Dla Geraldine to nie było takie proste. Można było zniszczyć drzewo, jasne. Kochała chaos, ale nawet ona nie była tak lekkomyślna, bo co jeśli to tylko pogorszy sprawę, co jeśli te widma przez to oddalą się od Kniei, ruszą w świat? Co wtedy? Widziała skutki ich działania, widziała chłopca, który zmienił się w starca, widziała trupy, widziała ile znajdowało się ich w lesie. Nie byłaby na tyle lekkomyślna, żeby sprawdzić, co się stanie jeśli zniszczy się przedmiot, który trzymał je w jednym miejscu. To mogło spowodować, że one zaczną się przemieszczać, a zdecydowanie wolałaby, aby całe zagrożenie znajdowało się w jednym miejscu zajęte swoimi sprawami. Z Atreusem przecież widzieli, że one ewoluują, we wrześniu podążali za jednym typem, który karmił jedno z tych stworzeń kotami, a później sam skończył martwy, pozbawiony życia. To nie były żarty. Co jeśli one zyskają nową energię? Szlag by to wszystko trafił. Sytuacja była naprawdę patowa. Mieli tu pełno ludzi, którzy gotowi byli wleźć do lasu, a gadali o zniszczeniu magicznego drzewa. W lesie było niebezpiecznie.
- To na pewno nie jest zwykły dąb. - Nie wydawało jej się, aby to było zwyczajne drzewo, zwłaszcza, że wiedziała o tym, że w Kniei rosną drzewa Greengrassów, które przecież miały specjalne właściwości. Być może to właśnie jedno z tych drzew zostało odwrócone, dlaczego miałoby to być zwyczajne drzewo, skoro rosły tam magiczne drzewa?
- Nie ma szans, żeby skończyło się to dobrze. - Przeniosła spojrzenie na Benjy'ego. Miał rację, miał kurewską rację w tym co mówił. Nikt nie miał pewności co do tego, co się stanie jeśli naruszą strukturę drzewa, to było niebezpieczne, okropnie niebezpieczne. Tyle, że jednak najwyraźniej nawet pracownicy ministerstwa zamierzali to sprawdzić, nie zważając na możliwe skutki, dlaczego ludzie myśleli tylko o sobie?
- Będzie chaos, ministerstwo, zwykli ludzie, widma, do tego magiczne drzewo, przecież to się prosi o tragedię. - Niekoniecznie wiedziała jak to ogarnąć. Do tego mieli Samhain, a wiadomo, że wtedy granice między światami się zacierały. Pojebane, to było naprawdę pojebane.
- Nie mamy pewności, jak zachowa się popiół, nie wiemy co się stanie kiedy spalimy drzewo, jest tu zbyt wiele niewiadomych. - Powiedziała wprost, jak zawsze, nie zamierzała się szczypać w język tylko dlatego, że Sebastian uważał to za dobry pomysł.
- Zgadzam się z Fenwickiem. - Zdecydowanie uważała, że Benjy w tym przypadku miał rację, nie sądziła, że był to moment aby zobaczyć, co się stanie jeśli zniszczą drzewo. Zbyt wiele niewiadomych się z tym łączyło, a z tego, co się dowiedzieli będą mieć las pełny ludzi, którzy zamierzali się do niego wedrzeć, to niosło za sobą za wielkie ryzyko.
Spojrzała na Macmillana i pokręciła głową. Naprawdę starała się zrozumieć jego podejście, bardzo wierzył w zamiary Pani Księżyca, miała zamiar jednak odrobinę to podważyć. - Jeśli wierni, którzy wejdą do lasu umrą uznasz to za wolę Bogini? Uznasz to za poświęcenie w imię woli Pani Księżyca? Nie możemy sobie gdybać na temat tego, czego ona oczekuje, naprawdę chcesz pozostawić życia ludzi przypadkowi? - Poniekąd właśnie w ten sposób to widziała. Niekoniecznie wierzyła w to, że Bogini uratuje tych wszystkich ludzi, przez wiele lat bowiem uczyła się tego, że jej życie należy tylko i wyłącznie do niej, że to od niej i jej determinacji zależy to, czy uda jej się przeżyć.
- To nie są informacje, a własne doświadczenie Sebastianie, widziałam na własne oczy, co widma mogą zrobić z ludźmi i jak wiele ich jest w lesie. - Miała wątpliwą przyjemność spierdalać przed nimi w podskokach, a przecież Greengrass-Yaxley nie należała do osób, które szybko brały nogi za pas.
- Rozumiem, że zależy Ci na tym, żeby drzewo nie wpadło w ręce Ministerstwa, ale to jest kurewsko niebezpieczne, naprawdę nie mamy żadnej pewności co do tego, co właściwie się może wydarzyć. - Obawiała się, że jeśli ruszą drzewo, to ruszą się widma, a to było ostatnim czego by chciała, bo widziała je w akcji.
- Jak nie powinnyśmy brać widm pod uwagę? Jak? Jeśli ludzie wejdą do lasu to ich wyczują, one się nimi żywią. Aktualnie są zainteresowane czymś innym, o czym wspomniał mój ojciec, ale były już przypadki takich, które wyszły poza Knieję, one mordowały ludzi, nie chcę być niegrzeczna ale moim zdaniem to właśnie na nich powinniśmy się skupić i na tym, żeby to co trzyma je w Kniei tam zostało. - Zdecydowanie mieli inne zdanie na ten temat, ale to się przecież zdarzało podczas takich rozmów, czyż nie?
- Czy orientujesz się, czy istnieje jakiś sposób, aby wepchnąć je tam skąd przybyły? - W końcu Macmillan był też egzorcystą. W Beltane śmierciożercy naruszyli granicę światów, może dałoby się to zrobić ponownie i wciągnąć do środka te istoty, skoro stamtąd przyszły? Później będą mogli zająć się tym drzewem.