Miała wrażenie, że ostatnio zachowuje się dziwacznie. To znaczy, nigdy nie była przesadnie statyczna i lubiła poznawać rzeczy, ale w ostatnim tygodniu to chyba weszło na zupełnie nowy poziom, gdy próbowała sobie wszystko poukładać i zachowywała się dość niestandardowo nawet jak na nią. Po pierwsze dużo mniej gadała, po drugie była jakoś bardziej przygaszona i unikała ludzi, gdy nie musiała mieć z nikim interakcji. A teraz jak gdyby nigdy nic wyskoczyła z tym Kulfonem, nie mówiąc już o gwoździach, które rzeczywiście można było odebrać za żart. Tylko że nim nie były.
– Oj tam od razu bawić w majstra – żachnęła się, machając przy tym dłonią. To było ważne! A nie tam zabawa w majstra. Czy nie napisała mu, że to bardzo ważne? – Prawie – przyznała z zastanowieniem i postanowiła porzucić już ten tajemniczy ton. – Masz je wbić w swoje drzwi wejściowe do mieszkania. Wszystkie. Obojętnie w jaki sposób i nie ma znaczenia, czy przyjmiesz przy tym jakiś kształt. To żelazne gwoździe i jestem praktycznie pewna, że po dzisiejszej nocy twoje mieszkanie będzie już wolne od tej sadzy. Albo, że przynajmniej będzie się ją dało stamtąd usunąć – a przy tym jej dzieła sztuki w postaci palemek wyrysowanych palcem. – Chyba chcesz odzyskać mieszkanie? – zaczepiła go jeszcze i przekrzywiła głowę w kierunku prawego ramienia. – Mnie też to dzisiaj czeka, na tę dziwaczną runę też powinny podziałać – w pewnym sensie to był rytuał, można to było chyba tak nazwać… a może kryło się pod tym coś więcej? Oznakowanie domów dla jakiejś nadprzyrodzonej mocy, która tej nocy oczyści miejsca ze złej energii… albo przełamie klątwy.
– No i dobrze się spodziewałeś – odparła mu i uśmiechnęła się nawet lekko, trochę się już jednak znali, bo jeśli o nią chodziło, to zdecydowanie wolałaby odwiedzić właśnie takie miejsca, a do dzisiejszej nocy nawet o tym całym Krzywym Kulfonie nie wiedziała. Ale właśnie dlatego byli właśnie tutaj, bo czasami pewne rzeczy były silniejsze. – Ale miałam dzisiaj naprawdę dziwny sen… I pomyślałam sobie, że może warto sprawdzić, w ilu miejscach się zgodzi. Spokojnie… – dodała szybko, bo ostatnia jej wizja skończyła się naprawdę źle… albo dobrze, zależy jak patrzeć. – Wydaje mi się, że mój sen dotyczył dzisiejszego poranka – ponownie spojrzała w kierunku rzeczonej ściany.