11.10.2026, 14:39 ✶
Odys wytrzymał to spojrzenie, nie odwracając wzroku. Kąśliwość siostry była dla dobrze mu znana. Piękne rzeczy można było mówić o bliźniaczej więzi, Odie zaś od dawna wybrała język szpilek. Usta wygięły mu się w wąski kształt, który nie był uśmiechem.
Co więcej, nie miał siły na dyskusje o etyce jedzenia w dniu, w którym prawie zabił (albo pozwolił zabić) własnego ojca. Myśl ta obiegła go ponownie, gdy bliźniaczka powiedziała o nowotworze. Spojrzał na swoje nieruchome dłonie leżące na stole. Palce wyglądały na niewinne. Nie chciały się poruszyć. Zaufałby im, gdyby chodziło o cięcie skóry, o naprawianie uszkodzonych tkanek, o wyciąganie kuli lub zaklętej kuli świetlnej z ludzkiego ciała, ale kiedy trzeba było je odwrócić, aby zadać cios — zawiodły. (Żałosny, żałośny, żałośna żałość, Odysie).
Poczuł, jak Othello obok niego się napiął. Nie trzeba było widmowidza, żeby dostrzec tę aurę goryczy, która otaczała najmłodszego jak mgła. A potem przyszła propozycja modlitwy. Odile — praktyczna… proponowała modlitwę.
Chciał się odgryźć, że ojciec opowiadał, że matka modliła się każdego dnia. Do wielu bogów. I do swoich przodków. Efekt był im wszystkim znamy. Tego dnia po raz pierwszy od lat widział na ich twarzach to samo co na jego. Szkoda tylko, że to była nienawiść, a nie radość z rodzinnego spotkania.
— Odmówmy — zgodził się. Jeśli Matka istniała, niech usłyszy, że jej dzieci znów się kłóciły nad chińskim jedzeniem. To będzie miłe urozmaicenie. — Przynajmniej za jedno musimy mu podziękować. Że robimy… znosimy to coraz lepiej. Postęp. Następnym razem zamiast zaklęcia użyję cegły.
Co więcej, nie miał siły na dyskusje o etyce jedzenia w dniu, w którym prawie zabił (albo pozwolił zabić) własnego ojca. Myśl ta obiegła go ponownie, gdy bliźniaczka powiedziała o nowotworze. Spojrzał na swoje nieruchome dłonie leżące na stole. Palce wyglądały na niewinne. Nie chciały się poruszyć. Zaufałby im, gdyby chodziło o cięcie skóry, o naprawianie uszkodzonych tkanek, o wyciąganie kuli lub zaklętej kuli świetlnej z ludzkiego ciała, ale kiedy trzeba było je odwrócić, aby zadać cios — zawiodły. (Żałosny, żałośny, żałośna żałość, Odysie).
Poczuł, jak Othello obok niego się napiął. Nie trzeba było widmowidza, żeby dostrzec tę aurę goryczy, która otaczała najmłodszego jak mgła. A potem przyszła propozycja modlitwy. Odile — praktyczna… proponowała modlitwę.
Chciał się odgryźć, że ojciec opowiadał, że matka modliła się każdego dnia. Do wielu bogów. I do swoich przodków. Efekt był im wszystkim znamy. Tego dnia po raz pierwszy od lat widział na ich twarzach to samo co na jego. Szkoda tylko, że to była nienawiść, a nie radość z rodzinnego spotkania.
— Odmówmy — zgodził się. Jeśli Matka istniała, niech usłyszy, że jej dzieci znów się kłóciły nad chińskim jedzeniem. To będzie miłe urozmaicenie. — Przynajmniej za jedno musimy mu podziękować. Że robimy… znosimy to coraz lepiej. Postęp. Następnym razem zamiast zaklęcia użyję cegły.
absolutnie, absolutnie
będę z Tobą aż po grób
będę z Tobą aż po grób