11.10.2026, 23:20 ✶
Jeszcze przed momentem spacerowała sobie beztrosko po lesie, rozmyślając o wszystkim i o niczym, a teraz znajdowała się na dnie jakiejś zapomnianej przez świat dziury, otoczona wilgotnymi liśćmi i rozsypanymi gałązkami. Gdyby nie przeszywający kostkę ból, cała sytuacja mogłaby wydać jej się nawet zabawna. W końcu nie każdego dnia człowiek miał okazję przekonać się, jak wygląda leśne poszycie od spodu.
Na widok pochylającej się nad nią dziewczyny rozpromieniła się jednak niemal natychmiast, choć uśmiech nieco zadrżał, kiedy spróbowała poprawić ułożenie nieszczęsnej nogi.
- Och, na wszystkie stokrotki! Naprawdę mnie ostrzegałaś! - wyrzuciła z siebie, przypominając sobie nagle urywki zasłyszanego wcześniej okrzyku. - Przepraszam cię najmocniej! Zupełnie się zamyśliłam. Wiesz, czasem tak mam, że głowa wędruje sobie gdzieś daleko, a nogi najwyraźniej postanawiają pójść w zupełnie innym kierunku.
Zaśmiała się cichutko z własnego nieszczęścia, po czym odgarnęła z twarzy kosmyk jasnych włosów, do którego przyczepił się niewielki, rudawy listek.
- Nic mi nie jest! - zapewniła pospiesznie, lecz niemal natychmiast skrzywiła się, gdy przypadkiem poruszyła stopą. - No, może troszeczkę. Chyba skręciłam kostkę. Ale mogło być gorzej, prawda? Mogłam przecież wylądować na głowie. Albo spotkać na dole jakiegoś bardzo niezadowolonego borsuka!
Przy tej ostatniej myśli rozejrzała się nawet odruchowo po zagłębieniu, jak gdyby dopiero teraz przyszło jej do głowy, że mogła wtargnąć do czyjegoś mieszkania. Na szczęście nie dostrzegła żadnego oburzonego mieszkańca lasu.
Dopiero po chwili przypomniała sobie o wyciągniętych ku niej dłoniach nieznajomej. Uśmiechnęła się do niej przepraszająco i wyciągnęła własną rękę, lecz zaraz się zawahała. Kostka pulsowała coraz bardziej nieprzyjemnie, a przy próbie wyprostowania nogi ból rozchodził się aż ku łydce.
- Poczekaj chwileczkę, dobrze? - poprosiła łagodnie. - Chyba lepiej będzie, jeśli najpierw obejrzę nogę. Nie chciałabym się na niej opierać, dopóki nie będę wiedziała, co się stało. Jeszcze pociągnęłabym cię za sobą.
Ostrożnie zmieniła pozycję, która pozwalała jej pochylić się nad kostką i podciągnęła do góry spodnie.
- Tak! Zbieram na sabat - odpowiedziała z ożywieniem, kiedy padło pytanie o chrust i zrozumiała, że ma do czynienia z czarownicą. - Pomyślałam, że to będzie całkiem miłe zajęcie. Trochę świeżego powietrza, trochę ruchu, a przy okazji można zrobić coś pożytecznego. No i popatrz, ile pięknych kolorów jest teraz w lesie! Szkoda byłoby przesiedzieć taki dzień w czterech ścianach.
Zadarła głowę, spoglądając na rude i złote korony drzew. Przez moment zapatrzyła się w nie z takim zachwytem, jakby zupełnie zapomniała o swoim położeniu.
- A ty? - zapytała, ale przypomniała sobie zaraz, że nieznajoma również niosła patyki. - To znaczy, oczywiście, że zbierasz. Inaczej pewnie nie chodziłabyś po lesie z naręczem drewna. Chociaż kto wie, ludzie mają różne zainteresowania.
Urwała, uświadomiwszy sobie, że zaczyna mówić od rzeczy.
- Przepraszam, strasznie się rozgadałam. Jestem Zelena - przedstawiła się w końcu, posyłając nieznajomej znacznie serdeczniejszy uśmiech. - I bardzo ci dziękuję, że próbowałaś mnie ostrzec.
Delikatnie rozluźniła sznurowadła buta, sprawdziła czucie w palcach i upewniła się, że stopa nie jest nienaturalnie wykrzywiona. Dopiero wtedy sięgnęła po różdżkę, którą na szczęście miała pod ręką. Rzuciła zaklęcie, które miało obandażować kostkę.
rzut na kształtowanie - bandaże
Na widok pochylającej się nad nią dziewczyny rozpromieniła się jednak niemal natychmiast, choć uśmiech nieco zadrżał, kiedy spróbowała poprawić ułożenie nieszczęsnej nogi.
- Och, na wszystkie stokrotki! Naprawdę mnie ostrzegałaś! - wyrzuciła z siebie, przypominając sobie nagle urywki zasłyszanego wcześniej okrzyku. - Przepraszam cię najmocniej! Zupełnie się zamyśliłam. Wiesz, czasem tak mam, że głowa wędruje sobie gdzieś daleko, a nogi najwyraźniej postanawiają pójść w zupełnie innym kierunku.
Zaśmiała się cichutko z własnego nieszczęścia, po czym odgarnęła z twarzy kosmyk jasnych włosów, do którego przyczepił się niewielki, rudawy listek.
- Nic mi nie jest! - zapewniła pospiesznie, lecz niemal natychmiast skrzywiła się, gdy przypadkiem poruszyła stopą. - No, może troszeczkę. Chyba skręciłam kostkę. Ale mogło być gorzej, prawda? Mogłam przecież wylądować na głowie. Albo spotkać na dole jakiegoś bardzo niezadowolonego borsuka!
Przy tej ostatniej myśli rozejrzała się nawet odruchowo po zagłębieniu, jak gdyby dopiero teraz przyszło jej do głowy, że mogła wtargnąć do czyjegoś mieszkania. Na szczęście nie dostrzegła żadnego oburzonego mieszkańca lasu.
Dopiero po chwili przypomniała sobie o wyciągniętych ku niej dłoniach nieznajomej. Uśmiechnęła się do niej przepraszająco i wyciągnęła własną rękę, lecz zaraz się zawahała. Kostka pulsowała coraz bardziej nieprzyjemnie, a przy próbie wyprostowania nogi ból rozchodził się aż ku łydce.
- Poczekaj chwileczkę, dobrze? - poprosiła łagodnie. - Chyba lepiej będzie, jeśli najpierw obejrzę nogę. Nie chciałabym się na niej opierać, dopóki nie będę wiedziała, co się stało. Jeszcze pociągnęłabym cię za sobą.
Ostrożnie zmieniła pozycję, która pozwalała jej pochylić się nad kostką i podciągnęła do góry spodnie.
- Tak! Zbieram na sabat - odpowiedziała z ożywieniem, kiedy padło pytanie o chrust i zrozumiała, że ma do czynienia z czarownicą. - Pomyślałam, że to będzie całkiem miłe zajęcie. Trochę świeżego powietrza, trochę ruchu, a przy okazji można zrobić coś pożytecznego. No i popatrz, ile pięknych kolorów jest teraz w lesie! Szkoda byłoby przesiedzieć taki dzień w czterech ścianach.
Zadarła głowę, spoglądając na rude i złote korony drzew. Przez moment zapatrzyła się w nie z takim zachwytem, jakby zupełnie zapomniała o swoim położeniu.
- A ty? - zapytała, ale przypomniała sobie zaraz, że nieznajoma również niosła patyki. - To znaczy, oczywiście, że zbierasz. Inaczej pewnie nie chodziłabyś po lesie z naręczem drewna. Chociaż kto wie, ludzie mają różne zainteresowania.
Urwała, uświadomiwszy sobie, że zaczyna mówić od rzeczy.
- Przepraszam, strasznie się rozgadałam. Jestem Zelena - przedstawiła się w końcu, posyłając nieznajomej znacznie serdeczniejszy uśmiech. - I bardzo ci dziękuję, że próbowałaś mnie ostrzec.
Delikatnie rozluźniła sznurowadła buta, sprawdziła czucie w palcach i upewniła się, że stopa nie jest nienaturalnie wykrzywiona. Dopiero wtedy sięgnęła po różdżkę, którą na szczęście miała pod ręką. Rzuciła zaklęcie, które miało obandażować kostkę.
Rzut PO 1d100 - 34
Słaby sukces...
Słaby sukces...
rzut na kształtowanie - bandaże