać swojego towarzysza, a później razem mogli opuścić to miejsce, no to znaczy przejść przez cmentarz i znaleźć się w miasteczku, dzięki czemu uda jej się dotrzeć do Londynu. Plan był całkiem prosty.
Właśnie się podnosiła, kiedy usłyszała jakieś dziwne dźwięki, wtedy go zobaczyła. Mrugnęła, aby się upewnić, że patrzy na to, co jej się wydaje, ale nie zniknął. Czyli faktycznie tutaj był. Stał przed nią typ z toporkiem w głowie, ubrany bardzo dziwnie, zdecydowanie nie wyglądał jak ktoś z ich świata, wręcz przeciwnie, wyglądał jakby umarł bardzo dawno temu. Zrobiła krok w tył, bo nie wydawał jej się być szczególnie przyjazny. Nie wyglądał też na kogoś kto miał dobre zamiary, no szlag miał toporek wbity w głowę, nie wydawało jej się, że ktokolwiek inny też nie stwierdziłby, że pewnie chce mu zrobić krzywdę.
Do tego słowa, które padły z jego ust brzmiały jak bełkot. Nie zrozumiała nic, ani jednego słowa BLA BLA BLA. Jak niby miała mu odpowiedzieć, skoro nie wiedziała co do niej mówił, znajdował się na brytyjskim cmenatarzu, powinien do Morgany mówić w ich języku!
Patrzył się na nią bardzo intensywnie, znajdował się zdecydowanie zbyt blisko jej twarzy. - Czego chcesz? - Zapytała w końcu, chociaż nie sądziła, że szybko dostanie jakąkolwiek odpowiedź. Kolejne blablablablabla padło z jego ust, co niby miała z tym zrobić? Jak mu odpowiedzieć. Jak nic mówił w innym języku, tyle, że nie kojarzyła w jakim, no a na pewno nie potrafiła w nim mówić, więc mieli lekki problem. - Weź się odsuń i zajmij swoimi sprawami, jak będziesz tak wisiał to zgubisz toporek. - Tutaj pokazała palcem w kierunku jego głowy, żeby zasugerować duchowi o czym do niego mówiła.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control