09.10.2026, 00:11 ✶
- Nie mam podstaw, żeby łączyć te dwa zdarzenia - odparła po chwili namysłu. - Tamte dzieciaki widziałam na własne oczy. Tutaj nie wiem nawet, czy ktokolwiek zrobił to umyślnie. Nie chciałabym oskarżać nikogo wyłącznie dlatego, że ostatnio spotyka mnie więcej nieprzyjemności niż zazwyczaj.
Wypowiadając te słowa, przesunęła spojrzeniem ku filiżance, która nadal spoczywała na spodku, niewinnie i niemal niedorzecznie zwyczajna pośród całego zamieszania. Delikatny ornament zdobiący porcelanę wyglądał dokładnie tak samo jak przed kilkunastoma minutami. Nic nie wskazywało na to, by ten niepozorny przedmiot mógł mieć jakikolwiek związek z osobliwą przypadłością, która właśnie ją dotknęła.
- Leo nie wie. Przynajmniej jeszcze nie - dodała, wracając wzrokiem do Hannibala. - Nie zamierzam go niepokoić, dopóki nie ustalę, co właściwie zaszło.
Niespodziewana obecność kuzyna przynosiła jej pewną ulgę, której nie zamierzała jednak okazywać z przesadną wylewnością. Pozwoliła Hannibalowi spróbować własnych sił, chociaż obserwowała każdy ruch jego różdżki z uwagą człowieka, który nie zwykł powierzać innym rozwiązania swoich problemów bez zachowania choćby pozorów nadzoru. Nie spodziewała się szczególnie wiele. Jej własna próba nie przyniosła przecież żadnego widocznego rezultatu, toteż kiedy niewielki fragment przedramienia odzyskał naturalną barwę, uniosła brwi z autentycznym zdumieniem.
- Ciekawe… - mruknęła, przesuwając opuszkami palców drugiej dłoni w pobliżu odczarowanego fragmentu. Miała wielką ochotę poprosić go, by natychmiast spróbował ponownie, tym razem na większej powierzchni. Powstrzymała się jednak. Nie wiedzieli przecież, z czym mają do czynienia, a fakt, że pierwsza próba przyniosła pożądany rezultat, nie stanowił jeszcze gwarancji bezpieczeństwa kolejnych. Na wzmiankę o klątwołamaczu wyprostowała się nieco, odzyskując zwykłą, dystyngowaną postawę. Dopiero teraz w pełni uświadomiła sobie, jak niedorzecznie musiałaby wyglądać, gdyby ktoś niepowołany zajrzał do pracowni. Nie chodziło nawet o samą próżność, choć i tej nie była całkowicie pozbawiona. Jako przedstawicielka rodu Averych, a przy tym osoba odpowiedzialna za działalność galerii, doskonale wiedziała, z jaką łatwością najbardziej błahe zdarzenia urastały do rangi salonowych sensacji. Nie zamierzała dostarczać towarzystwu nowego tematu rozmów, zwłaszcza że sama nie potrafiła jeszcze wyjaśnić przyczyny swojego położenia.
- Do Gringotta? W takim stanie? - powtórzyła z niedowierzaniem, spoglądając na kuzyna. - Nawet gdybyś nałożył na mnie najlepszą iluzję, pozostaje kwestia tego, czy utrzymałaby się odpowiednio długo. A ja nie zamierzam sprawdzać tego na środku Pokątnej.
Odetchnęła powoli, pilnując, by Hannibal nie dostrzegł tego drobnego załamania pewności siebie.
- Nie mógłby pofatygować się tutaj? Mogę poczekać, chociaż nie ukrywam, że zależy mi na czasie - im dłużej o tym myślała, tym poważniej rozważała jednak pomoc medyczną. - Może uzdrowiciel to nie byłby taki głupi pomysł? Mógłby przy okazji ocenić, czy poza zmianą koloru nie dzieje się ze nmą nic niepokojącego.
Zerknęła ponownie na jasny fragment przedramienia, po czym ostrożnie opuściła rękę. Może powinna wysłać sowę Basiliusowi?
Wypowiadając te słowa, przesunęła spojrzeniem ku filiżance, która nadal spoczywała na spodku, niewinnie i niemal niedorzecznie zwyczajna pośród całego zamieszania. Delikatny ornament zdobiący porcelanę wyglądał dokładnie tak samo jak przed kilkunastoma minutami. Nic nie wskazywało na to, by ten niepozorny przedmiot mógł mieć jakikolwiek związek z osobliwą przypadłością, która właśnie ją dotknęła.
- Leo nie wie. Przynajmniej jeszcze nie - dodała, wracając wzrokiem do Hannibala. - Nie zamierzam go niepokoić, dopóki nie ustalę, co właściwie zaszło.
Niespodziewana obecność kuzyna przynosiła jej pewną ulgę, której nie zamierzała jednak okazywać z przesadną wylewnością. Pozwoliła Hannibalowi spróbować własnych sił, chociaż obserwowała każdy ruch jego różdżki z uwagą człowieka, który nie zwykł powierzać innym rozwiązania swoich problemów bez zachowania choćby pozorów nadzoru. Nie spodziewała się szczególnie wiele. Jej własna próba nie przyniosła przecież żadnego widocznego rezultatu, toteż kiedy niewielki fragment przedramienia odzyskał naturalną barwę, uniosła brwi z autentycznym zdumieniem.
- Ciekawe… - mruknęła, przesuwając opuszkami palców drugiej dłoni w pobliżu odczarowanego fragmentu. Miała wielką ochotę poprosić go, by natychmiast spróbował ponownie, tym razem na większej powierzchni. Powstrzymała się jednak. Nie wiedzieli przecież, z czym mają do czynienia, a fakt, że pierwsza próba przyniosła pożądany rezultat, nie stanowił jeszcze gwarancji bezpieczeństwa kolejnych. Na wzmiankę o klątwołamaczu wyprostowała się nieco, odzyskując zwykłą, dystyngowaną postawę. Dopiero teraz w pełni uświadomiła sobie, jak niedorzecznie musiałaby wyglądać, gdyby ktoś niepowołany zajrzał do pracowni. Nie chodziło nawet o samą próżność, choć i tej nie była całkowicie pozbawiona. Jako przedstawicielka rodu Averych, a przy tym osoba odpowiedzialna za działalność galerii, doskonale wiedziała, z jaką łatwością najbardziej błahe zdarzenia urastały do rangi salonowych sensacji. Nie zamierzała dostarczać towarzystwu nowego tematu rozmów, zwłaszcza że sama nie potrafiła jeszcze wyjaśnić przyczyny swojego położenia.
- Do Gringotta? W takim stanie? - powtórzyła z niedowierzaniem, spoglądając na kuzyna. - Nawet gdybyś nałożył na mnie najlepszą iluzję, pozostaje kwestia tego, czy utrzymałaby się odpowiednio długo. A ja nie zamierzam sprawdzać tego na środku Pokątnej.
Odetchnęła powoli, pilnując, by Hannibal nie dostrzegł tego drobnego załamania pewności siebie.
- Nie mógłby pofatygować się tutaj? Mogę poczekać, chociaż nie ukrywam, że zależy mi na czasie - im dłużej o tym myślała, tym poważniej rozważała jednak pomoc medyczną. - Może uzdrowiciel to nie byłby taki głupi pomysł? Mógłby przy okazji ocenić, czy poza zmianą koloru nie dzieje się ze nmą nic niepokojącego.
Zerknęła ponownie na jasny fragment przedramienia, po czym ostrożnie opuściła rękę. Może powinna wysłać sowę Basiliusowi?
learn the rules
then break some
then break some