Arogancja miała to do siebie, że mogła być kwestią subiektywną, a to w jaki sposób zachowywał się Peregrinus, wyraźnie nie przekonywało do niego Szeptuchy. Zmarszczyła na nowo brwi i przekręciła w palcach parę razy łapacz snów, przełykając wypowiadane w jej stronę ładne słówka, które miały to do siebie, że nie przekazywały sobą nic konkretnego.
Nie odpowiedziała na żadne jego pytanie, zamiast tego błądząc spojrzeniem ciemnych oczu za Millie, która wyraźnie podekscytowana skierowała swoje kroki do kuzyna. Chciała - bardzo dobrze, chociaż Szeptucha nie wyglądała na kogoś, kto potrzebował usłyszeć czyjąś jasną i wyraźną zgodę. Kiedy Millie zwróciła na nią uwagę, kobieta kiwnęła głową, ale spojrzenie pełzło gdzieś po podłodze i dało się usłyszeć skrzypnięcie drzwi wejściowych. Zanim Peregrinus zdążył zareagować, coś owinęło się wokół jego torsu i szarpnęło. Roślinność wyciągnęła go z chaty, zmuszając do przejścia przez próg i zostawiając przed drzwiami, a te zatrzasnęły mu się głośno przed nosem.
Moody czuła, jak herbata działa. Było jej nieco spokojniej, chociaż wciąż czuła przepływającą przez nią ekscytację, chociaż pewnie i bez tego nie zdążyłaby zareagować dostatecznie szybko.
— Powiedziałaś że chcesz. Możemy więc spróbować, albo dołączysz do niego i zawrócicie — wymruczała cierpkim głosem, podnosząc na nią wreszcie spojrzenie. — Pozwalam, by rodzina zawsze mogła do mnie trafić, ale od swoich gości i w moim domu, oczekuję by zachowywali się jak goście. Podstęp? Gdybym chciała waszej krzywdy, zająłby się wami Las — zamilkła na chwilę, ale w końcu drgnęła jakby sobie o czymś przypomniała. — Nic mu nie będzie. Posiedzi sobie bezpiecznie na dworze.