08.10.2026, 23:16 ✶
Czy istniały okoliczności, w których niewiedza bywała korzystna? Wiedźma nie wyobrażała sobie takich. Nie wyobrażała sobie z pełną odpowiedzialnością. Wolałaby wiedzieć nawet to, że jej matka ma romans.
Skwitowała więc milczeniem tę uwagę Lucy, skupiwszy się na wspomnieniach minionego dnia, które wydawały się tak odległe, jakby całe lata minęły.
— Kim jest Gabriel? — zapytała w biegu, nie rozpoznawszy tego rzuconego w pół rozmowy obcego imienia. Gabriel nigdy jej się z imienia i nazwiska nie przedstawił. Nie pytała. — Żadnego szczegółu — odpowiedziała wreszcie na postawione pytanie.
Wtem wiedźma została pociągnięta w bok. Lucy szarpnęła jej ramię, ciało Helloise posłusznie popłynęło za nią. Gdyby zaczęła się szarpać, tylko by zasabotowała ich wspólną ucieczkę.
Ta ucieczka urwała się na nowej polanie. Helloise dyszała. Serce waliło jej w piersiach. Rozglądała się czujnie na boki. Czuła, jak sfatygowane są jej mięśnie. Nie była pewna, czy raz wypadłszy z rytmu biegu, będzie potrafiła na powrót zacząć uciekać. Ledwo powłóczyła nogami.
Bez lęku czarownica przyjęła sugestię, jakoby rozwiązaniem sytuacji miało być zamordowanie jej. Wręcz przeciwnie: spodobał jej się ten pomysł, szczególnie że alternatywą do śmierci w słodkich ramionach Lucy, była śmierć w szponach diabelskiej bestii.
Helloise ufała, że Lucy zabije ją bez bólu.
— Zrobiłabyś to? — zapytała z nadzieją, wlepiając w detektyw półprzytomne spojrzenie. — Ach, mogłabym z twojej ręki umierać.
Zbliżyła się nieco do Lucy, zanęcona wizją rozkosznego końca, tak upragnionego po długim horrorze, gdy… Lucy wypowiedziała słowa tak niesamowicie dziwaczne, że wiedźma zastygła w bezruchu, zmarszczywszy brwi.
— Słucham?
Nie wyglądała na zdruzgotaną czy zaszokowaną. W gruncie rzeczy niewiele ją interesowało, czy matka miała romans, o ile byłby to romans z mężczyzną czystej krwi.
Helloise zbiła z tropu… nagłość tej zmiany tematu. Była tak zdumiewająca, że na chwilę kobieta zdołała zapomnieć o tym, że są ścigane.
Skwitowała więc milczeniem tę uwagę Lucy, skupiwszy się na wspomnieniach minionego dnia, które wydawały się tak odległe, jakby całe lata minęły.
— Kim jest Gabriel? — zapytała w biegu, nie rozpoznawszy tego rzuconego w pół rozmowy obcego imienia. Gabriel nigdy jej się z imienia i nazwiska nie przedstawił. Nie pytała. — Żadnego szczegółu — odpowiedziała wreszcie na postawione pytanie.
Wtem wiedźma została pociągnięta w bok. Lucy szarpnęła jej ramię, ciało Helloise posłusznie popłynęło za nią. Gdyby zaczęła się szarpać, tylko by zasabotowała ich wspólną ucieczkę.
Ta ucieczka urwała się na nowej polanie. Helloise dyszała. Serce waliło jej w piersiach. Rozglądała się czujnie na boki. Czuła, jak sfatygowane są jej mięśnie. Nie była pewna, czy raz wypadłszy z rytmu biegu, będzie potrafiła na powrót zacząć uciekać. Ledwo powłóczyła nogami.
Bez lęku czarownica przyjęła sugestię, jakoby rozwiązaniem sytuacji miało być zamordowanie jej. Wręcz przeciwnie: spodobał jej się ten pomysł, szczególnie że alternatywą do śmierci w słodkich ramionach Lucy, była śmierć w szponach diabelskiej bestii.
Helloise ufała, że Lucy zabije ją bez bólu.
— Zrobiłabyś to? — zapytała z nadzieją, wlepiając w detektyw półprzytomne spojrzenie. — Ach, mogłabym z twojej ręki umierać.
Zbliżyła się nieco do Lucy, zanęcona wizją rozkosznego końca, tak upragnionego po długim horrorze, gdy… Lucy wypowiedziała słowa tak niesamowicie dziwaczne, że wiedźma zastygła w bezruchu, zmarszczywszy brwi.
— Słucham?
Nie wyglądała na zdruzgotaną czy zaszokowaną. W gruncie rzeczy niewiele ją interesowało, czy matka miała romans, o ile byłby to romans z mężczyzną czystej krwi.
Helloise zbiła z tropu… nagłość tej zmiany tematu. Była tak zdumiewająca, że na chwilę kobieta zdołała zapomnieć o tym, że są ścigane.
dotknij trawy