— Ma się tę… to dobre serce — uśmiechnęła się do Sebastiana szeroko. Miało tam być coś o smykałce do interesów, ale musiała nieco zrewidować swoje zamiary, biorąc pod uwagę że jednak kowen przynajmniej powinien udawać, że najbardziej interesowało go dobro swoich owieczek. To w ogóle zawsze było dla niej bardzo ciekawe porównanie, biorąc pod uwagę że pasterz, dbając o swoich podopiecznych, musiał ich regularnie strzyc z wełny. — Tak, tak. Magiczna architektura zdecydowanie będzie tutaj niezwykle pomocna. A też jestem pewna, że arcykapłan bardzo chętnie na ten pomysł przystanie. Bo jest świetny.
Percival byłby jej zdaniem skończonym idiotą, gdyby postanowił nie skorzystać z takiej okazji, szczególnie że po tej całej Lithcie, to wiara niektórych jego owieczek chwiała się pewnie w posadach. Po Beltane też, biorąc pod uwagę że podobno rodziły się dookoła jakieś rebelie.
— Mauzoleum zawsze wydawało mi się rozrywką dla ludzi o mocnych nerwach. I żołądku. Ale ogólnie bardzo polecam — wypchane eksponaty nie były dla wszystkich i ona sama miała na ich temat mieszane uczucia, ale chyba bardziej ją fascynowały niż cokolwiek innego. Dla niej śmierć nigdy nie była permanentna, a przynajmniej na ten jej rodzaj najbardziej się napatrzyła. Blada skóra, chłodne dłonie, bicie serca które ledwo dało się podchwycić… śmierć miała dla niej twarze jej bliskich, którzy przeczyli wszelkim prawom świata.
— Przemarsz? Na Matkę, gdyby to był przemarsz, to może przynajmniej wyglądałoby to dwornie — zaśmiała się, uśmiechając z przekąsem. Ona wyobrażała sobie to wszystko w jeden sposób; banda dzikusów wbiegnie na ślepo do Kniei i tam poumierają. A potem ona i Sebastian będą musieli zbierać ich dusze do słoików, żeby odesłać ich podczas Beltane na tamten świat.
— Za mnie też się pomódl. Ja w zamian pomodlę się za Ciebie. Bogini zawsze milej patrzy na nas, gdy troszczymy się o innych, ale i my sami potrzebujemy ochrony, prawda?
sort of horror