09.10.2026, 09:58 ✶
Icarus nie pierwszy raz oglądał Basila przy pracy. Zawsze uważał to za fascynujące, choć kompletnie niezrozumiałe. Nie wiedział dokładnie, jak rozpoznać klątwę, czemu jego brat dokładnie się przypatrywał i co znajdował. Czy chodziło o jakąś zagadkę? Czy może o diagnozę, podobną do tej lekarskiej? Cóż, pewne było, że bez pomocy Basila, Convivium nie miało szans, by ponownie otworzyć się dla klientów.
Miał jednak nadzieję, że jego brat przy swoich wrażliwych płucach wytrzyma w smrodliwym barze na tyle długo, by poradzić sobie z klątwą. Oczywiście, gdyby na szali stało zdrowie Basiliusa, Icarus odpuściłby to klątwołamanie albo przynajmniej rozłożył je w czasie.
– Jeśli będziesz potrzebował wyjść, to w porządku. Nawet ja ledwo tu oddycham – odparł ze skrzyżowanymi na piersi rękami.
Kiedy Basil skończył to swoje badanie lub raczej klątwołamanie, nie było żadnych fajerwerków. Towarzyszyło temu raczej wrażenie, jakby ciśnienie się wyrównało. Nagle dźwięki kroków starszego Prewetta stały się wyraźniejsze, mniej zanieczyszczone. Choć wcześniej wcale nie wydawało się, że coś było z nimi nie tak.
Ari ostrożnie wyciągął różdżkę przed siebie, jak najdalej. Wyczarował maleńki płomyczek na końcu. Ten, zamiast wystrzelić w sufit po prostu tańczył spokojnie, jakby paliła się świeczka. Młodszy Prewett odetchnął z ulgą. Zgasił płomień, podszedł do brata i poklepał go po ramieniu.
– Dziękuję, braciszku. Jeden problem z głowy – uśmiechnął się. – A teraz wyjdźmy na dwór, bo nie ma co przebywać tu dłużej niż trzeba. A potem idźmy na herbatę i to jakąś mocno aromantyczną.
Miał jednak nadzieję, że jego brat przy swoich wrażliwych płucach wytrzyma w smrodliwym barze na tyle długo, by poradzić sobie z klątwą. Oczywiście, gdyby na szali stało zdrowie Basiliusa, Icarus odpuściłby to klątwołamanie albo przynajmniej rozłożył je w czasie.
– Jeśli będziesz potrzebował wyjść, to w porządku. Nawet ja ledwo tu oddycham – odparł ze skrzyżowanymi na piersi rękami.
Kiedy Basil skończył to swoje badanie lub raczej klątwołamanie, nie było żadnych fajerwerków. Towarzyszyło temu raczej wrażenie, jakby ciśnienie się wyrównało. Nagle dźwięki kroków starszego Prewetta stały się wyraźniejsze, mniej zanieczyszczone. Choć wcześniej wcale nie wydawało się, że coś było z nimi nie tak.
Ari ostrożnie wyciągął różdżkę przed siebie, jak najdalej. Wyczarował maleńki płomyczek na końcu. Ten, zamiast wystrzelić w sufit po prostu tańczył spokojnie, jakby paliła się świeczka. Młodszy Prewett odetchnął z ulgą. Zgasił płomień, podszedł do brata i poklepał go po ramieniu.
– Dziękuję, braciszku. Jeden problem z głowy – uśmiechnął się. – A teraz wyjdźmy na dwór, bo nie ma co przebywać tu dłużej niż trzeba. A potem idźmy na herbatę i to jakąś mocno aromantyczną.
Too close to the Sun
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.