• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[31/10/1972] serca zmartwione, wiara gorejąca || sebastian & geraldine, benjy

[31/10/1972] serca zmartwione, wiara gorejąca || sebastian & geraldine, benjy
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#15
13.10.2026, 23:46  ✶  
„No… To było miło, ale się skończyło?”
Dopiero kiedy Sebastian zaczął rozwijać swoją argumentację i rozmowa zeszła na kwestie, których nie mogłem domyślić się od samego początku, w pełni dotarło do mnie, że właściwa część tego spotkania dopiero się rozpoczynała, ponieważ o ile wcześniej mogłem jeszcze przypuszczać, iż uda nam się porozumieć w sprawach praktycznych, o tyle teraz stawało się coraz bardziej oczywiste, że zupełnie inaczej rozumieliśmy samą naturę obowiązku, który miał wynikać z naszej obecności w tym miejscu. Nie odezwałem się ani słowem, pilnując, żeby moja twarz nie zyskała niechcianych napisów i nie zdradziła niczego, co mogłoby zostać uznane za komentarz do wypowiedzi kapłana, chociaż musiałem przyznać, że jego pierwsze słowa wywołały we mnie pewien rodzaj wewnętrznej konsternacji, z którą nie do końca wiedziałem, co począć. Przez krótką chwilę naprawdę nie byłem pewien, czy właśnie dawał nam do zrozumienia, że powinniśmy dobrowolnie, w pełni świadomi możliwości zostania męczennikami niosącymi Święty Ogień wejść do Kniei jeszcze przed przemarszem i spróbować spalić obrazoburcze drzewo, zanim grupa protestantów zdecyduje się rozpocząć własną akcję, czy też moje myśli samoistnie pobiegły o kilka kroków dalej, dopisując do jego słów intencje, których wcale nie musiał mieć.
Nie przewidziałem takiej możliwości, nawet przez moment nie brałem jej pod uwagę, ponieważ dotychczas koncentrowałem się na tym, co mogliśmy zrobić w odpowiedzi na zapowiadane wydarzenia, nie zaś na tym, czy ktokolwiek mógłby oczekiwać, że znacząco wcześniej uprzedzimy cudzy ruch i sami spróbujemy rozprawić się z problemem, zanim zdążyłby on przybrać konkretną postać - analizowałem to, co wiedziałem o widmach, o kromlechu, o polanie, o samym Samhain, o liście odnośnie planów pospolitego ruszenia, o potencjalnych dodatkowych zagrożeniach i uwarunkowaniach oraz o konsekwencjach, jakie mogły wyniknąć z bezpośredniej ingerencji w miejsce obciążone tak wielką liczbą rozmaitych znaczeń, wierzeń, założeń i oczekiwań, więc propozycja, która zdawała się wyłaniać z wypowiedzi Sebastiana, zastała mnie zupełnie nieprzygotowanego i niejako automatycznie wmurowanego, co - niestety - musiałem przyznać przed sobą, lecz - na szczęście - nie potrzebowałem tego robić przed moimi towarzyszami.
Geraldine jednak sama z siebie postanowiła poprzeć moje wcześniejsze słowa, a także dodać do tego swoje, również bardzo trafne, na których dźwięk pokiwałem głową. Zdarzało mi się nie zgadzać z kuzynką w sprawach, które uważałem za istotne, nie miałem zwyczaju udawać, że wspólne geny oraz łączone interesy automatycznie oznaczały wspólnotę poglądów, lecz tym razem trudno byłoby mi znaleźć cokolwiek, co skłoniłoby mnie do zajęcia odmiennego stanowiska, szczególnie że im dłużej słuchałem, tym wyraźniej rozumiałem, dlaczego Gerda nie zamierzała przystać na przedstawioną nam wizję wydarzeń. Co ciekawe, akurat w tym przypadku nie potrzebowaliśmy nawet wymieniać porozumiewawczych spojrzeń, żeby dojść do podobnych wniosków - nie to, byśmy zwykli tak robić - ponieważ najwyraźniej oboje dostrzegaliśmy w tej propozycji dokładnie te same problemy i powody do wyrażenia wątpliwości, nawet jeśli każde z nas mogło wyciągnąć wspomniane spostrzeżenia na podstawie nieco innych przesłanek.
„No, nie można mnie nazwać największym fanem składania ofiar w imię idei, nawet tych teoretycznie wyższych…”
Wiedziałem zresztą od samego początku, że Macmillan z dużym prawdopodobieństwem uzna mnie za heretyka, jeśli tylko pozwolę sobie na odrobinę większą bezpośredniość w kwestii własnych przekonań, więc w jego reakcji nie było dla mnie żadnego szczególnego zaskoczenia, była to raczej po prostu nieunikniona konsekwencja spotkania dwóch osób, które posługiwały się podobnymi narzędziami, lecz przypisywały im zupełnie inne znaczenie.
„Ludzie, to znaczy wierni, są ofiarami tego kryzysu” było czymś, z czym zdecydowanie mogłem się zgodzić, lecz jednocześnie niewątpliwie na usta cisnął mi się komentarz o tym, iż powinniśmy zatem przede wszystkim dążyć do zmniejszenia liczby dosłownych, bardzo rzeczywistych żertw, jakie z pewnością miały pojawić się na Polanie Ognisk, jeśli przede wszystkim skupilibyśmy się na wzniecaniu pożaru.
- Wolałbym najpielw ustaliś, jak głęboko sięga ta góla lodowa, zanim zaczniemy zastanawiaś się, ile ognia potszeba, szeby ją stopiś. - Odchrząknąłem, nie zamierzawszy cofać swoich wcześniejszych wątpliwości - byłem rytualistą, nie należałem obecnie do żadnego kowenu i nie czułem potrzeby, żeby składać komukolwiek deklaracje dotyczące mojej głębokiej wiary albo usprawiedliwiać się z obranej drogi, ponieważ robiłem naprawdę wiele rzeczy sprzecznych z nurtem religii Pani Księżyca - moja praca wymagała ode mnie wiedzy o rytuałach, ich przebiegu, strukturze, właściwościach oraz efektach, nie zaś odprawiania modłów do opatrzności w nadziei, że ta zechce przychylnie spojrzeć na kontrowersyjne przedsięwzięcia, w których uczestniczyłem, nawet jeżeli byłaby skłonna to zrobić. Interesowały mnie mechanizmy, zależności, intencje oraz skutki, czyli to, co można było ustalić, sprawdzić i zrozumieć, a także to, co dało się przewidzieć, zanim ktoś popełnił błąd, którego efekty mogły okazać się znacznie trudniejsze do opanowania niż same okoliczności prowadzące do rozwoju wydarzeń, dlatego nie widziałem powodu, żeby udawać przed sobą, iż z religijnym obrządkiem łączyło mnie więcej niż w rzeczywistości. Dostrzegałem bowiem między nami różnicę, której nie zamierzałem udawać, że nie było, ponieważ ja sam praktycznie nigdy nie szukałem odpowiedzi w boskich wyrokach i w planach czegoś nade mną, nie poszukiwałem również zatem przynależności do określonej wspólnoty, która oczekiwałaby ode mnie podporządkowania się ich przekonaniom, gdyż dysponowali oni własnym zestawem rozwiązań i wyjaśnień dotyczących świata.
Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że nawet przy tak wyraźnie odmiennych zdaniach mogliśmy znaleźć pewne bezsporne stanowisko, szczególnie w sytuacji, kiedy należało rozważyć rzeczywiste zagrożenie, zamiast spierać się o to, kto miał prawo wypowiadać się w imieniu sił wyższych, ale im dłużej słuchałem Macmillana, tym mniej byłem przekonany, że kapłan rzeczywiście zamierzał potraktować nasze stanowisko jako równorzędne wobec własnego.
„Nie powinno mnie to dziwić, prawda? Czyżbym stał się… Naiwny?”
Dotychczas przyszło mi zakładać, że w pewnych kwestiach nasze stanowiska okażą się zbieżne, zwłaszcza jeśli wszyscy dostrzegaliśmy zagrożenie w działaniach protestantów czy Ministerstwa Magii, Departamentu Tajemnic, badaczy czy członków Brygady albo rozumieliśmy wagę tego, co już się stało i co jeszcze mogło wydarzyć się w głębi Kniei, lecz podobieństwo celów nie oznaczało jeszcze zgodności w sposobie ich osiągania i - stety czy nie - nie zobowiązywało do przyjęcia całego pakietu przekonań, które kapłan najwyraźniej uważał za nierozerwalnie związane z proponowanymi przez niego działaniami. Nie znaczyło to także, oczywiście, że lekceważyłem konsekwencje możliwych decyzji ze strony Harper Moody ani że uważałem całą sprawę za niewartą rozważenia, ponieważ doskonale rozumiałem, jak wiele mogło zależeć od tego, co wydarzy się w następnych godzinach albo następnego dnia, lecz nie widziałem powodu, dla którego mielibyśmy podejmować działanie wyłącznie dlatego, że ktoś uznał je za właściwe w świetle własnej wiary. Bywałem porywczy, ale chyba nie aż tak… „No… Jasne” - nie mogłem również zaprzeczyć, że gdybym rzeczywiście uwierzył w teorię dotyczącą spalenia dębu, nie czekałbym na kolejny znak z niebios, żeby zabrać się do pracy, zwłaszcza gdy od tej decyzji zależało zapobiegnięcie czemuś, co mogło przynieść poważne konsekwencje dla całej społeczności magicznej, nie tylko w Dolinie Godryka. Znając moje podejście, wolałem już złożyć modlitwy pokutne za dokonanie czynu, którego słuszność budziła wątpliwości moralne i prawne, niż modlić się o to, aby ktoś inny wreszcie zdecydował się coś uczynić, podczas gdy czas upływał, sytuacja stawała się coraz bardziej napięta, a większość otoczenia próbowała pocieszać się myślą, że odpowiedzialność za ostateczny wynik spoczywała na barkach kogoś innego, ale jeśli mieliśmy władować się w sam środek tajfunu, chciałem wiedzieć, po co, z jakim planem oraz z jaką świadomością ryzyka oraz konsekwencji, nie robiąc tego dlatego, że ktoś uznał nas za odpowiednich wykonawców swojej wizji i liczył, iż wystarczyło przedstawić ją w odpowiednio podniosłych słowach, żebyśmy przestali zadawać niewygodne pytania.
„Rozumiem, że skoro istnieje prawie całkowita pewność, że Ministerstwo ma jutro uniemożliwić nam dostęp do anomalii, której i tak obecnie pilnuje niczym dziury we własnej dupie, powinniśmy dzisiaj podpalić wszystko, co znajduje się w promieniu kilkudziesięciu metrów” pomyślałem, lecz na szczęście zachowałem tę uwagę dla siebie, ponieważ nie byłem pewien, czy Macmillan doceniłby podobny wkład w dyskusję strategiczną. Zamiast tego uniosłem lekko brwi i westchnąłem cicho, nie zamierzając udawać, że jego argumenty nie trafiały w żaden z istotnych punktów, dokładnie tak jak argumenty Gerdy. Oboje mieli dużo racji.
- Czyli, jeśli dobrze losumiem, mamy do wybolu pozwoliś cywilom lospętać piekło pod dębem albo sami splóbowaś lospętaś je odlobinę wcześniej, licząc na to, sze zdąszymy skończyś, zanim ktokolwiek zauwaszy, sze zablaliśmy się do loboty. - Odezwałem się w końcu, unosząc nieznacznie brwi. - Nie twielsę, sze powinniśmy siedzieś tutaj do północy i loswaszaś wszystkie mosliwe zakończenia, ale jeśli mamy podjąś decyzję, któla mosze mieś konsekwencje wyklaszające daleko poza dzisiejszy wieczól, wolałbym wiedzieś, czy jesteśmy w stanie zapobiec pszynajmniej jednej katastlofie, czy jedynie wyblaś najdogodniejszą welsję dlamatu, więc tak… Widma. - Przytaknąłem Gerdzie. - Czy mosemy splóbowaś odesłaś je w pizdu lasem s dębem? - W moim głosie nie było szczególnej krnąbrności, raczej niedowierzanie z powodu przebiegu tej rozmowy, ponieważ nie przepadałem za takim stawianiem sprawy, zwłaszcza gdy ktoś z góry zakładał, że nie mieliśmy żadnego wpływu na główny bieg wydarzeń, ale nie zamierzałem też udawać specjalisty od egzorcyzmów. Sebastian miał tu zdecydowanie więcej do powiedzenia.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (7537), Geraldine Greengrass-Yaxley (3918), Sebastian Macmillan (5297)




Wiadomości w tym wątku
[31/10/1972] serca zmartwione, wiara gorejąca || sebastian & geraldine, benjy - przez Sebastian Macmillan - 05.10.2026, 22:05
RE: [31/10/1972] serca zmartwione, wiara gorejąca || sebastian & geraldine, benjy - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 06.10.2026, 16:07
RE: [31/10/1972] serca zmartwione, wiara gorejąca || sebastian & geraldine, benjy - przez Benjy Fenwick - 06.10.2026, 21:40
RE: [31/10/1972] serca zmartwione, wiara gorejąca || sebastian & geraldine, benjy - przez Sebastian Macmillan - 07.10.2026, 18:33
RE: [31/10/1972] serca zmartwione, wiara gorejąca || sebastian & geraldine, benjy - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 07.10.2026, 20:18
RE: [31/10/1972] serca zmartwione, wiara gorejąca || sebastian & geraldine, benjy - przez Benjy Fenwick - 08.10.2026, 01:49
RE: [31/10/1972] serca zmartwione, wiara gorejąca || sebastian & geraldine, benjy - przez Sebastian Macmillan - 08.10.2026, 18:54
RE: [31/10/1972] serca zmartwione, wiara gorejąca || sebastian & geraldine, benjy - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 08.10.2026, 19:44
RE: [31/10/1972] serca zmartwione, wiara gorejąca || sebastian & geraldine, benjy - przez Benjy Fenwick - 09.10.2026, 00:57
RE: [31/10/1972] serca zmartwione, wiara gorejąca || sebastian & geraldine, benjy - przez Sebastian Macmillan - 09.10.2026, 14:52
RE: [31/10/1972] serca zmartwione, wiara gorejąca || sebastian & geraldine, benjy - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 11.10.2026, 20:27
RE: [31/10/1972] serca zmartwione, wiara gorejąca || sebastian & geraldine, benjy - przez Benjy Fenwick - 12.10.2026, 18:26
RE: [31/10/1972] serca zmartwione, wiara gorejąca || sebastian & geraldine, benjy - przez Sebastian Macmillan - 12.10.2026, 20:50
RE: [31/10/1972] serca zmartwione, wiara gorejąca || sebastian & geraldine, benjy - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 13.10.2026, 09:25
RE: [31/10/1972] serca zmartwione, wiara gorejąca || sebastian & geraldine, benjy - przez Benjy Fenwick - 13.10.2026, 23:46
RE: [31/10/1972] serca zmartwione, wiara gorejąca || sebastian & geraldine, benjy - przez Sebastian Macmillan - 14.10.2026, 17:25
RE: [31/10/1972] serca zmartwione, wiara gorejąca || sebastian & geraldine, benjy - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.10.2026, 21:33
RE: [31/10/1972] serca zmartwione, wiara gorejąca || sebastian & geraldine, benjy - przez Benjy Fenwick - 15.10.2026, 03:00
RE: [31/10/1972] serca zmartwione, wiara gorejąca || sebastian & geraldine, benjy - przez Sebastian Macmillan - 16.10.2026, 23:51

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa