09.10.2026, 14:52 ✶
Zagryzł dolną wargę, gdy Yaxley zalała go pytaniami. Nawet nie wiedział, jak wytłumaczyć jej to, że szturm na Polanę Ognisk faktycznie mógł doprowadzić do czegoś dobrego, nie wdając się jednocześnie w dyskusję długości wykładu uniwersyteckiego. Zwłaszcza, gdyby miał jeszcze w tym uwzględnić wszystkie swoje potencjalne teorie na temat tego, jak… pozbycie się… dębu z Polany Ognisk mogłoby wpłynąć na Widma i lokalny teren.
— Święte słowa, panie Benjy — rzucił do mężczyzny, który akurat zaglądał do wskazanego mu wcześniej pudła. — Jeszcze tego nie rozumiecie, ale powiedzmy, że… Mam ogromną nadzieję, że wierni, którzy chcą przedrzeć się przez Knieję Godryka działają pod natchnieniem Przenajświętszej. W pewnych okolicznościach ich… werwa… mogłaby znacząco zmniejszyć liczbę potencjalnie niebezpiecznych czynników, które… występują… w tej okolicy…
Macmillan przymknął oczy i zaczął intensywnie pocierać nasadę nosa. Nie. To nie miało sensu. Tłumaczenie im wszystkiego pokrótce wprowadzi tylko jeszcze większy chaos, a Matka jedyna wiedziała, co się z nimi stanie, kiedy przemarsz faktycznie się zacznie. Sądząc po tym, co działo się na Polanie podczas Beltane i w Londynie podczas Polany Ognisk, to połowa planów organizacyjnych pójdzie się walić przez chaos dookoła. Sebastian wziął głęboki oddech i otworzył oczy.
— Czytałaś tą anonimową wiadomość, którą Ci wczoraj przesłałem razem z listem? — Spojrzał prosto na Geraldine. — Najwyraźniej plotki na temat przemarszu nie zrodziły się ot tak w jedną noc, a krążyły po Londynie od dłuższego czasu. Na tyle długo, że dotarły do ministerialnych służb bezpieczeństwa, więc postanowili zrobić to, co robią najlepiej i zaczęli drążyć. — Sebastian zaczerpnął powietrza. — Wydawało im się, że to kowen ma coś z tym wspólnego. Że idea odbicia Polany Ognisk wyszła bezpośrednio z naszego środowiska. Nie będę oceniać, bo po tym, co zrobiła Isobell takie podejrzenia są… zrozumiałe, ale nie byłem w stanie im z tym pomóc. Jeszcze wtedy myślałem, że sobie to wymyślili.
Czuł lekkie wyrzuty sumienia, ale trudno było mu wówczas nie podchodzić z ostrożnością do podobnych zarzutów względem wyznawców Pani Księżyca. Bądź co bądź, w ostatnim czasie Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów mógł być nieco przewrażliwiony na punkcie działalności wywrotowej. Pierwsze ataki Śmierciożerców. Porwania. Manifest Czarnego Pana. Atak na Beltane. Stonhenge. Spalona Noc. A teraz jeszcze do tej listy miało dołączyć Święto Duchów.
— Dopiero kilka dni później dowiedziałem się, że faktycznie jest to informacja obecna w przestrzeni publicznej, ale dopiero wczorajszy anonim przekonał mnie o tym, że coś się szykuje. — Westchnął ciężko. — Po prawdzie, nie ma chyba gorszego miejsca i czasu na taką demonstrację.
Wzrok Sebastiana momentalnie podniósł się z ziemi, aby powędrować prosto w kierunku Geraldine, gdy ta wspomniała o informacjach przekazanych jej przez ojca. A więc jakieś wieści z obozu badaczy zdołały już wydostać się poza Polanę Ognisk. Ciekawiło go, kto też zdecydował się na przekazanie informacji na temat zachowania Widm dalej. I czy źródłem przecieku byli pracownicy Ministerstwa Magii czy chociażby ktoś związany z rektorem.
— Macie szczęście, bo ja wiem — poinformował Sebastian, przykładając zaciśniętą dłoń do swojego podbródka. — Od czego by tu zacząć… Jeśli śledziliście wiadomości, to zapewne wiecie, że w trakcie ataku na Beltane zerwała się wielka wichura. Potem wolontariusze szukali w lesie ludzi, których rozrzuciło na cztery wiatry. — Zaczął wodzić po twarzach swoich rozmówców, próbując wyłapać jakiś znak, że kojarzą sprawę. On sam znał ją przede wszystkim z doniesień kowenowych i różnego rodzaju komunikatów prasowych. — W każdym razie… Tamtej nocy na Polanie Ognisk wylądowało drzewo, które wbiło się w nią do góry nogami. A potem teren zamknięto i nikogo tam praktycznie nie wpuszczano.
Jedno trzeba było przyznać Ministerstwu Magii i Departamentowi Tajemnic: kiedy faktycznie chcieli coś ukryć przed społecznością czarodziejów, to wychodziło im to wręcz perfekcyjnie. Kto by pomyślał, że ze wszystkich anomalii, jakie mogli badać Niewymowni, to właśnie odwrócone drzewo okaże się tą ciekawostką, która zafascynuje całe grono badaczy?
— Otóż… Do tej pory wydawało mi się, że Departament Tajemnic odciął Polanę ze względu na śledztwo prowadzone w sprawie ataku na Polanę Ognisk i to, że w wigilię Beltane Czarnemu Panu udało się otworzyć przejście do Limbo. — Zamilkł na dłuższą chwilę. — Zapewne jest w tym jakieś ziarno prawdy, jednak… Stacjonujący tam zespół badawczy skupia się przede wszystkim na tym drzewie. Okazało się, że ma jakieś cudowne magiczne właściwości. Ponoć potrafi tworzyć kopie metalowych konstrukcji. Ingeruje w faunę i florę w pobliżu. Duchy i Widma ciągną do niego z każdej strony, próbując się pożywić jego energią. — Sebastian przymknął na moment oczy. — Nie mogę powiedzieć wiele ponad to, ale z bardzo dobrego źródła wiem, że potrafi być też śmiertelnie niebezpieczne. A ta banda arogantów… Chce je wykorzystać do własnych celów. Chcą zdobyć chwałę, sławę, pieniądze, już sam nie wiem.
Był tam zbyt krótko, aby dokładniej rozeznać się w nastrojach poszczególnych badaczy. Wiedział, że mieli już dość pracy na Polanie Ognisk, ale co właściwie się za tym kryło? Zniecierpliwienie wywołane tym, że zaraz minie pół roku od początku kryzysu w Kniei a oni dalej nie mieli żadnych przydatnych odpowiedzi? A może nie mogli się doczekać aż będą mogli badać drzewo na własną rękę? I gdzie kończyły się osobiste ambicje tych wszystkich specjalistów, a gdzie zaczynały interesy Ministerstwa Magii?
— Ich oryginalnym planem było porąbanie tego drzewa na kawałki. To znaczy, rozważali też zostawienie go w takim stanie jakim było, ale dało się wyczuć, że co poniektórzy bardzo chętnie podzieliby je między siebie nawzajem — kontynuował, zerkając co chwilę to w jedną, to w prawą stronę, jakby obawiał się, że ktoś może ich podsłuchać. — Nie dość, że każdy z tych ”specjalistów” eksperymentowałby na tym bezbożnym drzewie we własnym zakresie, to jeszcze dochodzi do tego niebezpieczeństwo, że nawet po ścięciu dąb zachowałby pierwiastek tej grzesznej energii, która przyciąga Widma.
Przełknął głośno ślinę.
— Wy… nie widzieliście tego drzewa z bliska. Nigdy nie widziałem czegoś tak niepokojącego. Ja odczuwam niepokój na samą myśl o nim. Ono… Uzurpuje miejsce kultu Matki, jest jak odwrócenie naturalnego porządku rzeczy. To nie doprowadzi do niczego dobrego. — Sebastian złożył ręce na piersi, jakby nagle znalazł się w pozycji defensywnej. — Udało mi się dostać na spotkanie tych badaczy i zaproponowałem im alternatywę… Pobłogosławienie drzewa świętą wodą kowenu w Samhain, spalenie go do samych korzeni w imię Przenajświętszej i rozrzucenie prochów na wybrzeżu.
To było idealne rozwiązanie. W ten sposób mógł upiec dwie, a może nawet i trzy pieczenie na jednym ogniu. Pozbyłby się niebezpiecznego drzewa z okolicy, uniemożliwiłby tym pożal-się-boże ekspertom dalszą pracę nad jego resztkami, a przy tym zwrócił na powrót Pani Księżyca jedno z jej najważniejszych miejsc kultu w kraju. A kto wie, czy oddanie czci Matce w tym świętym miejscu nie naprawiłoby też kwestii Limbo? Problemem było to, że pomimo iż dzisiaj było Święto Duchów to niestety…
— Nigdy nie poinformowano mnie o tym, jaka decyzja zapadła, więc… Ekhm… Zapewne domyślacie się, że moment w którym w jednym miejscu znajdzie się ten dąb, siły BUM niewtajemniczone w działania badaczy, zespół badawczy, zbuntowani wierni oraz Widma, to sytuacja może być dość… katastrofalna.
— Święte słowa, panie Benjy — rzucił do mężczyzny, który akurat zaglądał do wskazanego mu wcześniej pudła. — Jeszcze tego nie rozumiecie, ale powiedzmy, że… Mam ogromną nadzieję, że wierni, którzy chcą przedrzeć się przez Knieję Godryka działają pod natchnieniem Przenajświętszej. W pewnych okolicznościach ich… werwa… mogłaby znacząco zmniejszyć liczbę potencjalnie niebezpiecznych czynników, które… występują… w tej okolicy…
Macmillan przymknął oczy i zaczął intensywnie pocierać nasadę nosa. Nie. To nie miało sensu. Tłumaczenie im wszystkiego pokrótce wprowadzi tylko jeszcze większy chaos, a Matka jedyna wiedziała, co się z nimi stanie, kiedy przemarsz faktycznie się zacznie. Sądząc po tym, co działo się na Polanie podczas Beltane i w Londynie podczas Polany Ognisk, to połowa planów organizacyjnych pójdzie się walić przez chaos dookoła. Sebastian wziął głęboki oddech i otworzył oczy.
— Czytałaś tą anonimową wiadomość, którą Ci wczoraj przesłałem razem z listem? — Spojrzał prosto na Geraldine. — Najwyraźniej plotki na temat przemarszu nie zrodziły się ot tak w jedną noc, a krążyły po Londynie od dłuższego czasu. Na tyle długo, że dotarły do ministerialnych służb bezpieczeństwa, więc postanowili zrobić to, co robią najlepiej i zaczęli drążyć. — Sebastian zaczerpnął powietrza. — Wydawało im się, że to kowen ma coś z tym wspólnego. Że idea odbicia Polany Ognisk wyszła bezpośrednio z naszego środowiska. Nie będę oceniać, bo po tym, co zrobiła Isobell takie podejrzenia są… zrozumiałe, ale nie byłem w stanie im z tym pomóc. Jeszcze wtedy myślałem, że sobie to wymyślili.
Czuł lekkie wyrzuty sumienia, ale trudno było mu wówczas nie podchodzić z ostrożnością do podobnych zarzutów względem wyznawców Pani Księżyca. Bądź co bądź, w ostatnim czasie Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów mógł być nieco przewrażliwiony na punkcie działalności wywrotowej. Pierwsze ataki Śmierciożerców. Porwania. Manifest Czarnego Pana. Atak na Beltane. Stonhenge. Spalona Noc. A teraz jeszcze do tej listy miało dołączyć Święto Duchów.
— Dopiero kilka dni później dowiedziałem się, że faktycznie jest to informacja obecna w przestrzeni publicznej, ale dopiero wczorajszy anonim przekonał mnie o tym, że coś się szykuje. — Westchnął ciężko. — Po prawdzie, nie ma chyba gorszego miejsca i czasu na taką demonstrację.
Wzrok Sebastiana momentalnie podniósł się z ziemi, aby powędrować prosto w kierunku Geraldine, gdy ta wspomniała o informacjach przekazanych jej przez ojca. A więc jakieś wieści z obozu badaczy zdołały już wydostać się poza Polanę Ognisk. Ciekawiło go, kto też zdecydował się na przekazanie informacji na temat zachowania Widm dalej. I czy źródłem przecieku byli pracownicy Ministerstwa Magii czy chociażby ktoś związany z rektorem.
— Macie szczęście, bo ja wiem — poinformował Sebastian, przykładając zaciśniętą dłoń do swojego podbródka. — Od czego by tu zacząć… Jeśli śledziliście wiadomości, to zapewne wiecie, że w trakcie ataku na Beltane zerwała się wielka wichura. Potem wolontariusze szukali w lesie ludzi, których rozrzuciło na cztery wiatry. — Zaczął wodzić po twarzach swoich rozmówców, próbując wyłapać jakiś znak, że kojarzą sprawę. On sam znał ją przede wszystkim z doniesień kowenowych i różnego rodzaju komunikatów prasowych. — W każdym razie… Tamtej nocy na Polanie Ognisk wylądowało drzewo, które wbiło się w nią do góry nogami. A potem teren zamknięto i nikogo tam praktycznie nie wpuszczano.
Jedno trzeba było przyznać Ministerstwu Magii i Departamentowi Tajemnic: kiedy faktycznie chcieli coś ukryć przed społecznością czarodziejów, to wychodziło im to wręcz perfekcyjnie. Kto by pomyślał, że ze wszystkich anomalii, jakie mogli badać Niewymowni, to właśnie odwrócone drzewo okaże się tą ciekawostką, która zafascynuje całe grono badaczy?
— Otóż… Do tej pory wydawało mi się, że Departament Tajemnic odciął Polanę ze względu na śledztwo prowadzone w sprawie ataku na Polanę Ognisk i to, że w wigilię Beltane Czarnemu Panu udało się otworzyć przejście do Limbo. — Zamilkł na dłuższą chwilę. — Zapewne jest w tym jakieś ziarno prawdy, jednak… Stacjonujący tam zespół badawczy skupia się przede wszystkim na tym drzewie. Okazało się, że ma jakieś cudowne magiczne właściwości. Ponoć potrafi tworzyć kopie metalowych konstrukcji. Ingeruje w faunę i florę w pobliżu. Duchy i Widma ciągną do niego z każdej strony, próbując się pożywić jego energią. — Sebastian przymknął na moment oczy. — Nie mogę powiedzieć wiele ponad to, ale z bardzo dobrego źródła wiem, że potrafi być też śmiertelnie niebezpieczne. A ta banda arogantów… Chce je wykorzystać do własnych celów. Chcą zdobyć chwałę, sławę, pieniądze, już sam nie wiem.
Był tam zbyt krótko, aby dokładniej rozeznać się w nastrojach poszczególnych badaczy. Wiedział, że mieli już dość pracy na Polanie Ognisk, ale co właściwie się za tym kryło? Zniecierpliwienie wywołane tym, że zaraz minie pół roku od początku kryzysu w Kniei a oni dalej nie mieli żadnych przydatnych odpowiedzi? A może nie mogli się doczekać aż będą mogli badać drzewo na własną rękę? I gdzie kończyły się osobiste ambicje tych wszystkich specjalistów, a gdzie zaczynały interesy Ministerstwa Magii?
— Ich oryginalnym planem było porąbanie tego drzewa na kawałki. To znaczy, rozważali też zostawienie go w takim stanie jakim było, ale dało się wyczuć, że co poniektórzy bardzo chętnie podzieliby je między siebie nawzajem — kontynuował, zerkając co chwilę to w jedną, to w prawą stronę, jakby obawiał się, że ktoś może ich podsłuchać. — Nie dość, że każdy z tych ”specjalistów” eksperymentowałby na tym bezbożnym drzewie we własnym zakresie, to jeszcze dochodzi do tego niebezpieczeństwo, że nawet po ścięciu dąb zachowałby pierwiastek tej grzesznej energii, która przyciąga Widma.
Przełknął głośno ślinę.
— Wy… nie widzieliście tego drzewa z bliska. Nigdy nie widziałem czegoś tak niepokojącego. Ja odczuwam niepokój na samą myśl o nim. Ono… Uzurpuje miejsce kultu Matki, jest jak odwrócenie naturalnego porządku rzeczy. To nie doprowadzi do niczego dobrego. — Sebastian złożył ręce na piersi, jakby nagle znalazł się w pozycji defensywnej. — Udało mi się dostać na spotkanie tych badaczy i zaproponowałem im alternatywę… Pobłogosławienie drzewa świętą wodą kowenu w Samhain, spalenie go do samych korzeni w imię Przenajświętszej i rozrzucenie prochów na wybrzeżu.
To było idealne rozwiązanie. W ten sposób mógł upiec dwie, a może nawet i trzy pieczenie na jednym ogniu. Pozbyłby się niebezpiecznego drzewa z okolicy, uniemożliwiłby tym pożal-się-boże ekspertom dalszą pracę nad jego resztkami, a przy tym zwrócił na powrót Pani Księżyca jedno z jej najważniejszych miejsc kultu w kraju. A kto wie, czy oddanie czci Matce w tym świętym miejscu nie naprawiłoby też kwestii Limbo? Problemem było to, że pomimo iż dzisiaj było Święto Duchów to niestety…
— Nigdy nie poinformowano mnie o tym, jaka decyzja zapadła, więc… Ekhm… Zapewne domyślacie się, że moment w którym w jednym miejscu znajdzie się ten dąb, siły BUM niewtajemniczone w działania badaczy, zespół badawczy, zbuntowani wierni oraz Widma, to sytuacja może być dość… katastrofalna.