16.10.2026, 19:07 ✶
Pokręciła głową, gdy Mona ze współczuciem powiedziała, że to musiało być okropne. Po chwili tego pożałowała, bo po co miała udawać, że nie było? Przecież była absolutnie przerażona. Dopiero teraz zaczęła czuć, że wszystkie nerwy i lęki powoli zaczynają ja opuszczać. Ale to wszystko i tak nie działo się tak szybko, jakby chciała. A w idealnym świecie wszystkie negatywne uczucia zniknęłyby w jednej chwili. Niestety jednak świat nie był idealny, a obok Mony nie pojawił się nagle amnezjator z Ministerstwa, aby skutecznie i bezpowrotnie usunąć Sabrinie pamięć o tym wydarzeniu.
Zdziwiła się, że Mona zaproponowała jej pójście razem, aby usiąść i napić się czegoś ciepłego. Już chciała zaprotestować, już była gotowa się kłócić, ale… Chyba była za bardzo zmęczona, aby to robić. Przyjaciółka okazywała jej tyle sympatii, a Brina pierwszy raz od kilku lat poczuła, jakby pasowała. Zwykle miała wrażenie, że wszyscy na nią krzywo patrzą, jeśli nie przez to, jak kolorowo i niekiedy mugolsko się ubiera, to przez blizny, które przecież tak skrzętnie ukrywała. A jednak oto stała przed nią Rowle, uśmiechając się łagodnie i poświęcając jej czas, bezinteresownie, szczerze. Morgan miała ochotę się rozpłakać, ale musiała się trzymać w całości. Jeszcze tylko zupełnego rozklejenia się jej brakowało do zwieńczenia dzisiejszego beznadziejnego dnia.
– Powiedziałabym, że nie jest on dla mnie aż tak ważny, ale… jest. Chyba dlatego tak ciągle o nim mówię. – Dostała go na któreś, nie pamiętała już na które dokładnie, urodziny od Marka. On podarował jej taki, którego tarcza była ozdobiona roślinami, zmieniającymi swój wygląd w zależności od pory roku, ona jemu taki, który wybijając pełne godziny, na moment pokazywał miniaturowego niuchacza biegającego wokół tarczy. Tęskniła za nim. Bynajmniej nie tylko za zegarkiem. – Na pewno cię nie zatrzymuję, Momo? Jeśli rzeczywiście nie, to chyba wolałabym go poszukać z tobą. Trochę… boję się teraz chodzić po Pokątnej sama – odparła, mając przy okazji wrażenie jakby brzmiała dość dziecinnie. Jak zagubione dziecko, które zbytnio oddaliło się od mamy na peronie i teraz nie wiedziało, czy lepiej szukać rodzicielki, czy może pociągu, do którego miała wsiąść.
Zdziwiła się, że Mona zaproponowała jej pójście razem, aby usiąść i napić się czegoś ciepłego. Już chciała zaprotestować, już była gotowa się kłócić, ale… Chyba była za bardzo zmęczona, aby to robić. Przyjaciółka okazywała jej tyle sympatii, a Brina pierwszy raz od kilku lat poczuła, jakby pasowała. Zwykle miała wrażenie, że wszyscy na nią krzywo patrzą, jeśli nie przez to, jak kolorowo i niekiedy mugolsko się ubiera, to przez blizny, które przecież tak skrzętnie ukrywała. A jednak oto stała przed nią Rowle, uśmiechając się łagodnie i poświęcając jej czas, bezinteresownie, szczerze. Morgan miała ochotę się rozpłakać, ale musiała się trzymać w całości. Jeszcze tylko zupełnego rozklejenia się jej brakowało do zwieńczenia dzisiejszego beznadziejnego dnia.
– Powiedziałabym, że nie jest on dla mnie aż tak ważny, ale… jest. Chyba dlatego tak ciągle o nim mówię. – Dostała go na któreś, nie pamiętała już na które dokładnie, urodziny od Marka. On podarował jej taki, którego tarcza była ozdobiona roślinami, zmieniającymi swój wygląd w zależności od pory roku, ona jemu taki, który wybijając pełne godziny, na moment pokazywał miniaturowego niuchacza biegającego wokół tarczy. Tęskniła za nim. Bynajmniej nie tylko za zegarkiem. – Na pewno cię nie zatrzymuję, Momo? Jeśli rzeczywiście nie, to chyba wolałabym go poszukać z tobą. Trochę… boję się teraz chodzić po Pokątnej sama – odparła, mając przy okazji wrażenie jakby brzmiała dość dziecinnie. Jak zagubione dziecko, które zbytnio oddaliło się od mamy na peronie i teraz nie wiedziało, czy lepiej szukać rodzicielki, czy może pociągu, do którego miała wsiąść.