09.10.2026, 09:44 ✶
Czasami dziwiło go, jak bardzo Mona w siebie nie wierzyła. Czyja była to zasługa? Jej ojca? Traumy po utracie ręki? Można było gdybać nad przyczynami tego stanu. Icarus wolał jednak najzwyczajniej go zwalczać za pomocą miłych słów i zachęt.
– Ja też jestem człowiekiem i zawsze z zainteresowaniem słucham jak mówisz o smokach. A nie jestem kimś, kto specjalnie idzie na uczelnię, by się o nich uczyć. Może na uniwersytecie znalazłabyś sobie nawet jeszcze lepszych słuchaczy niż ja. Wiem, że występy przed audytoriami są cholernie trudne. Ja na mojej pierwszej konferencji trząsłem się jakbym był rybą wyciągniętą z wody. Masakra. Ale z każdym kolejnym razem jest coraz lepiej. Charyzma to coś, co można sobie wyćwiczyć. A wiesz, wyobrażam sobie, że nie każdy będzie zachwycony, gdy się rozgadam o ceramice okresu cesarza Hadriana.
Wyrównana ziemia tchnęła nadzieję w serce Icarusa. Byli już coraz bliżej miejsca, gdzie można było usiąść, zjeść, napić się. Chwilę odpocząć. Choć może, pod kątem emocjonalnym, czekał go jeszcze większy wysiłek niż wspinaczka górska. Malutkie pudełeczko ciążyło mu w kieszeni. A co jeśli Mo odmówi? Jeśli nie chciała się wiązać? Zrozumiałby to. Wyszedłby na kompletnego kretyna, ale zrozumiałby.
Łatwiej by było, gdybym mógł sobie dodać animuszu alkoholem – pomyślał, lecz zaraz przepędził ten pomysł. Na spotkaniach AA słyszał, że takie myśli dopadają człowieka w stresowych momentach. Był przed nimi ostrzeżony.
Zarumienił się nieco na słowa kobiety. Takie zalotne sugestie wciąż jakoś krążyły między nimi. W tej ich dynamice tkwiło coś poza zwykłymi preferencjami. Ari czuł się spokojniej, gdy powierzał kontrolę nad sytuacją komuś innemu.
Przeszli na punkt widokowy. Icarus przystanął na chwilę, chłonąc tutejszy krajobraz. Jezioro, krystalicznie czyste, otoczone górskim pasmem. Było pięknie, choć Prewett trzymał się daleko od krawędzi. Ani myślał, by spoglądać w przepaść. Trzymał się od niej jak najdalej.
Już miał się tłumaczyć ze swojego lęku wysokości, gdy nagle Mona gwizdnęła. Icarusowi dopiero teraz krew naprawdę zmroziła się w żyłach. A co jeśli na jej wyzwanie przyleci gigantyczna bestia? Nie było jak wezwać pomocy. A zresztą nie mieliby czasu. Potwór zeżarłby ich w całości i nawet by się nimi nie najadł.
– Mo… Co ty właśnie…? – urwał wpół zdania, bo na skale nieopodal zarysował się cień. Sporych rozmiarów i co gorsza… smoczy.
– Ja też jestem człowiekiem i zawsze z zainteresowaniem słucham jak mówisz o smokach. A nie jestem kimś, kto specjalnie idzie na uczelnię, by się o nich uczyć. Może na uniwersytecie znalazłabyś sobie nawet jeszcze lepszych słuchaczy niż ja. Wiem, że występy przed audytoriami są cholernie trudne. Ja na mojej pierwszej konferencji trząsłem się jakbym był rybą wyciągniętą z wody. Masakra. Ale z każdym kolejnym razem jest coraz lepiej. Charyzma to coś, co można sobie wyćwiczyć. A wiesz, wyobrażam sobie, że nie każdy będzie zachwycony, gdy się rozgadam o ceramice okresu cesarza Hadriana.
Wyrównana ziemia tchnęła nadzieję w serce Icarusa. Byli już coraz bliżej miejsca, gdzie można było usiąść, zjeść, napić się. Chwilę odpocząć. Choć może, pod kątem emocjonalnym, czekał go jeszcze większy wysiłek niż wspinaczka górska. Malutkie pudełeczko ciążyło mu w kieszeni. A co jeśli Mo odmówi? Jeśli nie chciała się wiązać? Zrozumiałby to. Wyszedłby na kompletnego kretyna, ale zrozumiałby.
Łatwiej by było, gdybym mógł sobie dodać animuszu alkoholem – pomyślał, lecz zaraz przepędził ten pomysł. Na spotkaniach AA słyszał, że takie myśli dopadają człowieka w stresowych momentach. Był przed nimi ostrzeżony.
Zarumienił się nieco na słowa kobiety. Takie zalotne sugestie wciąż jakoś krążyły między nimi. W tej ich dynamice tkwiło coś poza zwykłymi preferencjami. Ari czuł się spokojniej, gdy powierzał kontrolę nad sytuacją komuś innemu.
Przeszli na punkt widokowy. Icarus przystanął na chwilę, chłonąc tutejszy krajobraz. Jezioro, krystalicznie czyste, otoczone górskim pasmem. Było pięknie, choć Prewett trzymał się daleko od krawędzi. Ani myślał, by spoglądać w przepaść. Trzymał się od niej jak najdalej.
Już miał się tłumaczyć ze swojego lęku wysokości, gdy nagle Mona gwizdnęła. Icarusowi dopiero teraz krew naprawdę zmroziła się w żyłach. A co jeśli na jej wyzwanie przyleci gigantyczna bestia? Nie było jak wezwać pomocy. A zresztą nie mieliby czasu. Potwór zeżarłby ich w całości i nawet by się nimi nie najadł.
– Mo… Co ty właśnie…? – urwał wpół zdania, bo na skale nieopodal zarysował się cień. Sporych rozmiarów i co gorsza… smoczy.
Too close to the Sun
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.