15.10.2026, 03:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.10.2026, 03:01 przez Benjy Fenwick.)
Niemal zakrztusiwszy się własną śliną w idiotycznie ukontentowanej reakcji, zerknąłem na Geraldine, której spontaniczny komentarz nie wydał mi się szczególnie niestosowny, biorąc pod uwagę okoliczności, po czym wróciłem wzrokiem do Sebastiana i przesunąłem językiem po wewnętrznej stronie policzka, zastanawiając się, czy powinienem jeszcze zwrócić uwagę na to, że określenie „o ile wszystko pójdzie zgodnie z planem” zwykle pojawiało się tuż przed wyliczeniem całej zawiłej listy przyczyn, dla których wspomniane rozwiązanie należało uznać za wyjątkowo niebezpieczne, po czym zresztą zazwyczaj wszystko rzeczywiście się jebało, czy też oszczędzić nam wszystkim podobnie odkrywczego spostrzeżenia. Przez dłuższą chwilę z uniesionymi brwiami przyglądałem się przestrzeni przed sobą, słuchając i próbując zdecydować, czy właśnie byliśmy świadkami narodzin wspólnie zaimprowizowanego planu, który rzeczywiście miał szansę zadziałać, czy też doszliśmy do tego etapu rozmowy, gdy kolejne pomysły zaczynały brzmieć coraz lepiej wyłącznie dlatego, że wszystkie poprzednie zdążyły już zostać uznane za całkowicie fatalne. Gdy kapłan zakończył zawodową ocenę sytuacji z perspektywy egzorcystycznej, po prawdzie nie byłem nawet pewien, czy właśnie usłyszałem najlepszą wiadomość tego popołudnia, czy też Macmillan po prostu ubrał w bardzo rozsądnie brzmiące słowa bardzo durny pomysł, który za kilka godzin mógł nas wszystkich posłać do grobu, ewentualnie w miejsce znacznie mniej przyjemne i nie mające zbyt wiele wspólnego ze świętym spokojem, z którego niekoniecznie istniała łatwa droga powrotna.
Z drugiej strony, gdyby ktoś zapytał mnie rano, czy zamierzałem tego dnia rozważać podobne przedsięwzięcie, zapewne uznałbym, że miał wyjątkowo kiepskie poczucie humoru, a jednak proszę, oto byliśmy tutaj, omawiając szczegóły operacji, przy której zwykłe podpalenie odwróconego drzewa zaczynało brzmieć jak prawdopodobnie najmniej skomplikowany element całego przedsięwzięcia, co mówiło mi o naszych dotychczasowych sukcesach w poszukiwaniu rozsądnego wyjścia więcej, niż prawdopodobnie chciałbym wiedzieć. Musiałem przyznać, że pod pewnymi względami był to postęp, chociaż trudno powiedzieć, czy akurat taki, na jaki liczyłem, kiedy zdecydowałem się przyjść na to spotkanie - nie dało się ukryć, brzmiało to dla mnie znacznie lepiej niż rytualne skąpanie dębu w płomieniach Świętego Ognia i oczekiwanie, że reszta problemów zniknie razem z dymem, nie zaś rozwieje się po świecie, ale nie zamierzałem udawać, że rozumiałem wszystkie mechanizmy, które mogłyby zadziałać w takim przypadku. Nie oznaczało to również, że byłem gotów natychmiast ruszyć do Kniei z różdżką w jednej ręce, pochodnią w drugiej, lecz przynajmniej przestaliśmy rozmawiać o biernym przyglądaniu się nadchodzącemu nieszczęściu lub robieniu czegoś wyłącznie w imię religijnych ideologii.
Sam pomysł przesłania energii dębu w zaświaty, czyli teoretycznie w miejsce poza strefą zagrożenia dla żywych z Doliny, faktycznie brzmiał „kurwa, dobrze”, o ile oczywiście można było użyć tego określenia w odniesieniu do czegoś, co zakładało otwarcie przejścia, skierowanie tam źródła całego zamieszania i zamknięcie wszystkiego, zanim ktokolwiek niepowołany zdążyłby wpaść na pomysł, żeby sprawdzić, co jeszcze można było stamtąd wyciągnąć. Im dłużej o tym myślałem, tym trudniej było mi zaprzeczyć, że zaczynało to mieć ręce i nogi, oczywiście, pod warunkiem, że sami nie przywiązywaliśmy się przesadnie do posiadania wszystkich własnych kończyn w dotychczasowym stanie, bo lista rzeczy, które mogły pójść nie tak, zapewne wystarczyłaby do zapełnienia całkiem pokaźnego raportu dla Harper Moody. Personalnie najbardziej podobała mi się jednak ta część, w której energia miała przy okazji zwabić Widma i zatrzymać nieproszonych gości po drugiej stronie, ponieważ rzadko zdarzało się, żeby jeden problem można było wykorzystać do rozwiązania kilku następnych, zamiast po prostu dokładać sobie je do nazbyt szybko rosnącej listy kryzysowej.
- Nie powiem, szeby wizja zaglądania do Limbo była czymś, o czym maszyłem w wolnych chwilach, ale pszynajmniej mamy jakiś konkletny kielunek. - Przyznałem, przenosząc spojrzenie z Sebastiana na Geraldine, zgadzając się z nią krótkim skinieniem głowy. Nie mieliśmy gwarancji, że plan zadziała, istniało przynajmniej kilka powodów, dla których należało zachować ostrożność, poczynając od samego faktu, że rozmawialiśmy o energii, której natury nie rozumieliśmy w pełni, kończąc na tym, że próba przekierowania jej do innego wymiaru mogła przynieść rezultaty dalekie od tych, których oczekiwaliśmy, ale przecież nie spotkaliśmy się tutaj po to, żeby wyliczyć wszystkie możliwe sposoby, na jakie sytuacja mogła się pogorszyć, po czym wrócić do domów z satysfakcją, że przynajmniej nie podjęliśmy żadnego ryzyka.
- Jeśli zdecydujemy się na taki waliant, potszebujemy jeszcze czegoś? Tak naplawdę… Czy w jakimkolwiek pszyjętym loswiąsaniu w związku s tym dszewem potszebujemy czegoś, co w ogóle damy ladę jeszcze pszygotowaś? Osób, któle powinny byś pszy tym obecne? Infolmasji, któle jeszcze da się wyciągnąś? - Skierowałem wzrok na Sebę, wyginając palce i kiwając do siebie głową na myśl, która się w niej pojawiła, a potem na kolejną. Tylko jedną z nich mogłem otwarcie podzielić się z Sebastianem, z wiadomych względów, wystarczyło jednak przelotne spojrzenie, aby przekazać Gerdzie drugą. - Mamy pewne… Plototypowe ślodki ochlonne któle powinny umoszliwiś nam pszedostanie się na Polanę bez nalaszania się na bezpośledni kontakt s Widmami, ale nie zostały one splawdzone w plaktyce, więc nie lęszyłbym za ich skuteczność. Poza tym działają wyłącznie w jedną stlonę, nie zabespieczą nas pszed ludźmi, któszy zechcą się tam pszedrześ za wszelką cenę, by coś sobie udowodniś. - Przesunąłem kciukiem po krawędzi obrączki, zastanawiając się nad tym, co jeszcze należało ustalić, zanim niechybnie coraz szybciej nadciągający wieczór zmusi nas do przejścia od rozmów do działania, ponieważ właśnie na tym etapie szczegóły miały większe znaczenie niż wszelkie zapewnienia o słuszności obranej drogi - nie widziałem powodu, by odrzucać znalezione rozwiązanie na rzecz bezczynnego czekania na coś lepszego, co mogło wcale nie nadejść, wypadało tylko ustalić, gdzie kończyła się ambitna improwizacja, a zaczynało otwieranie drzwi, których później nikt nie potrafiłby zamknąć.
- A więc…? Czy na tym etapie pozostaje nam jusz tylko ustaliś dlogę - metaforycznie, rzecz jasna, chyba nie musiałem tego mówić - zeblaś się na miejscu, zlobiś to, co tszeba, i liczyś, sze ktoś tam w gósze uzna nasz plan za wystalszająco godny, szeby nie pozwoliś nam wszystkim skończyś po niewłaściwej stlonie? - Nie miałem nic przeciwko odrobinie szczęścia, rzecz jasna, ale wolałem nie opierać całego przedsięwzięcia na założeniu, że tym razem opatrzność postanowi wynagrodzić nam wszystkie wcześniejsze trudy.
Z drugiej strony, gdyby ktoś zapytał mnie rano, czy zamierzałem tego dnia rozważać podobne przedsięwzięcie, zapewne uznałbym, że miał wyjątkowo kiepskie poczucie humoru, a jednak proszę, oto byliśmy tutaj, omawiając szczegóły operacji, przy której zwykłe podpalenie odwróconego drzewa zaczynało brzmieć jak prawdopodobnie najmniej skomplikowany element całego przedsięwzięcia, co mówiło mi o naszych dotychczasowych sukcesach w poszukiwaniu rozsądnego wyjścia więcej, niż prawdopodobnie chciałbym wiedzieć. Musiałem przyznać, że pod pewnymi względami był to postęp, chociaż trudno powiedzieć, czy akurat taki, na jaki liczyłem, kiedy zdecydowałem się przyjść na to spotkanie - nie dało się ukryć, brzmiało to dla mnie znacznie lepiej niż rytualne skąpanie dębu w płomieniach Świętego Ognia i oczekiwanie, że reszta problemów zniknie razem z dymem, nie zaś rozwieje się po świecie, ale nie zamierzałem udawać, że rozumiałem wszystkie mechanizmy, które mogłyby zadziałać w takim przypadku. Nie oznaczało to również, że byłem gotów natychmiast ruszyć do Kniei z różdżką w jednej ręce, pochodnią w drugiej, lecz przynajmniej przestaliśmy rozmawiać o biernym przyglądaniu się nadchodzącemu nieszczęściu lub robieniu czegoś wyłącznie w imię religijnych ideologii.
Sam pomysł przesłania energii dębu w zaświaty, czyli teoretycznie w miejsce poza strefą zagrożenia dla żywych z Doliny, faktycznie brzmiał „kurwa, dobrze”, o ile oczywiście można było użyć tego określenia w odniesieniu do czegoś, co zakładało otwarcie przejścia, skierowanie tam źródła całego zamieszania i zamknięcie wszystkiego, zanim ktokolwiek niepowołany zdążyłby wpaść na pomysł, żeby sprawdzić, co jeszcze można było stamtąd wyciągnąć. Im dłużej o tym myślałem, tym trudniej było mi zaprzeczyć, że zaczynało to mieć ręce i nogi, oczywiście, pod warunkiem, że sami nie przywiązywaliśmy się przesadnie do posiadania wszystkich własnych kończyn w dotychczasowym stanie, bo lista rzeczy, które mogły pójść nie tak, zapewne wystarczyłaby do zapełnienia całkiem pokaźnego raportu dla Harper Moody. Personalnie najbardziej podobała mi się jednak ta część, w której energia miała przy okazji zwabić Widma i zatrzymać nieproszonych gości po drugiej stronie, ponieważ rzadko zdarzało się, żeby jeden problem można było wykorzystać do rozwiązania kilku następnych, zamiast po prostu dokładać sobie je do nazbyt szybko rosnącej listy kryzysowej.
- Nie powiem, szeby wizja zaglądania do Limbo była czymś, o czym maszyłem w wolnych chwilach, ale pszynajmniej mamy jakiś konkletny kielunek. - Przyznałem, przenosząc spojrzenie z Sebastiana na Geraldine, zgadzając się z nią krótkim skinieniem głowy. Nie mieliśmy gwarancji, że plan zadziała, istniało przynajmniej kilka powodów, dla których należało zachować ostrożność, poczynając od samego faktu, że rozmawialiśmy o energii, której natury nie rozumieliśmy w pełni, kończąc na tym, że próba przekierowania jej do innego wymiaru mogła przynieść rezultaty dalekie od tych, których oczekiwaliśmy, ale przecież nie spotkaliśmy się tutaj po to, żeby wyliczyć wszystkie możliwe sposoby, na jakie sytuacja mogła się pogorszyć, po czym wrócić do domów z satysfakcją, że przynajmniej nie podjęliśmy żadnego ryzyka.
- Jeśli zdecydujemy się na taki waliant, potszebujemy jeszcze czegoś? Tak naplawdę… Czy w jakimkolwiek pszyjętym loswiąsaniu w związku s tym dszewem potszebujemy czegoś, co w ogóle damy ladę jeszcze pszygotowaś? Osób, któle powinny byś pszy tym obecne? Infolmasji, któle jeszcze da się wyciągnąś? - Skierowałem wzrok na Sebę, wyginając palce i kiwając do siebie głową na myśl, która się w niej pojawiła, a potem na kolejną. Tylko jedną z nich mogłem otwarcie podzielić się z Sebastianem, z wiadomych względów, wystarczyło jednak przelotne spojrzenie, aby przekazać Gerdzie drugą. - Mamy pewne… Plototypowe ślodki ochlonne któle powinny umoszliwiś nam pszedostanie się na Polanę bez nalaszania się na bezpośledni kontakt s Widmami, ale nie zostały one splawdzone w plaktyce, więc nie lęszyłbym za ich skuteczność. Poza tym działają wyłącznie w jedną stlonę, nie zabespieczą nas pszed ludźmi, któszy zechcą się tam pszedrześ za wszelką cenę, by coś sobie udowodniś. - Przesunąłem kciukiem po krawędzi obrączki, zastanawiając się nad tym, co jeszcze należało ustalić, zanim niechybnie coraz szybciej nadciągający wieczór zmusi nas do przejścia od rozmów do działania, ponieważ właśnie na tym etapie szczegóły miały większe znaczenie niż wszelkie zapewnienia o słuszności obranej drogi - nie widziałem powodu, by odrzucać znalezione rozwiązanie na rzecz bezczynnego czekania na coś lepszego, co mogło wcale nie nadejść, wypadało tylko ustalić, gdzie kończyła się ambitna improwizacja, a zaczynało otwieranie drzwi, których później nikt nie potrafiłby zamknąć.
- A więc…? Czy na tym etapie pozostaje nam jusz tylko ustaliś dlogę - metaforycznie, rzecz jasna, chyba nie musiałem tego mówić - zeblaś się na miejscu, zlobiś to, co tszeba, i liczyś, sze ktoś tam w gósze uzna nasz plan za wystalszająco godny, szeby nie pozwoliś nam wszystkim skończyś po niewłaściwej stlonie? - Nie miałem nic przeciwko odrobinie szczęścia, rzecz jasna, ale wolałem nie opierać całego przedsięwzięcia na założeniu, że tym razem opatrzność postanowi wynagrodzić nam wszystkie wcześniejsze trudy.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)