W powietrzu dało się wyczuć, że coś jest na rzeczy. Niby nikt otwarcie nie mówił o swoich zamiarach, jednak ludzie oglądali się za siebie, spoglądali na innych, obserwowali okolicę. Dało się zauważyć, że nastrój odbiegał od typowego sabatowego. Greengrass-Yaxley nie spodziewała się szczerze mówiąc niczego innego, nie po tym co przeczytała w liście od Sebastiana. Zastanawiało ją, czy umówili się na jakiś sygnał, czy wyznaczyli godzinę, jak właściwie mieli rozpocząć swój bunt. Zapewne niedługo się tego dowiedzą. Godzina jednak była jeszcze wczesna, mieli czas na obserwację, sprawdzenie jak wyglądała sytuacja, właśnie to robili.
Geraldine w przeciwieństwie do Benjy'ego zwracała uwagę na jakość ubrań, które nosiła. Większość z jej garderoby była zresztą wykonana z materiałów, które same dostarczała do rzemieślników. Miała świadomość, że porządna skóra może czasem uratować jej dupę. Nie, żeby zbyt często kupowała, czy zamawiała nowe rzeczy, raczej czekała na to, aż po prostu te poprzednie ulegną zniszczeniu, co przy tym jak wyglądało jej życie nie było wcale szczególnie czasochłonne. Zresztą nie ma się co oszukiwać, Geraldine była obrzydliwie bogata. Mogła sobie pozwolić na wiele, chociaż osobiście wolała jednak kupować broń od ubrań.
- Tak, są naprawdę fajne. - Potwierdziła jeszcze to, co powiedział Benjy. Jej również podobały się te koszulki, nawet jeśli ktoś zrobił je w ostatniej chwili bo miał taki kaprys. Były naprawdę urzekające, chwytliwe, wydawało jej się, że mogą trafić do sporej ilości konsumentów.
Później znaleźli się na zapleczu, gdzie rozmowa stała się już nieco bardziej konkretna, w sumie to i dobrze, przecież dlatego przyszli do Sebastiana, żeby dowiedzieć się jeszcze więcej na temat tego, co przekazał im w korespondencji, wydawał się bowiem posiadać odpowiednią wiedzą. Geraldine zmrużyła oczy, kiedy Fenwick powiedział, że ma rację, to nie zdarzało się zbyt często, na pewno zapamięta na długo te słowa, jakoś tak odruchowo się nawet nieco wyprostowała, kiedy to padło z jego ust. Naprawdę miło było to słyszeć.
- Jak mogłaby zmniejszyć liczbę potencjalnie niebezpiecznych czynników? Podejrzewam, że zostaną w tym lesie już na zawsze, niezbyt żywi, to raczej niekoniecznie maluje się jako zmniejszenie niebezpiecznych czynników. - Wręcz przeciwnie, zdaniem Geraldine coś nie do końca grało w ich rozumowaniu, albo nie do końca jeszcze rozumiała to, o czym mówił Sebastian.
Kapłan zaczął mówić, więc ona słuchała. Układała to sobie w swojej głowie. - Więc Ministerstwo stwierdziło, że to kowen podburza ludzi i zachęca ich do buntu, jak mniemam nic o tym nie wiesz? - Zapytała jeszcze wprost, bo w końcu to byli jego ludzie. Kto wie, co oni sobie myśleli, mieli przecież całkiem wyjątkowe poglądy na to, czego mogła sobie życzyć Bogini, kto wie do czego doszli podczas tych swoich modlitw.
- Ale co sobie wymyślili, samo to, że ludzie mają ruszyć do Kniei, czy że bunt jest spowodowany przez kowen? - To też warto było sprostować.
Sebastian mówił dalej, nie przerywała mu, bo najwyraźniej uzyskał informacje, które nie były dostępne w przestrzeni publicznej. Roise wspomniał jej o tym, że widma zjadły jedno z ich drzew, a teraz wyszła sprawa kolejnego, magicznego drzewa, właściwości o których mówił Sebastian mogły być bardzo niebezpieczne, bo faktycznie ludzie mogli pragnąć fragmentu takiego drzewa tylko dla siebie. Westchnęła ciężko. - To może być to, co trzyma je w lesie. - Dosyć szybko wyciągnęła taki wniosek, ale ojciec wspomniał w liście o tym, że w lesie musi być coś, czego pragną te istoty. - Nie można pozwolić na to, żeby Ministerstwo je tak sobie wycięło. - Mogło to być również jedno z drzew Greengrassów, jeśli było magiczne, a w tych drzewach przecież zostawały części wspomnień ludzi. Kto wie, co się stanie, kiedy ktoś po prostu postanowi się go pozbyć. Sytuacja zaczynała się jej klarować, no powiedzmy, bo nadal nie miała pojęcia, co chcą zrobić ludzie, który wejdą do Kniei.
- Na pewno będzie katastrofalna, nie wiemy, czego chcą ludzie, nie sądzę, aby wiedzieli o tym, co powoduje to drzewo, może to i lepiej, bo jego właściwości mogą zacząć przyciągać tu jeszcze więcej zainteresowanych, co do badaczy, też wypadałoby ich nieco przystopować, przecież jeśli zabiorą fragmenty, to one ruszą za nimi, oczywiście, jeśli faktycznie widmom chodzi o drzewo. - Nie miała pojęcia, co się stanie jeśli drzewo zniknie, czy widma wtedy też rozproszą się w poszukiwaniu innej energii? Strasznie dużo w tym wszystkim niewiadomych i bardzo, ale to bardzo jej się to nie podobało.