11.10.2026, 18:58 ✶
Sapnął w niezadowoleniu na tę insynuację. Drwal, dobre sobie… o czym można było z takim drwalem rozmawiać? Owszem, męskie ciało samo w sobie zdawało mu się po prostu piękne, szczególnie takie rzeźbione wytrwałą pracą fizyczną, co jednak z zaspokojeniem potrzeb intelektualnych i duchowych?
– Nie chodzi o to, że nie byłbym w stanie wyobrazić sobie Ciebie z siekierą, ale czy udałoby się sprawić, żeby dotyk Twojej skóry pozostał tak miękki? Słyszałem, że od tego robią się straszliwe odciski – odpowiadał, jakby jakkolwiek ta sugestia mogła być rozpatrzona poważnie. Nie wiedząc co zrobić z kijekiem, wciąż trzymał go w dwóch palcach i zastanawiał się, och jak bardzo zastanawiał się co z nim zrobić. Mogli wziąć koszyk z jadalni, a gdyby tak jeszcze zawrócić do rezydencji? Raczej nie odeszli daleko. Teleportacja też przecież wchodziła w grę, nawet z ryzykiem niewielkich mdłości, szybko mogliby je spłukać smakiem ziołowej nalewki na jesienne dolegliwości.
W chwili gdy już niemal w stu procentach podjął decyzję, zauważył że nagłe poruszenie w ruchach partnera zaowocowało bardzo nieoczekiwanym bufetem. Szybko otaksował "dzieło", próbując się uśmiechnąć z wdzięcznością ale wyszło mu to nader kwaśnie i mało wiarygodnie. Ileż w tym było jego młodzieńczego "uroku" wiktoriańskiej sieroty, która niekiedy była przytłoczona ekstrawagancją i nadmiarem serwowanym jej przez gryfońskiego przyjaciela.
– Och… dziękuję… dziękuję Ci mój drogi. Mam nadzieje, że pierścionek nie będzie zrobiony z dziurawego liścia czy nitki wyprutej z szala? – wyraził życzenie, to wyciągając ręce do bukietu, to cofając je. W końcu jednak nie dał rady i gestem długich palców przywołał bukiet do siebie, błogosławiąc sztuce translokacji, jeśli i ta była dla niego łaskawa…
– Nie chodzi o to, że nie byłbym w stanie wyobrazić sobie Ciebie z siekierą, ale czy udałoby się sprawić, żeby dotyk Twojej skóry pozostał tak miękki? Słyszałem, że od tego robią się straszliwe odciski – odpowiadał, jakby jakkolwiek ta sugestia mogła być rozpatrzona poważnie. Nie wiedząc co zrobić z kijekiem, wciąż trzymał go w dwóch palcach i zastanawiał się, och jak bardzo zastanawiał się co z nim zrobić. Mogli wziąć koszyk z jadalni, a gdyby tak jeszcze zawrócić do rezydencji? Raczej nie odeszli daleko. Teleportacja też przecież wchodziła w grę, nawet z ryzykiem niewielkich mdłości, szybko mogliby je spłukać smakiem ziołowej nalewki na jesienne dolegliwości.
W chwili gdy już niemal w stu procentach podjął decyzję, zauważył że nagłe poruszenie w ruchach partnera zaowocowało bardzo nieoczekiwanym bufetem. Szybko otaksował "dzieło", próbując się uśmiechnąć z wdzięcznością ale wyszło mu to nader kwaśnie i mało wiarygodnie. Ileż w tym było jego młodzieńczego "uroku" wiktoriańskiej sieroty, która niekiedy była przytłoczona ekstrawagancją i nadmiarem serwowanym jej przez gryfońskiego przyjaciela.
– Och… dziękuję… dziękuję Ci mój drogi. Mam nadzieje, że pierścionek nie będzie zrobiony z dziurawego liścia czy nitki wyprutej z szala? – wyraził życzenie, to wyciągając ręce do bukietu, to cofając je. W końcu jednak nie dał rady i gestem długich palców przywołał bukiet do siebie, błogosławiąc sztuce translokacji, jeśli i ta była dla niego łaskawa…
Translokacja ◉◉○○○, przyjmuję bukiet na odległość bo walka ze snobem to jedno, a przyjmowanie całego stadka gałęzi to co innego
Rzut N 1d100 - 98
Sukces!
Sukces!