15.10.2026, 08:28 ✶
– Podobno mam zaburzone ocenianie poziomu zagrożenia i problemy z instynktem samozachowawczym – odparła Brenna bez mrugnięcia okiem, nawet jak Basilius powiedział, że w sumie to nie musi. – Chociaż uważam, że oceniam zagrożenie świetnie, i może jednak trochę ci tę skalę zawyżam, bo w końcu jesteś Prewettem, więc możemy się zgodzić na sześć i pół – stwierdziła. W sumie gdy chodziło o ocenianie zagrożenia dla innych wcale nie uważała, że je bagatelizuje, i w ogóle przecież nie była samobójczynią, a mężczyźni z rodu Prewettów jej zdaniem nie zawsze zachowywali się jak normalni ludzie.
Zamilkła i siedziała całkiem grzecznie i niemalże nieruchomo, kiedy Basilius oglądał jej nieprzytomnego kolegę i przeklęte, pokryte czernią pudełko, które ten trzymał. A potem odetchnęła z ulgą, gdy uzdrowiciel orzekł, że ofiara prawdopodobnie ataku śmierciożerców jednak z tego wyjdzie.
– Całe szczęście, chłopak ma młodego dzieciaka i żonę – westchnęła, a potem zmarszczyła lekko brwi, zastanawiając się nad jego pytaniem. Czy czuła, jakby coś wysysało z niej energię? Chyba nie. Ale… – Hm… nie czuję się słabo, ale ręce mnie nie bolą – orzekła, ponownie obracając je wierzchem w górę. Były poranione od grzebania w ruinach, bo robiła to nie tylko magią, ale też siłą mięśni tam, gdzie zaklęcia były zbyt ryzykowne. – A chyba powinny, skoro są poranione – dodała, bo nie było tu żadnych wielkich ran, ale już sporo skaleczeń i to brudnych oraz siniaków. Ciemne smugi, które osiadły po tym, jak wywlekała współpracownika spod gruzów, w jakiś sposób sprawiały, że niby mogła poruszać rękami, ale jak się nad tym zastanowiła, te piekły mniej niż by należało w takiej sytuacji.
Zamilkła i siedziała całkiem grzecznie i niemalże nieruchomo, kiedy Basilius oglądał jej nieprzytomnego kolegę i przeklęte, pokryte czernią pudełko, które ten trzymał. A potem odetchnęła z ulgą, gdy uzdrowiciel orzekł, że ofiara prawdopodobnie ataku śmierciożerców jednak z tego wyjdzie.
– Całe szczęście, chłopak ma młodego dzieciaka i żonę – westchnęła, a potem zmarszczyła lekko brwi, zastanawiając się nad jego pytaniem. Czy czuła, jakby coś wysysało z niej energię? Chyba nie. Ale… – Hm… nie czuję się słabo, ale ręce mnie nie bolą – orzekła, ponownie obracając je wierzchem w górę. Były poranione od grzebania w ruinach, bo robiła to nie tylko magią, ale też siłą mięśni tam, gdzie zaklęcia były zbyt ryzykowne. – A chyba powinny, skoro są poranione – dodała, bo nie było tu żadnych wielkich ran, ale już sporo skaleczeń i to brudnych oraz siniaków. Ciemne smugi, które osiadły po tym, jak wywlekała współpracownika spod gruzów, w jakiś sposób sprawiały, że niby mogła poruszać rękami, ale jak się nad tym zastanowiła, te piekły mniej niż by należało w takiej sytuacji.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.