16.10.2026, 11:36 ✶
Cathal miał bardzo dużą odporność na dziwne zachowania. Podróżował po świecie, a ludzie z innych krajów i kultur często reagowali w sposób, który zdawał się dziwny. Współpracował z takimi jednostkami jak Nell czy Jamil, a w Egipcie ich prace toczyły się tuż obok obozowiska mugolskiego. Schodził do pradawnych korytarzy, stykał się z rzeczami nieprawdopodobnymi, a i charakter miał, jaki miał, więc na ogół wykazywał się… może nie tolerancją, ale pewną obojętnością na dziwnostki.
Przygaszenie i ciszę Guinevere dostrzegał, i zrzucał trochę na wszystko, co zobaczyła podczas Spalonej Nocy, na śmierć w rodzinie oraz to, że podejrzewała, że obudziło się w niej jasnowidzenie i sama nie była pewna, co o tym myśleć. Nie ingerował. Nie wypytywał. Nie był takim typem człowiekiem. Ale pod Kulfona z nią poszedł, choć pewnie nie zgodziłby się, gdyby miał dzisiaj wiele do zrobienia i prac na Samhain nie wstrzymano.
– Nie powiem, odzyskanie londyńskiego mieszkania byłoby miłym akcentem. – Teraz poza namiotem miał tylko dom Isabelli Gaunt, gdzie czuł się dziwnie, odwiedzając go i wiedząc, że Ulyssesa nie ma ani w nim, ani w ogóle w Little Hangleton. Wpadał tam oczywiście regularnie, zwykle z psem, czasem dokarmiał węże w hodowli, ale raczej nie przebywał tam bardzo długo, poza tym lokum w Londynie było po prostu wygodne, gdy musiał załatwiać jakieś interesy. – Ale zaskakuje mnie, że na to, o czym najlepsi klątwołamacze nie potrafili nic powiedzieć, a Departament Tajemnic nabierał w usta, mają pomóc zwykłe gwoździe. Chociaż nie. To że Departament milczał jakoś mnie nie dziwi – stwierdził. Odruchowo sięgnął do kieszeni po papierosy, ale ostatecznie powstrzymał się od wyciągnięcia jednego z nich, zwłaszcza że przyniesiono mu ten gulasz. A był dużym chłopcem, to i głód już dawał się mu we znaki, prawie rzucił się więc na porcję.
– Dziwny sen – powtórzył, zamierając po chwili z łyżką. Jego ton brzmiał dość normalnie, bo sam nie był pewien, czy wierzyć w jakieś sny, ani dlaczego miałaby śnić o tej gospodzie. – Rozumiem, że to coś już się zdarzyło? Czy mam się spodziewać, że zaraz to miejsce wyleci w powietrze? I co cię tak interesuje na tej ścianie?
Przygaszenie i ciszę Guinevere dostrzegał, i zrzucał trochę na wszystko, co zobaczyła podczas Spalonej Nocy, na śmierć w rodzinie oraz to, że podejrzewała, że obudziło się w niej jasnowidzenie i sama nie była pewna, co o tym myśleć. Nie ingerował. Nie wypytywał. Nie był takim typem człowiekiem. Ale pod Kulfona z nią poszedł, choć pewnie nie zgodziłby się, gdyby miał dzisiaj wiele do zrobienia i prac na Samhain nie wstrzymano.
– Nie powiem, odzyskanie londyńskiego mieszkania byłoby miłym akcentem. – Teraz poza namiotem miał tylko dom Isabelli Gaunt, gdzie czuł się dziwnie, odwiedzając go i wiedząc, że Ulyssesa nie ma ani w nim, ani w ogóle w Little Hangleton. Wpadał tam oczywiście regularnie, zwykle z psem, czasem dokarmiał węże w hodowli, ale raczej nie przebywał tam bardzo długo, poza tym lokum w Londynie było po prostu wygodne, gdy musiał załatwiać jakieś interesy. – Ale zaskakuje mnie, że na to, o czym najlepsi klątwołamacze nie potrafili nic powiedzieć, a Departament Tajemnic nabierał w usta, mają pomóc zwykłe gwoździe. Chociaż nie. To że Departament milczał jakoś mnie nie dziwi – stwierdził. Odruchowo sięgnął do kieszeni po papierosy, ale ostatecznie powstrzymał się od wyciągnięcia jednego z nich, zwłaszcza że przyniesiono mu ten gulasz. A był dużym chłopcem, to i głód już dawał się mu we znaki, prawie rzucił się więc na porcję.
– Dziwny sen – powtórzył, zamierając po chwili z łyżką. Jego ton brzmiał dość normalnie, bo sam nie był pewien, czy wierzyć w jakieś sny, ani dlaczego miałaby śnić o tej gospodzie. – Rozumiem, że to coś już się zdarzyło? Czy mam się spodziewać, że zaraz to miejsce wyleci w powietrze? I co cię tak interesuje na tej ścianie?